„Wilki 3500 metrów od centrum handlowego w Poznaniu” – alarmował wielkopolski portal, pisząc o lasku za Swarzędzem. „Ludzie tam spacerują, biegają” – ostrzegał myśliwy. „Obecność wilka w takich miejscach to nic dziwnego” – uspokaja Michał Figura ze Stowarzyszenia "Wilk". Tłumaczy, że nie należy się bać i doradza jak się zachować, gdy już wilki spotkamy

„Wilki coraz bliżej ludzi. Są już nawet pod Poznaniem” – informował w sensacyjnym tonie 23 stycznia 2019 „Głos Wielkopolski”. Na swoim profilu facebookowym podgrzewał atmosferę: „3500 metrów od popularnego centrum handlowego w Poznaniu myśliwi natrafili na watahę wilków”. W rzeczywistości – to można było przeczytać już w tekście – chodziło o lasek za Swarzędzem. Ale 3,5 tys. metrów na wyobraźnię działa bardziej niż 3,5 km.

„Ludzie spacerują, biegają po tych terenach. A to niewielki obszar leśny. Dla wilka całkowicie nieodpowiedni” – przekonywał cytowany jako ekspert Marcin Kostuch, myśliwy z Koła Łowieckiego nr 2 „Ratusz” w Poznaniu. Podkreślał, że „lasek za Swarzędzem nie jest miejscem naturalnym do występowania wilka, ale niestety, my nie możemy nic z tym zrobić”. Bo to zwierzę chronione i myśliwi nie mogą „zarządzać populacją”. Czyli – pisząc otwarcie – strzelać do tych zwierząt. Żalił się też, że „przez obecność watahy wilków zaczyna znacząco ubywać zwierzyny łownej”.

Czytelnicy szybko zwietrzyli myśliwską antywilczą propagandę i pod tekstem na Facebooku posypały się krytyczne, a nawet zjadliwe komentarze: „Czerwony Kapturek już nie działa, trzeba straszyć inaczej”, „szukanie taniej sensacji nie na miejscu”, „bezczelne te wilki, nie jedzą jagód, tylko sarenki, do których chcą strzelać panowie myśliwi”.

OKO.press zapytało Michała Figurę ze Stowarzyszenia dla Natury „Wilk”, jak to jest z obecnością wilków w pobliżu dużych miast i czy rzeczywiście jest się czego bać. Niektóre odpowiedzi nas zaskoczyły.

„To nie jest nic nadzwyczajnego. Wilki nieustannie podchodzą pod ludzkie zabudowania i pojawiają się na granicach miast. A nawet wchodzą na posesje. Zdarzają się też skrajnie rzadkie sytuacje, gdy wilki pojawiają się w centrach metropolii” – mówi nam ekspert.

Dlaczego więc tak rzadko je spotykamy? Bo wilki są aktywne głównie nocą. „Najczęściej po prostu ich nie zauważamy” – odpowiada Figura.

Ale nie powinien to być powód do obaw, bo wilki boją się ludzi i przed nimi uciekają.

Doradza też, jak się zachować, gdy już te legendarne drapieżniki pojawią się na naszej drodze. I czego absolutnie nie robić.



Robert Jurszo, OKO.press: Głos Wielkopolski straszył kilkanaście dni temu: „Wilki coraz bliżej ludzi. Są już nawet pod Poznaniem”. I to – cytuję – 3,5 tys. metrów (sic!) od galerii handlowej, w podmiejskim lasu. Czy wilki będą się częściej pojawiały na podmiejskich terenach zielonych, gdzie odpoczywają mieszkańcy?

Michał Figura, Stowarzyszenie dla Natury „Wilk”: Oczywiście, wilki będą częściej widywane w takich miejscach, ponieważ wielkość populacji wilków w Polsce rośnie. Pojawiają się w miejscach, gdzie gatunek ten był nieobecny przez sześćdziesiąt lat. Ale – wbrew temu, co podają media – to nie jest nic nadzwyczajnego.

Dlaczego?

Dzięki obrożom telemetrycznym, które zakładamy wilkom po to, by śledzić ich wędrówki, wiemy, że

wilki nieustannie podchodzą pod ludzkie zabudowania i pojawiają się na granicach miast.

A nawet wchodzą na posesje. Zdarzają się też ekstremalnie rzadkie sytuacje, gdy wilki pojawiają się w centrach metropolii. Tak było w marcu 2015 roku, gdy zaobserwowano wilka w centrum Łodzi…

…albo dwa tygodnie temu temu, gdy w warszawskich Włochach schwytano wilka z przetrąconym kręgosłupem.

Wszystko wskazuje na to, że był to osobnik migrujący, którego potrącił samochód, stąd te obrażenia. Ranny nie był już w stanie wydostać się z miasta, bo powłóczył nogami. To właśnie te podróżujące młode wilki najczęściej trafiają do miast, nawet jeśli zdarza się to wyjątkowo rzadko.

Dlaczego właśnie one?

Bo to osobniki, które odeszły ze swoich grup rodzinnych. Wędrują na duże odległości – czasem przez kilkaset kilometrów – w poszukiwaniu partnera lub partnerki, aby się osiedlić i założyć rodzinę. W swoich szlakach migracyjnych wykorzystują nierzadko potoki i koryta rzek.

Wędrując wzdłuż nich, wchodzą do miast – niekoniecznie świadomie, bo brzeg zasłonięty jest zaroślami.

Dopiero kiedy natrafią na przeszkodę – na przykład zaporę na rzece – orientują się, że są na terenie, który może stwarzać dla nich zagrożenie.

Skoro wilki pojawiają się tak blisko nas, to dlaczego tak rzadko je widujemy?

Duże drapieżniki – a wilk się do nich zalicza – są aktywne głównie nocą. Dlatego do spotkań z człowiekiem dochodzi niezwykle rzadko. Najczęściej po prostu ich nie zauważamy. Przemykającego nocą przez ulice dużego miasta osobnika możemy też pomylić z psem. Mieszkaniec domku jednorodzinnego może być nieświadomy, że na jego podwórku był wilk, bo wieczorową i nocną porą jesteśmy najczęściej w domu.

A co robić, jeśli już wilki zobaczymy – na przykład na spacerze z rodziną w podmiejskim lesie?

Wilki boją się człowieka i najpewniej uciekną, czasem zanim jeszcze nawet zdążymy zareagować. Nie musi to być jednak ucieczka w panice – raczej spokojne wycofanie się.

Wilki kiepsko widzą i jeżeli nie będą czuły naszego zapachu lub wystarczająco dobrze słyszały, to mogą nas obserwować. I wydać się nam w ten sposób wścibskie, ale to nie znaczy, że chcą nas zaatakować. Wtedy wystarczy zamachać rękoma, krzyknąć, narobić hałasu. To je spłoszy.

Takie spotkania będą jednak rzadkie. Z wilkami styczność najczęściej mają robotnicy leśni i myśliwi wyczekujący zwierzyny na zwyżkach i ambonach. Ja – choć od wielu lat biorę udział w projektach badawczych nad dużymi drapieżnikami – wilki widuję średnio raz w roku (śmiech). I nie są to żadne obserwacje, a raczej kilkusekundowe spotkania. Najczęściej znajduję tylko ich tropy i ślady.

A co z zabieraniem psa do lasu na takie rodzinne wypady?

Nie zapominajmy, że zgodnie z prawem, pies w lesie powinien być prowadzony na smyczy. Ludzie często naiwnie myślą, że ich pupil nie pogoni instynktownie za sarną czy jeleniem.

Ale puszczony luzem pies, gdy oddali się od opiekunów, zagraża nie tylko zwierzętom. Jeśli w takim lesie są wilki, to sam może być w niebezpieczeństwie. Wilki traktują psy jako inne wilki – w końcu są ich bezpośrednimi przodkami. Te zwierzęta żyją w grupach rodzinnych i nie tolerują na swoim terytorium niespokrewnionych osobników.

Dlatego pies, jeśli nieszczęśliwie w lesie trafi na wilczą grupę, to może zostać przez nią poraniony, a nawet zabity.

Czego jeszcze nie powinniśmy robić w miejscach, gdzie widuje się wilki?

Absolutnie nie wolno ich dokarmiać. Jeśli dostrzeżemy gdzieś wilka, który nie boi się nas i systematycznie podchodzi pod zabudowania, to trzeba opanować humanitarny odruch i nie należy dawać mu nic do jedzenia.

W tym przypadku należy natychmiast zgłosić zdarzenie do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska albo skontaktować się z Stowarzyszeniem dla Natury „Wilk”. Wilki szybko uzależniają się od człowieka jako dostarczyciela pokarmu.

A to powoduje ich oswajanie i generuje niebezpieczne sytuacje, ponieważ szukając kontaktu z ludźmi wilki mogą zachowywać się agresywne. Tak jak w ubiegłym roku, gdy doszło do przypadków pogryzień w Bieszczadach i woj. lubuskim. Każdy z tych dwóch wilków był wcześniej dokarmiany przez ludzi. W konsekwencji obydwa wilki trzeba było zabić.



Dziennikarz i publicysta. W OKO.press pisze o ochronie przyrody, łowiectwie, prawach zwierząt, smogu i klimacie oraz dokonaniach komisji smoleńskiej. Stały współpracownik miesięcznika „Dzikie Życie”.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym