Żydzi nie doceniają, jak dobrze im było w Rzeczypospolitej przed zaborami - skarżył się premier podczas spotkania z mieszkańcami Chełma. Według niego za antysemityzm odpowiedzialni są „inni” - np. komuniści, którzy zorganizowali pogrom w Kielcach. "Nie ma na to żadnych dowodów" - mówi OKO.press prof. Marcin Zaremba, historyk.

4 lipca 1946 roku mieszkańcy Kielc wspólnie z żołnierzami Ludowego Wojska Polskiego oraz milicjantami zabili w Kielcach 37 Żydów. Przypomnijmy, że było to już po Holocauście i skala Zagłady Żydów była w Polsce wtedy doskonale znana.

Morawiecki mówił:


Trzeba to z całą mocą podkreślać, że pogrom kielecki organizowała i pogrom kielecki był na pewno w jakiejś części prowokacją władzy komunistycznej.

Mateusz Morawiecki, Spotkanie z mieszkańcami w Chełmie - 11/02/2018

Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta


Nieprawda, prowokacji nie było, komuniści pogromu nie zorganizowali


O komentarz do tej wypowiedzi OKO.press poprosiło prof. Marcina Zarembę, historyka z Uniwersytetu Warszawskiego, autora wielokrotnie nagradzanej książki „Wielka Trwoga”, historii społecznej Polski pierwszych lat po wojnie.

Prof. Zaremba powiedział nam:

„To zrzucenie odpowiedzialności za antysemityzm na władzę komunistyczną. W podobnie instrumentalny sposób wykorzystuje się »sprawiedliwych«. Ma to zasłonić odpowiedzialność Polaków i tylko o o to chodzi.

Komuniści polscy odpowiadali za ówczesną atmosferę. Było to społeczeństwo przejmowane właśnie przez reżim komunistyczny. W strukturach władzy, zwłaszcza w urzędzie bezpieczeństwa, są komuniści. Zaniechania w reakcji na wiadomości o pogromie, przede ze strony szefa UB w Kielcach i wielu milicjantów, którzy inicjują ten pogrom, obciążają władzę.

Pytanie jednak, czy milicjanci byli komunistami. Było wśród nich bardzo wiele osób, które albo należały wcześniej do AK, AL albo Batalionów Chłopskich. Moim zdaniem nie można powiedzieć, że komuniści byli odpowiedzialni. To nie oni doprowadzili do tego pogromu i nie oni go sprowokowali. Bez wątpienia można powiedzieć, że to oni starali się później wyciszyć tę atmosferę.

Nie było w Kielcach żadnej politycznej prowokacji. Co do tego nie mamy żadnych wątpliwości. Nie ma na to żadnych dowodów. Do podobnych sytuacji, tylko o różnej skali, dochodziło w całym dawnym Generalnym Gubernatorstwie – m.in. Rzeszowie, Krakowie, Sandomierzu, Tarnobrzegu. Wszędzie tam dochodziło do różnych ekscesów antysemickich”.

Pobudki milicjantów były – oprócz antysemityzmu – najczęściej rabunkowe. W zdemoralizowanym wojną oraz przyzwyczajonym do przemocy społeczeństwie, szaber i rabunek zdarzały się powszechnie.

„W Kielcach rabowano, co się da: buty, pieniądze… W tym sensie pogrom został zaplanowany na lokalnym posterunku milicji: milicjantom chodziło o rabunek. Do takich sytuacji dochodziło wtedy w całym kraju”.

Prof. Zaremba podkreśla ogromny zasięg antysemityzmu po wojnie. „W czasie wojny Żydzi zostali wykluczeni ze świata ludzi. Znajdowali się w gettach, ale też w ogóle poza społeczeństwem. Antysemityzm przedwojenny był powszechny i został wzmocniony w czasie wojny”.

Żydzi po wojnie, przypomina historyk, byli mordowani przez uzbrojonych Polaków – zaczynając od „wyklętych” z NZW czy NSZ, a kończąc na milicjantach pracujących dla „władzy ludowej”.

Szacunki liczby Żydów zamordowanych przez Polaków na terenach wyzwolonych przez Armię Czerwoną zaczynają się od 650, a kończą na 1,8 tys. ofiar w całej Polsce. Zdaniem historyka liczba ok. tysiąca wydaje się najbardziej prawdopodobna.

OKO.press musi zauważyć w tym miejscu, jak trudno jest sprostować historyczną manipulację. Premier Morawiecki powiedział dwa fałszywe zdania. Historyk potrzebował dziesięciu minut, żeby opisać kontekst i wyjaśnić, dlaczego były one nieprawdziwe.

Jak Żydom w Polsce dobrze się żyło

Wystąpienie premiera Mateusza Morawieckiego w Chełmie 11 lutego 2018 warto obejrzeć w całości. Przez 40 minut mówił wyłącznie o historycznych stosunkach polsko-żydowskich – od zarania historii Polski do dziś – a potem jeszcze odpowiadał na pytania mieszkańców na ten sam temat.

Nie wiemy, kto pisał przemówienie Morawieckiemu, ale z pewnością przysiadł nad książkami. Trudno bowiem podejrzewać samego premiera – z zawodu bankowca – o znajomość tak odległych i rzadko wzmiankowanych nawet w podręcznikach faktów historycznych.

Morawiecki zaczął od Ibrahima ibn Jakuba, arabskiego kupca pochodzenia żydowskiego, który pozostawił jeden z najwcześniejszych opisów państwa Mieszka I w X w.

„Opis był szczery, pokazywał kraj Polan jako krainę mlekiem i miodem płynącą” – mówił Morawiecki.

Przypomniał potem obraz Jana Matejki z 1906 roku „Przyjęcie Żydów” (obraz można zobaczyć tutaj), na którym malarz pokazał księcia piastowskiego Władysława Hermana przyjmującego Żydów do Polski. W średniowieczu i czasach nowożytnych Żydzi byli prześladowani w całej Europie i często zmuszani do opuszczania krajów, w których mieszkali.

„Po przyjęciu Żydów nigdy potem suwerenna władza polska nie wypędzała Żydów, nie robiła tego, co zrobiły suwerenne władze we wszystkich państwach europejskich (…) To jest zasadnicza różnica. Suwerenna władza nie wypędzała” – mówił Morawiecki.

Premier miał przez moment problem z faktem, że Żydów z Wrocławia wypędził ostatni piastowski książę wrocławski Henryk VI. Wybrnął z tego mówiąc, że wypędzenie piastowskie było mało skuteczne – ponieważ po kilku latach Żydzi wrócili.

Kiedy zaś wyrzucili ich z miasta następcy Henryka, dynastia Luksemburgów, Żydzi wrócili dopiero po 200 latach.

Mateusz Morawiecki poświęcił dobre kilkanaście minut na przypominanie, że w czasach piastowskich oraz I Rzeczypospolitej Żydzi cieszyli się na ziemiach polskich dużym zakresem autonomii i ochroną. (Wspomniał także, że byli dla władców – nie mogących swobodnie nakładać podatków na szlachtę – dobrym źródłem dochodów).

Premier przypomniał:

  • W 1264 roku  Bolesław Pobożny, książę kaliski, nadał pierwsze przywileje Żydom;
  • Król Aleksander I Jagiellończyk (1500-1506) ustanowił karę śmierci, dla tych, którzy fałszywie oskarżają Żydów o mord rytualny;
  • Król Władysław IV Waza (1630-1648) wydał dekret, zakazujący publikowania pism antysemickich.

Teza Morawieckiego była jasna i powtórzył ją parokrotnie: sytuacja Żydów na ziemiach polskich pogorszyła się po upadku państwa polskiego. Powstanie Chmielnickiego (1648), w czasie którego Kozacy zabili podobno nawet 100 tys. Żydów, nazwał „pierwszym Holokaustem”.

Premier mówił:

„Wielka niesprawiedliwość dotyka nas w percepcji (…) trudno, żeby [Żydzi] mieli pretensje do państwa hiszpańskiego, bo przez kilkaset lat ich na jego terenie nie było. (…) Drodzy współbracia żydowscy – porównujmy te dwie rzeczywistości w sposób sprawiedliwy”.

OKO.press może tutaj zauważyć tyle, że I RP była społeczeństwem stanowym, w którym role Żydów (podobnie jak każdej grupy społecznej) były ściśle ograniczone – np. nie wolno im było posiadać ziemi i wykonywać wielu różnych zawodów. W praktyce byli skazani na handel, rzemiosło i lichwę. O tym jednak Morawiecki nie wspomniał.

Odniósł się także do antysemityzmu w II RP. Nie zaprzeczał, że istniał. Nazwał jednoznacznie „nagannym” postulaty wprowadzenia numerus clausus (ograniczenia liczby Żydów na uczelniach) oraz antysemickie programy polityczne ONR i ONR „Falangi”. Mówił:

„Dla oddania należnego szacunku ofiarom i tamtym pokoleniom, żeby rozróżniać pomiędzy tym, co jest naganne – ONR, Falanga, numerus clausus – a morderstwami, pogromami, które miały miejsce w innych krajach, nie mówiąc już o Shoah (…) jest między tymi dwoma wymiarami gigantyczna przepaść”.

O ile przedwojennemu antysemityzmowi Morawiecki poświęcił kilka zdań, to przez kilka minut przypominał (w istocie nieliczne i jednostkowe) przykłady antysemitów, którzy pomagali Żydom w czasie niemieckiej okupacji. Nie wspomniał przy tym o postawie polskiej lewicy, której przedstawiciele – o czym opowiadał OKO.press Stefan Sawicki z instytutu Yad Vashem – pomagali Żydom częściej.

Kłopot Morawieckiemu sprawiały czasy najnowsze – i w mówieniu o nich najbardziej rozminął się z prawdą.

 


Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017).
W OKO.press pisze o polityce i historii.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym