"To nasze dzieci poszły na pierwszy front tej reformy i są jej pierwszymi ofiarami" - mówiła Dorota Łoboda podczas sobotniego protestu ZNP.
"Chcemy być wynagradzani jak specjaliści. Żądamy podniesienia naszych wynagrodzeń o ten wirtualny tysiąc złotych" - domagał się w Tomasz Wilczyński w imieniu młodych nauczycieli

„Mamy dość ministry edukacji, która nie szanuje ludzi. Jaki przykład ta pierwsza nauczycielka daje naszym dzieciom?” – mówiła Dorota Łoboda z ruchu Rodzice przeciw Reformie Edukacji podczas demonstracji pod Ministerstwem Edukacji 21 kwietnia 2018. Protest zorganizował Związek Nauczycielstwa Polskiego.

Nauczyciele nieśli transparenty, na których wypisali swoje zarobki. Pracownicy oświaty domagają się m.in. podniesienia ich minimalnego wynagrodzenia o 1 tys. zł oraz wycofania się z nowego systemu oceniania nauczycieli. W tekście „Czy nauczyciele mają powody wychodzić na ulice” sprawdziliśmy postulaty protestujących.

Publikujemy wybrane wystąpienia z manifestacji „Mamy dość” oraz zdjęcia Agaty Kubis. Dzisiaj: przemówienie Tomasza Wilczyńskiego z Klubu Młodego Nauczyciela z Krakowa i Doroty Łobody.

Tomasz Wilczyński, nauczyciel z Krakowa, przewodniczący Klubu Młodego Nauczyciela:

Jako przewodniczący Małopolskiego Klubu Nauczyciela pozwalam sobie zabrać głos w imieniu młodych nauczycieli, nauczycieli będących w trakcie awansu zawodowego i nauczycieli wchodzących do zawodu. Przyjechaliśmy tutaj, żeby się upomnieć o wyższe zarobki, lepsze warunki pracy, ale przede wszystkim o godność tego zawodu. Godność, którą obecna minister edukacji, Anna Zalewska, swoimi działaniami postanowiła nam odebrać. Nie licząc się z opiniami społeczeństwa,

postanowiła zdegradować zawód nauczyciela poprzez bezmyślną reformę, niekorzystny dla nas awans zawodowy, szkodliwą ocenę pracy nauczyciela oraz likwidację uprawnień socjalnych.

Pani minister, będąc pierwszym nauczycielem w kraju, bo przecież wyszła z naszego środowiska, powinna stać na straży prawa oświatowego, a tymczasem publicznie uchybia godności tego zawodu, kłamiąc i manipulując opinią publiczną, świadomie wprowadza społeczeństwo w błąd. Począwszy od reformy, której mieliśmy niby nie zauważyć, a kończąc na wygórowanych podwyżkach nauczycieli i ich zarobkach.

Pani minister, współczesny młody nauczyciel jest profesjonalistą w swoim zawodzie, posiada kilka kwalifikacji, ma ukończonych kilka fakultetów i studiów podyplomowych. Posiada perfekcyjną znajomość języków obcych, a ich uposażenie zmusza do egzystowania na granicy ubóstwa.

Chcemy być wynagradzani jak specjaliści, a nie na poziomie zasiłku wyrównawczego.

Mamy dość!

Już dziś nasze młodsze koleżanki i koledzy borykają się z brakiem stabilizacji zawodowej, która powodowana jest pracą na umowach czasowych albo umowach na zastępstwo. Taka sytuacja powoduje, że dla niejednej nauczycielskiej rodziny kredyt na mieszkanie leży w sferze marzeń. Dlaczego? Ponieważ nie osiągają zdolności kredytowej. Dla banku jest niewypłacalny, tak wygląda rządowy program polityki prorodzinnej.

Umowy czasowe i umowy na zastępstwo sprawiają, że nauczyciel nie może rozpocząć ścieżki awansu zawodowego, a proceder przedłużania umów okresowych powoduje, że nauczyciel jest zawieszony w tak zwanej próżni awansowej. Żeby nam tego było mało, pozwoliła sobie pani ten awans nam przedłużyć o kolejne pięć lat, czyniąc oszczędności na nauczycielach.
Wprowadzony przez panią system oceny blokuje wielu nauczycielom możliwość awansu, a co za tym idzie odbiera szansę na wyższe wynagrodzenie. Nauczyciel-stażysta zarabia dziś niewiele więcej niż wynosi minimalna płaca zasadnicza. Jego wynagrodzenie kształtuje się na poziomie 2294 zł brutto, co oznacza, że na rękę otrzymuje niespełna 1500 zł. A po osiągnięciu stopnia nauczyciela kontraktowego zaledwie o 67 złotych więcej.

Żądamy podniesienia naszych wynagrodzeń o ten wirtualny tysiąc złotych, którym pani kłamliwie nakarmiła społeczeństwo.

Wielu z nas na dzisiejszą pikietę zabrało swoje paski płac, ponieważ kwota, która na nich widnieje ma się nijak do tego, co opublikowała pani na stronach resortu edukacji. Swój pasek również przekazuję do wglądu. Nie wstydzimy się tego, ponieważ to nie my powinniśmy się wstydzić tylko pani minister — za kłamstwo oraz byt tysiąca nauczycieli w Polsce.
Żądamy godnego wynagrodzenia za naszą pracę i nie godzimy się na tak głośno zapowiedziane i zmanipulowane przez panią podwyżki, których tak na dobrą sprawę nauczyciele w wielu szkołach nie otrzymali do dnia dzisiejszego.

Nasze postulaty jasno pokazują, że przeciętnemu młodemu nauczycielowi żyje się biednie, ale na nieprzemyślanych reformach i kosztownych reformach robi się ogromne pieniądze, czego dowodem jest pani nagroda za wprowadzenie kosztownej i bezmyślnej reformy oraz 5 milionów złotych wpompowanych w gmach budynku, przed którym się właśnie znajdujemy.

[tłum skanduje: Oddaj kasę!]

I na koniec: Pani minister, ministrem się bywa, a nauczycielem się jest i nie zapisze się pani złotymi zgłoskami w historii edukacji w przeciwieństwie do uczennic i uczniów i ich nauczycieli. Żądamy rzetelnego dialogu, a jeśli nie zna pani jego zasad, żądamy pani odwołania.

Dość tego!

Dorota Łoboda, ruch Rodzice przeciw Reformie Edukacji

Dlaczego tu jestem i dlaczego są tu inne matki i ojcowie, choć manifestacja to ogólnopolska manifestacja pracowników oświaty? Ja nie jestem pracowniczką oświaty, ale polska szkoła to nasza wspólna sprawa. Tak jak staliśmy razem zanim ta koszmarna reforma została wdrożona, tak stoimy razem i teraz.

Solidarnie – rodzice, nauczycielki i nauczyciele. Robimy to dlatego bo wszystkim na sercu leży dobro naszych dzieci.

Mamy dość traktowania z pogardą nauczycielek i nauczycieli, którzy pracują ciężko z naszymi dziećmi. Mamy dość traktowania z pogardą rodziców, a przede wszystkim mamy dość traktowania z pogardą naszych dzieci. Mamy dość wysłuchiwania kłamstw, że nasze dzieci nie zauważą zmiany, bo to my co wieczór patrzymy na ich łzy i na ich pot, który towarzyszy im od września 2017 roku. To my matki, i to my ojcowie, a nie pani ministra Zalewska patrzymy w zapłakane oczy naszych dzieci.

To nasze siódmoklasistki i siódmoklasiści poszli na pierwszy front tej reformy, i to oni są jej pierwszymi ofiarami.

To oni nie dają sobie rady z przeładowanymi podstawami programowymi, to oni siedzą nocami zakuwając coś czego kompletnie nie rozumieją, bo weszli do rzeki, która już płynie. Do podstawy programowej, która powinna rozpocząć się od pierwszej klasy, a nie od siódmej. Oni nie są niczemu winni, a oni ponoszą tego cenę.

Mamy dość słuchania tego, że kumulacja roczników w 2019 roku jest naszym wymysłem. Ona nie jest naszym wymysłem, ona czeka nasze dzieci. Ona czeka ostatni rocznik gimnazjalistów i gimnazjalistek i pierwszy rocznik dzieci, które ukończą ośmioletnią szkołę podstawową. To one będą musiały się pożegnać z marzeniami o wybranej szkole. To one, a nie pani minister Zalewska, która wówczas, jak się mówi, będzie już w Brukseli.

Mamy dość ministry edukacji, która nie szanuje ludzi. Jaki przykład ta pierwsza nauczycielka daje naszym dzieciom? Chcemy żeby szkoła była wspólna. Żeby szkoła była nas wszystkich. Żeby była dla każdego ucznia i uczennicy. Niezależnie od płci, wyznania, koloru skóry, narodowości i orientacji seksualnej. Pani minister chce, żeby szkoła była dla wybranych. Dla tych, którzy poradzą sobie po tej karkołomnej reformie. Nie poradzą sobie wszyscy, nasze dzieci będą ofiarami nieprzemyślanych zmian.

Każdej reformie edukacji powinny towarzyszyć dwie naczelne zasady. Dobro dziecka i podniesienie jakości edukacji oraz szacunek dla nauczycielek, nauczycieli i pracowników szkoły. Tego wszystkiego zabrakło.

Dlatego jesteśmy tu z wami, nauczycielkami i nauczycielami bo tylko w was nasza nadzieja. Tylko wy możecie pomóc naszym dzieciom przejść przez ten koszmar, który nam zafundowała ministra Zalewska. Wiem, że to jest nieuczciwe. Wiem, że na waszych barkach spoczywa ciężar czasami ponad miarę i to nie wy jesteście winni temu co teraz się dzieje w polskiej szkole. My to rozumiemy. Dlatego stoimy dzisiaj z wami solidarnie. Bo solidarność jest naszą bronią.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym