Nareszcie ktoś wypowiedział wojnę proerekcyjnemu lobby, które narusza podstawy katolickiej moralności i grozi mężczyznom syndromem postviagralnym, w tym bruzdą postviagralną, nudnościami i wzdęciami, które przeszkadzają w akcie seksualnym... Ta parodia męskich debat o aborcji jest i śmieszna, i straszna. Niektórzy internauci wzięli ją na serio

Piątka czołowych feministek z pełną powagą odegrała parodię męskich debat o aborcji, pełnych trosk o biedne kobiety, które przecież nie mogą decydować same o sobie. Efekt fantastyczny. Dyskutantki kompetentnie i wszechstronnie omawiają problem sztucznie wywoływanej erekcji u mężczyzn z punktu widzenia ich medycznej kondycji, tradycyjnych wartości i kościoła, spójności rodziny, klauzuli sumienia lekarza, który miałby przepisywać viagrę, niedojrzałości mężczyzn potrzebujących opieki i nadzoru, bo po viagrze mężczyzna nosi w spodniach narzędzie gwałtu.

Obejrzyjcie odcinek „Viagrohilizm” programu „Przy kawie o sprawie” – parodii niedzielnej „Kawy na ławę” TVN24. Okazał się żartem, który wiele mówi o świecie, w którym żyjemy. Program można zobaczyć tutaj:

O kulisach programu, który wzbudził ogromne zainteresowanie, opowiada jego uczestniczka Agata Szczęśniak:

Tę parodię wymyśliła Agata Diduszko-Zyglewska, dziennikarka Krytyki Politycznej. Napisała nam ramowe role. Ja miałam być za całkowitym zakazem aborcji, tfu viagry, ze względu na fundamentalną religijność.

Mówię: „Erekcja jest darem bożym. Łaską pańską.

Tajemnicą małżeństwa, planem Bożym i naturalnym. Stosowanie viagry po prostu przerywa Boży plan. To jest wbrew naszej polskiej, katolickiej moralności”.

Cytuję autentyczne słowa o „przymusie pożądliwości” z katechezy Jana Pawła II o teologii małżeństwa („Mężczyzną i niewiastą stworzył ich…”).

Przed programem, jak przed każdym innym występem w mediach, zrobiłam research. Kościół generalnie uważa, że viagra jest OK, jako lek na impotencję, który służy prokreacji. Żeby zachować analogię stosunku do aborcji, odwróciłam stanowisko Kościoła, głosząc, że Kościół jest viagrze przeciwny, ale mówiłam językiem dokumentów Kościoła (erekcja to dar, małżeństwo to święta instytucja, która realizuje plan Boski).

Inspiracje czerpałam z Listu do Efezjan i encykliki Pawła VI Humanae Vitae (O zasadach moralnych w dziedzinie przekazywania życia ludzkiego) z 1968 roku oraz z publicystyki na portalu Mały Dziennik Małgorzaty i Tomasza Terlikowskich, wybitnych specjalistów i sądząc po liczbie dzieci także praktyków katolickiej etyki seksualnej.

Nie zdążyłam powiedzieć, że Viagra to produkt szatana, a najlepszym sposobem na podniecenie jest wytrwała modlitwa. To jeszcze bardziej by nas zbliżyło do niektórych debat w polskich mediach.

Socjolożka, dr Elżbieta Korolczuk mówiła o „naukowych” badaniach na temat Viagry („Mamy też do czynienia z syndromem posterekcyjnym, którego efekty to: smutek, zagubienie, poczucie braku sensu życia, ale też ciężkie depresje”). Żeby zobrazować zagrożenie użyła porównania:

mężczyzna pożera viagrę, jak Reksio szynkę.

Katarzyna Wężyk z „Gazety Wyborczej” o tym, że należy chronić mężczyzn przed Viagrą, bo nie są oni istotami racjonalnymi. Wypowiedziała opinię, że

„każdy mężczyzna nosi w spodniach narzędzie zbrodni. Viagra zmienia je po prostu z siekiery w karabin maszynowy”.

Kompromisowe stanowisko przyjęła Katarzyna Kądziela, z Fundacji im. Jarugi Nowackiej: „Erekcja to nie tylko sprawa mężczyzny. To sprawa całej rodziny, a może nawet narodu. Tu chodzi o los nas wszystkich, o los ojczyzny”.

Zagrałyśmy to od razu, bez dubli, gadałyśmy 25 minut, po montażu zostało 17, może trochę za długo, bo u Bogdana Rymanowskiego jeden wątek trwa nie więcej niż 10 minut. Ale nasza analiza była pogłębiona.

Oczywiście program był parodią „Kawy na ławę” z TVN24, gdzie co tydzień politycy dyskutują o najważniejszych wydarzeniach politycznych minionego tygodnia. Bezpośrednim impulsem było wydanie z 14 stycznia 2018 po głosowaniu w Sejmie w sprawie projektu „Ratujmy kobiety”, w którym Bogdan Rymanowski przeskoczył sam siebie: nie zaprosił ani jednej kobiety, a w każdym razie nie zadbał o to, by partie wyznaczyły choć jedną kobietę do dyskusji. W efekcie powstał efekt wkurzającego absurdu: o sprawach, które dotyczą milionów kobiet, debatują faceci.

Zresztą, w „Kawie na ławę” to standard. W ostatnich trzech miesiącach wystąpiło tam osiem kobiet i 58 mężczyzn (nie licząc prowadzącego i prezydenta). Internauci natychmiast przypomnieli słynny mem Marty Frej, który powstał trzy lata temu:

Agata Diduszko wymyśliła też wejście usługującego faceta (zagrał go Bartek Modzelewski z KP), który przyniósł jej wodę: „Dziękuję kotku”, zareagowała. Taki dodatkowy żart. Na FB kolejni faceci zgłaszają się, że w następnym odcinku chcieliby zagrać „wodzianka”.

Mamy pomysły na kolejne programy, widzowie też podpowiadają:

  • o męskiej masturbacji,
  • czy mężczyźni powinni prowadzić samochód,
  • jak wybierać papieża.
  • jak nieść męski krzyż przez życie.

Radna Paulina Piechna-Więckiewicz dała znać, że może kompetentnie dyskutować o tym, jak być ojcem i poświęcić się dziecku.

Ale tak naprawdę zabawne (a może nie?) jest coś innego. Część odbiorców – właściwie sami mężczyźni – nie zauważyli, że to wszystko ironia i zupełnie serio komentują nasze wypowiedzi. Nie zauważyli różnicy między tym, co nam wydawało się przegięciem, a standardem polskiej debaty publicznej.

„Co za nawiedzone mohery……… To już nawet nie jest Średniowiecze. To co najmniej kamień łupany………….. Skąd bierze się taka ciemnota?”

„i to mówi socjolożka?!”

„co to jest? Jest piąta minuta i ja nie ogarniam czy to jakiś żart czy to wszystko jest gadane na prawdę? ….. przecież Agata Szczęśniak to lewica, więc rozumiem że to co gada to takie wielkie „robię sobie jaja”?…ale po co?”

„jeśli te panie tak na serio to masakra”.

O mediach bez kobiet, pisaliśmy w OKO.press wielokrotnie. Ostatnio tutaj:



Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym