Minister Zieliński o zabójcy prezydenta Adamowicza: „Takich szaleńców może wśród nas się trochę pojawić, ludzi niezrównoważonych. Wszystko oznacza, że powinniśmy być szczególnie ostrożni”. Skandaliczne słowa ministra i nagonkę medialną komentują osoby z zaburzeniami, ich bliscy i specjaliści. „Boję się, że już nie ma nadziei, że to już koniec”

Po zabójstwie prezydenta Pawła Adamowicza politycy i media rozpoczęli polowanie na czarownice. Winę za zamach przypisują zaburzeniom psychicznym sprawcy – według niepotwierdzonego przecieku ma to być schizofrenia paranoidalna.

Wiceszef MSWiA Jarosław Zieliński poszedł najdalej: „Takich szaleńców może wśród nas się trochę pojawić, ludzi niezrównoważonych. Z tego, co już wiemy, to właśnie ten przypadek też jest taki. To naprawdę wszystko oznacza, że powinniśmy być szczególnie ostrożni”.

Cenę za taką narrację zapłacą niewinni.OKO.press oddaje głos osobom najbardziej zagrożonym. Z zaburzeniami psychicznymi w Polsce może żyć nawet 25 proc. populacji.

„Kto poniesie odpowiedzialność za to, że osoba ze schizofrenią będzie cierpieć w wyniku nagonki, którą podsycają media?” – pyta Mateusz Biernat, który od lat żyje z diagnozą schizofrenii.

„Stygmatyzacja pacjentów psychiatrycznych jest czymś wyjątkowo złym – tej grupie najtrudniej się bronić” – Ewa Piskorska, edukatorka z Fundacji EfKropka.

„Świr. Schiz. Psychol. Urwać się z psychiatryka… W trudnych sytuacjach wychodzi na jaw, jaki mamy stosunek do osób doświadczających zaburzeń psychicznych” – Elżbieta Podleśna, psycholożka.

„Rządzący, którzy powinni wykazywać się odpowiedzialnością za społeczeństwo, szczują na ludzi. To jest po prostu złe.

Boję się, że już nie ma nadziei, że to już koniec” – siostra mężczyzny od 20 lat żyjącego ze schizofrenią.

[całe wypowiedzi w drugiej części artykułu]

Zieliński szczuje na ludzi z zaburzeniami

W głównym wydaniu „Wiadomości” TVP w dniu śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, redaktorzy wielokrotnie podkreślali, że zabójca był leczony psychiatrycznie.

Tego samego dnia (14 stycznia 2019) wiceminister Jarosław Zieliński, jednoznacznie stwierdził na konferencji prasowej, że osoby z zaburzeniami są niebezpieczne. Tymczasem to jego wypowiedzi są szczególnie niebezpieczne, bo operuje uogólnieniem adresowanym do każdego z nas:

„Takich szaleńców może wśród nas się trochę pojawić, ludzi niezrównoważonych. Z tego, co już wiemy, to właśnie ten przypadek też jest taki”.

W atmosferze poruszenia emocjonalnego, jakie wszyscy przeżywamy po zabójstwie prezydenta Adamowicza, Zieliński kieruje te emocje w stronę „osób szczególnie niebezpiecznych”, sugerując, że są nimi ludzie z zaburzeniami psychicznymi. I należy się ich strzec:

„To naprawdę wszystko oznacza, że powinniśmy być szczególnie ostrożni wobec ludzi, którzy mogą w sposób nieodpowiedzialny zachować się wobec kogokolwiek z nas.  Każdy mógł stać się celem ataku przestępcy i szaleńca”.

I jeszcze wzmacnia tę niebezpieczną bzdurę: „Ktoś inny, jakiś przestępca, szalony, niezrównoważony, może kogoś krzywdzić nawet tak bardzo, że to może powodować zagrożenie jego życia, jak to się stało w przypadku prezydenta Adamowicza”.

Palenie czarownic na podstawie przecieku

Za Wirtualną Polską telewizja publiczna ochoczo podała również dalej przeciek, zgodnie z którym u Stefana W. rozpoznano schizofrenię paranoidalną. Dziś nazwa tego zaburzenia psychicznego nie znika z mediów, choć nie wiadomo, czy to prawda, czy taką właśnie miał diagnozę.

Tymczasem nie ma podstaw, żeby łączyć zaburzenia psychiczne z zamachem w sposób sugerujący, że właśnie one są jego przyczyną. To nieodpowiedzialne, a wręcz nieetyczne.

Z wielu powodów:

  • wzmacnia to fałszywe przekonanie, że osoby ze schizofrenią są niebezpieczne;
  • potęguje wrogość i pogardę wobec osób cierpiących z powodu zaburzeń psychicznych – a zaburzenia psychiczne różnego rodzaju może mieć w Polsce nawet 25 proc. populacji, a niemal każde z nas przeżyło przynajmniej jeden poważny kryzys psychiczny;
  • skutki potencjalnej nagonki uderzą w chorych i ich bliskich, którzy już w obecnej sytuacji mierzą się ze stygmatyzacją i odrzuceniem społecznym;
  • osoby w kryzysie psychicznym będą się jeszcze bardziej obawiać poszukiwania pomocy specjalistów, która jest niezbędna oraz wsparcia w swoim otoczeniu;
  • sprzyjają uproszczonej ocenie sytuacji i ucinają dyskusję na temat funkcjonowania społeczeństwa i czynników sprzyjających agresji.

Dr Magdalena Nowicka dementowała mity na temat schizofrenii i przestępczości w artykule opublikowanym na stronie Uniwersytetu SWPS:
„Mit o niebezpieczeństwie płynącym ze strony schizofreników często rozpowszechniany jest przez produkcje filmowe i media.

Dane statystyczne mówią zupełnie coś innego – osoby chorujące na schizofrenię stanowią zwykle mniej niż 1 proc. wśród sprawców przestępstw we współczesnych metropoliach. Znacznie częściej bywają jednak ich ofiarami”.

Zabójstwo Pawła Adamowicza wywołuje silne i trudne emocje: przerażenie i bezradność. To naturalna reakcja na brutalny akt przemocy. Skłania do poszukiwania odpowiedzi na pytanie o przyczyny i o winnych. Ta zrozumiała potrzeba wynika z chęci odzyskania kontroli nad sytuacją i zmniejsza lęk. Problem w tym, że ferowane na szybko i na podstawie niewystarczających danych wyroki niosą ogromne ryzyko błędu.

Cenę za takie diagnozy i wynikające z nich nerwowe reakcje mogą zapłacić niewinni – osoby zmagające się z zaburzeniami psychicznymi.

Etyczne jest więc powstrzymanie się od prostych odpowiedzi na złożone pytania, od szukania sensacji i podkręcania newsów. Czy politycy, media i obywatele są do tego zdolni?

OKO.press oddaje głos osobie żyjącej z zaburzeniami psychicznymi, siostrze innej osoby ze schizofrenią, lekarzowi psychiatrze, psycholożce i edukatorce wspierającej te osoby na co dzień w walce o normalne życie.

Może to kogoś przekona i zatrzyma nagonkę, zanim będzie za późno.

Kto poniesie koszty nagonki

Mateusz Biernat, Konsultant ds. Studentów w Kryzysie psychicznym na Uniwersytecie Pedagogicznym. Terapeuta w Podejściu Otwartego Dialogu. Prezes Fundacji Człowiek. Od lat żyje z diagnozą schizofrenii:

Słyszałem już od znajomych zdanie wypowiedziane w ten charakterystyczny sposób: „wiesz, on był chory psychicznie…”. Wyobraźmy sobie fryzjera, którego klienci dowiadują się, że ma diagnozę schizofrenii. Albo nauczycielkę, która kilka lat temu otrzymała taką diagnozę? Nagle rodzice uzyskują tę informację. A ona jest świetną pracownicą.

Kto poniesie odpowiedzialność za to, że osoba XY ze schizofrenią będzie cierpieć w wyniku nagonki, którą podsyca prasa? Na zerowych przesłankach, opierając się o mity na temat zaburzeń?

Trzeba mieć świadomość, jakie są koszty stygmatyzacji. Dla wielu młodych ludzi, którzy otrzymują rozpoznanie schizofrenii w wieku, gdy wchodzą na rynek pracy, brak akceptacji jest równoznaczny ze społecznym niebytem i bezrobociem. Gdy te osoby są zdolne do pracy, państwo na tym zyskuje, ale żeby pracować, potrzebują wsparcia. Jeśli go nie otrzymają, zostaną zamiast tego napiętnowane i odrzucone, ich życie się załamuje.

Ból spowodowany odrzuceniem społecznym jest tak samo silny jak ból fizyczny. Lęk przed nim jest porównywalny z lękiem przed śmiercią.

A jeżeli kogoś boli i nie może o tym powiedzieć, jeśli zostaje z tym sam, sięga po środki przeciwbólowe, po alkohol, narkotyki, żeby znieczulić ból. A koszty ponosi całe społeczeństwo.

Ja sobie poradzę, mocno stoję pod względem poczucia swojej wartości, ale pamiętam początki swojej diagnostyki w wieku 21 lat. Miałem wtedy zespoły paranoidalne i czułem się nikim, czułem się gorszy niż jogurt. Miałem taką wartość, jaką stanowiłem dla innych. A spotkałem się z odrzuceniem, byłem niedopuszczany nawet do prac przy zmywaku. Na całe życie patrzyłem przez pryzmat diagnozy.

Bo ta diagnoza to dla człowieka dramat. Myśli się wtedy tak: wiem, że mam tę schizofrenię i boję się o tym komukolwiek powiedzieć, bo gdy się do niej przyznam, to mnie wykluczą.

Boję się stygmatyzacji, ale też boję się obniżenia poczucia własnej wartości. Więc się nie przyznaję, czyli nie mogę niczego pokazywać, duszę to w sobie, obawiam się szukać pomocy, może nawet zawieszam leczenie. To działanie stygmatyzacji i autostygmatyzacji.

Ja mam na utrzymaniu rodzinę, ale się nie boję, wyoutowałem się ze swoją chorobą i przetrwałem, ale jest 400 tysięcy osób z tą chorobą, z których większość nie ma takiego szczęścia i trzeba o nich pamiętać.

Mam nadzieję, że śmierć pana Adamowicza będzie przyczynkiem do tego, żebyśmy się w końcu zjednoczyli nie w obwinianiu osób z zaburzeniami, ale w odpowiedzialności za to, co my robimy innym ludziom. Bo wyzywając osoby z zaburzeniami psychicznymi w autobusach, tramwajach, gdy one to wszystko słyszą, gdy piszemy o tym w internecie, wyrządzamy im krzywdę. Kto weźmie odpowiedzialność za ich życie? Zanim zaczniemy obwiniać, najpierw uderzmy się w pierś i zapytajmy, co my zrobiliśmy, jak my się po tej śmierci zachowaliśmy. Bo najważniejsze jest teraz pytanie, co my zrobimy z tą przemocą.

Przede wszystkim szacunek dla osób z zaburzeniami

Dr n. med. Jan Brykalski, psychiatra, Kierownik Dziennego Oddziału Psychiatrycznego Wolskiego Centrum Zdrowia Psychicznego:

Zaburzenia psychiczne mają różny przebieg, najczęstszymi problemami są depresje, zaburzenia lękowe czy nadużywanie substancji psychoaktywnych. Około 1 proc. każdego społeczeństwa cierpi na schizofrenię, w Polsce to około 400 tysięcy osób.

Zdecydowana większość ludzi z zaburzeniami psychicznymi odczuwa cierpienie psychiczne, ma trudności w funkcjonowaniu. Jednak sytuacje, w których osoby ze schizofrenią zagrażają innym, są bardzo rzadkie. Wyrywkowe podawanie niesprawdzonych informacji może dodatkowo negatywnie wpłynąć na stygmatyzację tych osób, bo etykietka „schizofrenia” jest traktowana jak obelga.

Brak zgody na agresję z czyjekolwiek strony powinien łączyć się z szacunkiem dla każdego człowieka, także dla takiego, którego nie z własnej winy dotknęła ciężka choroba.

Stygmatyzacja

Ewa Piskorska, Edukatorka z Fundacji EfKropka zajmującej się zapobieganiem izolacji osób po kryzysie zdrowia psychicznego, przeciwdziałaniem ich stygmatyzacji i przełamywaniem stereotypów związanych z chorobami psychicznymi:

Poprzez przekazy medialne jesteśmy narażeni na złośliwe pomówienia albo na podejrzenia o skłonności do zbrodni. Krzywdzące wypowiedzi, które obecnie się pojawiają w przestrzeni publicznej, mogą mocno wpłynąć na życie wielu ludzi. Stygmatyzacja jest zjawiskiem powszechnym, ale stygmatyzacja pacjentów psychiatrycznych jest czymś wyjątkowo złym – tej grupie najtrudniej się bronić. Ludzie zamykają się w domach, ograniczają kontakty. Obawiają się utraty pracy. W przypadku, kiedy się o nią starają, czują ogromny lęk, pomimo kompetencji. Bo jak wytłumaczyć ewentualne przerwy w życiorysie?

Osoby posiadające dzieci czują wewnętrzny przymus bycia rodzicem na 200 procent.

Wyobraźcie sobie życie w ciągłym napięciu. Jeżeli zwyczajnie się zezłościcie, ktoś może powiedzieć, że znowu Wam wraca choroba. Jeżeli jesteście zbyt weseli czy smutni, możecie być podejrzewani o objawy chorobowe. Życie, w którym trzeba bez przerwy być czujnym, uważnym i nieufnym ze względu na strach przed napiętnowaniem, jest trudne.

A my żyjemy tak samo, śmiejemy się tak samo, kochamy tak samo, jak inni ludzie. A jednak jest w społeczeństwie potrzeba posiadania kozła ofiarnego – zaburzeń psychicznych. To krzywdzące. Warto pamiętać również, że problemów psychicznych doświadcza 25 proc. społeczeństwa.

O pogardzie

Elżbieta Podleśna, psycholożka i aktywistka:

Ileż to ja dziś razy przeczytałam. Świr. Schiz. Psychol. Urwał się z psychiatryka. Zamknąć w pokoju bez klamek. Oszołom. Psychiczny. W takich sytuacjach wychodzi wszystko na temat społecznego stosunku do osób doświadczających zaburzeń psychicznych. Pogarda bywa drugą stroną strachu. Ale potrafi występować solo. Ot tak, dla sportu. Weźmy i postygmatyzujmy. Oni rzadko się bronią.

Nie szukajmy fałszywych, uproszczonych wyjaśnień

Oświadczenie Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego:

Chcielibyśmy zaapelować o to, aby nie poszukiwać łatwych rozwiązań szoku, wzbudzonego tą tragedią, w kojarzeniu jej z osobami z zaburzeniami psychicznymi. W naturalnej potrzebie rozumienia i poszukiwania odpowiedzi na pytanie „dlaczego doszło do tej tragedii?” nie powinniśmy szukać fałszywych, uproszczonych wyjaśnień. Takim nieprawdziwym wyjaśnieniem jest sugerowanie, że wyłącznie osoby chore psychicznie mogą dopuścić się aktów przemocy. W związku z tym

stanowczo występujemy przeciwko próbom utożsamiania przemocy i zbrodni z zaburzeniami psychicznymi.

(Pełna treść oświadczenia z dnia 15.01.2019)

System pomocy jest jak domek z kart. Nagonka go zniszczy

Siostra mężczyzny od 20 lat żyjącego ze schizofrenią:

Żeby osoba ze schizofrenią i jej rodzina otrzymała odpowiednie wsparcie, potrzebuje w zasadzie ogromnego szczęścia. Życie ze schizofrenią może bowiem nie odbiegać od życia osób bez zaburzeń, ale potrzebne jest spełnienie kilku warunków: wsparcie dobrych specjalistów, właściwie dobrane leki, stała kontrola, terapia, ale także akceptacja społeczna. Leczenie powinno być zapewnione w ramach publicznego systemu ochrony zdrowia, by nie wykluczało osób z rodzin mniej zamożnych.

Te wszystkie warunki wyobrażam sobie jak domek z kart – cały czas żyję w lęku, że ktoś wyciągnie jedną z nich i wszystko się posypie. Że mój brat straci szansę na właściwe leczenie, że odbierze mu się prawo do otrzymywania wsparcia.

Po śmierci Pawła Adamowicza media i politycy rozpoczęli nagonkę na osoby ze schizofrenią.

Minister Zieliński posunął się tak daleko, żeby wprost powiedzieć, że osoby z zaburzeniami psychicznymi są niebezpieczne i należy być wobec nich nieufnym. To przeczy wiedzy na temat zaburzeń psychicznych i stanowi sygnał do urządzenia polowania na czarownice.

Rządzący, którzy powinni wykazywać się odpowiedzialnością za społeczeństwo, szczują na ludzi. To nie jest tylko brak wyobraźni i wiedzy, to jest po prostu złe. Boję się, że już nie ma nadziei, że to już koniec.

Architektka i dziennikarka architektoniczna, współpracuje z OKO.press i miesięcznikiem Architektura-murator. 11 lat temu ukończyła Wydział Architektury i Urbanistyki Politechniki Śląskiej, studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym