Premier Morawiecki zarzucił krakowskiemu sądowi, że działała w nim grupa przestępcza. Ta wypowiedź oburzyła środowisko sędziów. Wyjaśnień od premiera żądają zasłużeni sędziowie, działacze Solidarności w latach 1980 – 81, w tym prof. Adam Strzembosz, były prezes SN.

„Nasze żądanie precyzyjnego sformułowania zarzutów wobec sędziów krakowskich wynika z konieczności obrony dobrego imienia sędziów polskich, które jest systematycznie podważane przez przedstawicieli władz państwowych. Działanie takie obniża autorytet sądownictwa i prowadzi do jego upolitycznienia i uzależnienia od władzy wykonawczej” – napisało 13 sędziów do premiera. Cały ich list poniżej.

Co powiedział Mateusz Morawiecki? „W mojej opinii szczególnie znamienny jest przykład sądu z Krakowa. Będę zachęcał pana przewodniczącego Timmermansa [wiceprzewodniczący KE, przyjeżdża w poniedziałek do Warszawy], aby się przyjrzał temu przykładowi bardzo uważnie. Wszystko wskazuje bowiem na to, że działała tam zorganizowana grupa przestępcza” – mówił w wywiadzie dla „Gazety Polskiej Codziennie”, który ukazał się w środę.

Premier oskarżenie pod adresem krakowskiego sądu rzucił w odpowiedzi na pytanie o „pełzający bunt władzy sądowniczej”, bo w „Krakowie sędziowie wystąpili przeciwko prezes powołanej przez ministra sprawiedliwości”.

Ta wypowiedź oburzyła środowisko sędziów. Wystosowali list, w którym oczekują, że premier sprecyzuje zarzuty wobec krakowskich sądów.


List 13 sędziów

Szanowny Panie Premierze,

My, sędziowie warszawscy, działacze „Solidarności” sędziowskiej w latach 1980-1981, a także w stanie wojennym, zwracamy się do Pana Premiera z uprzejmą prośbą o wyjaśnienie Jego słów zacytowanych w „Gazecie Polskiej Codziennie” z 13 czerwca 2018 roku, że w Sądzie Okręgowym w Krakowie „wszystko wskazuje na to, że działała tam zorganizowana grupa przestępcza”.

Gdyby stwierdzenie to rozumieć dosłownie, należałoby oczekiwać, że Minister Sprawiedliwości wyda niezwłocznie polecenie wszczęcia postępowania karnego w oparciu o materiał, który pozwolił Panu Premierowi na sformułowanie tak wstrząsającego zarzutu.

Rozumiemy, że Pan Premier, używając takich słów, nie miał na myśli uchwały Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Sądu Okręgowego w Krakowie dotyczącej Prezesa tego Sądu oraz rezygnacji większości członków kolegium przy Prezesie z zajmowanych stanowisk.

W okresie pierwszej „Solidarności” wypracowaliśmy model trójpodziału władz, który opierał się m.in. na zagwarantowaniu niezależności sądów i niezawisłości sędziów poprzez zapewnienie określonej roli w tym zakresie zgromadzeniom ogólnym sędziów i kolegiom, w tym opiniowanie kandydatów na prezesów.

Przepisy nowej ustawy o ustroju sądów powszechnych, pozwalające ministrowi sprawiedliwości na powoływanie prezesów wbrew opinii sędziów, są nie tylko rażąco sprzeczne z ideą niezależności sądów, ale wręcz naśladują stan prawny z okresu PRL.

Wyrażamy też przekonanie, że Pan Premier nie miał na myśli afery gospodarczej ujawnionej w Sądzie Apelacyjnym w Krakowie, gdyż dotyczy ona głównie dyrektora finansowego tego Sądu nadzorowanego bezpośrednio przez Ministra Sprawiedliwości oraz podległych mu dyrektorów; nie odnosi się to w jakikolwiek sposób do sędziów Sądu Okręgowego.

Nasze żądanie precyzyjnego sformułowania zarzutów wobec sędziów krakowskich wynika z konieczności obrony dobrego imienia sędziów polskich, które jest systematycznie podważane przez przedstawicieli władz państwowych. Działanie takie obniża autorytet sądownictwa i prowadzi do jego upolitycznienia i uzależnienia od władzy wykonawczej.

Z poważaniem

prof. Adam Strzembosz
Hanna Bajer
Elwira Bielecka
Antoni Cyran
Kazimiera Machcewicz
Maria Minkiewicz
Ryszard Nowak
Elżbieta Puzyna-Nowak
Grażyna Ruiz
Barbara Sierpińska
Agnieszka Swędrowska
Magdalena Zbikowska
Elżbieta Ziółkowska

Premier minął się z faktami

Co miał na myśli premier mówiąc o grupie przestępczej w sądzie w Krakowie? Nie wiadomo. Wypowiedź jest bardzo ogólna i ma charakter raczej publicystyczny oraz wpisuje się w kampanię nagonki na niezależne sądy, jaką PiS prowadzi od początku swoich rządów. W ten sposób chce uzasadnić podporządkowanie ich rządowi.

Świadczą o tym fakty:

  1. Premier nie sprecyzował o jaki sąd chodzi. A w Krakowie jest Sąd Apelacyjny, Sąd Okręgowy, któremu podlega 12 Sądów Rejonowych.
  2. Od początku rządów PiS podległa Prokuratorowi Generalnemu i ministrowi sprawiedliwości Zbigniewowi Ziobrze prokuratura postawiła zarzuty tylko jednemu sędziemu z Krakowa. To były prezes Sądu Apelacyjnego w Krakowie Krzysztof S.

W ubiegłym roku Prokuratura Regionalna w Krakowie oskarżyła go o udział w zorganizowanej grupie przestępczej, na czele której miał stać były Dyrektor Sądu Apelacyjnego w Krakowie. A mieli do niej należeć też – według prokuratury – główna księgowa tego sądu, dyrektor Centrum Zakupów dla Sądownictwa w Krakowie oraz przedsiębiorcy, którzy mieli wystawiać dla sądu fikcyjne faktury.

Były prezes tego sądu dostał też zarzut niedopełnienia obowiązków i przyjmowania korzyści majątkowych (nie mniej niż 376 tys. zł) za rzekome ekspertyzy i opinie. Według prokuratury miała to być zapłata za przychylność dla „grupy przestępczej” oraz za brak realizacji obowiązków prezesa sądu.

Były prezes ma też zarzut prania brudnych pieniędzy i poświadczenia nieprawdy w dokumentach. Prezes się nie przyznaje. Do zarzutów trzeba podchodzić ostrożnie, bo dla obecnego kierownictwa resortu sprawiedliwości ta sprawa miała być jednym z dowodów na zepsucie wymiaru sprawiedliwości.

Nie przesądzając o winie prezesa lub jej braku, zarzut o grupie przestępczej może być na wyrost.

Stosuje się go głównie do gangów i mafii, ale w Polsce ten zarzut jest nadużywany również do innych spraw np. przeciwko urzędnikom. Ma to na celu wywarcie na sądzie i opinii publicznej efektu, że sprawa jest poważna. Ponadto ma to też wpływ na wymiar kary jaką może orzec sąd – dzięki temu zarzutowi może być ona bardziej surowa.

Były prezes przed wiele miesięcy przebywał w areszcie, w którym był traktowany w sposób uwłaczający cywilizowanym standardom. Sprawę opisała w maju „Polityka”. A po wypowiedzi premiera o grupie przestępczej w sądzie,przypomniała Ewa Siedlecka w tekście opublikowanym w OKO.press.

Sędzia był rozbierany przed oddziałowymi do naga, nie miał dostępu do dentysty, miał codziennie kontrole, a na rozprawy do sądu musiał jechać w byle jakich ubraniach. Sędzia czuł się poniżany. Trzymano go też w celi dla niebezpiecznych.

Poniżające traktowanie potwierdził Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar. Kontrola Rzecznika stwierdziła stosowanie wobec niego bezprawnych szykan.

Zapewne premier tę sprawę miał na myśli mówiąc o grupie przestępczej w sądzie w Krakowie. Ale do tej pory nie zapadł żaden wyrok, procesy trwają, więc premier nie powinien stawiać na tym etapie kategorycznych wniosków. Bo nie można wykluczyć, że sąd uniewinni prezesa – choćby z zarzutu udziału w grupie przestępczej – i pozostałe oskarżone osoby.

  1. Śledztwo ws. nieprawidłowości w Centrum Zakupów w Krakowie obejmuje tylko jednego sędziego, byłego prezesa Sądu Apelacyjnego. Pozostałe zarzuty dotyczą pracowników biurowych Sądu Apelacyjnego i przedsiębiorców, ale też dyrektorów 10 innych sądów głównie z apelacji krakowskiej, ale też z Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu.

Tyle, że dyrektorzy sądów to nie są sędziowie, w wyniku zmian jakie jeszcze wprowadzono za rządu PO-PSL podlegali nadzorowi ministerstwa sprawiedliwości, podobnie jak Centrum Zakupów. Dyrektorzy odpowiadają za obsługę sądów m.in. zaopatrzenie, remonty, przetargi itp. Wprowadzenie nadzoru nad nimi ministerstwa miało odciążyć sędziów od tej pracy, dzięki czemu mieli mieć więcej czasu na sądzenie.

Trudno więc obciążać teraz sędziów z Krakowa za brak nadzoru nad dyrektorami i wiązać ich z tą sprawą, skoro ten nadzór miało ministerstwo. I jeśli były nieprawidłowości, to głównie ministerstwo powinno je wyłapać.

Ponadto o tym, że mogą być nieprawidłowości w tym Centrum, już za poprzedniego rządu alarmowała ministerstwo sprawiedliwości poprzednia Krajowa Rada Sądownictwa, do której docierały różne sygnały. Właśnie z sądów. Śledztwo jakie prowadzi obecnie prokuratura może być efektem sygnałów KRS, którą obecna władza wbrew Konstytucji rozwiązała.

  1. Sprawa sądów w Krakowie ma jednak znacznie szersze tło, które należy uwzględnić oceniając wypowiedź premiera.

W ubiegłym roku, w dniu gdy zatrzymano dyrektorów sądów, odwołano prezes Sądu Okręgowego w Krakowie Beatę Morawiec. Ministerstwo Sprawiedliwości jej odwołanie powiązało w wydanym komunikacie ze sprawą zatrzymanych dyrektorów małopolskich sądów.

Sędzia Morawiec pozwała za to do sądu ministerstwo – sprawa czeka na termin –  bo komunikat postawił ją w złym świetle. Dziś sędzia Morawiec stoi na czele krytycznego wobec obecnego kierownictwa resortu sprawiedliwości Stowarzyszenia Sędziów Themis.

Za odwołaną prezes stoi murem środowisko krakowskich sędziów. Minister Zbigniew Ziobro na jej miejsce powołał Dagmarę Pawełczyk – Woicką, znajomą z lat szkolnych, obecnie również członkinię niekonstytucyjnie wybranej nowej KRS.

Pawełczyk – Woicka szybko weszła w konflikt z sędziami z Krakowa m.in. odwołała rzecznika sądu ds. cywilnych Waldemara Żurka. Odebrano to jako retorsję, bo Żurek gdy był rzecznikiem niezależnej KRS, wsławił się obroną niezależności sądów.

Konflikt w Sądzie Okręgowym w Krakowie narasta. Nominowana przez Ziobrę prezes nie zwołuje Zgromadzenia sędziów, bo te ją krytykuje. Ostatnio sędziowie krakowscy wezwali Pawełczyk – Woicką do dymisji. Za styl w jakim kieruje sądem ze swoich szeregów wyrzuciło ją Stowarzyszenie Sędziów Polskich Iustitia.

Oceniając krakowski sąd trzeba mieć jeszcze jedno na uwadze. To tu toczy się proces lekarzy, którym nie udało się uratować ojca ministra Zbigniewa Ziobry. Na sędziów, którzy prowadzą tę sprawę wywierana była presja m.in. śledztwami prokuratury. Bez wątpienia wyrokiem w tej sprawie zainteresowany jest sam minister sprawiedliwości i Prokurator Generalny w jednej osobie Zbigniew Ziobro.

Premier Mateusz Morawiecki jest bankowcem, w PiS-ie nie ma politycznego zaplecza. W sprawach wymiaru sprawiedliwości zapewne polega na opiniach innych członków rządu oraz PiS. Nie jest to jednak jego pierwsza taka wypowiedź o polskich sądach.


Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Zajmuje się prawem, sądami i prokuraturą.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym