Marsz Niepodległości przestał być kibolską zadymą. W ciągu kilku lat zamienił się w festiwal - instytucję z własną telewizją, filmami, gadżetami, celebrytami i zagranicznymi przyjaciółmi. Organizują go młodzi. W tym roku idą z Bogiem na ustach

10 listopada 2017, piątkowy poranek na Ząbkowskiej w Warszawie. Z okien starych, praskich kamienic zwisają już biało-czerwone flagi. W jednej z nich połączone siły ONR, Młodzieży Wszechpolskiej i Ruchu Narodowego robią ostatnie przygotowania do tegorocznego Marszu Niepodległości.

W lokalu Stowarzyszenia Marsz Niepodległości atmosfera pikniku i wyczekiwania. Wolontariuszka Kasia od drzwi proponuje poczęstunek. „Chłopcy tu nocowali, dlatego mamy trochę bałagan” – mówi przepraszającym tonem. Prowadzi do rzecznika, Damiana Kity. Ten, na widok dziennikarza OKO.press, staje jak rażony prądem. Potem wyprasza za drzwi. Ale na rozmowę czas znajdzie – na praskim podwórku, z figurą Matki Boskiej w tle. Do środka zaprasza w przyszłości, po marszu. „Teraz mamy zbyt dużo rzeczy na głowie” – tłumaczy.

Siedziba stowarzyszenia, na oko 60 m2, mieści salę konferencyjną i pół-profesjonalne studio telewizyjne. Są światła, mikrofony i zielony ekran do animacji telewizyjnych. Do kogo należy lokal? „Jest nasz, czyli stowarzyszenia. To znaczy, wynajmujemy go” – poprawia się rzecznik Marszu Niepodległości.

Narada w siedzibie Stowarzyszenia Marsz Niepodległości. Fot. media społecznościowe

Damian Kita, rocznik 95, na co dzień związany z ONR, za dzieciaka stał na bramce w Hetmanie Zamość. Ma też rękę do rysunków i zamiłowanie do architektury. Nienaganna fryzura, elegancki płaszcz, ekstrawagancki krawat. Wymalowany rzecznik prasowy. Od wczesnego rana do późnego wieczora telefon Kity dzwoni bez przerwy. Konferencje prasowe, wizyty, wywiady, nagrania. „Przygotowania do Marszu zaczynamy trzy miesiące wcześniej. Najpierw jest podsumowanie poprzedniej imprezy. Potem robimy burzę mózgów i planujemy” – opowiada Kita.

Oprócz niego w sztabie prym wiedzie prezes stowarzyszenia Robert Bąkiewicz, koordynator Brygady Mazowieckiej ONR. Są też: Witold Tumanowicz z Ruchu Narodowego i Mateusz Pławski z Młodzieży Wszechpolskiej. To trzon stowarzyszenia.

W zarządzie Stowarzyszenia znajdujemy także Jerzego Wasiukiewicza, rysownika, felietonistę portalu wpolityce.pl, od 2013 roku związanego z Ruchem Narodowym. Są też Andrzej Turkowski i Łukasz Moczydłowski. Pierwszy od 12 czerwca 2017 pełni funkcję zastępcy dyrektora i wicenaczelnego portalu Polskieradio.pl. Drugi to prawnik, w latach 2006-09 członek rady nadzorczej TVP z rekomendacji Ligi Polskich Rodzin. Niedawno został również wiceprzewodniczącym rady nadzorczej Cenzinu, należącego do Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Moczydłowski odpowiada za Zespół Prawny Marszu Niepodległości.

Rzecznik Marszu Niepodległości Damian Kita (z lewej) i rzecznik Młodzieży Wszechpolskiej Mateusz Pławski w rozmowie z TVP3 Warszawa. Fot. screen

Rozwój we wszystkich aspektach

Mateusz Pławski, rzecznik Młodzieży Wszechpolskiej, marsz nazywa eventem. Umawiamy się na rozmowę, gdy skończy trening na siłowni.

Ma pan teraz czas na ćwiczenia?

„My, jako wszechpolacy, stawiamy na rozwój we wszystkich aspektach: intelektualnym, duchowym i fizycznym. Jesteśmy świetnie zorganizowani. Cały czas pracujemy nad Marszem. A każdy jest szczególny” – przekonuje Pławski.

Widać, że pracuje nie tylko nad Marszem, ale i nad sobą: zadbany, z ogładą. Jest studentem bezpieczeństwa wewnętrznego na Uniwersytecie Warszawskim. Gra na pianinie i uczy się śpiewu. Chciał zostać radnym Sejmiku Województwa Mazowieckiego. Startował z listy Ruchu Narodowego, jednak bez powodzenia.

Zarówno Pławski jak i Kita o pieniądzach stowarzyszenia mówią tylko tyle, ile widać na zewnątrz. „Finansujemy się głównie z datków naszych zwolenników. Mamy założoną zbiórkę internetową. Ponadto będziemy kwestować z puszkami. To jest nasze źródło. Nasz budżet to około 100 tys. złotych”.

Ale przecież w zbiórce internetowej udało się zebrać trochę mniej – zaledwie 40 tys. złotych? – pytamy.

„Tak, ale mamy też osobne konto i otrzymujemy tam datki. Do tej pory nie mieliśmy problemów z opłaceniem Marszu. „Przekrój kwot jakie wpływają na nasze konto to od 1 złotego do nawet 10 tys. złotych. Finansuje nas też Polonia na Wyspach i w USA” – wyjaśnia Kita.

Oprócz tego, na konto Stowarzyszenia Marsz Niepodległości trafiają wpływy z esemesów wysyłanych przez zwolenników i wpłaty prywatnych firm. Na przykład producent odzieży patriotycznej Pro Patriae przekazuje stowarzyszeniu zysk ze sprzedanych koszulek. Ta z hasłem tegorocznego Marszu – „My chcemy Boga”, kosztuje 64,99 złotych. I jest jedną z tańszych w ofercie.

Stowarzyszenie Marsz Niepodległości nie przedstawia sprawozdań finansowych, ponieważ nie prowadzi działalności gospodarczej i nie ma takiego obowiązku. Czy za działanie w zarządzie organizacji narodowcy biorą wynagrodzenie? „Nie, nie, nie. My nie jesteśmy dotowani. Nie jesteśmy partią, nie jesteśmy sponsorowani. Jest to działalność społeczna. Jestem osobą, która poświęca się dla idei” – przekonuje Pławski.

Młodzież Wszechpolska, z którą związany jest Pławski, podobnie jak Marsz, utrzymuje się z dobrowolnych wpłat i darowizn. „Mamy 3-4 tys. członków, każdy z nich płaci składki. Nie jestem w stanie udzielić panu więcej informacji technicznych dotyczących naszej organizacji” – ucina rzecznik MW.

Marsz

Dzień przed Marszem Młodzież Wszechpolska organizuje konferencję w Sejmie. Przegląd radykalnej prawicy z całej Europy, m.in. włoska Forza Nova, węgierski Jobbik i Nasza Słowacja Mariana Kotleby, nazywanego „słowackim führerem”, jego ugrupowanie słowacka prokuratura chce zdelegalizować – za faszyzm. Według zapowiedzi gospodarza, posła Roberta Winnickiego z Ruchu Narodowego, na konferencję przybyło blisko 100 gości. „Większość przyjechała na nasze zaproszenie, część przyjeżdża co roku i nie trzeba ich specjalnie zachęcać” – mówi jeden z organizatorów.

10 listopada 2017 r. Wizyta narodowców z Włoch, Węgier i Słowacji w Sejmie. Fot. Media społecznościowe

A jak będzie wyglądał sam Marsz? Kto na niego przyjedzie?

W tym roku hasłem marszu jest „My chcemy Boga!”. Na start – msza trydencka. Na finał – „Rota”, zamiast „Mazurka Dąbrowskiego”. Do tego koncerty i wystąpienia. Początek punktualnie o 15:00. Pochód ruszy tradycyjnie z Ronda Dmowskiego. Rzecznik Kita nie zdradza, którzy politycy wystąpią. Przekonuje, że do żadnej partii zaproszeń nie wysyłali. „Na pewno wystąpią liderzy związani ze stowarzyszeniem i goście z zagranicy” – mówi.

Swoich sympatyków ONR i MW zwożą autokarami i pociągami z całej Polski. Część z nich otrzymuje wsparcie finansowe z centrali, jednak większość organizuje się sama.

Przed 2009 rokiem w Marszu brało udział po kilkuset narodowców i kiboli. Wszystko zmieniło się w 2010 roku, gdy na Marsz przyjechało około 10 tys. osób. Kolejne lata to skokowy wzrost. 2013 rok to już kilkadziesiąt tysięcy uczestników. W zeszłym roku – pod hasłem „Polska bastionem Europy” – ulicami Warszawy przeszło, według organizatorów, ponad 100 tys. osób. Bo Marsz Niepodległości nie jest już w środowiskach konserwatywnych i prawicowych obciachem. Wszedł do mainstreamu. „Sukces Marszu wynika z tego, że młodzi ludzie nie mieli swojej reprezentacji. Ani w Sejmie, ani w mediach. Postawy patriotyczne były tłamszone, określano nas zaściankiem. To spowodowało wybuch, falę młodych ludzi, którzy chcieli się razem zebrać i którzy chcieli w końcu z mediów usłyszeć prawdę” – przekonuje Kita.

Jednak najważniejszą rolę odegrało zjednoczenie w Marszu dwóch największych organizacji narodowych – ONR i MW.

Prawy sektor pozarządowy

Obóz Narodowo Radykalny formalnie, jako stowarzyszenie, istnieje od listopada 2012 roku. Zakładał go w Częstochowie Przemysław Holocher. Ale po tym jak do internetu wyciekła treść jego prywatnych rozmów z antysemickimi komentarzami i knuciem przeciwko politycznym oponentom, ustąpił w 2013 roku ze stanowiska. A sam ONR niedawno przeniósł się do Krakowa.

Jego idea i symbolika nawiązuje do przedwojennej, skrajnie prawicowej organizacji o tej samej nazwie. Dzieli się na 14 brygad regionalnych. Główny cel? „Wychowywanie swych członków w duchu idei narodowej”. Ilu działaczy ma ONR? Eksperci mówią o tysiącach, ONR – o kilkunastu tysiącach.

Do ONR dodajmy Młodzież Wszechpolską. Również z rodowodem przedwojennym, Wszechpolacy reaktywowali się w 1989 roku pod przewodnictwem Romana Giertycha, który kierował organizacją do 1994 roku. W latach dwutysięcznych schedę po nim przejęli najpierw Krzysztof Bosak, potem Robert Winnicki, przyszły lider Ruchu Narodowego. „Wierzymy, że wkrótce my, nowe pokolenie, będziemy nadawać ton życiu w naszym kraju. Działamy aktywnie w całej Polsce. Nie kierujemy się chęcią zysku. Łączymy tradycyjne wartości z nowoczesnym patriotyzmem. Tworzymy ciekawą alternatywę dla bezczynności. Miarą wszechpolaka jest aktywność” – piszą o sobie.

Trzeci uczestnik-współorganizator Marszu to Ruch Narodowy. Partię założyli w 2014 roku Robert Winnicki, Artur Zawisza i Przemysław Holocher. I choć w trakcie kadencji ich drogi się rozeszły, młodzi narodowcy widzą w tym ogromny sukces i pozytywny prognostyk na przyszłość .Kilka miesięcy temu Państwowa Komisja Wyborcza skierowała do sądu wniosek o skreślenie jej z rejestru. Za spóźnione sprawozdanie finansowe.

Własne media narodowe

Sukces Marszu to też promocja. Czyli głównie Media Narodowe, zaprzyjaźnione portale i media społecznościowe. Choć zasięg tych ostatnich jest ograniczony od kiedy Facebook zlikwidował konta Marszu, ONR, RN i MW. Przed usunięciem dwa największe liczyły 250 tys. i 170 tys. fanów.

Media Narodowe, czyli portal i telewizja internetowa należąca do Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, również utrzymują się z wpłat. Na portalu crowdfundingowym zebrały do tej pory 60 tysięcy, z planowanych 156 tys. złotych. Nadają z lokalu na Ząbkowskiej, opierają się na pracy wolontariuszy, choć jak zapewniają narodowcy, chcieliby zacząć płacić swoim dziennikarzom.

Portal medianarodowe.com prowadzony przez Stowarzyszenie Marsz Niepodległości. Fot. screen

Organizatorzy Marszu widzą przed sobą dużo pracy. Choć, jak sami uważają, już udało im się osiągnąć sporo.

„Udało nam się chociażby to, że kategorie narodowe, nacjonalistyczne, na stałe weszły do dyskursu publicznego, z czego bardzo jesteśmy zadowoleni” – mówi Damian Kita.

„Pokazujemy w tym roku, że Polska jest i będzie krajem katolickim. W okresie laicyzacji i islamizacji Zachodu, nawet w Polsce, gdzie podnoszone są postulaty wypierania religii z przestrzeni publicznej, przypomnienie przewodniej roli religii jest czymś kluczowym” – przekonuje Mateusz Pławski.


Opłać abonament na wolność słowa


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym