Po przegranej w wyborach samorządowych PiS może się już nie podnieść – mówił w TVN24 prezydent Warszawy, Rafał Trzaskowski. Tymczasem najnowszy sondaż Ipsos dla OKO.press i TOK FM pokazuje, że to PiS może zdobyć przewagę w tych wyborach
Krym to Ukraina – tak ambasador broniącego się przed rosyjską inwazją kraju odpowiedział polskiemu prezydentowi. W ramach promocji Kanału Zero Andrzej Duda przemówił bowiem w duchu rosyjskiej propagandy
„Krym to Ukraina: jest i pozostanie. Prawo międzynarodowe – podstawa. Czasowa okupacja Krymu przez Rosję to zbrodnia wojenna, za którą ona zostanie ukarana. Deokupacja Krymu to nasze wspólne z wolnym światem zadanie i obowiązek. Zrobimy to bez wątpienia. Wierzymy i działamy razem” – napisał w sobotę rano na Twitterze ambasador Ukrainy w Polsce Wasyl Zwarycz.
W ten sposób ukraiński dyplomata zareagował na zdumiewające – i bulwersujące także polską opinię publiczną – słowa Andrzeja Dudy na temat Krymu.
W piątek prezydent Andrzej Duda wziął udział w promocji nowego projektu Krzysztofa Stanowskiego na YouTube, czyli Kanału Zero. Udzielił tam wywiadu Stanowskiemu i Robertowi Mazurkowi. Poruszano różne tematy – co relacjonowaliśmy już w OKO.press.
Przeczytaj także:
Jednym z tych tematów była wojna w Ukrainie — i przewidywania Dudy co do dalszego jej przebiegu.
„Nie wiem tego, czy Ukraina odzyska Krym, ale wierzę, że odzyska Donieck i Ługańsk. Krym jest szczególny również ze względów historycznych, ponieważ w istocie, jeżeli popatrzymy historycznie, to przez więcej czasu był w gestii Rosji” – takim oto spostrzeżeniem podzielił się Duda z widzami Kanału Zero.
Pogląd Dudy na kwestię Krymu wyrażony w rozmowie ze Stanowskim i Mazurkiem, choć zgodny z historyczną faktografią, w pełni pokrywa się z przekazem rosyjskiej propagandy dotyczącym motywów aneksji Krymu i rozpoczęcia wojny w Ukrainie.
„Krym i południe Ukrainy dłużej znajdowały się pod panowaniem Rosji niż we władaniu niezależnego ukraińskiego państwa” – dowodzi Kreml, również co do zasady w zgodzie z historyczną faktografią, nie dopowiadając jednak, że był to wynik imperialnej polityki carskiej Rosji i Związku Radzieckiego.
W tej polityce i Krym i Ukraina były zaś przedmiotami, nie podmiotami, podobnie zresztą jak na przykład znajdująca się w okresie zaborów przez 123 lata pod rosyjskim panowaniem część Polski i inne podbite lub skolonizowane przez Rosję ziemie i państwa.
Nie zmienia to faktu, że właśnie tymi parahistorycznymi argumentami w 2014 roku Kreml uzasadniał aneksję Krymu. A dziś dokładnie w ten sam sposób Moskwa próbuje uzasadniać swą pełnoskalową krwawą inwazję na niepodległą Ukrainę.
Słowa Dudy wywołały burzę także w Polsce.
„Panie Prezydencie, apeluję: niech Pan jak najszybciej sprostuje swe słowa o Krymie. W imię polskiej racji stanu” – napisał na Twitterze senator KO Marcin Bosacki.
„Krym jest ukraiński. Ani słowa więcej w tej sprawie uczciwy polityk nie może powiedzieć” – to z kolei komentarz Pawła Kowala, pełnomocnika Rady Ministrów ds. odbudowy Ukrainy.
Radosław Fogiel z PiS przyjął zaś inną strategię. Dowodzi na Twitterze, że prezydent powiedział zupełnie co innego, niż powiedział, tylko został powszechnie źle zrozumiany.