0:00
15 sierpnia 2020

Miał być rezerwat przyrody, ale Lasy Państwowe zarządziły wycinkę. Walka o Las Bukowy pod Obnogą

Jeszcze kilkanaście lat temu Las Bukowy pod Obnogą obok Bieszczadzkiego Parku Narodowego miał być rezerwatem. Kiedy budowa dróg umożliwiła gospodarkę leśną, to Lasy Państwowe zarzuciły pomysł stworzenia rezerwatu. Dziś trwa tu wycinka

Wydrukuj

Leżący przy granicy z Bieszczadzkim Parkiem Narodowym Las Bukowy pod Obnogą powstał na zrębach z lat 20. i 30. XX w. To las stosunkowo młody, bo rosnące tu drzewostany liczą sobie jakieś 80-90 lat. "Ponieważ powstały one w wyniku spontanicznego naturalnego odnowienia, ich skład gatunkowy nie odbiega od naturalnego" - pisał w 2006 r. prof. Jerzy Szwagrzyk z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie w naukowym opracowaniu dotyczącym tego lasu.

Naturalność lasu, w tym zalegające martwe drewno, którego nikt nie usuwał, sprzyjały obecności rzadkich w Polsce gatunków, takich jak np. dzięcioł białogrzbiety. Jeszcze ok. 20 lat temu nie było tam dróg, więc turyści się w te okolice raczej się nie zapuszczali a prowadzenie gospodarki leśnej było w zasadzie niemożliwe. W Lasach Państwowych pojawił się więc pomysł, by powołać tu rezerwat przyrody - "Las Bukowy pod Obnogą".

Dziś sytuacja wygląda tu zupełnie inaczej: sieć dróg leśnych i zrywkowych jest coraz gęstsza, jeżdżą po nich ciężkie maszyny a po deszczach rozjeżdżone trakty toną w szarym błocie, które spływa do okolicznego potoku Roztoka.

Wydaje się, że o tym, że miał tu być rezerwat przyrody, pamiętają już tylko protestujący tu aktywiści i naukowcy.

Jan Mazur, nadleśniczy Nadleśnictwa Stuposiany, na terenie którego leży Las Bukowy pod Obnogą, na pytanie OKO.press, czy kiedyś jeszcze powstanie tu rezerwat, odpowiada krótko: "Taka decyzja jest poza zakresem moich kompetencji".

Blokada nadleśnictwa

"Po pierwsze, rozmawialiśmy już z Lasami Państwowymi wielokrotnie, lecz nasze apele, wsparte głosami wielu naukowców, nie przyniosły żadnych skutków. Puszcza Karpacka wciąż jest wycinana i wywożona do tartaków. Nikt nie interesuje się tym, co zostawimy kolejnym pokoleniom. Po drugie, jesteśmy ruchem społecznym opartym na zasadach równości i chcemy rozmawiać w pełnym gronie.

Możemy odstąpić od protestu jeśli zadeklaruje Pan wstrzymanie prac na terenie projektowanego rezerwatu, którego bronimy przed wycinką"

- takiej odpowiedzi udzielili aktywiści Inicjatywy Dzikie Karpaty nadleśniczemu Mazurowi, gdy próbował namówić ich do przerwania protestu.

Blokadę wejścia do siedziby nadleśnictwa rozpoczęli rano o godz. 7 w sobotę 14 sierpnia 2020 r., przypinając się metalowymi rurami do barierek. Około godz. 9 pojawiła się policja i spisała uczestników protestu.

Równolegle w Lesie Bukowym pod Obnogą od 12 sierpnia trwał nietypowy protest. Nietypowy, bo uczestnicy, około 30 osób, spędzały go w rozpiętych między drzewami hamakach, blokując w ten sposób częściowo prowadzenie prac leśnych i poruszanie się maszyn.

Blokada siedziby Nadleśnictwa Stuposiany. Fot. Inicjatywa Dzikie Karpaty

Trudne rozmowy

Około południa zawarto porozumienie z nadleśnictwem i Inicjatywa Dzikie Karpaty przerwała protest, choć w rozmowie z rzeszowską "Wyborczą" nadleśniczy Mazur nie krył rozgoryczenia:

"Protestujący zablokowali ludzi pracujących w biurze nadleśnictwa. Ja przyjechałem później i już nie wszedłem. Nie zostałem wpuszczony. [...] Nie wiem, dlaczego mieli rury, takie jakie stosowano podczas protestów przeciw wycince drzew w Białowieży. To dziwne, bo u nas nikt nie zamierzał usuwać protestujących siłą".

"Zdecydowaliśmy się przerwać protest, gdy nadleśniczy obiecał nam spotkanie terenowe w najbliższy poniedziałek lub wtorek i zadeklarował, że do tego momentu na terenie planowanego rezerwatu »Las Bukowy pod Obnogą« nie będą prowadzone żadne prace leśne" - mówi OKO.press Łukasz Synowiecki z Inicjatywy Dzikie Karpaty.

"Podczas spotkania będziemy zabiegali o moratorium na cięcia w tym i innych innych projektowanych rezerwatach znajdujących się w otulinie Bieszczadzkiego Parku Narodowego, w skład, których wchodzi też bardzo bogate przyrodniczo wydzielenie 219a" - dodaje aktywista.

O zaprzestanie wycinki we wspomnianym wydzieleniu 219a apelowała w ubiegłym roku noblistka Olga Tokarczuk. Nadleśniczy Mazur jest oszczędny w słowach: "Spotkamy się, by porozmawiać, wymienić poglądy i perspektywy. Trudno mi w tym momencie przesądzać, co będzie efektem tego spotkania".

Negocjacje protestujących z nadleśniczym Janem Mazurem. Fot. Inicjatywa Dzikie Karpaty

"Kiedy planowaliśmy ten rezerwat..."

W rozmowie z OKO.press Mazur broni działań Lasów Państwowych. Mówi, że w Lesie Bukowym pod Obnogą są prowadzone tzw. trzebieże późne - zabiegi pielęgnacyjne, które mają sprzyjać naturalnemu odnawianiu się lasu. Leśnicy pozostawiają tam też tzw. drzewa biocenotyczne - mało wartościowe z punktu widzenia gospodarki leśnej, ale cenne przyrodniczo - by zwiększyć i zachować różnorodność biologiczną tego obszaru.

"Wszystko to, chcę to podkreślić, są to prace, których celem jest wzmocnienie pozostałych po zabiegu drzew i powstawanie odnowienia naturalnego. Warto przy tym zauważyć, że rekomendowane dla tego lasu działania jako potencjalnego rezerwatu nie wykluczały wcale tego rodzaj zabiegów, jakie właśnie prowadzimy" - przekonuje nadleśniczy Mazur.

Ale to ostatnie zdanie nie jest prawdą.

"Kiedy planowaliśmy ten rezerwat, to nie myśleliśmy o nim jako o ścisłym, gdzie nie wolno nic robić. Przewidywaliśmy, że, być może, trzeba będzie wykaszać śródleśne łąki, gdyby dzikie zwierzęta nie zgryzały ich w stopniu, który zatrzyma ich zarastanie" - mówi OKO.press prof. Jerzy Szwagrzyk z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie, jeden z autorów projektu rezerwatu przyrody "Las Bukowy pod Obnogą".

"Ale w żadnym wypadku nie przewidywaliśmy żadnych trzebieży, bo przecież tych w rezerwatach się nie stosuje, jako że las ma odnawiać się sam" - dodaje naukowiec.
"Hamakowy" protest w Lesie Bukowym pod Obnogą, miejscu planowanego rezerwatu. Fot. Inicjatywa Dzikie Karpaty.

Pojawiły się pieniądze na drogi, zniknął pomysł rezerwatu

"To wielka szkoda, że ten rezerwat nie powstał. To, co tam teraz robią Lasy Państwowe, to po prostu standardowa gospodarka leśna" - mówi prof. Szwagrzyk.

Podkreśla, że rezerwat mógłby tam nadal powstać, choć w ostatnich latach zbudowano tam drogi i szlaki zrywkowe. Nie było ich jeszcze, gdy razem ze współpracownikami robił projekt, co m.in. stanowiło o przyrodniczej wartości tego terenu.

"To właśnie możliwość budowy dróg sprawiła, że Lasy Państwowe zarzuciły pomysł stworzenia rezerwatu, który zresztą pierwotnie wyszedł od nich.

Ale kiedy, już po powstaniu projektu rezerwatu, pojawiły się pieniądze na drogi i zaczęto je budować, to w Lesie Bukowym pod Obnogą zaczęto robić trzebieże, by przygotować las pod przyszłe pozyskanie i odnowienie" - dodaje.

"Hamakowy" protest w Lesie Bukowym pod Obnogą, miejscu planowanego rezerwatu. Fot. Inicjatywa Dzikie Karpaty.

Udostępnij:

Robert Jurszo

Dziennikarz i publicysta. W OKO.press pisze o ochronie przyrody, łowiectwie, prawach zwierząt, smogu i klimacie oraz dokonaniach komisji smoleńskiej. Stały współpracownik miesięcznika „Dzikie Życie”.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne