„Trudno, żeby nasz rząd finansował mosty dla Rafała Trzaskowskiego” — powiedział Patryk Jaki w Polsacie. Opozycja natychmiast to wykorzystała, a prawica broniła swojego kandydata. Co Jaki naprawdę powiedział? Jak próbowano przykryć jego wpadkę?

Neutralny zapis całej sytuacji można znaleźć np. na portalu Interia.pl (tutaj). Rozmowa miała miejsce w programie „Wydarzenia i opinie” w Polsat News 9 października 2018 (cały program tutaj). 

Prowadząca program Dorota Gawryluk zacytowała tweet Piotra Guziała – kandydata na wiceprezydenta miasta u boku Jakiego – który przestrzegał wyborców, że po wygranej kandydata PO „Warszawa będzie odcięta na lata” od funduszy z budżetu państwa na budowę metra, mostów i obwodnicy.

Co się działo dalej? Wysłuchaliśmy nagrania starannie i spisaliśmy je słowo po słowie – pogrubienia od OKO.press.

Jaki: „Ja po pierwsze chcę powiedzieć, że po tym, kiedy PO doprowadziła do tego, że rozkradziono tak gigantyczny majątek warszawiaków, liczony w miliardach, to ja się zastanawiam, szanowni warszawiacy, co jeszcze trzeba zrobić, żeby PO dostała czerwoną kartkę. Wracając do tego sformułowania: z częścią tego zdania się nie zgadzam, z częścią się zgadzam. Z którą częścią się zgadzam? Po pierwsze, no to jest tak, żeby nasz rząd finansował mosty dla Rafała Trzaskowskiego, skoro Rafał Trzaskowski mówi…”

Gawryluk (przerywa): „Ale to nie są mosty Rafała Trzaskowskiego, tylko warszawiaków”.

Jaki: „Nie, bo tu jest zdanie mówiące między innymi o mostach. Ja chcę powiedzieć tak: trudno, żeby rząd finansował dla Rafała Trzaskowskiego mosty, skoro Rafał Trzaskowski mówi, że Warszawa nie potrzebuje mostów, potrzebuje co najwyżej kładki rowerowe”.

Gawryluk: „A metro, obwodnice”?

Jaki: „Co do obwodnicy, ja również nie słyszałem deklaracji Rafała Trzaskowskiego. Natomiast jeśli chodzi o metro, jeśli chodzi o ogólne pomaganie Warszawie, to bez względu na to, czy wygram, czy nie, zawsze będę chciał Warszawie pomagać, ale z drugiej strony jest to, że zaufania do uczciwości tej władzy, przynajmniej u mnie, nie ma”.

Co się wydarzyło w tym dialogu? Zapytany o tweet Guziała – w którym były burmistrz Ursynowa szantażował wyborców odcięciem rządowych funduszy w razie przegranej kandydata PiS – Jaki najpierw próbował ominąć temat i zyskać na czasie, wracając do sprawy reprywatyzacji i rozkradzionych, według niego, za przyzwoleniem PO miliardów. Dociśnięty do muru, postanowił zaatakować przeciwnika, przypominając, że Rafał Trzaskowski nie chce budowy nowych mostów w Warszawie (co w istocie mówił na początku kampanii i co bezlitośnie wykorzystuje cały czas PiS).

Gawryluk przerwała mu jednak, przypominając, że mosty nie służą Trzaskowskiemu, tylko warszawiakom, a więc – w podtekście – nie można karać warszawiaków za to, że nie wybiorą kandydata partii rządzącej.

Z nagrania jasno jednak wynika, że Jaki nie dokończył zdania. Zrobił to potem, ale i tak figura retoryczna była niefortunna, otwierała bowiem opozycji furtkę do twierdzenia, że Jaki z Guziałem próbują grozić mieszkańcom Warszawy odebraniem rządowych funduszy.

Jaki zorientował się i próbował wycofać, powtarzając, że niezależnie od wyborów będzie „pomagał warszawiakom”.

Było już jednak za późno. Sprawa błyskawicznie zaczęła żyć własnym życiem – i zazwyczaj cytowany był tylko pierwszy fragment wypowiedzi Jakiego. Tak zrobił na Twitterze np. Tomasz Lis.

Tylko z pierwszego fragmentu wypowiedzi Jakiego zrobiła tytuł artykułu „Gazeta Wyborcza” – nie cytując przy tym w ogóle całości (tutaj). Rafał Trzaskowski natychmiast zwołał konferencję prasową, na której mówił:

„To są skandaliczne słowa (…) Usłyszeliśmy, że inwestycje rządowe będą tylko wtedy w naszym mieście, jeżeli wygra PiS. Do tego usłyszeliśmy, że rząd nie będzie wspierał »mostów dla Trzaskowskiego«. Inwestycje nie są ani dla mnie, ani dla Patryka Jakiego, tylko dla warszawianek i warszawiaków”.

Technicznie rzecz biorąc, Jaki może czuć się potraktowany niesprawiedliwie: w istocie zarówno jego przeciwnik, jak i „Wyborcza”, cytowali tylko fragment jego wypowiedzi – co sprawiało, że wydawała się bardziej obciążająca dla polityka PiS.

Współczucie OKO.press dla Jakiego ogranicza jednak fakt, że PiS i sprzyjające media są mistrzami w wybiórczym traktowaniu cytatów – co było widać np. przy „aferze taśmowej”, kiedy nieustająco powtarzano słowa ówczesnej minister infrastruktury Elżbiety Bieńkowskiej, że „za sześć tysięcy będzie pracował tylko złodziej albo idiota” albo ministra spraw wewnętrznych Bartłomieja Sienkiewicza, że przedsiębiorstwo „Polskie Inwestycje Rozwojowe” to „chuj, dupa i kamieni kupa”. W obu wypadkach te dosadne sformułowania były całkowicie wyrwane z kontekstu, który stawiał je w znacznie lepszym świetle. Jaki nie bronił wówczas ofiar takich praktyk.

Ponadto Jaki jednak przesadził: mówienie, że „rząd nie będzie dawał pieniędzy na mosty Trzaskowskiego” jest aroganckie i pogardliwe – także wówczas, jeśli uwzględnimy pełen kontekst jego wypowiedzi. Polityk PiS podłożył się i dostał za swoje.

Jak zareagowały na to prorządowe media?

Anglosasi nazywają taką operację „damage control”, czyli ograniczaniem strat. Media przychylne rządowi:

  • zapłonęły świętym oburzeniem, że wypowiedź Jakiego zmanipulowano. „Próby dyskredytowania konkurencji przez totalną opozycję i związane z nią osoby i media przy pomocy wyrwanych z kontekstu słów, zaczyna przypominać przekomarzanki dzieci w piaskownicy” — uniósł się portal wPolityce.pl;
  • przypomniały wypowiedź Trzaskowskiego, że Unia Europejska wstrzyma wypłacanie Polsce pieniędzy ze względu na PiS (zmanipulowaną: Trzaskowski przed tym ostrzegał, a nie groził); 
  • Jaki jasno stwierdził, że „zawsze będę wspierał Warszawę, nasze ukochane miasto, bez względu na to, kto wygra wybory”;
  • Jaki zdystansował się wobec wypowiedzi Guziała, sprawiając wrażenie, że całą sprawę wywołał jego zastępca („nie autoryzowałem tej wypowiedzi” – oświadczył, jak gdyby autoryzował pozostałe); 
  • Jaki zaatakował Trzaskowskiego: „Trudno, żeby rząd realizował projekty, których Rafał Trzaskowski po prostu nie chce” – oświadczył.

Kandydat PiS nie przeprosił za swoje słowa, uznając zapewne, że będzie to potraktowane jako przyznanie się do błędu i wyraz słabości. Czy wyjdzie z tego obronną ręką? Zobaczymy.

Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017).
W OKO.press pisze o polityce i historii.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym