O tym, które organizacje ekologiczne mogą ubiegać się o publiczne środki z NFOŚiGW na edukację ekologiczną zdecyduje minister środowiska. Zanim zostaną one dopuszczone do otwartego konkursu będą musiały zdobyć specjalne rekomendacje Henryka Kowalczyka. "Idealny przykład efektu mrożącego"

Ministerstwo Środowiska odmroziło kolejną transzę pieniędzy w Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej na edukację ekologiczną. Tym razem, w trzecim i czwartym naborze wniosków w 2018 r. organizacje ekologiczne i jednostki samorządowe będą ubiegać się w sumie o 45 mln zł.

Jednak, aby w ogóle przystąpić do konkursu muszą one dostać rekomendację od Ministra Środowiska.

Innymi słowy, wnioski, które nie zyskają aprobaty ministra Henryka Kowalczyka nie trafią pod ocenę ekspertów NFOŚiGW. Z tym, że ekspertów w rozpatrywaniu ofert obowiązują jasno określone w regulaminie kryteria. Komisja konkursowa poza poprawnością samych wniosków bada m.in.

  • doświadczenie wnioskodawcy;
  • trafność diagnozy postawionej we wniosku;
  • szacowany wpływ projektu na aktywizację społeczną;
  • atrakcyjność przekazu;
  • innowacyjność pomysłu;
  • kanały informowania o projekcie.

Jakimi kryteriami będzie kierować się Minister Środowiska? Nie wiadomo. Anna Majewska, koordynatorka programu w rozmowie z OKO.press mówiła, że ocena ministra będzie podporządkowana „priorytetowym celom polityki ministra środowiska”. Na pytanie o to, po co tworzyć dodatkowym mechanizm weryfikacji ofert konkursowych odpowiedziała, że wymaga tego charakter konkursu. „Dotowane są w nim bowiem przedsięwzięcia o szczególnym znaczeniu dla realizacji polityki ministra środowiska” – mówiła.

Tłumaczenia koordynatorki programu nie wyjaśniają ani jakimi kryteriami będą kierować się urzędnicy ministerstwa wystawiając w imieniu min. Henryka Kowalczyka „pozwolenia” na udział w konkursach, ani nie rozjaśniają po co wprowadzono podobny mechanizm. Pewne jest, że uzależnienie możliwości ubiegania się o środki publiczne od uznaniowej oceny innej instytucji publicznej jest zaprzeczeniem zasad transparentności i równych szans.

Jak nowe zasady interpretują organizacje ekologiczne?

Efekt mrożący

Krzysztof Wychowałek z łódzkiego Ośrodka Działań Ekologicznych Źródła mówi OKO.press: „Organ administracji publicznej oczywiście może wymagać spełnienia dodatkowych wymagań czy dostarczenia niestandardowych dokumentów, ale nowe zasady w Ministerstwie Środowiska są zupełnie bez sensu.

Cały Fundusz jest przecież podległy ministrowi, który na bieżąco decyduje o jego polityce i kierunkach rozdziału środków.

Minister wybierając prezesów Funduszu ma też przecież bezpośredni wpływ na jego funkcjonowanie. Czy tą decyzją chce powiedzieć, że nie ma zaufania do urzędników, których sam mianuje?

Na organizacje pozarządowe konieczność zdobycia dodatkowych rekomendacji od Ministra Środowiska działa zniechęcająco. Nasza organizacja wiele razy startowała w konkursach NFOŚiGW, ale tym razem nie złożymy wniosku. Nie uważamy za słuszne prosić się o jakieś dodatkowe rekomendacje. Każdy projekt, który składaliśmy chętnie oddawaliśmy w ręce ekspertów, którzy oceniali go od strony merytorycznej. Mamy status organizacji pozarządowej, więc naszą rolą nie jest aktywny lobbing za własnymi pomysłami w rządzie. Nie chcemy też upubliczniać naszych pomysłów przed etapem konkursowym.

Efekt będzie taki, że wiele fajnych pomysłów po prostu nie zostanie zrealizowanych. A jeśli dofinansowanie dostaną projekty o wątpliwej jakości merytorycznej to przecież nie będziemy mogli tego krytykować, bo Ministerstwo powie, że zgłosiło się mało podmiotów i nie było lepszy ofert. Idealny przykład efektu mrożącego”.

Potrzebujemy pomysłu na edukację ekologiczną

Paweł Średziński, Fundacja Dziedzictwo Przyrodnicze: „Uzależnianie dotacji od rekomendacji ministra to zły pomysł.

Bez względu na to kto będzie rządził, decyzja będzie poddana interesowi politycznemu.

Dobrym rozwiązaniem mogłoby być premiowanie projektów za rekomendacje podpisane przez uznanych przedstawicieli świata nauki lub ośrodki naukowe.

Konflikt o przyszłość Puszczy Białowieskiej doprowadził już do powstania poważnego napięcia między organizacjami ekologicznymi a ministerstwem środowiska.

Co stanie się w sytuacji, w której wniosek do ministra złoży organizacja działająca zgodnie z tym, co naukowcy określają właściwym postępowaniem wobec Puszczy Białowieskiej, a co nie zgadzało się z polityką prowadzoną przez byłego ministra środowiska, a której echa wciąż niosą się po resortowych korytarzach?

Wizja „czyńmy sobie ziemię poddaną” cały czas ma swoich zwolenników wśród obecnych decydentów.

Inną kwestią jest gruntowne przemyślenie idei całej edukacji ekologicznej. Kluczowym argumentem przy podejmowaniu decyzji o dofinansowaniu powinna być mierzalność i trwałość zmiany, ale też aktualność tematu. Warto zastanowić się czy chodzi nam o tworzenie kolejnych folderów, plansz i tablic informacyjnych, czy chcemy odpowiadać na rzeczywiste problemy np. w skali lokalnej i jak tę zmianę zmierzyć. Dobrym pomysłem wydaje się być na przykład edukacja dla dzieci z regionów, w których występują wilki i długofalowy program, który odkłamie negatywny wizerunek tego drapieżnika, upowszechniany w ramach obserwowanej ostatnio nagonki medialnej. W innym przypadku miliony złotych będą jak dawniej wydawane na edukację, której głównym beneficjentem nie zostaną adresaci projektu”.


Dziennikarz, aktywista, filozof bez dyplomu. Redaktor "Codziennika Feministycznego". Wcześniej członek zarządu Fundacji "Trans-fuzja". W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym