"Jesteśmy dziewczynkami, które od komunistycznego prokuratora słyszą, że ksiądz, który dotyka ich intymne miejsca przejawia zdolności bioenergoterapeutyczne. Jesteśmy matkami, których dzieci nie zasłużyły na alimenty. Jesteśmy opiekunkami osób z niepełnosprawnościami, których system wolałby nie widzieć". Anna Prus z WSK na Obywatelskim Zgromadzeniu Narodowym

„Rok temu to właśnie my, napędzane siłą pochodzącą z siostrzeństwa i energii tłumu, krzyczałyśmy przez kilkanaście godzin pod Senatem, byłyśmy szarpane w zakątkach Górnośląskiej, przetrzymywane przy Nowogrodzkiej. I krzyczymy tak nadal. I ciągle to między innymi nas się dusi, nam wykręca się stawy i zakuwa w kajdanki” – mówiła 13 lipca 2018 roku na Placu Zamkowym Anna Prus z Warszawskiego Strajku Kobiet. Zgromadzenie (nagranie dostępne TU) odbyło się w 550 rocznicę polskiego parlamentaryzmu, jako sprzeciw i alternatywa wobec oficjalnych obchodów, które na Zamku Królewskim zorganizował PiS.

Publikujemy całe przemówienie:

„To już rok. Właśnie mija rok od dnia, w którym Warszawski Strajk Kobiet współorganizował miasteczko namiotowe pod budynkiem polskiego Sejmu. Rok od pamiętnego lipca, w którym kobiety za dnia i w nocy wykonywały przy Wiejskiej – często w cieniu sceny, na drugim planie, bo przecież dla wyższego dobra – ogromną pracę na rzecz zagospodarowania energii tysięcy ludzi. Ludzi, którzy rozumieli wtedy, że stoimy u progu przerażających zmian, a ich odwrócenie może być niemal niewykonalne.

Rok temu to właśnie my, napędzane siłą pochodzącą z siostrzeństwa i energii tłumu, krzyczałyśmy przez kilkanaście godzin pod Senatem, byłyśmy szarpane w zakątkach Górnośląskiej, przetrzymywane przy Nowogrodzkiej.

I krzyczymy tak nadal. I ciągle to między innymi nas się dusi, nam wykręca się stawy i zakuwa w kajdanki; my także stajemy przed sądami rozliczając się z absurdalnych zarzutów o przestępstwa i wykroczenia. Ale nie traktujcie tego jako skargę.

Mówimy o tym głośno nie po to, żeby się żalić. Chcemy abyście były świadome i świadomi, że

za każdą informacją o karygodnym zatrzymaniu, za każdą sygnaturą sprawy sądowej, za każdym paragrafem stoją ludzie, których dziś możecie zobaczyć wokół siebie.

Dla nas zmiany w ustawach o sądownictwie oznaczają nie tylko gwałt na trójpodziale, na wartościach chociaż istotnych, to nie tak namacalnych jak choćby zarzut popełnienia tzw. przestępstwa przeciwko wolności, gdy kierowani ludzkim odruchem stajemy nad rozkopywanym grobem osoby ekshumowanej wbrew woli rodziny. Kto popełnia przestępstwo przeciwko wolności, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku. I możemy zapomnieć o zaświadczeniu o niekaralności.

Mówimy o tym, bo jesteśmy świadome czystości swoich intencji oraz tego, że działamy w stanie wyższej konieczności, o którym mówi art. 26 kodeksu karnego.

Bo nareszcie jako kobiety przestajemy się bać wspominać o przemocy, jaka spotyka nas na wielu płaszczyznach – a to po prostu jeden z przejawów braku tego strachu.

Jako kobiety kochamy się w wolności, kochać się w WOLNOŚCI jest rzeczą niewieścią – bo nie musimy sobie nawet wyobrażać, jak to jest być jej pozbawianymi. Robimy to wszystko wiedząc, że w razie przegrania tej bitwy, właśnie my mamy najwięcej do stracenia.

Jesteśmy ofiarami przemocy fizycznej i seksualnej, które w sądach twarzą w twarz spotykają swoich uniewinnianych oprawców.

Jesteśmy dziewczynkami, które od komunistycznego prokuratora słyszą, że ksiądz, który dotyka ich intymne miejsca przejawia zdolności bioenergoterapeutyczne.

Jesteśmy matkami, których dzieci nie zasłużyły na alimenty.

Jesteśmy osobami nieheteronormatywnymi, którym podły przedsiębiorca może wbrew prawu, ale według własnego widzimisię odmówić świadczenia usługi.

Jesteśmy opiekunkami osób z niepełnosprawnościami, których system wolałby nie widzieć.

Jesteśmy żonami, którym utrudnia się odejście od mężów stosujących przemoc.

Jesteśmy pracownicami na śmieciówkach, które prawo do zasiłku wygrywają dopiero w Sądzie Najwyższym.

Jesteśmy osobami w ciąży, od których bez względu na wyznanie, kościół katolicki siłą przejął możliwość decydowania o ich ciałach.

Jesteśmy lokatorkami, działaczkami stowarzyszeń, przemocą usuwanymi z mieszkań.

Jesteśmy emerytkami, traktowanymi jak bezpłatny kapitał opiekuńczy.

Jesteśmy tymi, których ciała są głównym narzędziem do ulicznej walki z neofaszystowską ideologią.

Jesteśmy strajkiem kobiet„.



Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!