Po przegranej w wyborach samorządowych PiS może się już nie podnieść – mówił w TVN24 prezydent Warszawy, Rafał Trzaskowski. Tymczasem najnowszy sondaż Ipsos dla OKO.press i TOK FM pokazuje, że to PiS może zdobyć przewagę w tych wyborach
Sprawa inwigilacji za czasów rządów PO-PSL 2007 – 2015 nie jest newsem. Jarosław Kaczyński próbował jednak przed komisją śledczą ds. Pegasusa odczytać listę inwigilowanych. Czytał je, mimo że przewodnicząca komisji wyłączyła mikrofon. A wyłączyła, bo sprawy rządów PO-PSL wykraczają poza zainteresowanie komisji
Od 2016 r. wiadomo, że inwigilacja dotyczyła 80 osób, w tym dziennikarzy i prawników. Ogłosił to z trybuny sejmowej 12 maja 2016 r. ówczesny szef MSWiA Mariusz Kamiński. Powiedział wtedy, że skierował do prokuratury 19 zawiadomień o możliwości popełnienia przestępstwa.
Minęło 8 lat i nie wiadomo, co się z tymi sprawami stało — choć nie jest tak, że nikt nie sprawdzał.
RPO Adam Bodnar na rewelacje Kamińskiego zareagował natychmiast, bo zarzut był poważny i dotyczył naruszenia praw obywateli. Z przecieków w mediach wynikało wtedy, że inwigilacja dotyczyła osób, które m.in. ujawniły przecieki z “Sowy i Przyjaciół”. Inwigilowanych miało być 80 osób, w tym m.in. piszących wówczas dla „Wprost” Cezary Bielakowski, Piotr Nisztor, Sylwester Latkowski i Michał Majewski. W Komendzie Głównej Policji miała działać grupa specjalna do rozpracowania osób biorących udział w podsłuchiwaniu polityków w restauracji „Sowa i Przyjaciele”. Chodziło o to, by dowiedzieć się, kto stoi za głównym podejrzanym w tej sprawie — Markiem Falentą. Aby ukryć sprawę przed prokuraturą i sądami, podsłuchy miały być zakładane w ramach śledztwa dotyczącego napaści na tle rasowym w Białymstoku. Specgrupa, na czele której stał ówczesny szef Biura Spraw Wewnętrznych KGP, miał otrzymać praktycznie nieograniczone możliwości działania.
Ciąg dalszy urzędowego śledztwa dotyczącego skali inwigilacji, dostępny jest w serwisie internetowym RPO. Rzecznik pyta, gdzie są te sprawy, jakie mają sygnatury, jaki jest ich stan.
W mediach pojawia się informacja, że część z tych spraw trafiła do prokuratury w Krakowie, więc RPO tropi dalej.
Rzeczywiście w 2020 r. prowadzone tam było śledztwo, które nie zostało wtedy w całości zakończone. Zakończono natomiast poszczególne jego wątki – jednym aktem oskarżenia dotyczącym niepowiadomienia o przestępstwie i utrudniania śledztwa. "W kolejnych wątkach wydano postanowienia o umorzeniu postępowania”.
I nigdy więcej nie udało się uzyskać bardziej konkretnej informacji – sprawa rozpłynęła się, mimo pełnej kontroli PiS nad prokuraturami, policją i MSWiA.
Zapytaliśmy Biuro RPO, czy historia ta ma ciąg dalszy, który nie pojawił się już w komunikatach na stronie internetowej. Czekamy na odpowiedź.
Przeczytaj także: