Gdyby prawnicy masowo zgłosili swoje kandydatury na stanowiska w Sądzie Najwyższym, mogłoby to przedłużyć rekrutację i dać dodatkowy czas Komisji Europejskiej na zatrzymanie przejmowania SN. Jeśli Krajowa Rada Sądownictwa odrzuci kandydatów hurtowo, będą mogli odwołać się do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Dla sędziów NSA będzie to test na niezależność

Środowisko sędziów zastanawia się nad próbą wydłużenia rekrutacji nowych sędziów do Sądu Najwyższego poprzez zmobilizowanie prawników do masowego zgłaszania swoich kandydatur.

Zyskany w ten sposób czas mógłby pozwolić Komisji Europejskiej na złożenie skargi do Trybunału Sprawiedliwości UE na ustawę o SN, a Trybunałowi na jej osądzenie lub ewentualne zawieszenie jej działania zanim nowi sędziowie zostaną powołani do SN.

Po ich powołaniu przez prezydenta i wyborze nowego Pierwszego Prezesa SN zatrzymanie lub odwrócenie skutków ustawy może być dużo trudniejsze.

Zgodnie z obowiązującą ustawą o Sądzie Najwyższym kandydatów na stanowiska ocenia przejęta już przez PiS Krajowa Rada Sądownictwa, a wskazanych przez nich zwycięzców konkursu mianuje prezydent. Ewentualne odwołania od decyzji KRS rozpatruje Naczelny Sąd Administracyjny.

Do 29 lipca 2018 potrwa nabór na 44 wolne stanowiska: 7 w Izbie Cywilnej, 1 w Izbie Karnej, 20 w Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i 16 w Izbie Dyscyplinarnej. Niedługo prezydent zapewne wyda kolejne obwieszczenie o wakatach, bo przesłał już listy z informacją o dacie przejścia w stan spoczynku do 15 sędziów po 65. roku życia, którzy nie złożyli oświadczeń o woli dalszego orzekania, w tym Pierwszej Prezes SN. Wciąż waży się też los kolejnych 12 sędziów, którzy oświadczenia złożyli. Po wydaniu opinii o nich przez KRS, prezydent będzie mógł przez trzy miesiące zastanawiać się, czy pozwolić im dalej orzekać. W sumie rekrutacja obejmie większość ze 120 stanowisk w Sądzie Najwyższym.  

Obecna ustawa o Sądzie Najwyższym znacznie obniżyła wymogi stawiane przed kandydatem na sędziego SN. Wcześniej mógł nim zostać sędzia sądu apelacyjnego, doktor habilitowany lub profesor nauk prawnych.

Teraz kandydować mogą także sędziowie, radcy prawni, adwokaci, notariusze czy prokuratorzy powyżej 40. roku życia z co najmniej 10-letnim doświadczeniem zawodowym.

Dzięki obniżeniu poprzeczki PiS-owi będzie łatwiej znaleźć podążających za linią partii kandydatów. Z drugiej jednak strony, zwiększa ono szanse na masowy protest, w którym mogą wziąć udział przedstawiciele wszystkich zawodów prawniczych.

Wciąż jednak nie wiadomo, czy do akcji w ogóle dojdzie. Prawnicy ważą argumenty za i przeciw. Członkowie Stowarzyszenia Sędziów Polskich “Iustitia” decyzję o wzięciu w niej udziału mają podjąć na posiedzeniu 14 lipca.

Przedstawmy najważniejsze argumenty.

Czy to się godzi?

Najważniejsze wątpliwości mają charakter etyczny. Prawników dręczą co najmniej trzy problemy: Po pierwsze: czy w obronie praworządności można brać udział w rekrutacji przeprowadzanej przez niekonstytucyjnie obsadzoną Krajową Radę Sądownictwa na gruncie niekonstytucyjnej ustawy o Sądzie Najwyższym?

Po drugie: czy w obronie praworządności prawnicy mogą używać przepisów prawa instrumentalnie? Czy godzi się, by adwokaci, sędziowie i inni prawnicy stosowali obstrukcję, czyli wymuszanie przewlekłości procesu rekrutacji, choć potępiają stosowanie jej na sali sądowej?

Po trzecie: co powinien zrobić prawnik, który w efekcie akcji obstrukcyjnej zostałby wybrany przez KRS do Sądu Najwyższego? Czy powinien przyjąć nominację, żeby próbować zminimalizować szanse PiS na przejęcie nad nim totalnej kontroli? Albo żeby chociaż doprowadzić do stanu znanego z Trybunału Konstytucyjnego, w którym “starzy sędziowie” wciąż bywają obsadzani przy sprawach nie związanych z polityką, a w sprawach politycznych czasem mogą wydawać zdania odrębne. Przyjęcie takiej nominacji jednak legitymizowałoby niekonstytucyjną KRS i Sąd Najwyższy w dużo wyższym stopniu niż samo wzięcie udziału w rekrutacji. Poza tym, zdezorientowałoby opinię publiczną i instytucje monitorujące stan praworządności w Polsce. A w dalszym kroku mogłoby utrudnić ewentualne usuwanie nieprawidłowo wybranych sędziów SN i unieważniania ich postanowień.

Czy to przekona ludzi?

Ściśle z aspektem moralnym związany jest aspekt wizerunkowy. Jeśli sędziowie, adwokaci, radcowie prawni, etc. masowo wezmą udział w rekrutacji do Sądu Najwyższego, propaganda PiS i sprzyjających mu mediów może wykorzystać to przeciwko nim.

Może uderzyć w sam pomysł blokowania rekrutacji do SN, nazwać go “próbą zamachu stanu” czy “warcholstwem”, a jej uczestnikom wytknąć niekonsekwencję i hipokryzję. Bo co to za obrońcy praworządności, którzy z przepisów prawa robią hucpę?

Jednocześnie przekazy propagandowe mogłyby wmawiać odbiorcom, że przynajmniej część kandydatów na stanowiska w SN naprawdę chce je objąć. Wtedy setki czy tysiące zgłoszeń mogłyby być przedstawiane nie jako efekt apelu o zablokowanie rekrutacji, ale jako przejaw masowego poparcia dla reformy Sądu Najwyższego wśród “zwykłych prawników”. Z drugiej strony, jako przejaw hipokryzji “sędziowskiej elity”, która jeszcze wczoraj broniła kolegów orzekających w stanie wojennym, a dzisiaj pcha się na wysoko opłacane stanowiska, za nic mając rzekome łamanie konstytucji.

Alternatywą dla masowego kandydowania jest apel o zbojkotowanie rekrutacji. Nie podziała on na prawników sprzyjających PiS-owi, ale propagandzie trudniej będzie wypaczyć jego sens.

Czy Ziobro się zemści?

Oprócz nagonki medialnej prawnicy, którzy rozważają wzięcie udziału w obstrukcji, mogą obawiać się także konsekwencji służbowych. Wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak w wywiadzie dla telewizji internetowej braci Karnowskich wPolsce.pl ostrzegał: “Można się zastanawiać, czy to nie jest czyn, który powinien spotkać się z jakąś odpowiedzią. No, ale to już rzecznicy dyscyplinarni będą ewentualnie oceniać”.

Groźbę odpowiedzialności dyscyplinarnej za samo zgłoszenie kandydatury trudno brać poważnie, bo jakże odróżnić kandydaturę na serio od obstrukcyjnej. Trudno byłoby też sformułować zarzut dyscyplinarny prawnikowi, który po wybraniu go przez KRS wycofałby swoją kandydaturę, choć po obsadzeniu Izby Dyscyplinarnej SN przez nowych sędziów niczego nie można wykluczyć. Poza dyscyplinarkami ministerstwo sprawiedliwości dysponuje jednak także innymi formami nacisku czy odwetu. Prawnicy, którzy wezmą udział w akcji, mogą spodziewać się np. postępowań dyscyplinarnych wszczynanych pod byle pretekstem, pozornie nie związanym ze sprawą.

Czy to w ogóle może się udać?

Nawet jeśli prawnicy przezwyciężą wątpliwości i strach, wciąż nie mogą być pewni, czy akcja obstrukcyjna będzie skuteczna. Krajowa Rada Sądownictwa ma co prawda w obowiązku dokładnie rozpatrzyć każdą kandydaturę z osobna, ale trudno oczekiwać, że potraktuje ten obowiązek poważnie. Zwolennicy obstrukcji odpowiadają na to, że zignorowanie procedur przez KRS dobitnie pokaże fasadowość tego organu. Może i tak, ale zniweczy cel akcji, czyli danie dodatkowego czasu Komisji Europejskiej na zaskarżenie ustawy.

Jeśli KRS rozprawi się z setkami zgłoszeń w ciągu jednego posiedzenia, odrzuceni w takim trybie kandydaci zyskają dobry powód do zaskarżenia decyzji KRS do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Mogą argumentować na przykład, że decyzję podjęte w takim pośpiechu nie mogły być poprzedzone rzetelną analizą wniosków. Mogą także powoływać się w skargach na niekonstytucyjne ukształtowanie Krajowej Rady Sądownictwa albo żądać wstrzymania rekrutacji do SN ze względu na toczącą się w tej sprawie przed Komisją Europejską procedurę dyscyplinującą.

Jeśli do NSA spłyną setki odwołań, rozpatrzenie ich powinno zająć przynajmniej kilka tygodni. Czy można jednak liczyć na to, że zajmie się nimi dość wnikliwie i przychyli do stawianych w odwołaniach argumentów?

Można w to wątpić, szczególnie po tym, gdy okazało się, że prezes NSA Marek Zirk-Sadowski przekazał prezydentowi oświadczenie woli o dalszym orzekaniu po 65. roku życia, podporządkowując się wymogom ustawy o SN, pomimo że jego 6-letnia kadencja jest chroniona przez konstytucję w taki sam sposób, jak kadencja Pierwszej Prezes SN. Podobnie postąpiło 33 sędziów NSA i WSA.

To będzie test dla Naczelnego Sądu Administracyjnego. Jeśli błyskawicznie rozpatrzy i odrzuci wszystkie odwołania, stanie się jasne, że jego sędziowie podporządkowali się władzy, że oddali niezależność bez jednego wystrzału.

Gdyby jednak chcieli sprzeciwić się władzy, PiS może tę próbę udaremnić. Mógłby na przykład zmienić zapis w ustawie o KRS, mówiący o możliwości odwoływania się do NSA. Co prawda, odebranie sędziom możliwości odwoływania się drastycznie zwiększyłoby szanse ich wygranej przed trybunałami europejskimi, ale PiS już nie raz poradził sobie z tego rodzaju przeszkodami. Jeśli w jego kierownictwie zapadnie decyzja, że Sąd Najwyższy ma być obsadzony przed interwencją Trybunału Sprawiedliwości, nie ma sposobu gwarantującego zablokowanie jej realizacji.

Prawnicy wspólnym wysiłkiem mogą jednak sprawić, że będzie to dla PiS-u decyzja bardzo kosztowna.


Dziennikarz, filozof. Od 2016 roku związany z OKO.press. Wcześniej pisał dla "Gazety Wyborczej". Za jeden ze swoich reportaży był nominowany do kilku nagród dziennikarskich. Boksuje.
W OKO.press pisze o prawie i jego łamaniu.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym