0:00
0:00

0:00

*Uwaga! Pierwsza wersja tytułu ("Mamy cztery lata. I mamy dość, a Wy?"), skojarzyła się niektórym Czytelniczkom i Czytelnikom z jednym z haseł jednego z kandydatów. Oczywiście nie taka była intencja, hasło "Mamy dość" jest używane od wieków, jest od dawna nazwą jednej z grup na FB itp.. Ale dla wszelkiej jasności zmieniam nazwę artykułu i dziękuję za zwrócenie uwagi.

Piotr Pacewicz

Cztery lata, które kończymy 15 czerwca to wiek ryzykowny, o czym najlepiej wiedzą widzowie "Wiadomości" TVP, którym organ propagandy PiS z upodobaniem przypomina, że na polskie czterolatki czyhają przebiegli edukatorzy seksualni, którzy chcą "uczyć je masturbacji” (zgodnie z instrukcjami agendy deprawacji jaką jest Międzynarodowa Organizacja Zdrowia).

OKO.press, jak może broni się jednak przed wszelkimi zgubnymi wpływami.

Miało być coś śmiesznego

Napisz może coś śmiesznego, jakieś anegdotki z życia redakcyjnego - prosiły koleżanki, koledzy zresztą też. Każda redakcja ma żelazny repertuar zabawnych nieporozumień, wpadek i mniej lub bardziej czerstwych dowcipów, a ja z powodu pewnych cech charakterologicznych (zgadnijcie jakich) bywam ich mimowolnym twórcą.

W 2000 roku dopisałem (dla tzw. jaj) Włodkowi Kalickiemu puentę do wyjątkowo jak na "GW" patetycznego wstępniaka o 80. rocznicy bitwy warszawskiej. Brzmiała tak: "I dlatego w ten dzień krwi i chwały pochylam się nad siwymi wodami Wisły i chłepcę z niej wodę hełmem". Zadowolony z dowcipu wyjechałem na weekend. Redaktorzy nie wycięli mego prześmiewczego dopisku i następnego dnia - nad warmińskim jeziorem Gamerki - przeczytałem, jak Kalicki chłepcze wodę z Wisły. Mało się nie utopiłem.

W tym samym 2000 roku prowadziłem wydanie "Wyborczej" w przeddzień ogłoszenia Oskarów. Tuż przed północą zadzwonił z Los Angeles korespondent "GW" Bartek Węglarczyk (dziś redaktor naczelny Onetu) z "absolutnie pewną wiadomością", że Wajda dostanie Oskara za całokształt. Zdecydowałem się zmienić czołówkę i walnąć newsa na czerwono. O świcie zbudził mnie Wajda, że Oskara nie będzie i że nikt go tak jeszcze nie ośmieszył. Cały dzień czułem się jak Piekarski (nie małżonek posłanki, ale ten na mękach), aż usłyszałem w radio, że jednak Wajda został uhonorowany. Pytałem potem pana Andrzeja, kto się - jego zdaniem - bardziej ucieszył: on czy ja. W odpowiedzi uśmiechnął się w rozmiarze Grzegorza Schetyny. Chodzi o rozmiar uśmiechu, rzecz jasna.

W 2019 roku środowisko prawników - obrońców wolnych sądów zaprosiło redakcję na spotkanie z RPO, wyjątkowo perfidnie atakowanym przez TVP i inne takie nie-media. Postanowiliśmy okazać Adamowi Bodnarowi uznanie jakimś symbolicznym upominkiem od redakcji, ale pomysł się rozmył. Wychodząc z domu niewiele myśląc zgarnąłem z półki figurkę słonia z kilkoma słoniątkami u boku, którą przywiozłem z Nepalu. Wręczając Rzecznikowi ten ekscentryczny prezent mówiłem, że on jest takim słoniem, który broni demokracji, a my to jedno ze słoniątek - coś takiego, niezbyt składnie, ale z przekonaniem. Zaskoczony RPO zapytał, kto wpadł na pomysł słonia, więc żeby to lepiej wyszło powiedziałem półprawdę, że zespół, a żeby było jeszcze milej dodałem, że jedna z koleżanek. Kto? - dopytywał Bodnar. Tusia, Marta Nowak - odpowiedziałem, pracuje od niedawna, zajmuje się prawami uchodźców, kobiet, pracowniczymi.

RPO jako człowiek dobrze wychowany podziękował Tusi, a ona jako osoba prostolinijna odpowiedziała, że o żadnym słoniu nie wie. RPO jako człowiek prawy zadzwonił do mnie po wyjaśnienia. Ja jako człowiek, który chciał dobrze, ale zrobił głupio, zacząłem przepraszać RPO i Tusię. Redakcja nie miała innego wyjścia jak nabijać się ze swego naczelnego.

Takich anegdotek mamy bez liku (kurczę, znowu kłamstewko). OK, trochę ich by się uzbierało, ale dość tego, bo nastrój jest jednak inny.

Niby to wszystko jest jak śmieszny serial

OKO.press jest trochę jak okręt hydrograficzny, który bada stan morza, próbuje rysować mapy, opisywać prądy, oznaczać płycizny, pytać o właściwe tory wodne. Nieduży stateczek, z dziarską i charakterną załogą na pokładzie, płynął ostatnio w trudnych warunkach huraganu COVID-19 i w kolejnych politycznych sztormach wyborczych.

Ciekawa praca, ciekawe czasy, niech to szlag.

Bohaterowie jak z dobrego serialu. Boksujący po amatorsku minister zdrowia, który puszy się w mediach wypowiadając co i raz sprzeczne opinie o epidemii i wyborach, a jego resort, z podejrzanymi kolegami Szumowskiego handluje na boku maseczkami i respiratorami. Prezes K., który wychodzi z nerw i w Sejmie syczy o "chamskiej hołocie" i pisze swoim wyborcom, że opozycja to "siła obca", która chce obalić rząd przemocą . Prezydent w wywiadzie z gwiazdą TVP na literę H. nadęty jak wieloryb ("Prezydentura to wielka samotność") schodzi na poziom populizmu poniżej Putina, blisko Bolsonaro: „Dla mnie liczy się najbardziej to, co chce mi powiedzieć zwykły człowiek. Mniej mnie interesuje, co mówi jakiś, prawda, profesor, bo profesorowie zazwyczaj kierują się jakimiś interesami, a zwykły człowiek mówi to, co leży mu na sercu”.

Przeczytaj także:

Nieszczęsna kandydatka KO Kidawa-Błońska, która wzywała do tego, by na nią nie głosować (tzw. podwójny nelson) albo Hołownia, który płacze czytając Konstytucję RP i ma żonę pilotkę MIG-ów. Gowin czy raczej dwóch Gowinów w jednym Gowinie.

Fabuła tego serialu mogłaby też pomieścić kilku purpuratów: tęczowego Jędraszewskiego, Janiaka pedofilokryjcę i Długosza, który naucza o Ewangelistach Mateuszu (Morawieckim) i Łukaszu - prof. Szumowskim, który jest przedłużeniem czynów Jezusa". Ale najczarniejszym charakterem byłby sztabowiec Dudy, wojewoda Czarnek ("Oni nie są równi normalnym ludziom"), bo faszyzm jest fotogeniczny.

Kilka sezonów by się z tego uzbierało. Byłoby to wszystko śmieszne, a nawet jest w jakiś sposób śmieszne i tylko śmiech więźnie w gardle (ale o tym potem).

Prace morskie OKO.press toczą się z powodzeniem

Wskaźniki rosną jak produkcja stali w PRL. W maju 2020 na stronie OKO.press gościło 2,975 mln tzw. unique users (w przybliżeniu - użytkownicy, dokładniej - urządzenia użytkowników), rok wcześniej, w maju 2019 było Was 1,710 mln, w maju 2018 - 868 tys., w maju 2017 - 663 tys., a w lipcu 2016 - 130 tys. W cztery lata urośliśmy 23 razy, ludzki czterolatek rośnie dwukrotnie.

W najbardziej epidemicznym marcu liczba gości sięgnęła nawet 5,4 mln, wtedy wszystkie media notowały spore wzrosty dzięki zamknięciu Polek i Polaków w domach, teraz ta fala się cofa, ale w przypadku OKO.press cofa się wolniej, czerwiec jest nieco lepszy niż maj i mamy nadzieję, że zostaniemy na poziomie 2,5-3,0 mln.

Także na FB cieszymy się liczbą 442 tys. obserwujących i 379 tys. polubień (a w ramach urodzinowej kampanii chcemy dojechać do 400 tysięcy!). OKO.press jest i tutaj wyjątkowe: aż 63 tys. osób nas obserwuje nie zaznaczając, że lubi. Nieco dwuznaczny komplement od osób, którym nasz profil nie pasuje, ale uważają, że czytać warto.

Wpłaty od Państwa pozwalają nam zatrudniać na cywilizowanych zasadach (umowy o pracę) 21 pracowników redakcji (reporterów, w tym dział śledczy Bianki Mikołajewskiej, czworo redaktorów, filmowca i video-mana oraz graficzkę) i 7 pracowników od kontaktu z czytelnikami, IT, marketingu, administracji. Inne redakcje zwalniają, my chcemy utrzymać cały skład redakcji i pisać dla Was więcej. Dlatego - wtrącę tzw. mimochodem - z okazji urodzin zapraszamy do naszej zbiórki:

Nie wiem, czy Państwo zauważyli, ale OKO.press przeżywa małą rewolucję technologiczną. Obok tekstów coraz większą rolę odgrywają minidokumenty filmowe Roberta Kowalskiego, który potrafi podejść do Kaczyńskiego i zejść razem z policją przeszukującą piwnicę aktywisty, relacje wideo Maćka Piaseckiego, który wychodzi na ulicę z każdym protestem, a także kreatywne formy graficzne, w tym "animomemy" Hanny Szukalskiej. Film Roberta o obywatelu, który pod Pałacem Kultury egzaminował policję z praw do zatrzymania dotarł na Facebooku do ponad 4,6 mln osób.

Burza na morzu, wicher dmie

Udało się nam sprężyć i dobrze wykorzystać czas epidemii. Zdradzę, że zrobiliśmy ankietę redakcyjną, która potwierdziła to, co słychać także z innych redakcji i organizacji: zdalna praca to więcej pracy i zakłócenie podziału praca - życie, za wyjątkiem tych spośród nas (jak wyżej podpisany), który takich rozróżnień generalnie nie czyni, co niektórzy złośliwcy nazywają nieodwracalnym już pracoholizmem.

Razem ze wszystkimi przeżywaliśmy huśtawkę nastrojów epidemicznych: najpierw alarmowaliśmy, że kraj jest nieprzygotowany, potem tonowaliśmy histerię władz, teraz pytamy, czy aby nie pochopnie wycofano ograniczenia w kontaktach społecznych. Epidemia wciąż wisi nad Polską i z prymusa UE usiedliśmy w oślej korona-ławce.

Jako obywatelki i obywatele świata martwimy się pandemicznym losem obu Ameryk (USA, Brazylia, Chile) i perspektywą globalnego kryzysu. A przecież SARS-Cov-2 nie zatrzymał katastrofy klimatycznej, nawet jeśli spadek konsumpcji ograniczył chwilowo emisje różnych paskudztw. Globalny kapitalizm wymknął się demokracji spod kontroli, nie widać globalnej odpowiedzi na katastrofę klimatyczną, a narodowy populizm narzuca ton w wielu krajach świata.

Jesteśmy wkurzeni, a Wy?

