23 maja 2020

Mężczyzna szarpał Sabinę za uszy i podtapiał. Koniec wybiegu dla niedźwiedzi na warszawskiej Pradze

To już koniec słynnego wybiegu dla niedźwiedzi na warszawskiej Pradze. Decyzję o przeniesieniu zwierząt podjęła dyrekcja ZOO po kolejnym incydencie wtargnięcia na obiekt, tym razem przez nietrzeźwego mężczyznę. Organizacje prozwierzęce upominały się o to od lat

"Bezpieczeństwo zwierząt w warszawskim ZOO jest najważniejsze. Po ostatnim oburzającym incydencie razem z dyrekcją ZOO podjęliśmy decyzję o przeniesieniu niedźwiedzi do wnętrza ogrodu. Operację przeprowadzimy w najbliższych dniach.

Misie na wybieg od ulicy już nie wrócą" - zakomunikowała na Twitterze rzeczniczka prasowa warszawskiego ratusza.

To reakcja na wydarzenie sprzed dwóch dni (21 maja), gdy pijany młody mężczyzna wdarł się na wybieg niedźwiedzi warszawskiego ZOO przy Alei Solidarności.

"To był wybryk chuligański. Tych kolesiów było kilku, oni go dopingowali i filmowali całą sprawę, więc obawiamy się, że to może znaleźć naśladowców. W związku z tym, niestety, drodzy warszawiacy i prażanie, niedźwiedzie zostaną przeniesione na teren ogrodu. Nie będą miały takiego bogactwa wody, ale postaramy się zapewnić im komfort" - powiedział TVN24 dr Andrzej Kruszewicz, dyrektor warszawskiego ZOO.

O przeniesienie niedźwiedzi z wybiegu przy Alei Solidarności od lat zabiegały organizacja prozwierzęce.

ZOO było gotowe zabić Sabinę

Wyglądało to naprawdę dramatycznie. 23-letni mężczyzna przedostał się przez barierkę i wdarł się na teren wybiegu niedźwiedzi przy ruchliwej Alei Solidarności w Warszawie. Gdy podbiegła do niego niedźwiedzica Sabina, rzucił się do fosy okalającej imitujący skalniak wybieg. Zwierzę wskoczyło za mężczyzną do wody, ten zaczął je szarpać za uszy i podtapiać.

Po kilkudziesięciu sekundach odepchnął niedźwiedzicę i wdrapał się na betonową platformę wybiegu, po czym wspiął na betonowy szczyt stylizowanego ma źródlisko skalniaka. Stamtąd w podnośniku koszowym ewakuowała go straż pożarna. Okazało się, że miał 1,5 promila alkoholu w wydychanym powietrzu.

Dr Kruszewicz powiedział, że mężczyzna miał szczęście, że nie trafił na drugą samicę, Małą, której w tym czasie nie było na wybiegu. Ta - jak ujął to obrazowo dyrektor - "by go po prostu wypatroszyła".

I choć brzmi to jak absurdalna ironia, to ZOO było przygotowane na zastrzelenie niedźwiedzia, gdyby mężczyźnie groziła śmierć, choć to on sprowokował niebezpieczną sytuację - taka jest procedura.

Schorowana i stara, bo już 39-letnia niedźwiedzica Sabina bardzo przeżyła całe zajście. "Była zestresowana jeszcze kilka godzin, porykiwała i nie reagowała na nasze wołania" - napisali pracownicy ZOO na Facebooku.

Dzień później, w piątek 22 maja, mężczyzna usłyszał zarzuty: zakłócenia miru (bo bezprawnie wdarł się na teren ZOO) i znęcania się nad zwierzętami (bo topił niedźwiedzicę). Jak dowiedziało się radio TOK FM, mężczyzna wyraził wolę dobrowolnego poddania się karze: dwa lata prac społecznych i 5 tys. zł na rzecz ochrony zwierząt.

Rzeczniczka Zwierząt: "sprawa skrzywdzonej niedźwiedzicy powinna zostać zbadana"

"Wcale nie cieszy mnie fakt, że już w ciągu jednej doby od zdarzenia prokuratura ogłasza, że będzie wniosek o dobrowolne poddanie się karze przez sprawcę napadu na zwierzę, bo to oznacza koniec sprawy. Uważam, że wymaga ona przeprowadzenia rozprawy i zbadania także, czy zwierzę, było należycie zabezpieczone przez ogród zoologiczny" - mówi OKO.press mec. Karolina Kuszlewicz, Rzeczniczka ds. Ochrony Zwierząt przy Polskim Towarzystwie Etycznym.

"Ustawa o ochronie zwierząt, którą stosuje się także do zwierząt w ogrodach zoologicznych, wymaga, by były one utrzymywane w warunkach, które uwzględniają ich potrzeby gatunkowe i indywidualne.

Dlatego obydwie niedźwiedzice nie powinny być utrzymywane przy Al. Solidarności z bardzo prostych przyczyn: niedźwiedź nie jest zwierzęciem miejskim!" - wyjaśnia prawniczka.

Mec. Kuszlewicz zwraca uwagę na to, że ustawowe regulacje nie odnoszą się np. wprost do bliskości ulic, ale jej zdaniem w takich przypadkach należy pomocniczo stosować przepisy rozporządzenia Ministra Środowiska z dnia 20 stycznia 2004 roku w sprawie minimalnych warunków utrzymywania poszczególnych gatunków zwierząt wykorzystywanych do celów rozrywkowych, widowiskowych, filmowych, sportowych i specjalnych.

Tam, w par. 3, czytamy, że miejscach utrzymywania zwierząt zapewnia się możliwość ochrony przed oddziaływaniem stresogennych czynników zewnętrznych. Ten sam paragraf zabrania m.in. utrzymywania zwierząt w mogącym wywołać stres sąsiedztwie dróg o dużym natężeniu ruchu kołowego lub pieszego. A właśnie taką drogą jest Al. Solidarności, jedna z najbardziej ruchliwych arterii w Warszawie.

"Dlatego jestem zdania, że sprawa tej skrzywdzonej niedźwiedzicy powinna zostać zbadana także w odniesieniu do warunków jej utrzymywania" - mówi Kuszlewicz.

To nie był pierwszy raz

Realia życia niedźwiedzi w warszawskim ZOO od lat krytykowały organizacje prozwierzęce. Dzień po zdarzeniu, w piątek 22 maja, Fundacja Viva! wystosowała petycję do prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego o zapewnienie niedźwiedziom warunków bytowych zgodnych z ich potrzebami gatunkowymi.

Organizacja wskazała m.in., że efektem złych warunków u obydwu niedźwiedzi są tzw. stereotypie, czyli zaburzenia zachowania, włącznie z samookaleczeniami, o czym świadczą rany na głowie jednej z niedźwiedzic.

Wybieg jest betonowy, a więc niedźwiedzie nie mogą tam kopać, co jest ich naturalną potrzebą. Betonowe podłoże odbija się też na kondycji ich układu ruchu.

Konstrukcja wybiegu nie zapobiega wrzucaniu przez gapiów jedzenia i innych przedmiotów, które mogą stanowić zagrożenia dla zdrowia niedźwiedzi. Jak się okazało, łatwo tam się dostać z zewnątrz.

Podobne wtargnięcia na wybieg miały już miejsce w przeszłości. W lipcu 2018 roku pijany 32-letni mieszkaniec Radzymina został ugryziony przez niedźwiedzia w łokieć, po czym salwował się ucieczką do fosy. Przeżył i trafił do szpitala. Policji tłumaczył się, że przypadkowo wypadł za barierkę.

W maju 2015 inny mężczyzna próbował pogłaskać niedźwiedzia. "Całe szczęście była to Sabina, a nie Mała, bo gdyby to była Mała to mielibyśmy wypatroszonego człowieka na wybiegu" - komentował zajście dr Kruszewicz.

Koniec wybiegu

Dr Kruszewicz przez lata był przeciwny przeprowadzce niedźwiedzi z wybiegu. "Wszystkie są już wiekowe i nie chcemy narażać ich na stres związany z przeprowadzką" - mówił Radiu Dla Ciebie w 2015 roku.

W 2018 zapadła decyzja, że wybieg zostanie zlikwidowany po śmierci Sabiny i Małej i przekształcony w ogród skalny.

"Doszliśmy do wniosku, że gatunek w skali Europy nie jest zagrożony. To ten etap, w którym potrzebuje pomocy w naturze, a nie hodowli w ZOO" - mówił warszawskiej "Wyborczej" dyrektor.

Zakomunikowane dziś przeniesienie tych zwierząt do wnętrza Ogrodu Zoologicznego przyśpieszy ten proces i zakończy historię obecności niedźwiedzi brunatnych w tym miejscu. W 2018 roku zabrano stamtąd do wnętrza ZOO inną niedźwiedzicę - Tarę. Wybieg zbudowano w 1952 roku.

Udostępnij:

Robert Jurszo

Dziennikarz i publicysta. W OKO.press pisze o ochronie przyrody, łowiectwie, prawach zwierząt, smogu i klimacie oraz dokonaniach komisji smoleńskiej. Stały współpracownik miesięcznika „Dzikie Życie”.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne