Policji nie udało się przekonać sądu, że uczestnicy kontrmiesięcznicy OSA 10 czerwca 2017 roku bezprawnie zakłócili marsz smoleński. “Ich celem było nie przeszkadzanie, ale chęć prezentacji własnych poglądów” - uzasadnił Grzegorz Miśkiewicz, sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie. Postanowienie jest prawomocne

Sąd Okręgowy w Warszawie podtrzymał dzisiaj (6 czerwca 2018) postanowienie sądu I instancji, zgodnie z którym nie ma powodu do wszczęcia postępowania przeciwko uczestnikom kontrmiesięcznicy Obywateli Solidarnie w Akcji z 10 czerwca 2017 roku. Obwinieni Euzebiusz Łach, Kajetan Wróblewski i Ewa Błaszczyk triumfowali.

Obywatelom RP i OSA znów udało się wygrać z szykanującą ich policją.

10 czerwca 2017 odbywała się trzecia po wejściu w życie nowelizacji prawa o zgromadzeniach miesięcznica katastrofy smoleńskiej. Ustawa PiS-u wprowadziła i faworyzuje nową kategorię zgromadzeń – cykliczne, czyli przede wszystkim marsze smoleńskie.

OSA wykorzystała jednak lukę w nowym prawie i zgłosiła zgromadzenie w tzw. trybie uproszczonym. Jako miejsce wskazała galerię Kordegarda, naprzeciwko Pałacu Prezydenckiego. Manifestacja była legalna. Próbował zakazać jej wojewoda mianowany przez rząd PiS, Zbigniew Sipiera, ale sąd zdążył zakaz uchylić. Pomimo tego policjanci nie dopuścili demonstrantów na miejsce. Ci przenieśli się więc nieco dalej, na skwer przy hotelu Bristol.

Gdy Jarosław Kaczyński przed Pałacem Prezydenckim wszedł na drabinkę, by zapewnić swoich zwolenników, że już niedługo poznają prawdę o katastrofie smoleńskiej, członkowie zgromadzenia OSA wspólnie skandowali: “Kłamca! Kłamca!”. Kajetan Wróblewski nadawał tempo, krzycząc przez tubę.

Zatrzymała ich wtedy policja i obwiniła o przeszkadzanie w legalnym zgromadzeniu, czyli o  popełnienie wykroczenia z art. 52 par. 2 pkt 1, który mówi: „Kto przeszkadza lub usiłuje przeszkodzić w organizowaniu lub w przebiegu niezakazanego zgromadzenia, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny”.

Policjanci nie dali więc członkom OSA szans na przeprowadzenie legalnej manifestacji, choć w przeciwieństwie do Obywateli RP starali się nie naruszyć przepisów nowelizacji prawa o zgromadzeniach.

Obywatele RP, których comiesięcznego zgromadzenia przed Pałacem Prezydenckiego tym razem musiał zakazać Urząd Miasta, zorganizowali wtedy pierwszą blokadę miesięcznicy. Policjanci wynieśli ich z jezdni i zamknęli w kotle.

Prawo do kontrmanifestacji

Sprawę przeciwko członkom OSA umorzył 20 marca 2018 roku Łukasz Biliński, sędzia Sądu Rejonowego Warszawa-Śródmieście. Powołując się na orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu stwierdził, że wydawanie okrzyków w trakcie trwania manifestacji, nawet gdy są niemiłe uszom adresatów, mieszczą się w ramach prawa do wyrażania poglądów i do uczestniczenia w kontrmanifestacjach.

Postanowienie sądu rejonowego podtrzymał dziś, 6 czerwca 2018 roku, Grzegorz Miśkiewicz, sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie. Podkreślił, że z analizy nagrań z 10 czerwca 2017 wynika, że celem manifestujących nie było przeszkodzenie uczestnikom marszu smoleńskiego, ale “chęć prezentacji własnych poglądów na tle i przy okazji zgromadzenia, tzw. miesięcznicy”.

Poza tym, jak stwierdził sędzia Miśkiewicz, przeszkodzenie sąsiedniemu zgromadzeniu nie było nawet możliwe, bo większość jego uczestników znajdowała się zbyt daleko, by słyszeć okrzyki OSA, a oddzielały ich znaczne siły policji.

To już drugie prawomocne orzeczenie w sprawie wytoczonej demonstrantom. Wczoraj, 5 czerwca, Sąd Okręgowy w Warszawie prawomocnie umorzył postępowanie w sprawie blokowania jezdni przed Sejmem przez Obywateli RP w trakcie protestów w obronie niezależności sądownictwa w lipcu 2017 roku.


Dziennikarz, filozof. Związany z OKO.press od 2016 roku. Wcześniej pisał dla "Gazety Wyborczej". Był nominowany do nagród dziennikarskich. Boksuje.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym