Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej przekonuje, że - wbrew temu co napisało OKO.press - nie chce zabijania fok. Oskarża redakcję o kłamliwy i manipulatorski tytuł. Tymczasem nasz tytuł był niestety uzasadniony. Tłumaczenie Ministerstwa, że chodziło o to, by sztucznie nie zwiększać pogłowia fok nas nie przekonuje

Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej nazwało „kłamstwem” tytuł artykułu OKO.press „Ministerstwo Gospodarki Morskiej chce zabijania fok. Bo osiągnęły »maksymalny poziom biologiczny«”. Bo w omawianym przez nas piśmie Ministerstwo Gospodarki Morskiej jest jasno napisane: „potępiamy zabijanie fok”.

W ślad za reakcją w mediach społecznościowych, jeszcze w dniu publikacji artykułu, do redakcji przyszło pismo Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej z prośbą zamieszczenia sprostowania o następującej treści:

W piśmie od resortu – podpisanym przez Michała Kanię, Dyrektor Biura Prasowego – mowa też, że „tytuł artykułu […] jest bezsprzecznym złamaniem rzetelności dziennikarskiej” i „godzi w wizerunek Ministerstwa”.

Prawo prasowe wymaga publikacji sprostowania bez polemiki, ale Biuro Prasowe się zgodziło, by OKO.press opatrzyło stanowisko Ministerstwa komentarzem. Z punktu widzenia debaty publicznej to z pewnością lepszy wariant.



Niefortunny zwrot ministerstwa

Zdaniem redakcji tytuł artykułu był uprawniony, a oskarżanie redakcji o kłamstwo i manipulację jest nieuzasadnione.

„Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej chce odstrzału fok szarych, które w Polsce są gatunkiem ściśle chronionym. Taki wniosek płynie z pisma, które 26 czerwca 2018 resort przesłał do Parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt” – napisaliśmy w zakwestionowanym artykule.

Przedmiotem sporu jest odpowiedź Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej na stanowisko Parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt. Posłowie potępili falę zabójstw fok, do której doszło w ostatnim czasie. Kilka martwych zwierząt – w niektórych przypadkach ze zmiażdżonymi głowami, rozciętymi brzuchami, a nawet obciążone cegłami – znaleziono na polskim wybrzeżu na przełomie maja i czerwca 2018 roku.

W odpowiedzi przesłanej posłom ministerstwo napisało, że foka szara ma „negatywny wpływ na środowisko i na zasoby ryb” Morza Bałtyckiego. W dalszej części czytamy, że „populacje ryb łososiowatych […] powinny być chronione poprzez ograniczanie przyrostu pogłowia drapieżników, które mają nadmierny na nie wpływ”. W tym foki, które „atakują łososie i trocie wstępujące na tarło w ujściu Wisły, a także żerują na spływających smoltach”.

„Ograniczanie przyrostu pogłowia” dzikich zwierząt dokonuje się przez ich uśmiercanie. Jeśli Ministerstwo Gospodarki Morskiej nie miało na myśli zabijania fok, to mogło posłużyć się innym określeniem, a nie językiem gospodarki łowieckiej.

Nie tylko OKO.press dostrzegło w słowach resortu zamiar zabijania fok. „To pismo przygotowuje grunt pod zmiany w prawie, które ostatecznie pozwolą na odstrzał fok” – mówił OKO.press między innymi Paweł Suski (PO), przewodniczący Parlamentarnego Zespół Przyjaciół Zwierząt.

To prawda, że w piśmie do posłów napisano, że „resort gospodarki morskiej potępia celowe zabijanie fok”. Ale ta uwaga – odnosząca się zapewne do przypadków mordowania zwierząt przez rybaków – jest niestety sprzeczna z całym wywodem. W świetle sformułowania o potrzebie „ograniczanie przyrostu pogłowia drapieżników” brzmiała wątpliwie.



50 fok to nie jest „odczuwalne dla środowiska”

W mediach społecznościowych – na Twitterze i Facebooku – resort gospodarki morskiej tłumaczyć się ze słów o „ograniczaniu pogłowia” fok:

Już zresztą w piśmie do Parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt resort mówił o „sztucznej hodowli fok i wypuszczaniu ich do środowiska naturalnego”.

Nie bardzo wiadomo, o co chodzi. Nie jest jasne, kto „sztucznie i w odczuwalny sposób zwiększa liczbę fok w Bałtyku”. Ministerstwo już nie odpowiedziało na szczegółowe pytania m.in. OKO.press i kolektywu naukowego Nauka dla Przyrody, który skupia badaczy zainteresowanych ochroną przyrody.

Przypuszczalnie są to aluzje do działalności Stacji Morskiej Uniwersytetu Gdańskiego, która prowadzi Fokarium. Tam od lat naukowcy badają foki. A także pracują nad odtworzeniem kolonii tych ssaków na polskim Wybrzeżu.

Tyle że od 2002 do dziś – czyli przez 16 lat – z Fokarium do Bałtyku wypuszczono ledwie 50 fok odchowanych przez pracowników Stacji Morskiej. A cała populacja bałtycka to 30 tys. osobników. Sugerowanie, że działalność naukowców może zwiększać liczbę tych zwierząt w Bałtyku w sposób „odczuwalny dla środowiska” nie ma uzasadnienia.

Poza tym – na co wskazywała w rozmowie z OKO.press dr Iwona Pawliczka vel Pawlik, kierowniczka Stacji Morskiej – „reintrodukcja gatunków poprzez rozród osobników i przywrócenie ich środowisku naturalnemu jest przyjętą na całym świecie metodą czynnej ochrony przyrody. „Jeśli Ministerstwo to kwestionuje, to znaczy, że najwyraźniej takiej metody nie zna” – mówiła nam badaczka.


OKO.press sprawdza, czy politycy ratują świat przed katastrofą klimatyczną.
Wesprzyj nas, też chcemy przeżyć.

Dziennikarz i publicysta. W OKO.press pisze o ochronie przyrody, łowiectwie, prawach zwierząt, smogu i klimacie oraz dokonaniach komisji smoleńskiej. Stały współpracownik miesięcznika „Dzikie Życie”.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press