Prawa autorskie: Kuba Atys / Agencja WyborczaKuba Atys / Agencja ...
14 września 2022

Mularczyk: Polacy zabijali Żydów, ale to wina Niemców, niech płacą. Sprawdzamy, czy ma rację

Niemcy odpowiadali za los Żydów zabitych w czasie wojny przez Polaków - twierdzi polityczny autor raportu o reparacjach, poseł Arkadiusz Mularczyk. Sprawdzamy, czy ma rację! Ambasador w USA Marek Magierowski za to obraża się na izraelską gazetę, która to wypomniała

Z pewnym opóźnieniem światowa opinia publiczna dowiedziała się, że wśród strat polskich poniesionych w czasie wojny uwzględnionych w raporcie przygotowanym pod kierunkiem posła Arkadiusza Mularczyka (PiS) znalazły się także przypadki zbrodni popełnionych przez Polaków na Żydach.

Raport ujawniono podczas uroczystej konferencji prasowej 1 września 2022, w rocznicę napaści Niemiec na Polskę.

OKO.press pisało o raporcie oraz o żądaniach PiS dotyczących reparacji za śmierć obywateli i obywatelek polskich pochodzenia żydowskiego. Przypomnijmy: z 6 bln 200 mld złotych polskich strat - na tyle szacuje je raport zespołu Mularczyka - większość (4 bln 300 mld) to wycena utraconej pracy osób zabitych przez Niemców. „Wynagrodzenie za pracę dla całego życia człowieka ustaliliśmy na 800 tys. złotych (200 dol. USA w 2021) za jedną osobę” — mówił w czasie konferencji 1 września poseł Mularczyk.

Radziłów, Jedwabne, Szczuczyn - ale bez Treblinki

Cały III tom raportu zawiera wyliczenie miejsc, w których Niemcy popełnili zbrodnie, a także liczby ofiar.

Co ciekawe, znalazły się wśród nich pogromy popełnione na Żydach przez polskich sąsiadów - ale nie ma obozów zagłady, w których zginęła duża część Żydów-obywateli II RP.

Mamy tam więc wymienione:

Wszystko są to „zbrodnie niemieckie”. Raport Mularczyka podaje przy tym nieaktualne liczby zamordowanych (Radziłów - 613, Szczuczyn - 615, Jedwabne - 1650).

Czego nie ma? Nazistowskich obozów zagłady. W III tomie raportu nie ma wśród zbrodni niemieckich:

  • Treblinki (ponad 700 tys. ofiar),
  • Bełżca (ok. 450 tys. ofiar),
  • Chełmna nad Nerem (ok. 180 tys. ofiar),
  • Auschwitz (1,3-1,5 mln ofiar).

Opracowane w szkole Rydzyka

Kto dopuścił się takich kompromitujących błędów?

III tom raportu nie ma znanych z nazwiska autorów i autorek. Jest pracą anonimową.

Dowiadujemy się tylko, że „zostało [to] opracowane przez Fundację Lux Veritatis z siedzibą w Warszawie – Instytut Pamięć i Tożsamość im. św. Jana Pawła II we współpracy z Akademią Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu oraz Muzeum Pamięć i Tożsamość im. św. Jana Pawła II (w organizacji) w Toruniu”.

Anonimowi autorzy i autorki nie postarali się przy tym za bardzo - sięgnęli przede wszystkim do publikacji Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce, opublikowanych w latach 80. XX wieku.

Problem w tym, że od tego czasu naukowy stan wiedzy na temat II wojny światowej bardzo się zmienił. Autorzy nawet nie próbowali go uwzględnić — wiedzieliby np., że podana liczba 300-400 ofiar w Jedwabnym jest niezgodna z aktualnymi pracami naukowymi oraz ustaleniami śledztwa prowadzonego przez IPN w latach 2000.

Dlaczego zaś nie uwzględnili obozów zagłady? To już naprawdę trudno wytłumaczyć.

Mularczyk: Polacy zabijali, ale wina Niemców

13 września do zarzutów odniósł się sam Mularczyk.

View post on Twitter

Nie odpowiedział jednak na pytanie, dlaczego państwo polskie w oficjalnym raporcie — mającym być podstawą do wystąpienia o reparacje — opiera się na nieaktualnych i niekompletnych danych.

Przypomnijmy, że według PiS prace nad raportem trwały kilka lat.

Mularczyk odniósł się także do kwestii odpowiedzialności Niemiec za zbrodnie popełnione przez Polaków na Żydach w czasie okupacji.

„W wyniku agresji Niemiec ziemie polskie były pod okupacją III Rzeszy lub ZSRR. W świetle międzynarodowych konwencji za bezpieczeństwo, życie i majątek ludności są odpowiedzialni okupanci. Jedwabne pozostawało pod okupacją ZSRR, a następnie III Rzeszy, zabijano tam obywateli II RP”

— napisał Mularczyk.

View post on Twitter

W istocie Konwencja Haska (1899) regulująca prawa i obowiązki państw w czasie wojny przewiduje, że za porządek i bezpieczeństwo w kraju okupowanym odpowiedzialny jest okupant. Art. 43 konwencji nakłada na niego obowiązek dbania o „porządek i bezpieczeństwo publiczne”, a art. 45 — ochrony życia ludzkiego, praw rodzin, przekonań i wolności religijnych (a także zabrania konfiskat mienia).

Pytanie jednak, na ile państwo polskie może się o te reparacje ubiegać, nie narażając się na śmieszność.

Niemcy uregulowały już kwestię roszczeń Izraela — zaczynając od lat 50. XX w. To państwo polskie, w tym III RP, nie uregulowała kwestii prywatnych majątków ofiar Zagłady — w tym nieruchomości znajdujących się do dziś rękach Polaków.

Mimo licznych nalegań ze strony Izraela, sprawa do dziś nie została rozwiązana. Ponadto rząd II RP ma bogatą historię oficjalnego antysemityzmu, zwłaszcza w latach 30., w których m.in. władze systematycznie dyskryminowały Żydów i planowały zmuszenie dużej części populacji żydowskiej do emigracji.

Można więc racjonalnie argumentować, że antysemityzm, który pchnął mieszkańców Radziłowa czy Szczuczyna do zbrodni na Żydach, był w części efektem polityki przedwojennych władz polskich.

A zatem: Polscy sąsiedzi zabili żydowskich sąsiadów; potem przejęli ich majątki; 70 lat później zaś państwo polskie domaga się za każdego zamordowanego przez Polaków Żyda 200 tys. dolarów USA — od Niemców.

PiS — domagając się reparacji — cały czas mówi o moralności. Ten argument może się okazać trudny do utrzymania.

W świetle miedzynarodowych konwencji za bezpieczeństwo, życie i majątek ludności są odpowiedzialni okupanci. Jedwabne pozostawało pod okupacją ZSRR, a następnie III Rzeszy, zabijano tam obywateli II RP.
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz
Twitter,13 września 2022

Magierowski się oburza, ale nie tłumaczy

To wszystko jest oczywiste dla dużej części — jeśli nie całej — opinii publicznej w Izraelu.

„Polska domaga się reparacji za II wojnę światową — za Żydów zabitych przez Polaków” —

?s=21&t=VFmCVbWz_b-fByOZxVlv1g">napisał 12 września „The Times of Israel”.

Wywołało to oburzenie eks-ambasadora RP w Izraelu (a obecnie ambasadora w Waszyngtonie, wcześniej zaś m.in. wieloletniego dziennikarza „Gazety Wyborczej”) Marka Magierowskiego.

View post on Twitter

„Cyniczny, nieprofesjonalny, poza granicami oburzenia” — tak skomentował ten nagłówek Magierowski.

Magierowski jednak ani słowem nie wyjaśnił, dlaczego tak uważa. Być może to dla niego za trudne: „Times of Israel” miał bowiem rację.

Wyłączną odpowiedzialność za wszelkie treści wspierane przez Europejski Fundusz Mediów i Informacji (European Media and Information Fund, EMIF) ponoszą autorzy/autorki i nie muszą one odzwierciedlać stanowiska EMIF i partnerów funduszu, Fundacji Calouste Gulbenkian i Europejskiego Instytutu Uniwersyteckiego (European University Institute).

Udostępnij:

Adam Leszczyński

Dziennikarz OKO.press, historyk i socjolog, profesor Uniwersytetu SWPS w Warszawie.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne