0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Kuba Atys / Agencja WyborczaKuba Atys / Agencja ...

Z pewnym opóźnieniem światowa opinia publiczna dowiedziała się, że wśród strat polskich poniesionych w czasie wojny uwzględnionych w raporcie przygotowanym pod kierunkiem posła Arkadiusza Mularczyka (PiS) znalazły się także przypadki zbrodni popełnionych przez Polaków na Żydach.

Raport ujawniono podczas uroczystej konferencji prasowej 1 września 2022, w rocznicę napaści Niemiec na Polskę.

OKO.press pisało o raporcie oraz o żądaniach PiS dotyczących reparacji za śmierć obywateli i obywatelek polskich pochodzenia żydowskiego. Przypomnijmy: z 6 bln 200 mld złotych polskich strat - na tyle szacuje je raport zespołu Mularczyka - większość (4 bln 300 mld) to wycena utraconej pracy osób zabitych przez Niemców. „Wynagrodzenie za pracę dla całego życia człowieka ustaliliśmy na 800 tys. złotych (200 dol. USA w 2021) za jedną osobę” — mówił w czasie konferencji 1 września poseł Mularczyk.

Radziłów, Jedwabne, Szczuczyn - ale bez Treblinki

Cały III tom raportu zawiera wyliczenie miejsc, w których Niemcy popełnili zbrodnie, a także liczby ofiar.

Co ciekawe, znalazły się wśród nich pogromy popełnione na Żydach przez polskich sąsiadów - ale nie ma obozów zagłady, w których zginęła duża część Żydów-obywateli II RP.

Mamy tam więc wymienione:

Wszystko są to „zbrodnie niemieckie”. Raport Mularczyka podaje przy tym nieaktualne liczby zamordowanych (Radziłów - 613, Szczuczyn - 615, Jedwabne - 1650).

Czego nie ma? Nazistowskich obozów zagłady. W III tomie raportu nie ma wśród zbrodni niemieckich:

  • Treblinki (ponad 700 tys. ofiar),
  • Bełżca (ok. 450 tys. ofiar),
  • Chełmna nad Nerem (ok. 180 tys. ofiar),
  • Auschwitz (1,3-1,5 mln ofiar).

Opracowane w szkole Rydzyka

Kto dopuścił się takich kompromitujących błędów?

III tom raportu nie ma znanych z nazwiska autorów i autorek. Jest pracą anonimową.

Dowiadujemy się tylko, że „zostało [to] opracowane przez Fundację Lux Veritatis z siedzibą w Warszawie – Instytut Pamięć i Tożsamość im. św. Jana Pawła II we współpracy z Akademią Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu oraz Muzeum Pamięć i Tożsamość im. św. Jana Pawła II (w organizacji) w Toruniu”.

Anonimowi autorzy i autorki nie postarali się przy tym za bardzo - sięgnęli przede wszystkim do publikacji Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce, opublikowanych w latach 80. XX wieku.

Problem w tym, że od tego czasu naukowy stan wiedzy na temat II wojny światowej bardzo się zmienił. Autorzy nawet nie próbowali go uwzględnić — wiedzieliby np., że podana liczba 300-400 ofiar w Jedwabnym jest niezgodna z aktualnymi pracami naukowymi oraz ustaleniami śledztwa prowadzonego przez IPN w latach 2000.

Dlaczego zaś nie uwzględnili obozów zagłady? To już naprawdę trudno wytłumaczyć.

Mularczyk: Polacy zabijali, ale wina Niemców

13 września do zarzutów odniósł się sam Mularczyk.

View post on Twitter

Nie odpowiedział jednak na pytanie, dlaczego państwo polskie w oficjalnym raporcie — mającym być podstawą do wystąpienia o reparacje — opiera się na nieaktualnych i niekompletnych danych.

Przypomnijmy, że według PiS prace nad raportem trwały kilka lat.

Mularczyk odniósł się także do kwestii odpowiedzialności Niemiec za zbrodnie popełnione przez Polaków na Żydach w czasie okupacji.

„W wyniku agresji Niemiec ziemie polskie były pod okupacją III Rzeszy lub ZSRR. W świetle międzynarodowych konwencji za bezpieczeństwo, życie i majątek ludności są odpowiedzialni okupanci. Jedwabne pozostawało pod okupacją ZSRR, a następnie III Rzeszy, zabijano tam obywateli II RP”

— napisał Mularczyk.

View post on Twitter

W istocie Konwencja Haska (1899) regulująca prawa i obowiązki państw w czasie wojny przewiduje, że za porządek i bezpieczeństwo w kraju okupowanym odpowiedzialny jest okupant. Art. 43 konwencji nakłada na niego obowiązek dbania o „porządek i bezpieczeństwo publiczne”, a art. 45 — ochrony życia ludzkiego, praw rodzin, przekonań i wolności religijnych (a także zabrania konfiskat mienia).

Pytanie jednak, na ile państwo polskie może się o te reparacje ubiegać, nie narażając się na śmieszność.

Niemcy uregulowały już kwestię roszczeń Izraela — zaczynając od lat 50. XX w. To państwo polskie, w tym III RP, nie uregulowała kwestii prywatnych majątków ofiar Zagłady — w tym nieruchomości znajdujących się do dziś rękach Polaków.

Mimo licznych nalegań ze strony Izraela, sprawa do dziś nie została rozwiązana. Ponadto rząd II RP ma bogatą historię oficjalnego antysemityzmu, zwłaszcza w latach 30., w których m.in. władze systematycznie dyskryminowały Żydów i planowały zmuszenie dużej części populacji żydowskiej do emigracji.

Można więc racjonalnie argumentować, że antysemityzm, który pchnął mieszkańców Radziłowa czy Szczuczyna do zbrodni na Żydach, był w części efektem polityki przedwojennych władz polskich.

A zatem: Polscy sąsiedzi zabili żydowskich sąsiadów; potem przejęli ich majątki; 70 lat później zaś państwo polskie domaga się za każdego zamordowanego przez Polaków Żyda 200 tys. dolarów USA — od Niemców.

PiS — domagając się reparacji — cały czas mówi o moralności. Ten argument może się okazać trudny do utrzymania.

W świetle miedzynarodowych konwencji za bezpieczeństwo, życie i majątek ludności są odpowiedzialni okupanci. Jedwabne pozostawało pod okupacją ZSRR, a następnie III Rzeszy, zabijano tam obywateli II RP.

Twitter,13 września 2022

Sprawdziliśmy

Półprawda (i wielki tupet). Niemcy odpowiadali za bezpieczeństwo, ale zabijali Polacy polskich obywateli

Magierowski się oburza, ale nie tłumaczy

To wszystko jest oczywiste dla dużej części — jeśli nie całej — opinii publicznej w Izraelu.

„Polska domaga się reparacji za II wojnę światową — za Żydów zabitych przez Polaków” —

?s=21&t=VFmCVbWz_b-fByOZxVlv1g">napisał 12 września „The Times of Israel”.

Wywołało to oburzenie eks-ambasadora RP w Izraelu (a obecnie ambasadora w Waszyngtonie, wcześniej zaś m.in. wieloletniego dziennikarza „Gazety Wyborczej”) Marka Magierowskiego.

View post on Twitter

„Cyniczny, nieprofesjonalny, poza granicami oburzenia” — tak skomentował ten nagłówek Magierowski.

Magierowski jednak ani słowem nie wyjaśnił, dlaczego tak uważa. Być może to dla niego za trudne: „Times of Israel” miał bowiem rację.

;
Wyłączną odpowiedzialność za wszelkie treści wspierane przez Europejski Fundusz Mediów i Informacji (European Media and Information Fund, EMIF) ponoszą autorzy/autorki i nie muszą one odzwierciedlać stanowiska EMIF i partnerów funduszu, Fundacji Calouste Gulbenkian i Europejskiego Instytutu Uniwersyteckiego (European University Institute).

Udostępnij:

Adam Leszczyński

Dziennikarz OKO.press, historyk i socjolog, profesor Uniwersytetu SWPS w Warszawie.

Komentarze