0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Krzysztof Cwik / Agencja Wyborcza.plFot. Krzysztof Cwik ...

Wieczorem 13 grudnia 2018 roku grupa około setki nacjonalistów i kibiców WKS Śląsk urządziła we Wrocławiu demonstrację. Przeszli spod Pomnika Ofiar Zbrodni Katyńskiej pod Pomnik Ofiar Stalinizmu, niosąc banery "Śmierć Wrogom Ojczyzny" i wznosząc hasła "Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę". Nacjonaliści szli w obstawie kilkudziesięciu policjantów.

W wydarzeniu uczestniczył były ksiądz i działacz skrajnej prawicy Jacek Międlar, który odczytywał listy ofiar stanu wojennego na Dolnym Śląsku, ale atakował także ważne postaci Solidarności i III RP. Lecha Wałęsę nazwał "komunistycznym zdrajcą", następnie przeszedł do Tadeusza Mazowieckiego, który jego zdaniem "usprawiedliwił katów ks. Popiełuszki, Grzegorza Przemyka i setek innych, którzy zginęli z rąk komunistów".

Międlar następnie wyjął portret Mazowieckiego i powiedział: "Nigdy nie krył się ze swoimi żydokomunistycznymi, bolszewickimi inklinacjami. Trzymam portret zdrajcy. Człowieka, który sprawił, że wrogowie nie zostali rozliczeni, który w polskich podręcznikach, notabene pisanych przez Ukraińców, jak Operon, jest stawiany za bohatera. Zdrajców stawia się nam za autorytet! W jakim kraju żyjemy? W kraju, który dał nam ten komunistyczny parch!"

Następnie spalił zdjęcie. Jakiś czas później kolejną fotografię, tym razem Adama Michnika, spalił Roman Zieliński, autor książki "Jak pokochałem Adolfa Hitlera".

Jako pierwsza opisała te wydarzenia wrocławska Gazeta Wyborcza.

Zrzut ekranu 2023-03-9 o 15.53.21

Międlar przegrywa

"Osłupiałem, kiedy zobaczyłem te zdjęcia. Tam stała policja i nie reagowała. Uważam, że zachowali się skandalicznie" - mówi OKO.press Wojciech Mazowiecki, dziennikarz, syn Tadeusza Mazowieckiego. "Złożyłem zawiadomienie do prokuratury, podobnie jak i prezydent Wrocławia i szereg posłów. Wrocławska prokuratura potraktowała sprawę poważnie, wszczęła postępowanie. Tam obrażono nie tylko mojego ojca, ale też wiele innych osób. Głoszono antysemickie hasła. Mój ojciec był jedynie narzędziem do ataku wobec osób żyjących".

Pod koniec 2019 wrocławska prokuratura wniosła oskarżenie, a Wojciech Mazowiecki został w sprawie oskarżycielem posiłkowym. "Użyte przez Jacka M. określenie »komunistyczny parch« jest nacechowane negatywnie i ma na celu zarówno deprecjonowanie w opinii publicznej T. Mazowieckiego, jak i pośrednio choćby w zamiarze ewentualnym jego syna Wojciecha" - uzasadniano wniosek.

Jak relacjonowała Gazeta Wyborcza, w listopadzie 2022 Międlar podczas rozprawy twierdził, że przypomina sobie użycia słowa "parch", a jego przemowa była zwykłą krytyką Tadeusza Mazowieckiego. W dodatku bez żadnego podłoża antysemickiego, ponieważ był on Polakiem i katolikiem.

Te tłumaczenia nie przekonały sądu, który 8 marca uznał Jacka Międlara za winnego zarówno znieważenia Wojciecha Mazowieckiego (z art. 216 par. 1 kodeksu karnego), jak i osób narodowości żydowskiej (art. 257 kk). Były ksiądz został skazany na karę czterech miesięcy pozbawienia wolności warunkowo zawieszonych na okres trzech lat. Ma także listownie przeprosić Mazowieckiego.

Art. 216

§ 1. Kto znieważa inną osobę w jej obecności albo choćby pod jej nieobecność, lecz publicznie lub w zamiarze, aby zniewaga do osoby tej dotarła, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.

Art. 257

Kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

"Jestem zadowolony z tego wyroku. Nie jest szczególnie dotkliwy, ale jest adekwatny" - mówi OKO.press Wojciech Mazowiecki. "Moim celem było odstraszanie od powtarzania takich zachowań i myślę, że ten wyrok taką funkcję spełnia. Odstrasza samego skazanego i innych, którzy, jak mam nadzieję, dwa razy się zastanowią, zanim zaczną głosić tego rodzaju rasistowskie hasła".

Kolejny wyrok byłego księdza

To oczywiście nie pierwszy wyrok Jacka Międlara. W lutym 2023 prawomocnym wyrokiem zakończyła się wreszcie wieloletnia batalia o szereg antysemickich wystąpień byłego księdza z lat 2016-2017. Chodzi między innymi o niesławne kazanie w Białymstoku, w którym mówił o "pasywnym, żydowskim motłochu", "nowotworze, który wymaga chemioterapii", jaką jest "bezkompro­misowy narodowo-katolicki radykalizm" oraz wystąpienia podczas pochodów we Wrocławiu, w których porównywał Żydów do robactwa.

Prowadzącą zbiorcze postępowania w tych sprawach Prokuratura Okręgowa w Białymstoku umarzała sprawę, twierdząc, że wypowiedzi Międlara należą po prostu do kanonu kaznodziejskiego. Po tej decyzji na złożenie prywatnego aktu oskarżenia zdecydowała się międzynarodowa organizacja żydowska - B’nai B’rith. Obok niej oskarżycielami byli także członkowie Związku Ukraińców w Polsce i przedstawiciele Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych.

Międlar przegrał w pierwszej instancji w czerwcu 2022 roku. Apelację od wyroku złożyła białostocka prokuratura, kierowana przez Andrzeja Purymskiego, osobę bliską ministrowi sprawiedliwości Zbigniewowi Ziobrze. 2 lutego Sąd Okręgowy podtrzymał wyrok pierwszej instancji skazujący Międlara na rok ograniczenia wolności z koniecznością świadczenia prac społecznych.

Przeczytaj także:

;

Udostępnij:

Dominika Sitnicka

Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o praworządności, polityce i mediach.

Komentarze