Polska polityka tonie w tych wszystkich wirach. Za dwa tygodnie wiele się rozstrzygnie. Zwycięstwo obecnego prezydenta może oznaczać, że fala populizmu zaleje nas bez reszty, kto wie jaki będzie los statków takich jak nasz. Kaczyński doskonale wie, że Orban panuje bez przeszkód, bo spacyfikował media.

Nie wiem, jak wy, ale my się tym wszystkim denerwujemy i mamy tego dość. Wypatrujemy znaków zagrożenia: nienawiści, która ma zmobilizować wyborców władzy i nadziei na dobrą zmianę. Takim znakiem jest - paradoksalnie - niepohamowana irytacja władz, sięganie po coraz bardziej rozpaczliwe argumenty, a także nasilające się szykanowanie protestujących. Z drugiej strony naprzeciwko Dudy staje trzech, czterech naprawdę dobrych kandydatów prodemokratycznych, z których trzej - według sondaży - mogą z nim wygrać w II turze.

Zamówiliśmy właśnie w wysoce wiarygodnej pracowni Ipsos trzy sondaże: dwa przed I turą i jeden przed II, które powiedzą nam więcej.

No dobra, to czego sobie życzymy?

Żeby epidemia się skończyła i żeby prawicowy populizm ustąpił polityce bardziej uczciwej i perspektywicznej.

I żeby świat zabrał się za walkę z katastrofą klimatyczną.

I żeby OKO.press było Wam nadal potrzebne. I żebyśmy mieli siłę, energię, pasję, by protestować, dyskutować, pisać, żeby nie ulec odruchowi rezygnacji ze swego kraju, swoich wartości.

I z prawdy, która "z punktu widzenia polityki, ma charakter despotyczny. Jest przez to znienawidzona przez tyranów, którzy słusznie obawiają się konkurencji siły, której nie mogą zmonopolizować".

W eseju "Prawda i polityka" z 1967 roku Arendt pisała o konflikcie pomiędzy prawdą a autorytarną polityką: „Z punktu widzenia polityki, prawda ma charakter despotyczny. Jest przez to znienawidzona przez tyranów, którzy słusznie obawiają się konkurencji siły, której nie mogą zmonopolizować. Ale ma też niepewny status w oczach rządów, które są oparte na zgodzie i odrzuceniu przymusu. Fakty leżą bowiem poza sferą zgody i porozumienia, a dyskusja na ich temat – wymiana opinii sformułowanych na podstawie prawidłowych informacji – nie zmienia nic w esencji samych faktów. O niewygodnych opiniach można dyskutować albo je odrzucić – ale niewygodne fakty posiadają tę niezmiernie irytującą cechę, że można się ich pozbyć jedynie za pomocą kłamstw.

Słynna filozofka analizowała propagandę totalitarnych rządów nazistowskich Niemiec i stalinowskiej Rosji, ale jej tezy pasują do dzisiejszej epoki dezinformacji i fejk niusów:

„Rezultatem stałego i zupełnego przedstawiania kłamstw jako prawdy nie jest to, że kłamstwo zostanie zaakceptowane jako prawda, a prawda odrzucona jako kłamstwo. Dzieje się coś gorszego – azymut, którego używamy do określenia naszej lokalizacji w świecie, w tym kategoria prawdy versus kłamstwa, jest aktualnie niszczony”.

To właściwie współczesna definicja postprawdy, tyle że sformułowana pół wieku temu.

Arendt napisała to, co dzisiaj traktuje się jako odkrycie ostatnich kilku lat. Wg. znanej książki „On Bullshit” (po polsku „O wciskaniu kitu”) Harry’ego Frankfurta – epoka postprawdy "nie polega na odrzuceniu autorytetu prawdy, jak to czyni kłamca, ale na nieprzywiązywaniu do niej najmniejszej wagi". Innymi słowy, polityk tworzy narrację, w zupełnym oderwaniu do faktów.

;

Udostępnij:

Piotr Pacewicz

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".

Komentarze