Nas jest za mało, jesteśmy u kresu sił. Wielu pracuje po 300-400 godzin w miesiącu. Przy zmęczeniu łatwo o błąd. Kierowca TIR-a nie może jechać dłużej niż precyzują przepisy, a lekarz może się zapracować na śmierć - pisze Krystian Radosz, rezydent, który kończy piąty rok specjalizacji. "Gdyby dalej rządziła PO, też byśmy protestowali" - podkreśla

„Nie stać nas na złą i tanią opiekę zdrowotną, na tym najbardziej cierpi pacjent. W końcowym rachunku koszty są wyższe” – pisze dla OKO.press młody lekarz.


Krystian Radosz skończył medycynę w 2010 roku. Jest na piątym roku specjalizacji z ortopedii w wojewódzkim szpitalu w Płocku. To już jego 12. rok szkolenia licząc studia, staż, specjalizację. Jest lokalnym działaczem Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy. Wspiera protest, ale sam nie może sobie pozwolić na „wyłączenie z życia”. Niedawno urodził mu się syn. Krystian odwiedza często protestujących, w swoim tekście cytuje opinie kolegów lekarzy.


Protest w holu nowoczesnego budynku szpitala pediatrycznego WUM w Warszawie trwa prawie dwa tygodnie. Z uwagi na różną sytuację życiową młodych lekarzy, jedni dopiero dołączają do głodówki, inni nie jedli niczego od półtora tygodnia. Kilka osób zostało już wycofanych z protestu z uwagi na zagrożenia dla zdrowia.

Głodujemy, bo chcemy „zdrowej zmiany“.

„Największy zawód, jakiego się nie spodziewano po prospołecznym rządzie Beaty Szydło, spotkał nas w środę 11 października ” – mówi mi Robert. – „Zostaliśmy poproszeni o przerwanie protestu w zamian za możliwość spotkania z Panią Premier. O umówionej godz. 13 Pani Premier na spotkanie nie przyszła. Zamiast tego – dokładnie o 13:00 – oznajmiła, że nakłady na rezydentów wzrosną o 40 proc. Ale bez podania konkretów”.

Na spotkanie przyszła ponad godzinę później i zaproponowała założenie zespołu roboczego, który miałby poprawić warunki panujące w szpitalach i przychodniach.

Tylko nie powiedziała najważniejszego – że da na to pieniądze i kiedy.

Kolejne spotkanie umówione przez Panią Premier w nocy z 12 na 13 października, okazało się spektaklem, w którym chodziło o przedstawienie rezydentów jako osoby niepoważne. Nasi przedstawiciele dotrzymali słowa i kolejny raz zawiesili protest. Pani Premier nie przyszła. Kolejny raz dialog zamienił się w dyktat silniejszego.

Jak się nie chce rozwiązać problemów to powołuje się komisję, która będzie obradować bezowocnie latami. Ostatnia komisja przez dwa lata niczego nie zmieniła. Poza tym Pani Premier Szydło stwierdziła, że nie można osiągnąć porozumienia z ludźmi, którzy tego nie chcą. To samo rezydenci mogą powiedzieć w stosunku do tego rządu. Kolejnego, który zaniedbuje zdrowie Polaków.

Żyjemy w czasach post prawdy, rację ma ten, kto ma większą siłę medialnego rażenia. Rządowi PR-owcy chcieli łatwo zażegnać konflikt i wmówić ludziom, że oto znowu pazerni lekarze chcą więcej zarabiać. To się nie udało.

Sprowadzenie konfliktu do podwyżki płac jest władzy na rękę. Wszyscy wiedzą, że lekarze nie klepią biedy, ale lekarz rezydent przez 5-7 lat musi tę biedę klepać.

„Gdy przychodzi do mnie na dyżur 23-letni spawacz i mówi, że zarabia na rękę 5000 zł robi mi się przykro“ – mówi mi Mariusz, rezydent, który zarabia 2200 zł + 750 zł za dyżury.

Oczywiście, walczymy również o wyrównanie szans. Życie młodego lekarza jest drogie – kursy i książki kosztują w tysiącach. Ogólnie medycyna jest bardzo kosztochłonną dziedziną.

Bez pieniędzy nie da się skrócić kolejek, wyremontować szpitali, kupić sprzętu, zapłacić za dyżury. Nie mamy też co liczyć na porządne szkolenia.

Nie można też zmusić przemęczonego lekarza, czy przepracowanej pielęgniarki do uśmiechu i empatii. Kiedy się pędzi z dyżuru na dyżur, po kolejnej nieprzespanej nocy, wszystko wygląda źle, a nawet gorzej.

Zarzuca się nam pobudki polityczne. Ale gdyby dalej rządziła PO, ten protest też by wybuchł.

Pacjent poza kolejką „okrada” innego pacjenta

Przy starzeniu się społeczeństwa rośnie skala potrzeb zdrowotnych. Jesteśmy obwiniani przez pacjentów za długie kolejki. Wielokrotnie pacjent prosił mnie o przyjęcie dodatkowo poza kolejką, bo nie ma terminu albo jest za dwa tygodnie. Po pięciu godzinach pracy non stop i 60 pacjentach, chociaż według norm powinno ich być 20, często nie jestem w stanie pójść pacjentowi na rękę.

Każdy kolejny pacjent „okrada“ innego pacjenta z dobrej diagnozy i leczenia, skraca czas wizyty.

Nas jest za mało, jesteśmy u kresu sił. Wielu pracuje pod presją po 300-400 godzin w miesiącu, czasami nawet bez przerwy. Przy zmęczeniu łatwo o błąd. Kierowca TIR-a, nie może jechać dłużej niż precyzują to przepisy, a lekarz może się zapracować na śmierć.

Poza tym panuje u nas ogromne napięcie. Jedna z koleżanek, młoda matka po 30-godzinnym dyżurze na SOR, do którego była zmuszona, straciła laktację – ze stresu przestała karmić piersią.

Celowo daje się nam niską płacę w szpitalu, żebyśmy musieli dorabiać po godzinach i wypełniać godziny brakujące w grafikach.

Pacjenci obwiniają za bałagan w służbie zdrowia lekarzy, nie zaś polityków, którzy decydują o niedofinansowaniu systemu. Pacjent nie rozumie, że praca i sprzęt kosztuje dużo, a ze składek, które on przecież płaci można kupić niewiele.

Na tym tle na SOR-ach (Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych) regularnie wybuchają konflikty oraz agresja. Składki płacone przez społeczeństwo są za małe, żeby być leczonym na zachodnim poziomie. Władza i osoby zamożne sobie poradzą, bo mają dostęp do dobrej prywatnej opieki medycznej, ale zwykły obywatel już nie.

Na jednego pacjenta w Niemczech idą dziesięciokrotnie większe środki. Na domiar złego jeszcze słyszymy od polityków PiS i niektórych pacjentów – jak Wam się nie podoba „to wyjeżdżajcie“.

„Prestiż zawodu spada, bo pacjenci są roszczeniowi i nieufni. Rzadko zdarza się odczuć wdzięczność, która wynagradza trud“ – mówi Tomasz, jeden ze strajkujących rezydentów.

„Jeśli wszyscy wyjedziemy, to kto nas lub moje dzieci będzie leczył“ – mówi Marta. – „Jesteśmy patriotami i uważamy, że ktoś po 27 latach wolnej Polski musi wziąć odpowiedzialność za zdrowie Polek i Polaków. Niestety, kolejny rząd nie traktuje zdrowia priorytetowo. Z uwagi na zaniedbania systemowe, wzgardzani przez pacjentów, sfrustrowani decydujemy się na protest“.

Niektórzy po 10 dniach głodówki  trzymają się dzielnie. Mikołaj po tygodniu skarży się na chwiejność emocjonalną, ale nie zamierza odpuścić. Inni głodują dopiero od wczoraj. Piotrek wziął urlop i przyjechał we wtorek. Nie mógł znieść dłużej warunków szkolenia i pracy.

„Widzimy jak pacjenci zaniedbani przez „zatkany“ system tracą zdrowie, albo go nie odzyskują. Musimy coś z tym zrobić“ – mówi Szymon.

Minister Radziwiłł twierdzi, że pacjent jest najważniejszy. My medycy jesteśmy równie ważni. Tworzymy łańcuch specjalistów, którzy odpowiadają za pacjenta, i jeżeli jesteśmy zmęczeni, czujemy się traktowani niepoważnie, jesteśmy wzgardzani, łańcuch pęka.

To dlatego protestują pielęgniarki, potem ratownicy, potem lekarze.

Nie stać nas na złą i tanią opiekę zdrowotną, na tym najbardziej cierpi pacjent. W końcowym rachunku koszty są wyższe.

Chcemy by wydatki dorównały średniej unijnej. Teraz jesteśmy w Europie na szarym końcu, gorzej niż w Polsce jest tylko w Albanii.

Chcemy zdrowej zmiany, dlatego protestujemy!



Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press