Po przegranej w wyborach samorządowych PiS może się już nie podnieść – mówił w TVN24 prezydent Warszawy, Rafał Trzaskowski. Tymczasem najnowszy sondaż Ipsos dla OKO.press i TOK FM pokazuje, że to PiS może zdobyć przewagę w tych wyborach
Trwają negocjacje na temat podziału ministerstw pomiędzy partiami koalicji. Nadal nieobsadzone może być stanowisko szefa lub szefowej resortu zdrowia.
Negocjacje dotyczące podziału stanowiskach w ministerstwach przyszłej koalicji rządzącej wciąż trwają – mimo że niedługo po wyborach Donald Tusk stwierdził, że ma „komplet ministrów”, i mimo że Mateusz Morawiecki twierdzi, że kompletuje swój gabinet, który mógłby zyskać wotum zaufania w Sejmie. O rozmowach między Lewicą, Trzecią Drogą a Koalicją Obywatelską mówiła rano Joanna Mucha z Polski 2050. Według niej ministerstwo zdrowia może przypaść Izabeli Leszczynie z KO. Według niego posłanka dałaby sobie radę, choć pełnienie tej funkcji będzie bardzo trudnym zadaniem.
„Ktokolwiek podejmie się tej misji, weźmie to ministerstwo, musi mieć świadomość, że to misja samobójcza, politycznie i być może też w sensie zupełnie fizycznym. Przypomnę, że mamy dwóch ministrów zdrowia w wolnej Polsce, którzy odeszli z tego świata sprawując tę funkcję” – mówiła Mucha w Radiu Zet. Odniosła się również do informacji o tym, że sama mogłaby objąć tę funkcję.
„Znam się na systemie, na opiece zdrowotnej, ale nie spodziewam się takiej propozycji. Wiem tyle, ile jest w doniesieniach medialnych. Rzeczywiście mówi się o Izabeli Leszczynie” – mówiła Mucha.
Polskie Stronnictwo Ludowe również otrzymało zaproszenie na rozmowy od Mateusza Morawieckiego – mówi wicemarszałek Sejmu Piotr Zgorzelski. Jak zapowiedział, jego ugrupowanie nie ma zamiaru rozmawiać z PiS-em o budowaniu sejmowej większości.
„Nie idziemy, dlatego, że umówiliśmy się już z innymi partnerami i zbudowaliśmy większość, więc nie ma sensu chodzić i budować jakiejkolwiek iluzorycznej większości, bo jej po prostu nie będzie” – mówił na antenie Polast News.
Przypomnijmy, że zaproszenia od premiera otrzymali liderzy kilku ugrupowań opozycyjnych. Na pewno wiemy o listach, które wpłynęły do Polski 2050, PSL, Lewicy i Konfederacji.
„W budżecie na przyszły rok nie ma środków zabezpieczonych na osłony dla odbiorców energii, na obniżony VAT na żywność” – mówiła w TVN24 Paulina Hennig-Kloska z Polski 2050. – „Pracujemy nad tym, by zaplanowany przez Morawieckiego 70-procentowy wzrost cen energii zatrzymać” – obiecała polityczka typowana na ministrę klimatu.
Hennig-Kloska zapowiedziała, że stawka VAT na żywność w przyszłym roku wyniesie 5 proc. Potem poprawiła się twierdząc, że wchodzi w grę utrzymanie zerowego VAT-u.
„Powiedzieliśmy, co nas interesuje. Jeśli mamy wziąć odpowiedzialność za klimat i środowisko, to musimy mieć wpływ na finansowanie unijne, które zapewni nam możliwość działania” – odpowiadała Hennig-Kloska na pytanie o podział stanowisk w rządzie i to, które resorty przypadną Polsce 2050.
Członkini ugrupowania Szymona Hołowni przyznała, że jej partia otrzymała zaproszenie od premiera Mateusza Morawieckiego na rozmowy o ewentualnej współpracy koalicyjnej. Podobne pisma wpłynęły do władz Konfederacji i Lewicy.
„Nie wybieramy się do premiera” – stwierdziła Hennig-Kloska.
Na ukraińskim zbożu wzbogacili się nieliczni, a rząd Mateusza Morawieckiego nie chronił polskiego rynku. Jego działania były spóźnione – to wnioski z raportu NIK, do którego dotarła „Rzeczpospolita”. NIK ma wskazywać na mocny wzrost importu zboża ze wschodu do Polski – w przypadku pszenicy wzrósł on w ciągu roku o 16,8 tysiąca procent (dane z 2022 roku). To końca sierpnia 2023 do Polski trafiło 4,3 mln ton zbóż i roślin oleistych o wartości 6,2 mld złotych. Dwa największe przedsiębiorstwa sprowadziły ładunki o wartości kolejno 560 mln i 497 mln złotych.
Przypomnijmy, że sprawa ukraińskiego zboża przed wyborami wywoływała ogromne emocje. Rolnicy wskazywali, że ukraiński import obniża ceny (które jednak nie odbiegały od cen na światowych rynkach), a rząd zablokował wjazd transportów zza naszej wschodniej granicy. Do września zezwalała na to Komisja Europejska. W tej chwili Polska blokuje import jednostronnie, jednak bez konsekwencji ze strony UE.
Przeczytaj także:
Partia Wolności Geerta Wildersa, która chce zamknąć wszystkie meczety w Holandii, pierwsza w wyborach. Orban gratuluje. Polska prawica się cieszy z przegranej Timmermansa
Zaskakujące wyniki wyborów w Holandii. Jak podaje IPSOS, w wyborach 22 listopada 2023 najwięcej głosów zdobyła skrajnie prawicowa Partia Wolności Geerta Wildersa.
Według pierwszego exit polla wyniki są następujące:
Pozostałe partie zdobyły od 1 do 10 mandatów. W holenderskim parlamencie jest 150 miejsc.
Przeczytaj także:
„Szokujące wieści z Holandii” – skomentował exit poll historyk Timothy Garton Ash. „Dokładnie tego zaczynamy się obawiać w kontekście przyszłorocznych wyborów do Parlamentu Europejskiego”.
„Żadna partia nie może nas już ignorować” – stwierdził Wilders po ogłoszeniu wyników exit poll.
Obiecał „zatrzymać tsunami przyznawania azylu i migracji”.
Podczas kampanii obiecywał „deislamizację Holandii”. Nazywany holenderskim Trumpem używał hasła: „Holendrzy znów będą numerem jeden”. Wilders winił migrantów o wysokie koszty życia, przeciążenie systemu opieki zdrowotnej i brak mieszkań.
Chce zamknąć wszystkie meczety w Holandii.
Wzywa do referendum w sprawie wyjścia Holandii z Unii Europejskiej, które nazywa: „Nexit”.
Od 2004 roku Wilders jest pod ochroną policji ze względu na groźby śmierci, które dostaje z powodu swoich antyislamskich wypowiedzi. W 2016 r. został skazany za dyskryminację po tym, jak na wiecu wyborczym nazwał Marokańczyków „szumowinami”.
W ostatnich tygodniach kampanii Wilders łagodził przekaz. Opłaciło się i jego partia będzie miała w parlamencie dwa razy więcej miejsc niż obecnie.
Polski przykład pokazuje, że ten, kto zdobywa najwięcej głosów, nie musi stworzyć rządu. Partia Wolności będzie miała najwięcej miejsc w parlamencie, ale daleko jej do samodzielnej większości. A inni nie palą się do tego, by tworzyć z nią koalicję.
W mowie ogłaszającej zwycięstwo Wilders zadeklarował, że jest gotowy rządzić z Partią Ludową i Nową Umową Społeczną. Mieliby razem 79 miejsc i większość w parlamencie. Jednak liderka Partii Ludowej już powiedziała, że jest mało prawdopodobne, by weszła w koalicję z Wildersem. „Wilders nie może utworzyć większości” – powiedziała.
To właśnie z Partii Ludowej pochodził dotychczasowy premier – Mark Rutte. Po tym, jak w lipcu podał się do dymisji, w roli liderki partii zastąpiła go ministra sprawiedliwości Dilan Yeşilgöz-Zegerius.
Przemawiając w wieczór wyborczy, Yeşilgöz-Zegerius powiedziała: „Ale [Wilders] ma przewagę, jest wielkim zwycięzcą wieczoru i musi pokazać, czy jest w stanie stworzyć większość. Nie sądzę, aby ten kraj miał lidera, który nie łączy wszystkich Holendrów, ale przede wszystkim nie widzę [możliwości] utworzenia większości”.
Po wyborach w 2019 roku stworzenie rządu zajęło holenderskim partiom dziewięć miesięcy – rekordowe 271 dni.
Lewicowy sojusz Partii Pracy i Zielonych pod przywództwem Fransa Timmermansa zdobył według exit polla 25 mandatów. Czyli o osiem więcej niż partie te mają w dotychczasowym parlamencie.
A jednak to nie była miła noc dla holenderskiej lewicy. Lider zielono-lewicowego sojuszu przyznał, że jest rozczarowany wynikami. Dodał: „Nadszedł czas, kiedy będziemy bronić demokracji”.
Frans Timmermans był w ostatnich latach jednym z najważniejszych polityków europejskich. Pełnił funkcję pierwszego wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej do spraw klimatu. Dla europejskiej prawicy jest twarzą Europejskiego Zielonego Ładu i znienawidzonego przez nią projektu „Fit for 55”. Dla prawicy polskiej – dodatkowo twarzą europejskiej presji na zachowanie praworządności.
W lipcu 2023 Timmermans zrezygnował ze stanowiska w KE i zdecydował, że będzie walczył o fotel premiera Holandii.
Wyniki Timmermans skomentował zapewnieniem, że wszyscy w Holandii mają nadal czuć się jak u siebie.
„Jeśli w nadchodzących dniach spotkasz w sąsiedztwie, w szkole lub w pracy osoby, którzy pomyślą: czy nadal jestem tu u siebie? Wtedy powiedz wyraźnie: TAK”.
Przeczytaj także:
Politycy skrajnej prawicy z całej Europy gratulowali w środę wieczorem Wildersowi w mediach społecznościowych.
Premier Węgier po ogłoszeniu exit polls napisał na portalu X: „Nadchodzą wiatry zmian!” Gratulacje zilustrował gifem z teledysku do piosenki grupy Scorpions z 1990 roku.
Marine Le Pen nazwała wynik Partii Wolności spektakularnym. Uznała, że potwierdza on „rosnące przywiązanie do obrony tożsamości narodowych”. Dodała: „To dlatego, że są ludzie, którzy nie chcą, aby pochodnia narodowa zgasła, nadzieja na zmiany w Europie pozostaje silna”.
Wildersowi pogratulował też wicepremier Włoch Matteo Salvini. „Inna Europa jest możliwa” – napisał.
Gratulacje wysłał też za pośrednictwem mediów społecznościowych lider hiszpańskiej skrajnie prawicowej partii VOX.
„Coraz więcej Europejczyków domaga się na ulicach i przy urnach wyborczych obrony swoich narodów, granic i praw” – napisał Santiago Abascal.
Wyniki holenderskich wyborów skomentował też burmistrz Londynu Sadiq Khan. W mediach społecznościowych napisał
„To przypomnienie dla postępowych sił na całym świecie: ciągłe zagrożenie ze strony skrajnej prawicy jest realne i na wyciągnięcie ręki. Następny rok będzie kluczowy dla obrony naszych wartości – w Londynie, w Europie i na całym świecie”.