We wtorek Sejm zdecydował, że Antoni Macierewicz nie straci stanowiska ministra obrony narodowej. Podczas debaty Beata Szydło mówiła, że szef MON zawsze był po stronie dobra i prawdy. Kwestię dobra niech ocenią etycy, ale ustawianie go po stronie prawdy to nieporozumienie


Antoni Macierewicz zawsze był po stronie prawdy i dobra, przeciwko złu.

Beata Szydło, Sejm - 05/07/2016

Sejm

Fot . Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta


fałsz. Fałsz. Antoni Macierewicz nie stroni od opowieści dziwnej treści.


Antoni Macierewicz, wbrew swoim górnolotnym deklaracjom, nie należy do szczególnych fanów prawdy rozumianej jako zgodność sądów z rzeczywistością. Nie są to sprawy błahe – szereg dokumentów wyprodukowanych podczas kariery politycznej dzisiejszego ministra obrony narodowej było badane przez sądy i inne instytucje państwowe. Wielokrotnie stwierdzały one, że polityk swoje twierdzenia budował na niewystarczających przesłankach – dlatego twierdzenie premier Szydło można uznać za jednoznacznie fałszywe.

Poniżej przedstawiamy listę najgorszych konfliktów Antoniego Macierewicza z pojęciami dobra i prawdy, które Beata Szydło musiała wyprzeć z pamięci, aby mówić o swoim ministrze obrony, że zawsze stał po właściwej stronie.

Pomówienie Wiesława Chrzanowskiego

Jedną z najbardziej znanych ofiar był marszałek Sejmu, Wiesław Chrzanowski, którego umieszczono na tzw. „liście Macierewicza” w 1992 roku. Obecność na liście była tożsame z uznaniem za agenta SB/UB. Chrzanowski został później oczyszczony z zarzutów przez sąd lustracyjny.

Został niesłusznie pomówiony. Ja w imieniu prezydium Sejmu badałem akta jego sprawy, mogłem powiedzieć potem na  konferencji prasowej, że to były akta fałszowane, przygotowane na  człowieka, a nie o człowieku  – wspominał Józef Zych po śmierci Chrzanowskiego w 2012 r.

FOT. WOJCIECH OLKUSNIK / AGENCJA GAZETA
Wiesław Chrzanowski i Jan Olszewski w 2010 r. / fot. Wojciech Olkuśnik / AgencjaGazeta

Na liście Macierewicza – która składała się z dwóch dokumentów – umieszczono nazwiska 66 osób. Poza Chrzanowskim, przez sąd oczyszczone z zarzutów zostały jeszcze cztery osoby: Tadeusz Lasocki, Grażyna Staniszewska, Włodzimierz Cimoszewicz i Lech Wałęsa. Wciąż trwa proces Leszka Moczulskiego.

Raport z likwidacji WSI

Po raz drugi Antoni Macierewicz zderzył się z prawdą w 2006 roku, gdy powierzono mu zadanie likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych. W kilkusetstronnicowym raporcie znalazły się nazwiska osób, które – w ocenie komisji, której pracami kierował Macierewicz – działały nielegalnie podczas pracy w strukturach WSI lub współpracując ze służbą.

Prokuratura ustaliła, że w wielu przypadkach były to oskarżenia niepodparte żadnymi dowodami – w związku z tym Ministerstwo Obrony Narodowej zmuszone było, na podstawie wyroków sądowych, do publikacji przeprosin i wypłat odszkodowań pomówionym pracownikom i współpracownikom WSI.

Do połowy maja MON, czyli skarb państwa, czyli podatnicy, zapłacił 807 tys. zł za przeprosiny w mediach i 191 tys. zł odszkodowań. Razem blisko milion złotych – pisała w połowie 2013 roku Ewa Siedlecka w „Gazecie Wyborczej”.

Choć nie jest to kwestia prawdy, to można tu przypomnieć, że przeciwko Macierewiczowi wytoczono wówczas jeszcze jeden, poważny argument – WSI była zaangażowana w działalność wywiadowczą na rzecz polskich żołnierzy zaangażowanych w Iraku i Afganistanie.  Aleksander Makowski w wywiadzie dla Moniki Olejnik mówił: „Nie odmawiam Antoniemu Macierewiczowi prawa do likwidacji, reorganizacji WSI. (…) Natomiast odmawiam mu prawa do ujawniania mnie jako agenta wywiadu cywilnego i wojskowego obcym wywiadom, w tym wywiadowi Al-Kaidy, przeciwko której prowadziłem działania operacyjne”.

Zespół smoleński

Prawdziwym bohaterem zbiorowej wyobraźni Antoni Macierewicz został dopiero jako szef Parlamentarnego Zespołu ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy Tu-154 M z 10 kwietnia 2010 roku. Kilka konferencji naukowców, dziesiątki spotkań, wypowiedzi i dokumentów uczyniło z „wielkiego śledczego smoleńskiego” polityczną gwiazdę pierwszego formatu.


(...) po latach badań mogę powiedzieć z olbrzymią dozą pewności i prawdopodobieństwa, że relacje o tym, że trzy osoby przeżyły, są wiarygodne.

Antoni Macierewicz, Spotkanie z wyborcami w Kielcach - 09/04/2013

Spotkanie z wyborcami w Kielcach

fot. Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta


fałsz. Już rok wcześniej nawet "Gazeta Polska" pisała, że to nieprawda.


Najgorszą i najbardziej okrutną z fałszywych wypowiedzi Macierewicza były słowa wypowiedziane podczas spotkania z wyborcami w Kielcach. Macierewicz ogłosił tam – w kwietniu 2013 roku – że informacje o tym, że trzy osoby przeżyły katastrofę.

Już w 2012 roku w „Gazecie Polskiej Codziennie” opublikowane zostały zeznania Dariusza Górczyńskiego, naczelnika Wydziału Federacji Rosyjskiej Departamentu Wschodniego MSZ, który przed prokuraturą zeznał, że spytał o informację o rannych oficera FSO, Pawła Kozłowa. „Stwierdził, że nic o tym nie wie, ale polecił sprawdzić wszystkie szpitale. Informacja ta się nie potwierdziła”- mówił prokuratorom Górczyński.


(...) jedyną hipotezą wyjaśniającą przebieg wydarzeń jest to, że do rozpadu samolotu doszło na skutek eksplozji w powietrzu i działań osób trzecich.

Antoni Macierewicz, "28 miesięcy po Smoleńsku", raport Zespołu Parlamentarnego - 10/08/2012

"28 miesięcy po Smoleńsku", raport Zespołu Parlamentarnego

fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta


fałsz. Nieprawda. Jest raport Millera, są konkurencyjne teorie spiskowe.


Twierdzenie, że jedyną hipotezą jest eksplozja, jest sprzeczne nawet z ustaleniami „ekspertów” Antoniego Macierewicza, którzy przedstawili już kilkadziesiąt różnych pomysłów na to, w jaki sposób przeprowadzony został zamach – obok pomysłów zupełnie kuriozalnych, takich jak „poduszka helowa” czy sztuczna mgła, zastanawiano się m.in. czy samolot został zestrzelony, celowo naprowadzony na kurs kolizyjny z brzozą i wiele innych. Sam Macierewicz wiele z tych pomysłów uważał za warte zbadania.

Oczywiście największą konkurencją dla tez zespołu Macierewicza pozostają ustalenia Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, która za bezpośrednią przyczynę katastrofy uznała zejście poniżej minimalnej wysokości podejmowania decyzji o lądowaniu, co w trudnych warunkach pogodowych – nad lotniskiem w Siewiernyj w Smoleńsku była mgła – doprowadziło do zderzenia z brzozą, urwania skrzydła i rozbicia samolotu przed pasem startowym lotniska.

Socjolog, publicysta. Publikuje na łamach Gazety Wyborczej. Doktorant w ISNS UW.


Masz cynk?