Relacja OKO.press. Kaczyński zapowiedział ostatnią miesięcznicę na 10 kwietnia 2018, ale nie był zbyt precyzyjny: "po 96 marszach, a ofiar było 96, kończymy. Bo zwyciężyliśmy, ale póki nie zwyciężymy, to nie skończymy". Policja legitymowała na potęgę i porwała kilkoro demonstrantów z Placu Zamkowego. W nocy zaczęła ich wypuszczać

Naszą relację z 88 miesięcznicy – którą prowadziliśmy na bieżąco na FB – zaczynamy od końca. Około 22:00 na Placu Zamkowym, reporter OKO.press dostrzega dwie policyjne furgonetki, otoczone kordonem policji i tłumem demonstrantów, pomieszanych z gapiami i dziennikarzami. Jest już po miesięcznicy, Krakowskie Przedmieście otwarte, ludzie wracają do domu.

Poszła wieść, że w środku są zatrzymani demonstranci. Ludzie próbują zatrzymać furgonetki, kłębią się wokół, krzyczą. Panuje chaos.

Gdy pierwszej furgonetce udaje się ruszyć, na jej drodze siadają Obywatele RP, w większości młodzi ludzie. Ze 100 osób gania się z policją po Placu. Kordony policji próbują utorować drogę samochodowi, ale wciąż pojawiają się protestujący.

Nadjeżdżają kolejne radiowozy policyjne. Żona zatrzymanego Wojciecha Kinasiewicza z Obywateli RP przedziera się przez kordon i krzyczy do policjantów, dokąd wiozą jej męża.

W końcu policji udaje się utorować drogę radiowozom.

Paweł Kasprzak, lider Obywateli RP, mówi OKO.press, że powodem zatrzymania była odmowa okazania dokumentów i zrewidowania plecaków. Miały być zatrzymane trzy osoby, w tym Kinasiewicz.

Po 23:00 Kinasiewicz opowiada „Wyborczej”, że policja wywiozła jego i pięć-sześć innych osób na komisariat przy ul. Dzielnej. Kinasiewicza po prostu wypuścili, innych zabrali do środka. O 23:30 wypuścili kolejną osobę, Rafała Suszka.

„Dziękuję, że wpadliście” – mówi zebranym pod komendą ludziom.

Na jednego demonstranta 25 policjantów

Według Wojciecha Króla ze stowarzyszenia Tama „strategia policji polegała na wyłapywaniu z tłumu pojedynczych osób, nawet przypadkowych, i legitymowaniu ich. To takie zastraszanie, żeby nie czuć się bezpiecznie, nawet  w kupie. Proporcje policji do demonstrantów były w niektórych momentach jak 25 do jednego. Ściągnęli chyba wszystkie posiłki, widziałem starszych policjantów w brzuszkami. Słyszałem, jak policjant w randze komisarza, dopytywał się przez telefon, co ma zrobić z człowiekiem z biało-czerwoną flagą”.

Według „Wyborczej” w „ochronie miesięcznicy” uczestniczyło 2500 funkcjonariuszy.

Policjanci byli czujni. Gdy pochód smoleński przechodził Krakowskim Przedmieściem, mężczyzna krzyknął „Nie wstydźcie się”, co było komentarzem do zasłaniania czoła pochodu z Jarosławem Kaczyńskim ogromnymi transparentami. Reporter OKO.press widział, jak policja wychwyciła ten krzyk i podeszła do demonstranta.

Policja legitymowała też osoby biorące udział w legalnym zgromadzeniu Obywateli Solidarnie w Akcji.

Na Krakowskim Przedmieściu przy hotelu Bristol, już po zakończeniu miesięcznicy, policja legitymowała jednego z protestujących otaczając go kordonem. Według relacji innych demonstrantów uratowała go europosłanka PO Róża Thun, która przekonała policjantów, by go puścili.

Siły policyjne kontrolowały sytuację. Nowością były – nielegalne, bez żadnej podstawy prawnej – kordony na chodnikach, za barierkami, które uniemożliwiały ludziom posuwanie się razem z marszem. Czasem przepuszczali dziennikarzy, a czasem nie.

Zależy jaka prasa

Reportera OKO.press zatrzymał taki kordon.

„Czy prasa może przejść?” – zapytał Daniel Flis.

„Zależy jaka” – odpowiedział policjant i nie był to żart.

Ale obejrzał legitymację OKO.press i przepuścił.

Takie kordony na chodnikach były przy Miodowej i Koziej, a nawet daleko od trasy pochodu, przy pętli autobusowej na Trębackiej.

Wszędzie masa policji, wszędzie „płoty zaporowe”. To wszystko zniechęcało demonstrantów. Wiele osób zrezygnowało z protestu.

Paweł Kasprzak: „Tyle mamy wolności, ile jej sobie weźmiemy”

Paweł Kasprzak, lider Obywateli RP,  przemawia już po wystąpieniu Jarosława Kaczyńskiego:

„Pamiętajcie, że policja łamie prawo, to nic nie kosztuje przeciwstawić się, miejcie w sobie odwagę, to nie oznacza stosowania przemocy, wystarczy stanąć im na drodze i odpowiedzieć „nie” na wezwanie do rozejścia się. To wszystko, czego było trzeba, żeby człowiek, którego zwijali [Paweł Kasprzak] pozostał wolny.

Dożyliśmy czasów, że obywatelskie wolności musimy sobie wziąć sami. Nie ma już parlamentu, który je obroni. Nie ma Trybunału Konstytucyjnego, nie ma już prawdopodobnie sądów, które nas obronią. Teraz tyle mamy wolności, ile jej sobie weźmiemy”.

Jarosław Kaczyński: miesięcznic będzie 96, tyle ile ofiar

Przemówienie Jarosława Kaczyńskiego było krótkie i łagodniejsze, jakby lider PiS chciał podreperować wizerunek niezrównoważonego psychicznie po „zdradzieckich mordach”. Sensacją było podanie terminu zakończenia miesięcznic. Ostatnia, nr 96, miałaby się odbyć 10 kwietnia 2018 roku.

Wartość tej zapowiedzi osłabiła osobliwa logika prezesa: „Staną tu niedaleko pomniki i będziemy znali prawdę, zbliżamy się do prawdy. Usłyszymy odpowiedź [na pytanie o prawdę], niezależnie od tego, jaka ona będzie.

Wtedy będziemy mogli powiedzieć, tak to się składa, po 96 marszach, a ofiar było 96, kończymy. Bo zwyciężyliśmy, ale póki nie zwyciężymy, to nie skończymy”.

Kaczyński zaczął od podziękowań „swoim”. „Ale dziękuję także tamtym, którzy tak krzyczą, bo to jest docenienie (oklaski). Była cisza, były różne napisy, ale szliśmy w ciszy. Wydawało się, że to jakaś zapowiedź dobrej zmiany, na którą liczymy, bo to nie my chcemy dzielić Polaków, to nie my chcemy odbierać komuś prawo do demonstracji, modlitwy, do czczenia tych, którzy na to zasługują. To inni próbują zorganizować nasz kraj, by jedna jego część miała prawa, a inna, dużo większa tych praw nie miała. Im to się nie uda. Nasze cele zostaną zrealizowane.

Już prawie dwa lata rządów, ktoś może powiedzieć, ale zrealizowane nie są. Otóż to nie jest łatwe, działamy w trudnych warunkach. Z ogromnym oporem, ale idziemy do przodu”.

Ks. Bartołd: demokracja to za mało, trzeba prawdy i miłości

„Dzisiaj w naszej ojczyźnie niektórzy pytają – po co ci wiara chrześcijańska, czy musisz żyć według dekalogu? Po co ci miłość i prawda, czy nie wystarczy ci demokracja i tolerancja?” – pytał ks. Bogdan Bartołd podczas mszy św., która tradycyjnie rozpoczęła główne obchody kolejnej miesięcznicy smoleńskiej. I dalej:

„Czy trzeba narodowe rocznice świętować? Czy warto uczyć się dziejów ojczystych? Czy warto głosić chwałę zmarłych bohaterów? Czy trzeba modlić się za tych, którzy zginęli pod Smoleńskiem? Czy to nie jest za dużo tej naszej polskiej martyrologii? Czy jeszcze w małżeństwie istnieje miłość dozgonna? Czy dziecko jeszcze powinno mieć ojca i matkę? Co odpowiedzieć?”.

Po mszy pochód ruszył w stronę Pałacu Prezydenckiego. Tłum śpiewa Czarną Madonnę, odmawia różaniec. Jarosław Kaczyński idzie na czele pochodu – szczelnie otoczony politykami PiS. Od kontrmanifestantów za barierkami odgradzają go nie tylko dwa kordony policji, ale także wielkie transparenty.

Nie widzi, jak policja dyskretnie panuje nad sytuacją.


Opłać abonament na wolność słowa


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym