Prawa autorskie: Patryk Ogorzalek / Agencja Wyborcza.plPatryk Ogorzalek / A...
24 października 2022

„Moskali i Białorusinów nie przyjmujemy”. Jak SG zrobiła push-back na polsko-ukraińskiej granicy

W sobotę na przejściu granicznym w Medyce trzykrotnie wniosek o ochronę międzynarodową usiłował złożyć obywatel Białorusi. Jak relacjonuje nam działająca w sprawie białoruska działaczka na rzecz praw człowieka Jana Shostak, miał usłyszeć: Moskali i Białorusinów nie przyjmujemy

Polska Straż Graniczna zignorowała prośbę o przyjęcie wniosku o ochronę międzynarodową od obywatela Białorusi na polsko-ukraińskiej granicy. „Cholera jasna! Przecież mówiliście, że będziecie wszystkim pomagać” – interweniuje w sprawie Jana Shostak.

Mamy nagranie audio, które dokumentuje odmowę przyjęcia wniosku.

„Wszystko ma być zgodnie z prawem”

Mężczyzna mieszka w Ukrainie od czterech lat, jego ojciec jest Ukraińcem. Chciał ubiegać się o obywatelstwo, ale okazało się to niemożliwe ze względu na brak ważnych i wymaganych dokumentów. M.in. wygasł mu białoruski paszport. Aby wyrobić, po papiery musiałby wrócić do Białorusi, czego robić nie chce, bo jest w wieku poborowym, więc zostałby wcielony do wojska. Dodatkowo jego brat był represjonowany podczas fali protestów po sfałszowanych przez Łukaszenkę wyborach w roku 2020, co sprawia, że i on jest automatycznie dla reżimu podejrzany.

Z uwagi na problemy z dokumentami, ale przede wszystkim wojnę oraz narastający negatywny stosunku do Białorusinów w Ukrainie, mężczyzna zdecydował się wyjechać do Polski. Na przejściu w Medyce stawił się wczesnym popołudniem w sobotę, 22 października, gdzie odmówiono mu prawa wjazdu. Według dokumentów, które widzieliśmy, odmowy były uzasadniane brakiem ważnych dokumentów, czyli paszportu, trzykrotnie: w godzinach 14:10, 18:20 i ostatni raz o 22:10.

W W trakcie starań o wjazd mężczyzna kontaktował się z aktywistkami i aktywistami Partyzanki, działających na granicy w grupie Stewardessy Pokoju. Ci interweniowali na przejściu oraz alarmowali o całej sprawie w mediach społecznościowych. O sprawie powiadomili o sprawie polityków, m.in Urszulę Zielińska z Partii Zielonych oraz Michała Szczerbę z PO.

Aktywistom udało się dodzwonić na Komendę Straży Granicznej w Medyce. Usłyszeli, że każda osoba, która zgłosi chęć ubiegania się o ochronę międzynarodową na przejściu granicznym, zostanie przyjęta. A decyzja o tym, czy ta ochrona zostanie udzielona, zostanie podjęta w wyniku przeprowadzonych w dalszym toku postępowania procedur.

Czyli zgodnie z prawem krajowym oraz międzynarodowym.

Praktyka pokazała jednak zupełnie co innego.

Po rozmowie ze Strażą Graniczną, jaką przeprowadziły aktywistki, mężczyzna podszedł trzeci raz do kontroli granicznej. Zarejestrował część rozmowy z polskimi pogranicznikami oraz kolejną rozmowę, gdy został zatrzymany przed przejściem i nie dopuszczony do kontroli granicznej.

„Za ten czas już dawno byście byli we Lwowie”

Na udostępnionych nam nagraniach wyraźnie słyszymy, że mężczyzna wyraża wolę ubiegania się o ochronę międzynarodową w Polsce. Z odpowiedzi polskich pograniczników wynika natomiast, że polecają mężczyźnie powrót do Lwowa oraz wystąpienie o wizę humanitarną w polskiej ambasadzie.

Uchodźcy z Białorusi często korzystali z tej procedury uciekając przed represjami za udział w działaniach opozycyjnych oraz protestach po sfałszowanych przez Łukaszenkę wyborach prezydenckich w roku 2020, oraz prześladowaniami politycznymi w kolejnym roku.

Tylko, że ani w 2020 roku, ani w 2021 w Ukrainie nie było wojny, czego polska Straż Graniczna w tym wypadku w ogóle nie bierze pod uwagę.

Co więcej, polska Straż Graniczna pyta o powody ubiegania się o ochronę międzynarodową, a gdy mężczyzna takowe przedstawia – zaczyna je podważać, choć przecież to nie w kompetencji tej służby leży ich ocena.

Rozmowa na granicy

Zarejestrowany fragment rozmowy zaczyna się od pytania mężczyzny o powody, dla których uniemożliwiono mu złożenie wniosku o ochronę międzynarodową oraz odesłano go z powrotem do Ukrainy. Mężczyzna prosi o wydanie takiego uzasadnienia na piśmie.

– Wskazałem wam, jaka was obowiązuje procedura? Jesteście trzeci raz na kordonie – słyszy w odpowiedzi mężczyzna. Wyjaśnia więc, że dwukrotnie usłyszał już, że nie może wjechać do Polski i prosi o wyjaśnienia na piśmie.

– Tam jest wszystko napisane – odpowiada pogranicznik, mając na myśli wydane decyzje o odmowie wjazdu do Polski. W trzech kolejnych przypadkach oznaczono, że mężczyźnie odmówiono prawa wjazdu z uwagi na brak ważnego dokumentu.

– Wskazałem wam, jaka obowiązuje procedura – powtarza pogranicznik.

– Wy idziecie do Ukrainy? Jaka wasza decyzja? Wszystko macie napisane na drukach – ciągnie pogranicznik i jak słyszymy na nagraniu opuszcza pomieszczenie, w którym rozmawia z mężczyzna.

W czasie jego nieobecności mężczyzna wyjaśnia obecnej funkcjonariuszce, która przedstawia się jako młodsza stopniem, swoją sytuację oraz podkreśla, że nie chce wjechać do Polski z nieważnym dokumentem, tylko chce złożyć w Polsce wniosek o ochronę międzynarodową. Także ją prosi o uzasadnienie na piśmie, dlaczego Straż Graniczna nie dopuszcza go do złożenia wniosku o ochronę międzynarodową.

Funkcjonariuszka odpowiada, że jeśli starszy rangą funkcjonariusz takiego uzasadnienia nie wydał, to ona tym bardziej nie może. Po chwili wraca starszy rangą funkcjonariusz.

Pyta zniecierpliwiony: – I jak? Długo jeszcze?

Mężczyzna ponawia prośbę o pisemne uzasadnienie odmowy umożliwienia złożenia wniosku o ochronę międzynarodową.

– A jaka przyczyna u was? – mówi pogranicznik, pytając o powody, dla których mężczyzna chce ubiegać się o ochronę międzynarodową w Polsce.

Mężczyzna wyjaśnia więc – oraz przedstawia dokumenty – z których ma wynikać, że w 2020 roku, na fali protestów po sfałszowanych przez Łukaszenkę wyborach ofiarą represji padł jego brat. Dodaje także, że jako osoba, która od czterech lat mieszka w Ukrainie nie może wrócić do Białorusi, bo będzie podejrzany o sprzyjanie Cichanouskiej oraz będzie podejrzany politycznie.

Pogranicznik odpowiada wtrącając rosyjskie zwroty

– No, rodny brat, a nie wy [czyli: to wasz rodzony brat był represjonowany, a nie Pan– red.]. No ale to nie wy. No ale pan [czyli: proszę pana – red.], wy nie jesteście na Białorusi, tylko w Ukrainie. A Ukraina wam zdieła tę wizę bez problemu [czyli: w Ukrainie dostanie pan wizę]. Co innego, jak byście to wy tam protestowali, ale to wasz brat. To nie wy.

Mężczyzna próbuje wyjaśnić swoją sytuację. Mówi, że nie może wrócić do Białorusi, na co pogranicznik wtrąca: – Ale do Ukrainy możecie.

Mężczyzna wyjaśnia więc dalej, że nie jest w stanie wystąpić o obywatelstwo w Ukrainie, bo wygasł mu białoruski paszport.

– Dlaczego wy dziś chcecie wystąpić o status uchodźcy w Polsce? – pyta pogranicznik.

Zdezorientowany mężczyzna odpowiada, że nie może nic załatwić w Ukrainie z białoruskimi dokumentami.

– A czego nie możecie załatwić z białoruskimi dokumentami? Ja wam wyjaśniam, że musicie iść do polskiej ambasady! Tam wam dadzą wizę i nie ma problemu. Do Polszy można zajechać, nie ma żadnego problemu. Ja wam wskazałem, jaka jest procedura – upiera się pogranicznik.

Mężczyzna śmieje się do siebie z bezsilności, co pogranicznik komentuje: – Tu nie ma nic śmiesznego, ja jestem na robocie, a czas leci. Za ten czas już dawno byście byli we Lwowie.

Na kolejnym nagraniu słyszymy rozmowę na świeżym powietrzu, z której wynika, że inny funkcjonariusz nie dopuszcza mężczyzny na przejście graniczne.

– U was jest nieważny paszport, rozumiesz, czy nie? Taki jest zakon [czyli: prawo – red.]!

Jak relacjonuje nam Jana Shostak, ostatecznie mężczyzna został wyprowadzony przez polskich pograniczników na ukraińską stronę. Tam mieli go przejąć – pomagając swoim polskim kolegom — ukraińscy pogranicznicy.

To był push-back

W sprawie mężczyzny z interwencją poselską wystąpiła Urszula Zielińska z Partii Zielonych. Zielińskiej udało się dodzwonić w sobotę na Komendę Straży Granicznej w Medyce, gdzie pytała dlaczego mężczyźnie uniemożliwiono złożenie wniosku o ochronę międzynarodową. Usłyszała, że mężczyzna dostał takową informację. Wystąpiła więc z interwencją poselską do Komendanta placówki.

Urszulę Zielińską pytamy o procedurę, którą wskazał mężczyźnie polski pogranicznik. Czy faktycznie powinien jechać do polskiej ambasady po wizę, tak jak mówi funkcjonariusz?

– Nie ma takiej potrzeby! Dlaczego on go odsyła do Lwowa? Ten człowiek chce być w bezpiecznym kraju, chce się ubiegać o ochronę międzynarodową w Polsce – tłumaczy nam Zielińska.

– Co więcej, ten człowiek nie musi nawet składać wniosku na piśmie na przejściu granicznym, wystarczy, że wyrazi taką wolę. I on tę wolę – jak słyszymy – wyraża

– podkreśla Zielińska, która również słuchała nagranych przez mężczyznę rozmów.

Zielińska w swej interwencji przytacza szereg przepisów, zgodnie z którymi obywatel Białorusi powinien zostać wpuszczony do Polski. To przede wszystkim zapisy ujęte w Konwencji Genewskiej oraz art. 18 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej, a także art. 30 ustawy z dnia 13 czerwca 2003 r. o udzielaniu cudzoziemcom ochrony na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.

„Należy również podkreślić, iż w świetle obowiązującego prawa, w tym konwencji międzynarodowych, terytorium Ukrainy nie można aktualnie uznać za kraj bezpieczny, a więc niezgodne z prawem jest cofanie obywateli państw trzecich wnioskujących o status ochrony międzynarodowej w Polsce, na terytorium Ukrainy”

– zwraca uwagę Zielińska oraz przypomina, że „brak posiadania ważnych dokumentów potwierdzających tożsamość nie jest przeszkodą ani przesłanką negatywną w przypadku ubiegania się o ochronę międzynarodową”, co wynika z przepisów prawa krajowego.

„Straż Graniczna ma więc ustawowy obowiązek przyjmowania wniosków o ochronę międzynarodową od osób, które wyartykułują osobiście potrzebę objęcia ich ochroną międzynarodową na terytorium RP” – puentuje posłanka, a nam mówi wprost: – Oni nie mogą go odsyłać z kwitkiem do Lwowa. Nie mają ani potrzeby, ani prawa, aby tak robić.

Biorąc to wszystko pod uwagę Zielińska nie ma wątpliwości, że w tym wypadku na granicy miał miejsce push-backu.

– Moim zdaniem doszło tu do rażącego naruszenia prawa.

Zielińska nie zamierza sprawy zostawiać. Także Jana Shostak zapowiada dalsze działania.

Zwróciliśmy się w tej sprawie z pytaniami do rzecznika Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej i czekamy na odpowiedź.

A co dzieje się z mężczyzną? Jest bezpieczny. Obecnie przebywa u swoich znajomych pod Lwowem. Z relacji Jany Shostak wiemy, że urodził się w 1997 roku. W Ukrainie pracował jako choreograf, ze znajomymi współtworzył edukacyjny kanał na YouTube. Razem publikowali filmy, m.in. o tym, o czym pamiętać uciekając z kraju objętego wojną.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne