W ostatnich dniach zanieczyszczenie powietrza w wielu miastach w Polsce, m.in. Krakowie, Żywcu i Zabrzu, znacznie przekroczyło dopuszczalne normy i stwarzało zagrożenie dla zdrowia mieszkańców. We Francji, Belgii, Czechach czy Słowacji władze takich miast musiałyby ogłosić alarm smogowy. W Polsce nie muszą robić nic

W piątek rano (25 listopada 2016 r.) warszawski urząd miasta zamieścił na Facebooku zdjęcie stojącego w centrum miasta wieżowca na tle przejrzystego, błękitnego nieba oraz życzenia miłego dnia (z hashtagami #piątek #piąteczek #piątunio). W rzeczywistości w tym czasie nad Warszawą wisiała tak gęsta mgła, że z poziomu chodnika widać było co najwyżej kilka pięter Pałacu Kultury i Nauki.

Internauci zwrócili uwagę na tę rozbieżność i dopytywali, czy to zwykła mgła, czy może smog. Ratusz pospieszył z wyjaśnieniami:

“Dzisiejsze pomiary Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska wskazują na dobrą jakość powietrza w Warszawie. (…)

Możemy spokojnie wychodzić z domów – za oknem mgła”.

Post był opublikowany około godziny 8. Sprawdziliśmy, jaki stopień zanieczyszczenia powietrza wskazywały wtedy cztery warszawskie stacje pomiarowe. Standard Światowej Organizacji Zdrowia dla stężenia pyłu PM2,5, czyli o średnicy mniejszej niż 2,5 mikrometra to dobowa średnia 25 mikrogramów na metr sześcienny. Tymczasem stacje o godz. 7 zarejestrowały stężenia od 27,5 (Targówek) do 44,8 mikrogramów (ul. Niepodległości). Z kolei jeśli wziąć pod uwagę średnią z ostatnich 24 godzin, najgorzej było na Targówku – 63,5 mikrograma na metr sześcienny. Ponad dwa razy więcej niż norma dopuszczalna przez WHO!

Pył PM2,5 to najniebezpieczniejszy rodzaj pyłu – pisze na swojej stronie Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej. Dociera do pęcherzyków płucnych, a nawet do krwiobiegu. Najbardziej narażone na jego działanie są dzieci, a szczególnie osoby starsze i cierpiące na choroby serca i płuc – smog zwiększa ryzyko hospitalizacji, a nawet śmierci. Bardziej narażone na jego działanie są też osoby aktywne fizyczne. Podczas uprawiania sportu oddychają głębiej i szybciej, więc do ich krwi i płuc dostaje się więcej szkodliwych substancji.

W Polsce rocznie z powodu smogu przedwcześnie umiera 48 270 osób – wynika z raportu Europejskiej Agencji Ochrony Środowiska (EEA). To o 4 tys. więcej, niż szacował poprzedni raport tej agencji.

Dlaczego więc warszawski ratusz nie ostrzegł mieszkańców przed grożącym im niebezpieczeństwem? Bo pozwala mu na to polskie prawo.

Polska – żelazne płuca Europy

Nie określa ono w ogóle dobowych norm dla pyłu PM2,5, a tylko dla większych cząsteczek pyłu PM10 (50 mikrogramów na metr sześcienny). Stacje w Warszawie nie zanotowały w tym tygodniu jej przekroczenia. Średnia dla ostatnich 10 dni na stacji na Targówku wyniosła 44,9 mikrogramów na metr sześcienny.

Jak wykazali aktywiści z inicjatywy Warszawa Bez Smogu, są w stolicy miejsca, w których stężenie pyłu jest jeszcze wyższe, ale brakuje tam stacji pomiarowych. Od 8 do 11 listopada mierzyli jakość powietrza na dachu jednej ze szkół na Wawrze. Stężenie PM10 przekraczało normę WHO przez siedem z jedenastu dni pomiaru.

Jeszcze wyższe zanieczyszczenie PM10 zarejestrowano w miastach na południu Polski. W czwartek (24 listopada) średnia jego stężenia w Żywcu przekroczyła normę WHO ponad trzykrotnie – wyniosła 185 mikrogramów na metr sześcienny, w centrum Krakowa – 177, w Rybniku 128, w Zabrzu 110, w Katowicach 93.

W żadnym z tych miast władze nie musiały informować mieszkańców o zanieczyszczonym powietrzu. Rozporządzenie z 2013 r. tzw. poziom informowania wyznaczyło na zanieczyszczenie PM10 o stężeniu 200 mikrogramów na metr sześcienny, a poziom alarmowania na 300 mikrogramów. Marcin Korolec, minister środowiska w rządzie PO-PSL, podniósł go wtedy o 100 jednostek. Mógł to zrobić, ponieważ prawo unijne dla poziomu alarmowania nie wyznacza żadnych norm. Kraje członkowskie wyznaczają go samodzielnie.

I tak na Słowacji alarm smogowy ogłaszany jest, gdy średnie dobowe stężenie PM10 przekracza 150 mikrogramów na metr sześcienny. W Czechach – 100, we Francji 80, we włoskiej Lombardii – 75, w Belgii – 70.

Ogłoszenie alarmu smogowy zobowiązuje władze miasta do ograniczenia emisji szkodliwych substancji. Paryż ogranicza komunikację samochodową i zezwala wjeżdżać do miasta tylko autom z parzystym lub nieparzystym numerem rejestracyjnym. W Belgii ogranicza się prędkość pojazdów, wprowadza zakaz wjazdu samochodów ciężarowych oraz pozwala mieszkańcom korzystać z darmowej komunikacji miejskiej.

25 listopada z takiego rozwiązania skorzystał Kraków. Nie ogłosił alarmu, ale pozwolił korzystać mieszkańcom z darmowej komunikacji miejskiej. Kraków wprowadza darmowe przejazdy, gdy średnia pyłu na trzech stacjach przekroczy 150 µg/m3 lub 200 µg/m3 na pojedynczej stacji. Zamiast biletu wystarczył dowód rejestracyjny samochodu.

Mgła czy smog? Jak rozwiać wątpliwości

Pomiary pyłu PM10 w Polsce prowadzone są na 226 stacjach, należących przede wszystkim do wojewódzkich inspektoratów ochrony środowiska, a pyłu PM2,5 na 91 stacjach. Poza tym mierzą także zanieczyszczenia dziewięcioma innymi substancjami, m.in.metalami ciężkimi (ołowiem, kadmem, niklem i arsenem) oraz benzo(a)pirenem.

W mglisty dzień przed wyjściem z domu warto sprawdzić poziom zanieczyszczenia w okolicy. Można wejść na stronę Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska lub stronę jednego z wojewódzkich inspektoratów (np. mazowieckiego czy małopolskiego) i odszukać dane z najbliższej stacji.

GIOŚ przygotował też aplikację na smartfony, pozwalającą śledzić zanieczyszczenie powietrza na bieżąco. Aktywiści z Krakowskiego Alarmu Smogowego nie zalecają jednak korzystania z niej, ponieważ ostrzega przed zanieczyszczonym powietrzem w oparciu o wyższe normy niż te stosowane w pozostałych dostępnych aplikacjach. Według aplikacji GIOŚ powietrze jest wciąż „dobre”, gdy stężenie PM10 sięga 60 mikrogramów na metr sześcienny, a zanieczyszczenie jest „umiarkowane”, gdy sięga 100. Inne dostępne w Polsce aplikacje o „umiarkowanym” zanieczyszczeniu informują powyżej 50 mikrogramów, a powyżej 90 – o „wysokim”. Jedną z takich aplikacji jest Zanieczyszczenie Powietrza (Android, iOS).

Większy wybór stron i aplikacji monitorujących jakość powietrza można znaleźć tutaj. Zalecamy ostrożność w ich wyborze i upewnienie się, czy podawane przez nie informacje są zgodne z danymi wojewódzkich inspektoratów. Do godnych zaufania stron nie należy portal aqicn.org, który zamieszcza nieprawidłowe wskaźniki dla polskich stacji pomiarowych. 25 listopada wskazywał na wielokrotnie wyższy niż w rzeczywistości poziom stężenia PM 2,5 w Warszawie. W artykule, który opublikowaliśmy tego dnia, powołaliśmy się na te dane, za co przepraszamy czytelników i czytelniczki OKO.press. Tekst usunęliśmy, by nikogo więcej nie wprowadził w błąd.

Pomóż nam prowadzić śledztwa dziennikarskie

Daniel Flis

Popularne:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym