Prawa autorskie: AFPAFP
16 czerwca 2022

Mołdawia ucieka przed własną przeszłością. Czy zdąży uciec przed Rosją? [KORESPONDENCJA ]

"Mały kraj o wielkim sercu", Mołdawia fascynuje dziś świat. Najbiedniejsza w Europie, z separatystycznym Naddniestrzem i agentami wpływu Rosji, przyjęła pół miliona uchodźców z Ukrainy i ucieka do przodu od własnej przeszłości. Rozmawiamy z politykami, ekspertami, winiarzem, studentką z Kiszyniowa

To miał być nareszcie dobry czas, ale wybuchła wojna.

Pojechałam do Mołdawii zobaczyć z bliska to, o czym rozpisują się dziś media na całym świecie: jak w obliczu wojny w Ukrainie radzi sobie najbiedniejszy i najbardziej zagrożony rosyjską agresją kraj w Europie.

Minęłam się z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem, który w poniedziałek 15 czerwca 2022 przyjechał do Kiszyniowa na zaproszenie prezydentki Mołdawii Mai Sandu (na zdjęciu powyżej).

Kiszyniów - potańcówka w rytmie wybuchów

W Kiszyniowie, oddalonej o niecałe 200 kilometrów od Odessy stolicy Mołdawii, eksplozje i ostrzały artyleryjskie ukraińskich pozycji u wybrzeży Morza Czarnego słychać nawet przy zamkniętych oknach. „To boli, fizycznie boli. Bliskość wojny sprawia, że trudno zachować spokój” - mówi mi Vlada, 20-letnia studentka weterynarii z Kiszyniowa, która dorabia w kawiarni przy ul. Puszkina. Jak się zaczęła wojna, już chciała wyjeżdżać z mamą do ojca, który pracuje pod Kolonią. Kupiły nawet bilety.

Rosyjska wojna w Ukrainie sprawia, że wciśnięta między Rumunię a Ukrainę Mołdawia boleśnie zdaje sobie sprawę z tego, że zdana jest na łaskę lub niełaskę potężnego sąsiada. Ale robi wszystko, by zyskać oparcie w zachodnim świecie i ma tu sukcesy (o tym dalej).

Blokada portu w Odessie sprawia, że kraj pogrąża się w paraliżu handlowym, a stacjonowanie w separatystycznej republice Naddniestrza rosyjskich żołnierzy stwarza ryzyko bezpośredniego wciągnięcia w wojnę.

„Z jednej strony wszyscy zastanawiają się, czy będziemy następnym celem rosyjskiej agresji, a z drugiej zmartwieniem jest to, co dotyka nas już teraz: gigantyczna inflacja, kryzys gazowy i zator eksportowy” – mówi mi Dumitru Alaiba, działacz antykorupcyjny i poseł do mołdawskiego parlamentu.

Mężczyzna w pomarańczowym t-shirtcie
Dumitru Alaiba, ekonomista, założyciel Centrum Polityk i Reform, członek PAS, poseł do parlamentu FOT. Paulina Pacuła

Mimo to ludzie starają się zachować spokój. W sobotnie popołudnie na ulicach Kiszyniowa jest tłoczno, w parku Stefana cel Mare, jednego z mołdawskich bohaterów narodowych, odbywa się cotygodniowa potańcówka pod gołym niebem, a na placu pod Operą Narodową grupa nastolatków ćwiczy taekwondo.

Poza tym wiosna ma swoje pięć minut: powietrze pachnie kwitnącymi lipami i akacjami, a gęsta, czerwcowa zieleń skutecznie chroni ulice przed palącym już o tej porze roku słońcem.

Ale napięcie wisi w powietrzu.

Kradzież miliarda, politycy w więzieniu

To miał być nareszcie dobry czas dla Mołdawii.

W lipcu 2021 roku na fali gigantycznego niezadowolenia społecznego z powodu korupcji i niewydolnością państwa, centroprawicowa i liberalna Partia Działania i Solidarności (PAS) zdobyła 63 ze 101 miejsc w parlamencie. Założyła ją w 2016 roku prezydent Maię Sandu, która już w 2020 roku pokonała zwolenników Rosji. PAS poprowadziła do wyborów współpracowniczka pani prezydent Natalia Gavrilița.

Tym samym PAS odsunęło od władzy popieraną przez Rosję PSRM – Partię Socjalistów Republiki Mołdawii Igora Dodona, który pod koniec maja 2022 został aresztowany w związku z zarzutami korupcyjnymi. Dodon, poprzedni prezydent (2016 – 2020), a w mołdawskiej polityce obecny od ponad 20 lat, dorobił się majątku znacznie przekraczającego siłę nabywczą oficjalnych zarobków – wynika z dziennikarskiego śledztwa portalu Ziarul de Garda.

Lipcowe wybory zakończyły okres ogromnej niestabilności – w ciągu ostatniej dekady kraj miał 10 premierów, niemal wszystkich z utworzonej w 2009 roku wielopartyjnej Koalicji na Rzecz Integracji Europejskiej. Założyło ją dwóch oligarchów, Vladimir Plahotniuc, najbogatszy Mołdawianin i nieformalny lider Demokratycznej Partii Mołdawii oraz Vlad Filat, jego największy konkurent, lider Partii Liberalno-Demokratycznej.

A jednak ci, którzy mieli oczyścić Mołdawię od wpływów prorosyjskich postkomunistów i skierować na ścieżkę europejskich reform, przez lata sami uprawiali korupcję na ogromną skalę, podporządkowując sobie wymiar sprawiedliwości, media, spółki skarbu państwa. W 2014 roku na jaw wyszła tzw. kradzież miliarda – z mołdawskiego systemu bankowego wyprowadzono równowartość tak ogromnej sumy, którą następnie sfinansowano z rezerw banku centralnego.

Plahotniuc do dziś jest poszukiwany przez prokuraturę, ale ukrywa się za granicą, a skazany na dziewięć lat Filat odsiedział niecałą połowę wyroku i wyszedł z więzienia pod koniec 2019 roku.

Jeszcze raz - tym razem miało być inaczej.

Pierwszy raz w postsowieckiej historii Mołdawii do władzy doszli ludzie zdeterminowani, by prowadzić walkę z korupcją, nieudolnością instytucji państwowych, z zawłaszczeniem państwa przez polityków.

Nowy, bardzo dobrze odbierany na Zachodzie rząd miał zagwarantować stabilność i przyciągnąć do Mołdawii zagraniczne inwestycje oraz finansowanie. Oczekiwania wyborców były ogromne.

Ale 24 lutego zaczęła się wojna.

Exodus do Rumunii i zapaść systemu finansowego

Dla studentki Vlady z Kiszyniowa, najtrudniejszych było kilkanaście pierwszych dni. Nie tylko dlatego, że wojna toczy się niecałe 200 kilometrów od stolicy. Wielu Mołdawian ma na Ukrainie rodziny, o których los drży.

Kobieta na tle ściany i kwiatów
Vlada Talmazan studentka weterynarii z Kiszyniowa FOT. Paulina Pacuła

W Odessie mieszka rodzina ojca Vlady – ciotka, która nie jest już w stanie samodzielnie chodzić oraz jej córka, z dwójką malutkich dzieci, której mąż walczy na froncie. „Za każdym razem, gdy Irina dzwoniła do nas, w słuchawce i słychać było wystrzały artyleryjskie czy dźwięki eksplozji, wpadałam w panikę. Tego się nie da powstrzymać, to organiczna reakcja” – opowiada dziewczyna.

Ludzie byli przekonani, że przy ataku takiej potęgi Ukraina szybko się podda, a Mołdawia będzie następna. Strach potęgowały doniesienia o mobilizacji w Naddniestrzu.

Naddniestrze to separatystyczna enklawa na wschodzie kraju, która formalnie należy do Mołdawii, ale od 30 lat ma własny rząd i nie uznaje zwierzchności Kiszyniowa, za to blisko współpracuje z Rosją. Od czasu wojny domowej w 1992 roku, w wyniku której Naddniestrze oderwało się od Mołdawii, w ramach „misji stabilizacyjnej” stacjonuje tam ok. 1,5 tysiąca rosyjskich żołnierzy.

Po tym jak na Ukrainę spadły pierwsze rakiety, w kraju wybuchła panika. Ludzie rzucili się do bankomatów wypłacać zgromadzone na kontach środki i likwidować depozyty. W ciągu kilku dni z mołdawskiego systemu finansowego wyparowało kilkadziesiąt milionów lejów (1 lej mołdawski to 0,23 zł).

Część osób spakowała dobytek i ruszyła do Rumunii, bo około 700 tysięcy Mołdawian ma rumuńskie paszporty. Język mołdawski z grupy wschodnioromańskiej, jest podobny do rumuńskiego.

„Mołdawii groził exodus i zawalenie się systemu finansowego – mówi Dumitru Alaiba, który pełni dziś funkcję przewodniczącego parlamentarnej komisji finansów publicznych i gospodarki. – Gdyby ta sytuacja potrwała choćby kilka dni dłużej, system bankowy mógłby tego nie wytrzymać”.

Mały kraj o wielkim sercu

Gdy opadła pierwsza fala paniki, okazało się, że trzeba działać, bo granice Mołdawii przekraczają tysiące uchodźców. Od rozpoczęcia wojny, przez przejścia graniczne w malutkich miejscowościach Palanka i Tudora na granicy z obwodem odeskim czy Otaci i Creva na północy kraju przedostało się już niemal 480 tysięcy osób – tyle, co niemal jedna piąta całej ludności Mołdawii (ok. 2,6 mln).

Kraj musiał zmobilizować zasoby, by wesprzeć relokację. W pomoc zaangażowali się wszyscy – władze, organizacje pozarządowe, zwykli ludzie. Na granice zostały wysłane jednostki policji z całego kraju, służby medyczne i straż pożarna, a budynki publiczne zamieniono w ośrodki noclegowe.

W szybkim trybie przyjęto dekret o stanie wyjątkowym. Uciekinierom wojennym zagwarantowano prawo przekroczenia granicy bez ważnych dokumentów, możliwość pobytu na trzy miesiące (obecnie przedłużoną) oraz wyrobienia numeru identyfikacyjnego, który umożliwia korzystanie ze służby zdrowia, zapisanie dziecka do szkoły czy ubieganie się o pracę. Czyli z grubsza to samo, co w Polsce, która jest licząc PKB na głowę mieszkańca czterokrotnie bogatsza.

W kraju zaczęło działać centrum kryzysowe, zorganizowane wspólnie przez rząd i organizacje pozarządowe. Choć Mołdawianie są jednym z najbiedniejszych narodów Europy, pod swoje dachy przyjęli w sumie około 95 tysięcy osób – najwięcej w przeliczeniu na liczbę ludności.

Mężczyzna w średnim wieku w koszuli w biało-pomarańczową kratę
Andrei Lutenko, Centre for Policy and Reform, inicjator akcji Moldova for Peace wspierającej uchodźców FOT. Paulina Pacuła

„To była wielka mobilizacja i niezwykły moment dla społeczeństwa. Pierwszy raz od dawna doświadczyliśmy takiej solidarności” – mówi mi Andrei Lutenko z Centrum Polityk i Reform, jeden z inicjatorów akcji Mołdawia dla Pokoju, założonej na szybko organizacji, która pomogła tysiącom uchodźców organizując zakwaterowanie, transport i dostarczając na granicę najpotrzebniejsze rzeczy.

Pogrążony w trudnościach kraj, zaoferował, ile może. Dzięki wsparciu zagranicznych organizacji pomocowych rząd dość szybko zaczął wypłacać uchodźcom zasiłki w wysokości 110 euro miesięcznie – mniej więcej tyle, ile wynosi najniższa emerytura w Mołdawii.

Na wsparcie mogą też liczyć ci, którzy wzięli uchodźców do własnych domów. Od maja dzięki finansowaniu ze Światowego Programu Żywieniowego, wypłacane są miesięczne zasiłki w wysokości 3,5 tys. lejów, czyli około 820 zł miesięcznie, dla tych, którzy goszczą co najmniej dwie osoby z Ukrainy (w Polsce za każdą osobę jest to 1200 zł, ale tylko - do końca czerwca).

Ze wsparcia skorzystało już 11 tysięcy rodzin, można je otrzymać dwukrotnie.

Część kosztów biorą też na siebie sami obywatele.

„Pomoc uchodźcom to nasz obowiązek. Nie ważne, ile sam posiadasz, jeśli masz dach nad głową i nie chodzisz głodny, to masz się czym dzielić” – mówi Mihai Senogaci, członek mołdawskiej wspólnoty baptystów, który przyjął do prowadzonego przez siebie ośrodka wypoczynkowego w małej miejscowości Vatici na północ od Kiszyniowa ponad 100 uchodźców z Mikołajowa, jednego z najciężej ostrzeliwanych miast na południu Ukrainy. Wsparcie finansuje lokalna wspólnota baptystów, która pozyskuje środki z siostrzanych organizacji w krajach europejskich.

Zagraniczne media powtarzają zdanie, które stało się już oficjalnym sloganem reklamowym Mołdawii: mały kraj o wielkim sercu.

Biedniej niż na Ukrainie, coraz więcej ludzi poniżej progu ubóstwa

Nienależąca ani do Unii Europejskiej, ani do NATO, wciśnięta między Rumunię a Ukrainę Mołdawia od lat zmaga się z odium państwa peryferyjnego. Pomimo że rozmiarem przewyższa Belgię, a 75 proc. jej terytorium stanowią najżyźniejsze gleby świata - czarnoziemy, to jej PKB w 2020 roku wyniosło niecałe 12 mld dolarów, czyniąc z niej wg szacunków MFW 139. gospodarkę świata pod względem wielkości, a 101. pod względem PKB na głowę mieszkańca.

Pomimo że gospodarka rozwijała się dynamicznie – średnio ponad 4 proc. rocznie w latach 2010-2021, Mołdawia to wciąż najbiedniejszy kraj w Europie. Średnie zarobki sięgają ledwie 1,7 tys. zł miesięcznie na rękę, podczas gdy na Ukrainie 2,3 tys. zł, a w Rumunii, najbiedniejszym kraju Unii Europejskiej - 3,2 tys. zł. Standard życia w zbliżony jest do Azerbejdżanu, Paragwaju czy Jamajki, o 70 proc. niższy niż w Polsce.

„Potencjał gospodarczy Mołdawii ogranicza wiele czynników. Ze względu na korupcję i zawłaszczenie państwa, w ostatnich 20 latach niemal milion obywateli wyjechało za pracą na Zachód. Wielkim problemem wciąż jest szara strefa i brak przejrzystości finansowej biznesu. Do tego stuprocentowe uzależnienie od rosyjskiego gazu i produkowanej na terenie Naddniestrza energii elektrycznej. To tam mieści się jedyna mołdawska elektrownia” – mówi mi Adrian Lupusor, analityk ekonomiczny z mołdawskiego think tanku Expert Group.

Mężczyzna na tle napisu "Expert Group"
Adrian Lupusor - analityk ekonomiczny z think tanku Expert Group FOT. Paulina Pacuła

Gaz jest wykorzystywany przez Moskwę jako narzędzie nacisku. Tuż po dojściu do władzy proeuropejskich liberałów, jesienią 2021 roku Gazprom przypomniał sobie, że mołdawski odbiorca – należąca częściowo do Gazpromu spółka Molodovagaz – ma wobec niego stare długi i zażądał spłaty. Jako że kończył się też termin poprzedniego kontraktu, przez kilka miesięcy Mołdawia musiała kupować gaz po znacznie wyższej cenie. W konsekwencji ostatniej zimy rachunki dla gospodarstw domowych wzrosły o 250 proc., a dla firm o ok. 120 proc.

Tak gigantyczny wzrost cen energii przełożył się na skok i tak już wysokiej inflacji, napędzanej czynnikami globalnymi.

W październiku 2021 r. wzrost cen sięgnął w Mołdawii 8,8 proc. rok do roku, w listopadzie 12 proc., a w kwietniu 2022 roku – już 27 proc..

„Sytuacja gospodarstw domowych jest dramatyczna. Wzrost cen nie jest w nawet najmniejszym stopniu rekompensowany wzrostem wynagrodzeń. W tym roku znowu wzrośnie odsetek populacji żyjącej poniżej poziomu ubóstwa” – mówi Adrian Lupusor.

Tak stało się już w 2020 roku, gdy na skutek pandemii ten odsetek z ok. 10 proc. w 2019 roku skoczył do 26,8 proc. PKB Mołdawii spadł o 7 proc., a co trzecie gospodarstwo domowe doświadczyło utraty lub znacznego ograniczenia przychodów. Niemal 90 proc. przedsiębiorstw miało problemy z płynnością finansową, a tylko 6 proc. otrzymało jakąkolwiek pomoc od państwa – wynika z danych Narodowego Biura Statystycznego.

Zamknięcie portu w Odessie, uderza w mołdawskie wino

Wojna na Ukrainie ma jeszcze jeden upiorny skutek dla mołdawskiej gospodarki: zamknięcie portu w Odessie stawia pod znakiem zapytania tegoroczne przychody z eksportu, który stanowi około 30 proc. mołdawskiego PKB.

Większość towarów eksportowych – głównie produktów rolnych, żywności, jak i wyrobów przemysłu hutniczego, do tej pory trafiała na zagraniczne rynki przez port w Odessie, a ten od momentu wybuchu wojny jest niedostępny. Jednocześnie port w rumuńskiej Konstancy, do którego przekierowano eksport i import z regionu, jest zupełnie zablokowany.

Piętnaście tysięcy butelek – tyle doskonałej jakości wina, które jeszcze w marcu miało wyjechać do Japonii i Korei Południowej, zalega w piwnicy Iona Luci, właściciela małej winnicy w Cricovi, jednym z najsłynniejszych winiarskich miasteczek Mołdawii.
Mężczyzna w czarnym polo na tle beczek z winem
Ion Luca, producent wina z miejscowości Cricova FOT. Paulina Pacuła

Rozmawiamy w jego winiarni, pokazuje mi z dumą ogromne kadzie na wino, prowadzi też do piwnicy gdzie leżakują butelki.

Założona w 2011 roku winnica produkuje rocznie 100 tysięcy butelek, z czego 70 proc. trafia na eksport. Jednak od początku wojny problematyczny stał się niemal każdy etap butelkowania i wysyłki towaru: wstrzymana dostawa korków i butelek, brakuje kartonów zbiorczych, które zamawiane były na Ukrainie, nie ma jak drukować specjalnie wytłaczanych etykiet.

„Półki sklepowe nie znoszą próżni. Jeśli nie stoi na nich moje wino, szybko pojawi się inne – ubolewa Luca, ale wierzy w wyrozumiałość i dobre relacje z klientami - Odbiorcy zapewniają, że gdy tylko będę mógł wysłać im moje wino, chętnie wrócą do współpracy”.

Cała Mołdawia ma ten problem. Na wysyłkę za granicę czekają tysiące ton jabłek, hektolitry wina i brakujących na europejskich rynkach olejów roślinnych. Głównym szlakiem transportowym stały się drogi lądowe przez Rumunię. Na przejściach granicznych panuje chaos, na odprawę czekają wielokilometrowe kolejki tirów.

Potrafimy się podnieść. Zwłaszcza, że świat rusza na pomoc

Sytuacja jest trudna, ale Mołdawia ma doświadczenie w podnoszeniu się z równie poważnych kryzysów. „W ostatnich latach mołdawska gospodarka wypracowała coraz większą odporność i zdolności adaptacyjne. Po każdym kryzysie przychodziło solidne odbicie” – pociesza Adrian Lupusor.

I podaje przykłady: rosyjskie embargo nałożone na Mołdawię w 2006 roku nagle pozbawiło producentów wina dostępu do rosyjskiego rynku (1/3 eksportu). Przedsiębiorcy szybko przekierowali sprzedaż na inne rynki, a udział rynku rosyjskiego w mołdawskim eksporcie zmalał trzykrotnie.

Światowy kryzys finansowy wstrząsnął mołdawską gospodarką na tyle, że w 2009 roku PKB spadło o 6 proc. ale już w 2010 roku kraj odbił się aż o 7,1 proc.

Kryzys bankowy spowodowany "kradzieżą miliarda" w 2014 roku doprowadził do upadku trzech banków i dekapitalizacji banku centralnego o równowartość 12 proc. PKB. Mołdawia podniosła się i z tego – udało się przeprowadzić uzgodnione z MFW reformy, dzięki którym system bankowy to dziś jeden ze zdrowszych sektorów mołdawskiej gospodarki.

Pandemia tąpnęła mołdawską gospodarką tak, że PKB w 2020 roku spadło o 7 proc., ale już w 2021 roku doszło do wielkiego odbicia o 13,9 proc..

“Nawet dziś prognozy ekonomiczne przewidują wzrost gospodarki w tym roku o 1 proc. – mówi Adrian Lupusor. – Choć faktem jest, że gdyby nie pomoc zagraniczna, finanse mogłyby się w ogóle nie dopiąć. Na szczęście budzące zaufanie międzynarodowych pożyczkodawców proeuropejskie władze mogą liczyć na wsparcie”.

Rządowi już udało się uruchomić niemal 800 milionów dolarów z pięcioletniej linii kredytowej MFW, a Unia Europejska nie tylko wznowiła finansowanie należne Mołdawii w ramach umowy stowarzyszeniowej, ale zatwierdziła wsparcie w wysokości 150 milionów euro w formie pożyczek i dotacji na lata 2022-2024. Od momentu wybuchu wojny na Ukrainie także Stany Zjednoczone trzykrotnie zwiększyły środki w ramach pomocy rozwojowej. Trwają negocjacje dotyczące szybkiego zwiększenia przepustowości połączeń granicznych Mołdawii z Rumunią.

Mołdawia stała się też celem zagranicznych wizyt wielu zachodnich przywódców.

W poniedziałek 15 czerwca 2022 roku doszło do pierwszej od 24 lat wizyty prezydenta Francji. Emmanuel Macron zapowiedział w Kiszyniowie kredyt 15 milionów euro oraz zapewnił o wsparciu mołdawskiej kandydatury do Unii Europejskiej.

Na początku maja Mołdawię odwiedził Charles Michel, przewodniczący Rady Europejskiej, który zapowiedział militarne wsparcie Mołdawii. Kilka dni później do Kiszyniowa zawitał António Guterres, Sekretarz Generalny ONZ, który pochwalił Mołdawię za wsparcie dla uchodźców i obiecał wsparcie dla Mołdawii na arenie międzynarodowej w zakresie pozyskiwania pomocy finansowej.

W ostatnich miesiącach Kiszyniów odwiedzili też m.in. premier Hiszpanii Pedro Sánchez, prezydent Litwy Gitanas Nauseda, prezydent Łotwy Egils Levits, a nawet premier Belgii Alexander De Croo.

Rosja straszy, agenci wpływu działają

Ale napięcie i tak jest ogromne. Mołdawianie martwią się, co się stanie, jeśli Ukraina przegra wojnę, a Rosja zajmie cały południowy pas kraju i dzięki temu zbuduje most łączący Rosję z Naddniestrzem.

A Rosja straszy.

Pod koniec kwietnia i na początku maja 2022 w Tyraspolu, stolicy Naddniestrza, doszło do pięciu eksplozji, a 22 kwietnia rosyjska agencja Interfax opublikowała wypowiedź rosyjskiego generała Rustama Minnekajewa, który stwierdził, że rosyjskojęzyczna ludność zamieszkująca Naddniestrze

„doświadcza opresji ze strony ludności mołdawskiej i w związku z tym potrzebuje rosyjskiej ochrony”.

Te twierdzenia wzbudziły kolejną falę niepokoju, bo taki był m.in. pretekst do przeprowadzenia „specjalnej operacji zbrojnej” w Ukrainie.

Wojna na Ukrainie jest też wykorzystywana przez prorosyjską opozycję do wzniecania niepokojów społecznych i destabilizacji kraju.

„Obserwujemy wzmożoną aktywność rosyjskich agentów wpływu – polityków, komentatorów i dziennikarzy prorosyjskich mediów, którzy straszą, że proeuropejski rząd Natalii Gavrilițy doprowadzi do zaognienia sytuacji i starcia z Rosją” – tłumaczy mi Iulian Groza, jeden z członków Rady Bezpieczeństwa Narodowego przy prezydent Sandu.

Mężczyzna w marynarce i kremowej koszuli

Prorosyjskie media oskarżają rząd o uleganie wpływom Amerykanów oraz "realizowanie interesu zachodnich mocarstw kosztem bezpieczeństwa w Mołdawii". Nie zmienia tego tonu fakt, że doktryną bezpieczeństwa władz Kiszyniowa jest zasada „nie drażnić Rosji”.

Władze państwowe na każdym kroku powtarzają, że Mołdawia to kraj neutralny, że jej neutralność wpisana jest do konstytucji, że Mołdawianie chcą członkostwa w UE, ale nie ubiegają się i nie będą ubiegać o wejście do NATO.

Rząd jest też ostrożny w deklaracjach dotyczących rozbudowy siły militarnej kraju, która obecnie jest niewielka. Mołdawia na cele obronne przeznacza zaledwie 0,4 proc. PKB i utrzymuje tylko 3250 żołnierzy.

„Rząd prowadzi rozmowy z zagranicznymi partnerami, których celem jest pozyskanie finansowania i wzmocnienie możliwości obronnych Mołdawii, ale to się nie stanie ani w ciągu miesiąca, ani nawet w ciągu roku. Trudno też sobie wyobrazić, że tak mały kraj kiedykolwiek będzie w stanie zbudować potencjał obronny odstraszający dla Rosji. Podobnie jak Ukraina, musimy liczyć na wsparcie zagranicznych partnerów” - mówi Iulian Groza.

Lustracja - na tropie skorumpowanych

Pomimo trudności i ciągłego funkcjonowania w trybie zarządzania kryzysowego, mołdawski rząd stara się nie odpuszczać reform i walki z korupcją.

Posłowie komisji do spraw finansów publicznych i gospodarki pracują nad reformą systemu podatkowego. Posłowie komisji sprawiedliwości opiniują duży projekt lustracji wymiaru sprawiedliwości.

Wszyscy sędziowie, prokuratorzy i adwokaci mają zostać poddani ocenie niezależnej komisji etycznej, która zbada ich majątki i dorobek zawodowy.

Celem jest usunięcie z eksponowanych stanowisk osób skorumpowanych, które mogą utrudniać walkę z niemalże mafijnymi strukturami oligarchicznych wpływów.

W Mołdawii trzeba też - bagatela! - ograniczyć biurokrację, która dławi rozwój gospodarczy, uniezależnić się od rosyjskiego gazu, zwiększyć przejrzystość pracy urzędów i państwowych spółek, poprawić dostęp do informacji publicznej i dać więcej wolności mediom.

„Ludzie oczekują cudów, a my wciąż działamy w państwie zawłaszczonym. Oponenci polityczni na wszelkie sposoby dyskredytują nasze działania tworząc wrażenie, że nie różnimy się niczym od poprzedników” – mówi Dumitru Alaiba.

Proeuropejski rząd potrzebuje czegoś, co pomoże podtrzymać w ludziach cierpliwość i wolę pracy na rzecz zmian – eliminowania korupcji, budowania demokracji i rozwijania praworządności.

To dlatego Mołdawia razem z Gruzją i Ukrainą złożyła na początku marca 2022 formalny wniosek o akcesję do UE. Komisja Europejska ma wrócić z opinią już w czerwcu.

Dajcie nam chociaż status państwa kandydującego

Podczas wizyty w Brukseli w połowie maja prezydent Maia Sandu spotkała się m.in. z Ursulą von der Leyen, szefową Komisji Europejskiej, Josephem Borellem – wiceprzewodniczącym Komisji Europejskiej i wysokim przedstawicielem UE do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa, Robertą Metsolą – szefową Parlamentu Europejskiego oraz Oliverem Varhelyim, komisarzem ds. rozszerzenia i sąsiedztwa.

Miłe gesty, ale na co na prawdę można liczyć?

Dumitru Alaiba: „Nie chcemy drogi na skróty. Chcemy pracować tak jak inne kraje, by naprawdę zbudować Mołdawię od nowa. Ale potrzebujemy statusu państwa kandydującego, by utrzymać w społeczeństwie motywację do zmian.

Jeśli UE teraz powie nie, w momencie gdy niecałe 200 kilometrów od naszej stolicy toczy się brutalna wojna, ludzie tego nie zrozumieją”.

Udostępnij:

Paulina Pacuła

Pracowała w telewizji Polsat News, portalu Money.pl, jako korespondentka publikowała m.in. w portalu Euobserver, Tygodniku Powszechnym, Business Insiderze. Obecnie studiuje nauki polityczne i stosunki międzynarodowe w Instytucie Studiów Politycznych PAN i Collegium Civitas przygotowując się do doktoratu. Stypendystka amerykańskiego programu dla dziennikarzy Central Eastern Journalism Fellowship Program oraz laureatka nagrody im. Leopolda Ungera. Pisze o demokracji, sprawach międzynarodowych i relacjach w Unii Europejskiej.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne