Po przegranej w wyborach samorządowych PiS może się już nie podnieść – mówił w TVN24 prezydent Warszawy, Rafał Trzaskowski. Tymczasem najnowszy sondaż Ipsos dla OKO.press i TOK FM pokazuje, że to PiS może zdobyć przewagę w tych wyborach
Wulkan wybuchł w południowo-zachodniej Islandii w niedzielę, niespełna miesiąc po ostatniej erupcji. Spłonęło już kilkanaście domów mieszkalnych.
Mieszkańcy islandzkiego miasta Grindavik obawiają się, że już nigdy nie wrócą do swoich domów. W niedzielę, 14 stycznia o godzinie 8:00 czasu lokalnego na półwyspie Reykjanes doszło do erupcji jednego z najbardziej aktywnych wulkanów w regionie.
To już drugi wybuch w ciągu niespełna miesiąca, piąty na przestrzeni ostatnich dwóch lat. Fagradalsfjall uaktywnił się po serii trzęsień ziemii na północ od miasteczka. Otworzyły się dwie szczeliny tektoniczne, a lawa zaczęła płynąć w kierunku zabudowań.
Ewakuowano ponad 100 mieszkańców, którzy niedawno wrócili do swoich domów. Reszta została przesiedlona w grudniu i od tego czasu żyje w zawieszeniu.
Premierka Islandii Katrin Jakobsdottir nazwała 14 stycznia „czarnym dniem w historii kraju”.
W poniedziałek 15 stycznia obserwowaliśmy jak lawa powoli pochłania zabudowania w Grindavik, trawi instalacje elektryczne i wodociągi. Spłonęło już kilkanaście domów. Islandzki Instytut Meteorologii (IMO) informował, że w poniedziałek wulkan był mniej aktywny niż dzień wcześniej, ale obszar jest wciąż zagrożony: nowe szczeliny mogą tworzyć się bez żadnego ostrzeżenia. „Trudno oszacować, jak długo potrwa ta erupcja”, wskazywał IMO.