Mimo głośnych i publicznie potępianych przypadków niepłacenia alimentów i mimo poprawy sytuacji na rynku pracy - w Polsce wciąż panuje społeczne przyzwolenie na uchylanie się od obowiązku płacenia - to główne wnioski z sondażu na zlecenie Krajowej Rady Komorniczej i Krajowego Rejestru Długów. Jednocześnie Polacy zgadzają się na zaostrzenie kar

Od 1 czerwca 2017 roku zmienia się kodeks karny – likwiduje zapis z nieostrą definicją uporczywego uchylania się od alimentów i w jej miejsce wstawia konkret – wystarczy 3 miesiące niepłacenia by wymiar sprawiedliwości zaczął dłużnika ścigać. Wprowadza też dozór elektroniczny zamiast kary wiezienia. „Z naszych doświadczeń wynika jednak, że żadne przepisy nie ograniczą niepłacenia alimentów, o ile nie zmieni się postawy pobłażania wobec alimenciarzy” – mówił 30 maja Andrzej Kulik, Rzecznik Krajowego Rejestru Długów, podczas prezentacji wyników sondażu.

Sondaż przeprowadził Kantar Millward Brown 9-14 maja 2017 roku metodą CATIBUS na reprezentatywnej dla populacji dorosłych Polaków próbie 1001 na zlecenie Krajowej Rady Komorniczej i Krajowego Rejestru Długów, pod patronatem Rzecznika Praw Obywatelskich i Rzecznika Praw Dziecka.

W sondażu badani wskazywali przede wszystkim, że temat jest nieobecny w debacie publicznej. Ze stwierdzeniem, że jest go za mało zgadza się aż 77 proc. respondentów. 61 proc. badanych wskazało, że brakuje im wiedzy na ten temat.

Z badania wynika, że dla poniesienia skuteczności egzekucji alimentów, Polacy są zdecydowanie za:

  • obligatoryjnym wpisywaniem dłużników alimentacyjnych do rejestrów Biur Informacji Gospodarczej oraz zakazem świadczenia im wybranych usług;
  • automatycznym i natychmiastowym informowaniem komorników sądowych o majątku dłużników przez ZUS i Urzędy Skarbowe;
  • wprowadzeniem uciążliwych kar dla dłużników i pracodawców oraz
  • częstszym stosowaniem bransoletek elektronicznych;
  • prowadzeniem działań prewencyjnych – budujących relację rodziców z dziećmi oraz aktywizujących dłużników na rynku pracy.


Zadłużenie alimenciarzy rośnie

Według danych Krajowego Rejestru Długów, w maju 2017 roku zadłużenie wynosiło 11,36 mld zł, to ponad dwukrotnie więcej niż w 2015 roku (5 mld zł) i niemal połowa wydatków rocznych na program „Rodzina 500 plus”.

Zadłużenie wzrasta wskutek dramatycznie niskiej ściągalności alimentów. Według Krajowej Rady Komorniczej od 2012 roku utrzymuje się na poziomie ok. 20 proc. (w 2016 roku – 19,1 proc.).

Monika Janus, rzecznika Krajowej Rady Komorniczej: „Spada bezrobocie, obserwujemy wzrost PKB, przesłanki ekonomiczne świadczą o tym, że powinno być lepiej. Postępuje informatyzacja postępowania sądowego, która je przyspiesza. Ale wszystkie te pozytywne zjawiska w niewielkim stopniu zmieniają to, co dzieje się na rynku wierzytelności i rynku alimentów.

Badanie pokazuje więc, że nie da się jednym przepisem zlikwidować szarej strefy alimentowej. Państwo musi budować szeroką politykę społeczną, która pozwoli chociaż ograniczyć ten problem”.

Kim są dłużnicy alimentacyjni

Dane Krajowego Rejestru Długów na dzień 26 maja 2017 roku wskazują, że jest ponad 320 tys. dłużników. Aż 95 proc. to mężczyźni. Najliczniejsze grupy to mężczyźni w wieku 36-45 lat (ponad 116 tys.) i 45-55 lat (96 tys.). To 66 proc. wszystkich dłużników i odpowiadają za 74 proc zadłużenia, czyli 8 mld zł.

A to nie jest pełna liczba niepłacących, bo liczeni są tylko ci, którzy zostali zgłoszeni. Wciąż nie wszystkie gminy zgłaszają dłużników do rejestrów Biura Informacji Gospodarczej. Z danych Rzecznika Praw Obywatelskich wynika, że obowiązek ten wykonuje 87 proc. gmin, ale kilkanaście procent wciąż tego nie robi.

Dla 58 proc. dłużników alimentacyjnych, zadłużenie wobec dzieci to nie jedyne zobowiązanie finansowe, którego nie spłacają. Pod koniec maja 2017 roku w Krajowym Rejestrze Długów było zarejestrowanych aż 185 tys. 508 takich osób. Maksymalnie trzy zobowiązania ma 86 proc z nich.

Najwięcej dłużników jest w województwach: mazowieckim, dolnośląskim i śląskim. Jednak w przeliczeniu dłużników na wszystkich pełnoletnich mężczyzn w danych województwach okazuje się, że na 1000 dorosłych mężczyzn największe zadłużenie jest w pasie województw północnych i zachodnich.

Dr hab. Jerzy Żurko, socjolog  z Uniwersytetu Wrocławskiego, tłumaczy to słabymi więziami społecznymi na tzw. Ziemiach Odzyskanych. Co przekłada się na niższy poziom oddziaływania lokalnej społeczności. Wyjątkiem jest Opolszczyzna, bo tam wg. dr Żurko po wojnie została duża grupa ludności autochtonicznej.



Nie akceptujemy, ale nie reagujemy

Na poziomie deklaracji większość osób potępia uchylanie się od płacenia alimentów.

  • Na pytanie czy niepłacenie alimentów oznacza porzucenie ekonomiczne dziecka, aż 79 proc. pytanych odpowiedziało twierdząco.
  • Tyle samo uważa, że alimenty powinny być płacone zawsze.
  • 75 proc. nie znajduje usprawiedliwienia dla znajomych niepłacących alimentów. Jednak jeśli już je znajdują, to najczęściej wskazują powody ekonomiczne – brak pracy albo niewystarczające dochody.
  • 92 proc. ocenia negatywnie osoby niepłacące alimenty (74 proc. zdecydowanie negatywnie). Trochę mniej surowo traktujemy osoby, które pomagają w uchylaniu się od obowiązku lub nie reagują.

Bardzo negatywnie oceniamy „pomocników” alimenciarza:

  • pracodawców zatrudniających dłużników na czarno, by mogli ukrywać dochody – 83 proc. badanych (w tym 61 proc. zdecydowanie negatywnie);
  • członków rodzin i partnerów, którzy nie reagują – 82 proc. badanych (w tym 50 proc. zdecydowanie negatywnie);
  • pracowników ośrodków pomocy społecznej, którzy nie aktywizują zawodowo dłużników – 78 proc. badanych (w tym 50 proc. zdecydowanie negatywnie);
  • znajomych, którzy nie reagują – 76 proc. badanych (w tym 44 proc. zdecydowanie negatywnie).

 Dlaczego nie płacą?

Poza złą wolą alimenciarzy jako powód niepłacenia alimentów badani wskazują najczęściej poczucie bezkarności dłużników:

  • 79 proc. wskazuje na zbyt niskie kary;
  • 75 proc. zbyt pobłażliwe traktowanie dłużników przez gminy;
  • 65 proc. świadomość braku wystarczających narzędzi do ściągania zadłużenia;
  • 63 proc. przyzwolenie najbliższego otoczenia.

Często pojawiające się w debacie publicznej argumenty usprawiedliwiające alimenciarzy nie znajdują zrozumienia u Polek i Polaków. Zbyt dużą wysokość alimentów w stosunku do możliwości rodzica jako powód niepłacenia wskazało tylko 33 proc. badanych, a brak wpływu płacących na wychowanie dziecka 49 proc.



Rzadko wywieramy presję

Jedna trzecia pytanych znała osobę, które nie płaci alimentów. Wśród nich 59 proc. odpowiedziało, że próbowało jakoś wpływać na takich znajomych, a 40 proc. otwarcie przyznało się, że nie wpływało. Dlaczego?

Przed reagowaniem najczęściej powstrzymywały:

  • niechęć do wtrącania się w nieswoje sprawy – 36 proc.
  • brak bliższej znajomości z dłużnikiem – 27 proc.
  • przekonanie o nieskuteczności takiego działania – 8 proc.
  • obawa przed utratą kontaktu z osobą – 6 proc.

Aż 10 proc. osób odpowiedziało: nie wiem.

Sprawność egzekucji w Polsce

Z danych Krajowej Rady Komorniczej wynika, że z roku na rok przechodzi ponad 600 tys. niezałatwionych spraw. W 2016 roku było ich dokładnie 630 tys. 256. W rok (od 2015 roku) przybyło ponad 56 tys. nowych spraw, a zakończonych lub umorzonych zostało jedynie 49 tys.

Problemem jest też przewlekłość postępowań alimentacyjnych. Aż 46 proc. postępowań trwa ponad 5 lat. Tylko 24 proc. zostało zakończonych w ciągu pół roku.


Opłać abonament na wolność słowa

Dziennikarz, aktywista, filozof bez dyplomu. Redaktor "Codziennika Feministycznego". W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym