Prezydencki minister Paweł Mucha sformułował nową zasadę apolityczności sędziów. Według niego sędziowie nie mogą wypowiadać się w mediach o konstytucyjności ustaw i działań organów władzy. Chyba że nazywają się Julia Przyłębska

Konrad Piasecki w TVN24 przyłapał prezydenckiego ministra Pawła Muchę na niekonsekwencji. Gdy zapytał, czy sędzia może powiedzieć publicznie, że prezydent łamie konstytucję, minister Mucha odpowiedział:

“Moim zdaniem to nie jest kompetencja pojedynczego sędziego. W Polsce od tego, żeby oceniać, czy coś jest zgodne z konstytucją, czy nie, jest Trybunał Konstytucyjny”.

Gdy jednak Piasecki przywołał niedawno udzielony przez sędzię Julię Przyłębską wywiad dla tygodnika “wSieci”, okazało się, że minister Mucha przewiduje wyjątki od swojej zasady. Przyłębska powiedziała prowadzącym tygodnik braciom Karnowskim, że “prezydent postępuje zgodnie z konstytucją i zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem”. Przeciwstawiła się tym samym m.in. opinii ekspertów prawnych Fundacji im. Stefana Batorego oraz Komitetu Obrony Sprawiedliwości, według których obwieszczenie prezydenta o wolnych stanowiskach w Sądzie Najwyższym jest dotknięte wadą konstytucyjną, ponieważ wymaga kontrasygnaty premiera.

Choć sędzia Przyłębska wprost wypowiedziała się o tym, “czy coś jest zgodne z konstytucją, czy nie”,  nie wywołało to sprzeciwu ministra Muchy. Dlaczego?

“Pani sędzia Przyłębska jest prezesem Trybunału Konstytucyjnego, a nie sędzią… (…) Ja myślę, że prezes TK jest w specyficznej sytuacji. Takiej, która mu pozwala też na wygłaszanie pewnych opinii ogólnych”

– wyjaśnił minister Mucha.

Nie wiemy, co dokładnie miał na myśli Paweł Mucha mówiąc, że sędzia Przyłębska nie jest sędzią, bo prowadzący program nie pozwolił mu dokończyć zdania. Zdaje się jednak, że – przynajmniej przez chwilę – stał na stanowisku, że prezesowi Trybunału przysługuje wolność słowa w większym zakresie niż innym sędziom. Przez chwilę, ponieważ kiedy Piasecki przypomniał mu, że politycy PiS krytykowali byłego prezesa TK za podobne wypowiedzi, minister Mucha zastrzegł, że prezes Rzepliński nie może być porównywany z prezes Przyłębską:

“Uważam, że to porównanie wypada oczywiście in plus na rzecz pani prezes Przyłębskiej. Pan sędzia Rzepliński jest czynnym politykiem, który czasowo nałożył togę” – tłumaczył Mucha.

Podsumowując, stanowisko ministra Pawła Muchy trudno uznać za spójne. Uważa bowiem jednocześnie, że:

  1. Sędziowie nie mogą wygłaszać publicznie osobistych opinii o zgodności z konstytucją przepisów prawa, działań organów władzy lub partii.
  2. Może robić to sędzia Julia Przyłębska, ponieważ jest prezesem Trybunału Konstytucyjnego.
  3. Nie mógł robić tego były prezes TK Andrzej Rzepliński.

Przyłębska łamie swój kodeks etyczny?

Czy za prezesury sędziego Rzeplińskiego obowiązywały inne zasady niż za prezesury sędzi Przyłębskiej? Otóż tak. Ostatnia nowelizacja ustawy o TK wymagała uchwalenia Kodeksu Etycznego sędziów TK. Zgromadzenie Ogólne Sędziów TK przyjęło go głosami sędziów wybranych przez PiS w lipcu 2017 roku. Dzięki nim znalazł się w kodeksie przepis, który pozwala “uczestniczyć w debacie publicznej w sprawach dotyczących zagadnień prawnych”, ale zakazuje “uczestniczenia w debacie publicznej dotyczącej spraw politycznych”.

Tego, czym są “sprawy polityczne” kodeks nie definiuje.

Niebawem na swojej skórze może sprawdzić to były sędzia TK Jerzy Stępień, w którego sprawie wszczęto w TK postępowanie dyscyplinarne w związku z jego wystąpieniem na manifestacji w obronie niezależności sądownictwa zorganizowanej przez Platformę Obywatelską.

Z wypowiedzi polityków obozu rządzącego wynika natomiast, że “sprawą polityczną”, a zatem taką, o której sędziowie powinni milczeć, jest wszystko, co związane jest z reformą wymiaru sprawiedliwości. Na przykład wicepremier Jarosław Gowin w 2016 roku twierdził, że “decydowaniem o sprawach politycznych” jest protest sędziów przeciw łamaniu konstytucji. Wtedy chodziło o Nadzwyczajny Kongres Sędziów Polskich, który wydał uchwały krytykujące m.in. niepowołanie przez prezydenta sędziów wskazanych przez Krajową Radę Sądownictwa.

Jeśli więc wtedy wypowiadanie się przez sędziów o niekonstytucyjnym działaniu prezydenta dotyczącym wymiaru sprawiedliwości było sprawą polityczną, to także dzisiaj wypowiedź sędzi Przyłębskiej o prezydenckich działaniach zgodnych z konstytucją, powinna być traktowana przez polityków PiS z podobną surowością. A nawet większą, bo w 2016 roku przepis zabraniający sędziom TK wypowiedzi politycznych jeszcze nie istniał.

Tylko czy rzeczywiście powinniśmy zabraniać sędziom wypowiedzi medialnych dotyczących wymiaru sprawiedliwości? Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł, że prezes Sądu Najwyższego Węgier, usunięty z tego stanowiska przed końcem kadencji, nie tylko miał prawo, ale i obowiązek krytykowania ograniczającej niezależność sądownictwa reformy rządu Viktora Orbána. Sędziowie strasburscy orzekli wtedy, że taki obowiązek szczególnie dotyczy prezesa Sądu Najwyższego, mającego przedstawiać opinie na temat ustaw reformujących sądownictwo. Odpowiedzialność za ochronę niezawisłości sądownictwa spoczywa jednak na każdym, kto sprawuje funkcję sędziowską.


Dziennikarz, filozof. Od 2016 roku związany z OKO.press. Wcześniej pisał dla "Gazety Wyborczej". Za jeden z reportaży był nominowany do kilku nagród dziennikarskich. W OKO.press pisze o prawie.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym