Ministerstwo Środowiska odcina się od zarzutów, że nakazywało odstrzał loch w ciąży. Dementuje też informacje, że w styczniowych polowaniach wielkoobszarowych ma zginąć 210 tys. dzików. Z tym drugim ma rację, pierwsza sprawa nie jest jasna. OKO.press sprawdza wypowiedzi resortu środowiska

W środę Ministerstwo Środowiska wreszcie przerwało milczenie w sprawie wielkoobszarowych polowań na dziki. Motywowane walką z afrykańskim pomorem świń (ASF) odstrzały mają zacząć się 12 i 13 stycznia i potrwać przez dwa kolejne weekendy.

Najpewniej ministra środowiska Henryka Kowalczyka zmusił do tego rosnący opór społeczny przeciwko planowanym odstrzałom. Protestują – lub już protestowały – Warszawa, Gdańsk, Katowice, Szczecin, Bydgoszcz, Lublin, Kraków, Olsztyn, Toruń, Wrocław, Poznań, Łódź i Słupsk. Apel do premiera Mateusza Morawieckiego wystosowali również naukowcy z PAN. Podpisało go już blisko tysiąc przyrodników z całej Polski, większość z tytułem doktora lub profesora.

„Masowy odstrzał dzików w ramach polowań zbiorowych nie zapewni realizacji celu tj. zatrzymania ekspansji wirusa ASF. […]

Pomimo prowadzenia intensywnego odstrzału sanitarnego w latach 2015-2017, kiedy wybito w Polsce niemal 1 milion dzików, sukcesywnie wzrastała liczba przypadków zarażenia wirusem ASF w populacji tych zwierząt” – napisali uczeni.

Minister Kowalczyk w wypowiedziach dla różnych mediów zdementował informację, że w ciągu trzech weekendów ma zostać odstrzelonych 210 tys. dzików (jak podawały niektóre media). Dementował też, że od myśliwych resort oczekuje wybicia wszystkich zwierząt tego gatunku w Polsce. Powiedział, że „spodziewa się”, iż po zakończeniu sezonu łowczego, czyli na koniec marca 2019 roku, w Polsce nadal będzie żyć około 250 tys. dzików. Zaznaczył też, że polowania wielkoobszarowe mają zostać przeprowadzone tylko w trzech województwach („w kilku powiatach”). Zaprzeczył, jakoby Ministerstwo Środowiska nalegało na odstrzał loch w ciąży.

W pierwszej sprawie minister ma rację – 210 tys. dzików do odstrzału w trzy weekendy to nieprawda. Ale już np. rzekome niezachęcanie przez Ministerstwo Środowiska do odstrzału prośnych loch nie jest tak jasne. Minister nie dodał, że polowania były planowane nie tylko w trzech województwach.



W rozmowie z Polskim Radiem minister Kowalczyk powiedział:


Plan przewiduje odstrzał 185 tys. dzików na ten rok. Pojawiająca się w mediach liczba 210 tys., to liczba z sufitu, nie wiadomo skąd się wzięła.

Henryk Kowalczyk, Polskie Radio 1 - 11/01/2019

Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta


W mediach pojawiły się błędne informacje, a w latach ubiegłych zabito więcej dzików


W rozmowie z TVN mówił też, że to mniej w porównaniu z latami poprzednimi, gdy zabijano „250-300 tysięcy dzików”. Wskazał jeszcze na odstrzały sanitarne. „Tu może być też jeszcze kilka tysięcy. Razem, jeśli będzie ok. 200 tys., to wszystko” – powiedział minister.

Nie jest więc prawdą (jak podawały niektóre media) – i tu szef resortu środowiska ma rację – że podczas styczniowych polowań wielkoobszarowych ma zostać zabitych 210 tys. dzików. Ta ostania liczba to ogólna suma, która może zginąć w tym sezonie łowieckim w ramach „zwykłych” polowań (realizujących plany łowieckie) i tzw. odstrzałów sanitarnych (tylko z powodu walki z ASF).

W OKO.press pisaliśmy, że w komunikacie z końca grudnia 2018 roku PZŁ podał, że w okresie od kwietnia do listopada myśliwi ustrzelili 168 tys. dzików, a plan tzw. pozyskania to 185 tysięcy. Paulina Marzęcka, rzeczniczka prasowa Związku, powiedziała białostockiej „Wyborczej”, że do końca lutego 2019 roku myśliwi mogą zabić „maksymalnie 210 tysięcy dzików”, sumując najpewniej plan odstrzału z odstrzałem sanitarnym.

O ile jednak w treści pierwszego tekstu otwierającego „dziczą” serię nie popełniliśmy błędu, to jego tytuł – „Totalna obława na dziki. Zginie nawet 210 tys. Chcą zabić wszystkie” – mógł sugerować, że te 210 tys. ma zostać odstrzelonych tylko podczas styczniowych polowań wielkoobszarowych. I – tym samym – wprowadzać w błąd. Niniejszym bijemy się w pierś [Ten akapit został dopisany 12 stycznia po uwadze naszych czytelników, że i my w dostatecznym stopniu nie dochowaliśmy w tej sprawie rzetelności; jesteśmy wdzięczni za krytykę – red.]

Ile dzików zabija się w Polsce?

Prawdą jest też – jak powiedział minister środowiska – że plan pozyskania w trwającym właśnie sezonie łowieckim jest niższy niż w latach poprzednich. Widać to na poniższym zestawieniu zabitych dzików z lat poprzednich (dane ze sprawozdawczości łowieckiej PZŁ):

  • sezon 2015/16: 310,3 tys.
  • sezon 2016/17: 282,2 tys.
  • sezon 2017/18: 308,6 tys.

Niższa liczba pozyskania na ten sezon łowiecki wynika z intensywności odstrzału prowadzonego w latach poprzednich, m.in. z powodu walki z ASF.

Niemniej

„eksterminacyjne” spekulacje były uprawnione z powodu pisma, które 21 listopada 2018 roku do PZŁ przesłała wiceminister środowiska Małgorzata Golińska. Napisała w nim wprost, że należy dążyć do „maksymalnego obniżenia liczebności populacji”. A maksimum to w tym przypadku – zero.

Ponadto – co również ważne – jeśli celem styczniowego odstrzału jest jedynie wykonanie planu łowieckiego, to dlaczego do polowań zobowiązywano również te koła, które swoje plany odstrzału już wykonały? Tak było w okręgu toruńskim PZŁ, w którym koła (sumarycznie) wykonały swoje plany łowieckie na poziomie 141 proc. pozyskania!

Nie wiadomo natomiast, skąd przekonanie ministra Kowalczyka – wyrażone na antenie TVN – że pod koniec obecnego sezonu łowieckiego w Polsce „będzie około 250 tys. dzików”. Uspokajający ton tej wypowiedzi jest zwodniczy, ponieważ rząd chce redukcji populacji dzików w Polsce do zagęszczenia 0,1 dzika na km kw.

A takie zagęszczenie w Polsce oznacza docelowo przetrwanie ok. 32 tys. osobników. To znaczy, że wspomniane przez szefa resortu 250 tys. dzików należałoby traktować raczej jako stan przejściowy, który wymaga „korekty” w przyszłości.



Czy myśliwi mają strzelać do loch?

W TVN minister Kowalczyk powiedział:


Jeżeli ktoś powtarza, że nakazujemy strzelanie do loch ciężarnych, to nie jest prawda.

Henryk Kowalczyk, TVN24 - 10/01/2019

Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta


Nakazu nie było, ale...


Obecne przepisy mówiące o polowaniach na dziki pozwalają na polowanie na ten gatunek przez cały rok – bez względu na wiek i płeć. Można również strzelać do loch prośnych – czyli w ciąży – i prowadzących młode (warchlaki). I choć jest to zgodne z prawem, to już nie z etyką łowiecką.

Myśliwi, z którymi rozmawiało OKO.press, mówili nam wprost – nie będziemy strzelać do loch.

A właśnie tego wydaje się oczekiwać od nich Ministerstwo Środowiska. Tak można interpretować treść wspomnianego pisma, które w listopadzie 2018 do PZŁ skierowała wiceminister środowiska Małgorzata Golińska. Niżej fragment, który tak zbulwersował zarówno niepolujących Polaków, jak i myśliwych.

Poza tym, styczniowy odstrzał wielkoobszarowy będzie trwał w okresie, gdy wiele loch jest już w ciąży.

PZŁ również musiał odnieść wrażenie, że od myśliwych oczekuje się strzelania do loch. W innym przypadku Naczelna Rada Łowiecka i Zarząd Główny PZŁ nie wydałyby stanowiska, w którym wprost napisały (podkreślone):

Ministerstwo Środowiska zaczęło się bronić i w piśmie do PZŁ oraz Lasów Państwowych minister Kowalczyk napisał: „W związku z niewłaściwą interpretacją pisma z 21 listopada 2018 roku (…), jakie skierowała do panów pani Małgorzata Golińska sekretarz stanu w Ministerstwie Środowiska, w którym znajdowała się prośba o intensyfikację odstrzału dzików, w tym loch, zanim przystąpią do rozrodu, zwracam uwagę na fakt, że pismo nie nakazywało strzelania do ciężarnych loch”.

Minister Kowalczyk – zapewne jako dowód szczerości tych intencji – w tym samym piśmie zarekomendował, by myśliwi nie strzelali do prośnych loch i tych, które prowadzą młode. Tyle że to tylko – jak napisano – „rekomendacja”, która nie ma żadnej mocy prawnej.

Jak myśliwi podczas polowania zbiorowego – kiedy strzelają się do szybko przebiegających zwierząt i na oddanie strzału jest niewiele czasu – mają ocenić, czy akurat ta locha, do której celują, jest w ciąży, czy nie? Rekomendacja Kowalczyka wygląda więc raczej jak pusty gest, który ma uspokoić myśliwych i – chyba przede wszystkim – Polaków.



Obszar polowań miał być większy

Na konferencji prasowej 9 stycznia minister Kowalczyk powiedział, że polowania wielkoobszarowe nie będą realizowane w całej Polsce – tylko w pasie, który ma odciąć od reszty kraju tereny, na których jest już ASF. „Styczniowe polowania wielkoobszarowe na dziki są ograniczone jedynie do kilku powiatów (…). Linia demarkacyjna przebiega przez województwa warmińsko-mazurskie, mazowieckie i lubelskie” – mówił szef resortu.

Nie dodał natomiast jednej rzeczy: że pierwotny plan zasięgu polowań wielkoobszarowych był większy.

Jeszcze 4 stycznia PZŁ poinformował RMF24, że polowania będą w ośmiu województwach. „Polowania obejmą ścianę wschodnią, a także woj. świętokrzyskie, łódzkie, mazowieckie, warmińsko-mazurskie i pomorskie” – przekazał portal.

OKO.press dowiedziało się, że polowania wielkoobszarowe miały być również przeprowadzone np. w okręgu słupskim PZŁ (woj. pomorskie). Ale 10 stycznia Zarząd Okręgowy otrzymał polecenie, by te polowania odwołać. Tę informację potwierdził nam rzecznik prasowy okręgu, ale jej nie komentował. Nieoficjalnie od innego myśliwego z tego terenu dowiedzieliśmy się, że przyczyną był „nacisk medialny”.


Dziennikarz i publicysta. W OKO.press pisze o ochronie przyrody, łowiectwie, prawach zwierząt, smogu i klimacie oraz dokonaniach komisji smoleńskiej. Stały współpracownik miesięcznika „Dzikie Życie”.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym