Miliard złotych ma przynieść opodatkowanie zysków technologicznych gigantów w Polsce. To pomysł zgodny z tendencjami w innych krajach UE – cyberkorporacje płacą skandalicznie mało podatków. Jednak premier przeszacowuje wartość polskiego rynku, kwota miliarda złotych wygląda na wymyśloną, a skuteczne opodatkowanie wymaga współpracy międzynarodowej

Zaraz po tym, jak Prawo i Sprawiedliwość 23 lutego 2019 ogłosiło rozszerzenie swojego pakietu socjalnego, pojawiły się pytania: skąd wziąć na to pieniądze? Sam premier Mateusz Morawiecki w rozmowie z PAP tydzień później oszacował roczny koszt tzw. Nowej Piątki na 40 mld.

Jak 5 marca podała Kancelaria Premiera, jednym ze źródeł finansowania ma być „opodatkowanie zysków, jakie globalne firmy generują w Polsce, oferując usługi cyfrowe”. Firmy nie zostały wymienione z nazwy, jednak chodzi o usługi „takie jak reklamy online, VOD i streaming muzyki”. W takich usługach

na polskim rynku dominują właściciele Facebooka, Google’a, Netfliksa czy Spotify. Podatek ma przynieść ok. 1 mld złotych.

Cyberkorporacje coraz potężniejsze

Dopiero od niedawna głośno mówi się o konieczności regulowania działalności wielkich firm technologicznych z Doliny Krzemowej. Przez wiele lat korzystały one z sympatii obywateli do innowacyjnych przedsiębiorstw oraz tradycyjnej „wolności” działalności w internecie.

Zmieniły to jednak rosnące zyski informatycznych korporacji (których właściciele należą dziś do najbogatszych ludzi na Ziemi) oraz ich wpływ na życie obywateli i stan demokracji (o czym dobitnie przypomniał skandal Cambridge Analytica z 2018 roku).

Choć na konkretne i całościowe rozwiązania musimy zaczekać, istnieją obecnie dwie koncepcje uregulowania działalności technologicznych gigantów.

Ameryka – rozparcelować monopole

Pomysły amerykańskich polityków (a konkretnie – Demokratów) są oparte na wierze w działanie konkurencji i doświadczeniach w działaniach państwa przeciwko monopolom, których dominacja trapiła amerykańską gospodarkę u progu XX wieku. Rząd Stanów Zjednoczonych podejmował działania antymonopolowe także po II wojnie światowej; najsłynniejsze przykłady to rozbicie firmy telekomunikacyjnej AT&T oraz pozwy przeciwko komputerowemu gigantowi – IBM. Jak jednak pisze ekonomiczny noblista Joseph E. Stiglitz, w ciągu ostatnich 50 lat działania przeciw monopolom jednocześnie traciły na sile oraz zasięgu.

„Nagromadzenie władzy – politycznej jak też gospodarczej – podkopuje demokratyczne społeczeństwa” – ostrzega ekonomista.

Zmuszenie ich do podziału proponuje m.in. ubiegająca się o nominację Demokratów w wyborach prezydenckich senator Elizabeth Warren. Według jej projektu, firmy ze światowymi wpływami powyżej 25 mld dolarów nie mogłyby posiadać innych firm korzystających z ich platformy ani dzielić się z danymi na zewnątrz. Oznacza to, że np. wyszukiwarka Google’a nie mogłaby być częścią tej samej firmy, która obsługuje reklamy Google Ads.

Źródło: Center for Responsive Politics / Investopedia

„[Te firmy] rozjechały konkurencję, dla zysku wykorzystały nasze prywatne informacje i przechyliły boisko na swoją korzyść” – napisała Warren. To ostatnie tyczy się także olbrzymich nakładów, które technologiczne korporacje wydają na wspieranie kampanii politycznych. Na jej szczycie są Alphabet (właściciel Google i YouTube’a), Amazon oraz Facebook. Żadna inna pojedyncza firma nie przeznacza na lobbing więcej.

„Tak działa Waszyngton. Im więcej potencjalnych regulacji w danym sektorze, tym więcej pieniędzy idzie na walkę z nimi

– mówi gazecie „Financial Times” Jordan Libowitz z amerykańskiej organizacji Citizens for Responsibility and Ethics (Obywatele na Rzecz Odpowiedzialności i Etyki).

Europejski – antymonopolowe kary finansowe

W Unii działania projektowane są (ale nie wdrażane) na poziomie wspólnotowym oraz lokalnych poziomach krajowych. Polityka UE opiera się na szeregu regulacji, które mają uniemożliwiać zaburzanie konkurencji na rynku, a nie na prowadzeniu doraźnych działań przeciwko konkretnym podmiotom. Tych zasad muszą przestrzegać również korporacje technologiczne:

  • w 2004 roku Komisja Europejska zmusiła Microsoft, aby jego system operacyjny nie faworyzował innego oprogramowania tej firmy;
  • w 2016 Komisarz ds. Konkurencji nakazał Apple’owi spłatę 13 mld euro podatków, których optymalizację uznano za niedozwoloną pomoc publiczną;
  • w 2018 Google ukarano 4,3 mld euro za używanie systemu Android, by zwiększać dominację własnej wyszukiwarki.

Poza egzekwowaniem już istniejących dyrektyw, działania UE opierają się z grubsza nie na ingerencji w strukturę firm technologicznych, a na uszczelnianiu systemu podatkowego w celu ograniczenia optymalizacji podatkowej, uregulowaniu ich relacji korporacji z twórcami treści (mediami dziennikarskimi czy artystami) oraz współpracy w tworzeniu zasad dotyczących zawartości (np. w kwestii mowy nienawiści). W ten nurt wpisuje się również strategia rządu PiS – choć skupia się głównie na kwestiach finansowych.

Co może Morawiecki

Kancelaria Premiera nie odpowiedziała do tej pory na pytanie OKO.press, czy istnieją ekspertyzy, na których fundamencie nowe regulacje zostaną zbudowane ani nie poinformowała, skąd wzięła się liczba 1 miliarda zł. Czy jest realistyczna?

Facebook Poland, oddział właściciela najpopularniejszego serwisu społecznościowego w Polsce, z którego korzysta niemal 22 mln Polaków (ok. 80 proc. wszystkich użytkowników internetu), według sprawozdania w KRS miał w 2017 roku 30,69 mln zł wpływów i 27,99 mln zł kosztów.

Podatku dochodowego gigant social media zapłacił 141 tys. zł.

Dlaczego tak mało? Ponieważ Facebook Poland zarabia tylko na „eksporcie usług” do Irlandii.

Pieniądze, które płacą polscy przedsiębiorcy za reklamę na Facebooku, trafiają bezpośrednio do Irlandzkiego oddziału firmy, gdzie podatki są niższe, istnieją też szersze możliwości legalnej optymalizacji podatkowej dla amerykańskich firm, z których najsłynniejsze to „podwójna irlandzka” oraz „holenderska kanapka”. Chociaż od stycznia 2020 roku nie będzie można jej stosować, to dziennik The Guardian wykazał, że w samym 2017 roku Google dzięki nim nie zapłacił podatku CIT od sumy 23 mld dolarów (87 mld zł), wyprowadzając zyski do raju podatkowego na Bermudach.

Z możliwości rozliczana się w tych krajach Unii, gdzie stawki podatkowe są niższe, korzystają nie tylko firmy technologiczne. Robi lub robiło to wiele firm z innych sektorów, np. Ikea czy Pfizer.

Gdyby jednak Facebook – co zapowiada – płacił podatek od wszystkich swoich zysków uzyskanych z terenu Polski, miliard się nie uzbiera. Portal Wirtualne Media szacuje, że rynek reklamy w mediach społecznościowych to w Polsce 431 mln zł, z czego 90 proc. udziałów ma Facebook. Nakłady na płatne wyszukiwanie są globalnie o ok. 25 proc. wyższe, więc monopolista Google mógłby liczyć na zysk rzędu 530 mln zł. Nie znamy danych dotyczących Netfliksa, HBO GO, Spotify czy Tidala, jednak z pewnością są o wiele niższe.

Nawet jeśli dodamy do tego Ubera i Airbnb, również cyfrowych monopolistów na swoich polach, to nawet przy bardzo optymistycznych szacunkach, miliard podatku się z tego nie uzbiera.

(Facebook i Google nie odpowiedziały na pytania OKO.press dotyczące zysków w Polsce w 2018 roku, nie udało nam się także skontaktować z Netfliksem. Spotify podaje tylko globalne dane i nie chce komentować planów premiera Morawieckiego).

Skuteczne opodatkowanie tylko ponad granicami

Być może premier liczył tutaj na powodzenie Komisji Europejskiej w kampanii na rzecz wprowadzenia unijnego 3-procentowego podatku dla cyfrowych gigantów od zarobków w sieci. Sugerowałaby to wypowiedź premiera dla „Rzeczpospolitej”: „W pełni zgadzam się tutaj z Emmanuelem Macronem, ale też z wieloma głosami niemieckich polityków, że trzeba wprowadzić – najlepiej na poziomie Unii Europejskiej – coś w rodzaju digital tax”.

Jeśli tak, to premier niestety się przeliczył. We wtorek 12 marca

ministrom finansów 28 krajów Unii nie udało się porozumieć w sprawie wprowadzenia cyfrowego podatku. Regulacje fiskalne na poziomie wspólnoty wymagają bowiem jednomyślności wszystkich krajów członkowskich.

Przeciw były Szwecja, Dania, Finlandia oraz – co niekoniecznie dziwi – Irlandia, która broni tutaj swojego partykularnego „narodowego” interesu kosztem reszty Unii.

Szwecja argumentuje swoją decyzję inaczej. „Podatek cyfrowy to sprawa globalna i prace w UE nie powinny odbywać się przed dyskusjami w ramach OECD” – powiedziała portalowi Euractive szwedzka minister finansów Magdalena Andersson.

Zaawansowane prace nad legislacją na poziomie lokalnym mają już np. Francja, Wlk. Brytania i Hiszpania. Pojedyncze rozwiązania regulujące Ubera czy Airbnb też istnieją już w wielu krajach Europy. Premier Morawiecki może się wzorować na doświadczeniach tych krajów – albo pomóc zasłynąć Polsce jako pierwszemu państwu, które wprowadzi całościowe rozwiązanie.

Wielka Brytania opracowała 150-stronicowy raport dotyczący stanu tamtejszego rynku technologicznego, którego konkluzje zachęcają do publicznego wspierania innowacji i konkurencyjności ukierunkowanych na dobro konsumentów i biznesu. Pod koniec 2018 roku minister skarbu (ang. Chancellor of the Exchequer) Philipp Hammond zapowiedział też 2-procentowy podatek od zysków w Wlk. Brytanii, które obejmie cyfrowe korporacje, o światowych zyskach powyżej 500 mln funtów (ok. 2,5 mld zł). Konsultacje rozpoczną się w kwietniu 2019 roku, a podatek ma wejść w życie rok później. Ma on przynieść brytyjskiej kasie 400 mln funtów (ok. 2 mld zł)

Hiszpania planuje podatek 3-procentowy, ale dla firm o globalnych zyskach powyżej 700 mln euro (ok. 3 mld zł) oraz 3 mln euro (ok. 13 mln zł) w Hiszpanii. Hiszpania liczy na 1,2 mld euro (ok. 5 mld zł) z nowego podatku. Planom towarzyszy 0,2-procentowy podatek od transakcji finansowych. 18 stycznia 2018 rząd zatwierdził nowe regulacje.

Francja, w obliczu porażki europejskiego podatku, zamierza wprowadzić 3-procentowy podatek od 1 stycznia 2020 roku, zgodnie z zapowiedziami ministra gospodarki Brunona Le Maire. Opodatkowane zostaną tylko zyski z reklam i sprzedaży danych użytkowników. Podatkiem zostaną objęte tylko firmy ze światowymi zyskami powyżej poziomu 750 milionów euro (ok. 3,2 mld zł) i 25 mln we Francji (ok. 107 mln zł). Podatek ma przynieść budżetowi 500 mln euro (ok. 2,1 mld zł) i obejmie ok. 30 firm, głównie amerykańskich, ale też niemieckich, chińskich, brytyjskich – oraz jedną firmę z Francji.

Kwota możliwych wpływów podatkowych szacowane przez rząd Francji – rynku wielokrotnie większego od Polski – także wskazuje, że miliard złotych podatku podawany przez PiS jest raczej okrągłą kwotą wymyśloną na potrzeby efektownej prezentacji niż czymś opartym na rzetelnej analizie.

Ile więc faktycznie przyniesie podatek cyfrowy? Na razie nie wiadomo. Gdzie indziej regulowanie cyfrowych korporacji poprzedzone jest wieloletnimi debatami i analizami – jak raport brytyjskiego rządu. W Polsce to nowy temat.

Maciek Piasecki (1988) – studiował historię sztuki i dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim, praktykował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej w Londynie. Dla OKO.press pisze o protestach, polityce ekonomicznej i wpływie gospodarki na życie każdego z nas. Debiutował w „Machinie”, publikował m.in. w „Wysokich Obcasach”, „Dwutygodniku” i „VICE”.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym