0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Photo by Niharika KULKARNI / AFPPhoto by Niharika KU...

Po 36-dniowym strajku okupacyjnym w Jantar Mantar, w samym sercu Delhi, protestujący odnieśli częściowy sukces. Rząd indyjski przyjął ich postulaty, włączając w to dymisję ministra edukacji Dharmendry Pradhana.

„Był to dopiero drugi przypadek w historii rządów Indyjskiej Partii Ludowej – pierwszym było wycofanie trzech ustaw rolnych – kiedy rząd Modiego uległ żądaniom ruchu społecznego”

– mówi w rozmowie z OKO.press profesor socjologii Surinder Jodhka, b. wykładowca na Uniwersytecie Jawaharlala Nehru.

Jednak nawet podczas trwającego rok protestu rolników w latach 2020-2021 nie zażądano dymisji żadnego z ministrów rządu centralnego.

„Bezrobotne karaluchy”

Nazwa Ludowa Partia Karaluchów (Cockroach Janta Party – CJP) to parodia nazwy Bharatiya Janata Party (Indyjska Partia Ludowa – BJP) premiera Narendry Modiego. W ciągu kilku tygodni satyryczna nazwa stała się sztandarem dla milionów młodych Indusów, którzy wyszli na ulice.

CJP nie jest formalną partią polityczną, lecz internetowym ruchem zbudowanym wokół satyry politycznej. Jego żartobliwe kryteria członkostwa obejmują bycie bezrobotnym, leniwym, chronicznie obecnym w sieci oraz posiadanie „umiejętności profesjonalnego wygłaszania tyrad”.

W maju 2026 roku prezes Sądu Najwyższego Indii Surya Kant podczas rozprawy nazwał bezrobotną młodzież „karaluchami”. Sędzia później doprecyzował, że odnosił się wyłącznie do osób z „podrobionymi i fałszywymi dyplomami", a nie do indyjskiej młodzieży w szerszym rozumieniu. Tłumaczenia nic jednak nie dały. W odpowiedzi na słowa Kanta na Instagramie powstało satyryczne konto, które w ciągu kilku dni zdobyło miliony obserwujących, a jego twórca zadał retoryczne pytanie:

„A co, jeśli wszystkie karaluchy się zjednoczą?”

Inicjatorem ruchu był Abhijeet Dipke, strateg ds. komunikacji politycznej i absolwent Uniwersytetu Bostońskiego. Przed wyjazdem do Stanów Zjednoczonych współpracował z Partią Zwyczajnego Człowieka (Aam Aadmi Party – AAP). Ugrupowanie powstało ponad dekadę temu na bazie ruchu antykorupcyjnego w Indiach i znane jest z silnej obecności w mediach społecznościowych. Dipke urodził się w rodzinie dalickiej w Maharasztrze, jednak jego pochodzenie zdawało się nie mieć większego znaczenia. Drugą ważną postacią ruchu jest Sonam Wangchuk, który również wywodzi się z nieuprzywilejowanego środowiska. Wangchuk podjął protest głodowy, który zwrócił uwagę całego kraju na protest.

INDIA-POLITICS-EDUCATION-PROTEST
Abhijeet Dipke podczas przemowy. Fot. Arun SANKAR/AFP

Sedno protestu: NEET i systemowy kryzys

Tym, co przyciągnęło młodzież na ulice, nie było jednak tylko poczucie zniewagi.

Bezpośrednim impulsem stał się skandal w związku z wyciekiem arkuszy egzaminacyjnych NEET – ogólnokrajowego egzaminu wstępnego na studia medyczne. W maju 2026 roku ujawniono nieprawidłowości, które zmusiły około 2 miliony studentów do ponownego przystąpienia do testu. Demonstranci twierdzili, że naruszenie to podważyło równość szans milionów kandydatów na studia i doprowadziło do utraty zaufania do systemu egzaminacyjnego.

NEET to jedna z najważniejszych bram do lepszego życia w Indiach. Dla milionów rodzin, które inwestują całe oszczędności w wieloletnie korepetycje, pomyślne zdanie tego egzaminu to nie tylko kwestia kariery, ale i przyszłości całej rodziny. Kiedy więc system jest kompromitowany przez przecieki, wali się fundament zaufania, na którym całe pokolenie budowało swoją przyszłość.

Dla protestujących przeciek NEET nie był odosobnionym incydentem, ale dowodem na to, że system jest głęboko chory. Edukacja stała się towarem, a nie ścieżką do awansu społecznego. Coraz bardziej komercyjny charakter egzaminów, wysokie koszty przygotowań i brak perspektyw na rynku pracy (stopa bezrobocia wśród absolwentów poniżej 25. roku życia sięga 40 proc.) sprawiły, że gniew narastał latami. Przeciek był tylko katalizatorem, który obnażył szerszy kryzys państwa, instytucji i wizji przyszłości dla młodych Indusów.

Przygotowania do NEET wiążą się z ogromnymi kosztami psychicznymi. W ciągu kilkunastu dni od ogłoszenia konieczności powtórzenia egzaminu odnotowano falę samobójstw wśród zdesperowanych młodych ludzi. Ruch domagał się dymisji ministra edukacji, odszkodowań dla rodzin co najmniej 26 studentów, którzy popełnili samobójstwo, oraz systemowych zmian w edukacji.

Z czasem protesty przerodziły się w coś znacznie większego – w szeroki front niezadowolenia z polityki rządu Modiego, kojarzony z narastającym bezrobociem, korupcją i postrzeganą przez młodzież instrumentalizacją systemu edukacji.

Brutalność policji i ogólnokrajowy zasięg

Prawdziwy przełom nastąpił po brutalnej pacyfikacji podczas marszu na parlament 20 lipca 2026.

Tysiące demonstrantów, wbrew zakazom, próbowało przedostać się do parlamentu w Nowym Delhi podczas trwającej sesji. To, co wcześniej było zorganizowanym sprzeciwem wobec wycieku egzaminów, przerodziło się w lawinę gniewu wymierzoną w rząd BJP – za jego politykę edukacyjną, za tłumienie krytyki i za systematyczne ograniczanie demokratycznych swobód.

„Tego dnia protesty osiągnęły apogeum. Dawno czegoś takiego nie widziałem. Ulice wypełniło morze protestujących. Wśród nich mnóstwo młodych ludzi z telefonami, także influencerów dokumentujących protest, dzięki czemu o proteście po prostu nie dało się nie usłyszeć. Relacje z tego wydarzenia zalały media społecznościowe”.

– wspomina Ratnesh Sharma, prawnik z Nowego Delhi.

Doszło do brutalnych starć z policją, która użyła pałek, gazu łzawiącego, a według relacji świadków także gumowych kul. Zatrzymano dziesiątki osób.

„Razem z 88 innymi osobami zostaliśmy zatrzymani przez policję podczas protestu 21 lipca w Mumbaju. Organy ścigania zawiadomiły o możliwości popełnienia przez nas przestępstwa (First Information Report – FIR), mimo że braliśmy udział w pokojowej demonstracji”

– relacjonują aktywiści Shrishti Khanna i Prashant Purandare

„Wielu studentom, pracownikom i działaczom obecnie grożą sprawy karne”.

A police personnel fires tear gas shells to disperse activists and supporters of the Cockroach Janta Party (CJP) during a protest demanding the resignation of India's Education Minister Dharmendra Pradhan over alleged NEET examination irregularities in New Delhi on July 20, 2026. India's riot police baton-charged protesters in New Delhi as they tried to march to parliament on July 20, escalating a protest over irregularities in major examinations. (Photo by Sajjad HUSSAIN / AFP)
Policjant wystrzeliwuje naboje z gazem łzawiącym. Fot. Sajjad HUSSAIN/AFP

Uczestnicy ruchu zwracają również uwagę na wykorzystanie rozpoznawania twarzy i nadzoru opartego na sztucznej inteligencji do identyfikacji uczestników. Podkreślają, że muzułmanie są nieproporcjonalnie często celem ataków i stygmatyzacji – środowiska związane z BJP przedstawiają ich jako piątą kolumnę stojącą za protestami, choć ruch ten ma wyraźnie charakter oddolny i studencki, nie ma nic wspólnego z podziałami religijnymi.

Protesty nie ograniczyły się do stolicy. Objęły swoim zasięgiem cały kraj – od uniwersytetów po mniejsze miasta – stając się największym wyzwaniem dla rządu Modiego od czasu wielomilionowych protestów rolników sprzed pięciu lat.

Młode kobiety na pierwszej linii

Być może najbardziej uderzającym aspektem struktury społecznej protestujących był aktywny udział młodych kobiet. W większości przychodziły same. Niektóre pozostawały na miejscu protestu. Wiele z nich zostało rannych – niektóre poważnie – podczas eskalacji przemocy ze strony policji 20 lipca.

„Zdecydowana większość z nich nigdy wcześniej nie należała do żadnej organizacji studenckiej ani nie brała udziału w protestach. Dla wielu wiązało się to z konfliktem w rodzinie. Znaczna część obecnych na Jantar Mantar wyraźnie pochodziła z miejskich rodzin z klasy średniej. W większości przypadków ich rodzice głosowali na obecną władzę. Niektórzy przyznawali, że przyszli bez wiedzy rodziców, ale nie okazywali większego niepokoju na myśl, że ci dowiedzą się o ich obecności na proteście”

– mówi prof. Jodhka

Plakaty, które niosły kobiety, należały do najbardziej prowokacyjnych – wymierzone nie tylko w reżim, ale być może także wprawiające w zakłopotanie niektórych mężczyzn. Wiele młodych kobiet przyszło w krótkich spodenkach. Nie doświadczyły jednak przemocy, jakiej młode kobiety zwykle doznają w zatłoczonych miejscach. Jak deklarują niektóre uczestniczki protestów, była to dla nich „przestrzeń wolności”.

Partie polityczne dołączają do ruchu

Bezpośrednim powodem protestów był wyciek arkuszy egzaminacyjnych, jednak ruch szybko wykroczył poza tę jedną sprawę.

Jak zauważa Ratnesh Sharma, do studenckiego zrywu błyskawicznie przyłączyły się ugrupowania polityczne, m.in. Indyjski Kongres Narodowy, Partia Zwyczajnego Człowieka (Aam Aadmi Party) oraz Partia Socjalistyczna (Samajwadi Party). Nie przesądza jednak, czy kierowały nimi względy oportunistyczne, czy też inne, trudniejsze do uchwycenia motywy.

Lider Kongresu, Rahul Gandhi, 21 lipca został zatrzymany przez policję po tym, jak dołączył do strajku okupacyjnego przed rezydencją premiera Narendry Modiego.

INDIA-POLITICS-EDUCATION-DEMONSTRATION-GANDHI
Zatrzymanie Rahula Gandhiego. Fot. Sajjad HUSSAIN/AFP

Wśród protestujących pojawili się także przeciwnicy polityki rządu, zarzucający mu wykorzystywanie podziałów hindusko-muzułmańskich jako paliwa politycznego. Widocznym symbolem ruchu stały się portrety Ambedkara – twórcy indyjskiej konstytucji – które przypominały o konstytucyjnych wartościach demokracji.

Protestujący vs. siły rządowe. Wojna o narracje

Różnica między narracją rządu a narracją protestujących ma charakter fundamentalny.

Władze traktowały całe zajście jako kwestię incydentów jednostkowych i utrzymania porządku publicznego. Przedstawiciele BJP bagatelizowali protesty, przedstawiając je jako sterowane przez siły opozycyjne. Minister obrony Rajnath Singh określił protesty jako „wytworzoną złość” i oskarżył „niektóre osoby” o próbę wykorzystania młodzieży jako narzędzia politycznego. Inni politycy BJP oskarżali Kongres o forsowanie „antynarodowej” agendy.

Szczególne oburzenie wywołała wypowiedź T.G. Mohandasa, byłego lidera BJP związanego z prawicową organizacją Rashtriya Swayamsevak Sangh (RSS) – paramilitarną formacją, z której wywodzi się partia Modiego. W filmie opublikowanym w mediach społecznościowych sugerował, że w obliczu protestów należałoby wprowadzić godzinę policyjną i otworzyć ogień, co „rozwiązałoby sytuację w kilka godzin”.

Protestujący natomiast mieli spójną opowieść o systemowych problemach indyjskiego państwa.

Ich zdaniem NEET stał się egzaminem skomercjalizowanym – służącym tym, których stać na drogie kursy, a jednocześnie wywierającym ogromną presję na wszystkich pozostałych.

Wielu jest przekonanych, że indyjski system edukacji jest coraz silniej kształtowany przez ideologiczne wpływy RSS – poprzez zmiany w programach nauczania, obsadę stanowisk instytucjonalnych oraz politykę edukacyjną. Wyciek arkuszy stał się iskrą zapalną, ale protesty miały znacznie głębszy wymiar – dotyczyły kryzysu edukacji publicznej, odpowiedzialności polityków i kondycji „największej demokracji świata”.

Reakcja rządu: Ustępstwa czy gra pozorów?

Efekt protestów był spektakularny – minister edukacji Dharmendra Pradhan podał się do dymisji. Było to bezprecedensowe posunięcie, które eksperci uznali za rzadkie zwycięstwo ruchu społecznego. Premier Narendra Modi przyznał, że wyciek to „ciężki grzech” i zapewnił, że wszyscy sprawcy zostali zatrzymani, a 13 oskarżonych przebywa obecnie w areszcie.

Jednak część opinii publicznej patrzy na te ustępstwa z dużą dozą sceptycyzmu.

Rezygnacji ministra nie towarzyszyły przeprosiny dla ofiar. Nawet po jego dymisji liderzy BJP publicznie wychwalali go na forum parlamentu. Wielu protestujących odebrało to jako cyniczny spektakl i bezczelną kpinę wobec studentów, którzy stracili życie, ich pogrążonych w żałobie rodzin oraz wszystkich, którzy padli ofiarą przemocy z rąk indyjskiej policji.

„To działania mające na celu uspokojenie nastrojów i zneutralizowanie ruchu”

– mówią Shrishti i Prashant.

Młodzi aktywiści w rozmowie z OKO.press podkreślają, że nie traktują tego jako przyznanie się do błędu i rzeczywistej chęci naprawy systemu. Krytykują przesunięcie uwagi na rozwiązania technologiczne, takie jak cyfryzacja i AI, które ich zdaniem są jedynie „przykrywką dla uniknięcia odpowiedzialności”.

W poniedziałek 27 lipca Sąd Najwyższy zasygnalizował, że zwróci się o opinie do zespołu zadaniowego wysokiego szczebla pod przewodnictwem Nandana Nilekaniego – byłego prezesa UIDAI, czyli instytucji odpowiedzialnej za system tożsamości cyfrowej Aadhaar. Zespół ma doradzić w sprawie przejścia egzaminu wstępnego NEET-UG na formę komputerową (CBT). Decyzja ta zapada w momencie, gdy krytycy zarzucają rządowi, że zamiast naprawiać instytucjonalne źródła kryzysu, ponownie sięga po technokratyczne rozwiązania.

„Powołanie kolejnego lidera z sektora technologicznego sygnalizuje, że rząd chce rozwiązać kryzys odpowiedzialności poprzez zarządzanie technologiczne, a nie poprzez demokratyczne regulacje i przejrzystość systemu”

– tłumaczy Shrishti.

Co dalej?

„Karaluchy” zapisały się w historii indyjskiej polityki. Pokazały, że pokolenie wychowane w erze mediów społecznościowych, sfrustrowane brakiem perspektyw, może zmobilizować się w sposób, którego establishment nie jest w stanie zignorować.

Przebywanie na zewnątrz w upale czy brak odpowiedniego miejsca do spania nie zniechęciły młodych ludzi do protestowania. „Ruchy społeczne to nie tylko chwile trwania – to także chwile stawania się obywatelami. Nie mam wątpliwości, że to był moment socjalizacji politycznej wielu młodych ludzi”

– podsumowuje prof. Surinder Jodhka

Wprawdzie – jak twierdzi socjolog – było to doświadczenie „głęboko tożsamościowe i formatujące młodego człowieka, był to jednak jedynie moment, a nie trwała rewolucja społeczna”.

Zdaniem mojego rozmówcy dymisja ministra raczej nie zmieni sytuacji chwiejnego systemu edukacji w Indiach. Droga naprzód wiedzie przez uczynienie go przejrzystym i odpowiedzialnym poprzez demokratyczne negocjacje z interesariuszami, instytucjami i osobami prywatnymi. Aby to osiągnąć – twierdzi profesor – system musi zmierzać w kierunku decentralizacji. Kolejne restrykcyjne prawo prawdopodobnie jeszcze bardziej scentralizuje władzę.

Choć doraźne zwycięstwo w postaci dymisji ministra jest faktem, głęboki kryzys zaufania do systemu i państwa pozostaje nierozwiązany.

N. Zajączkowska

Doktorka nauk o polityce i lektorka języka arabskiego i hindi. Zajmuje się badaniami nad islamofobią, polityką historyczną i ruchami nacjonalistycznymi. Aktualnie wykłada na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politologicznych na Uniwersytecie Łódzkim. Publikowała dla Tygodnika Przegląd, Liberté!, Obserwatora Międzynarodowego i Salam Lab: Laboratorium dla Pokoju.

Komentarze