Po przegranej w wyborach samorządowych PiS może się już nie podnieść – mówił w TVN24 prezydent Warszawy, Rafał Trzaskowski. Tymczasem najnowszy sondaż Ipsos dla OKO.press i TOK FM pokazuje, że to PiS może zdobyć przewagę w tych wyborach
Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych poinformowało, że w polskiej przestrzeni powietrznej miał miejsce incydent z „niezidentyfikowanym obiektem”, który wleciał nad polskie terytorium. Zaobserwowano go w powiecie hrubieszowskim
„Zgodnie z obowiązującymi procedurami Dowódca Operacyjny RSZ uruchomił dostępne siły i środki pozostające w jego dyspozycji” – lakonicznie zakomunikowało DORSZ. Nadal niewiele wiadomo o przebiegu tego incydentu. Służby wciąż nie odnalazły miejsca upadku obiektu, nie jest przy tym wykluczone, że mógł on zmienić kurs i ponownie wlecieć nad terytorium Ukrainy.
Pojawienie się w polskiej przestrzeni powietrznej „niezidentyfikowanego obiektu” potwierdził też wicepremier i minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz.
„W związku z pojawieniem się niezidentyfikowanego obiektu w polskiej przestrzeni powietrznej służby państwa zadziałały natychmiastowo. Za pośrednictwem BBN jestem w kontakcie z prezydentem, premierem, Szefem Sztabu Generalnego oraz Dowódcą Operacyjnym SZ. Państwo działa!” – napisał po 11 na platformie X szef MON.
Na antenie TVN 24 ppłk Jacek Goryszewski z DORSZ poinformował, że w związku z incydentem podniesiony został poziom gotowości obrony powietrznej kraju.
Informowaliśmy już, że w nocy z czwartku na piątek Rosjanie przeprowadzili zmasowany atak rakietowy na Ukrainę. Użyli co najmniej 110 pocisków rakietowych i znacznej liczby dronów-kamikaze. Część celów ataku znajdowała się w zachodniej Ukrainie – w rejonie Lwowa a nawet położonego tuż przy polskiej granicy Jaworowa.
Przeczytaj także:
Obiekt, który wleciał nad terytorium Polski, mógł być więc zarówno rosyjskim pociskiem manewrującym lub dronem, jak i ukraińskim pociskiem przeciwlotniczym wystrzelonym w odpowiedzi na rosyjski atak – podobnie jak miało to miejsce ponad rok temu, gdy ukraiński pocisk przeciwlotniczy S-300, w którym nie zadziałał system samozniszczenia, wszedł w przestrzeń powietrzną Polski a następnie uderzył w przygraniczną wieś Przewodów, zabijając dwie osoby.
Przeczytaj także:
Wożuczyn-Cukrownia położony jest zaledwie ok. 15 kilometrów na zachód od Przewodowa. Świadkowie z rejonu tej drugiej wsi mówią zaś na antenie TVN 24 o obiekcie, który „z wielkim świstem” miał dziś w godzinach rannych z ogromną prędkością przemieszczać się na zachód.
Na pograniczu powiatów hrubieszowskiego i tomaszowskiego trwają obecnie poszukiwania pozostałości niezidentyfikowanego obiektu – na miejsce skierowano znaczne siły policji, żandarmerii i wojska.
Według Telewizji Republika miał to być pocisk rakietowy, który wleciał nad terytorium Polski z Ukrainy. Według TV Republika pocisk miał spaść w rejonie miejscowości Wożuczyn-Cukrownia, w województwie lubelskim, w powiecie hrubieszowskim. Brak jednak potwierdzenia tych doniesień. Brak też wiarygodnych informacji dotyczących pochodzenia i typu pocisku. Nie ma doniesień o ofiarach ani zniszczeniach.
Co więcej – do ok. 11.30 służby wciąż nie były w stanie odnaleźć potencjalnego miejsca upadku „niezidentyfikowanego obiektu”. Pojawiają się natomiast nieoficjalne doniesienia, że mógł on zmienić kurs i ponownie wlecieć nad terytorium Ukrainy.
„Jesteśmy w kontakcie z żandarmerią oraz KWP, dostaliśmy informację o tym że na radarze pojawił się obiekt w okolicy Hrubieszowa. Nie mamy żadnego potwierdzenia na temat tego, że spadł na terenie naszego województwa (...) proszę o spokój i cierpliwość, służby pracują” – napisał na platformie X Krzysztof Komorski, wojewoda lubelski.
„Na chwilę obecną nie mogę nic potwierdzić. Nie mamy informacji, żeby ktokolwiek ucierpiał i żeby zaistniał jakiś wybuch na terenie naszego województwa” – mówił z kolei w rozmowie z PAP rzecznik lubelskiej Wojewódzkiej Komendy Policji nadkomisarz Andrzej Fijołek.