Po przegranej w wyborach samorządowych PiS może się już nie podnieść – mówił w TVN24 prezydent Warszawy, Rafał Trzaskowski. Tymczasem najnowszy sondaż Ipsos dla OKO.press i TOK FM pokazuje, że to PiS może zdobyć przewagę w tych wyborach
Choć Mateusz Morawiecki zapewnia, że jest w stanie stworzyć nowy rząd i uzyskać wotum zaufania, zdecydowana większość Polaków w to nie wierzy – wynika z sondażu dla Wirtualnej Polski.
Mateusz Morawiecki ma czas do poniedziałku 27 listopada, by zaprezentować rząd i uzyskać wotum zaufania w Sejmie. Prezydent Andrzej Duda powierzył mu misję formowania nowego gabinetu 13 listopada w efekcie wygranych przez PiS wyborów parlamentarnych 15 października.
Wynik PiS pozwala mówić o wygranej w wyborach tej formacji, ale nie pozwala na samodzielne sformułowanie rządu. Dopuszczając się rażącego łamania zasad państwa prawa, rozmontowując wymiar sprawiedliwości i pozbawiając Polskę funduszy unijnych, PiS w ostatnich latach zupełnie stracił zdolność koalicją.
Nawet Polki i Polacy nie wierzą w powodzenie misji formowania rządu przez Mateusza Morawieckiego.
Jak wynika z sondażu United Surveys dla Wirtualnej Polski, zdecydowana większość badanych, bo aż 73 proc., uważa, że Mateusz Morawiecki nie zdoła utworzyć rządu i uzyskać wotum zaufania. Aż 48,4 proc. badanych wybrało odpowiedź „zdecydowanie nie”, a 24,6 proc. ”raczej nie".
Jedynie 16,7 proc. badanych było zdania, że Morawieckiemu uda się utworzyć rząd i zdobyć wotum zaufania. 14,1 proc. wybrało odpowiedź „raczej tak”, a 2,6 proc. – „zdecydowanie tak”.
Zdania w tej sprawie nie miało 10,3 proc. ankietowanych.
W powodzenie misji Morawieckiego wierzy zaledwie połowa sympatyków PiS. Aż 33 proc. sympatyków PiS uważa, że Morawiecki nie zdoła uzyskać wotum zaufania dla swojego rządu. 17 proc. ankietowanych nie ma zdania.
O niepowodzeniu misji formowania rządu przez Morawieckiego przekonanych jest za to aż 97 proc. wyborców Koalicji Obywatelskiej. Przeciwnego zdania było tylko 3 proc. ankietowanych.
Podobnie sytuacja wygląda wśród wyborców Trzeciej Drogi. Aż 93 proc. odpowiedziało, że Morawieckiemu zdecydowanie nie uda się utworzyć rządu, a przeciwnego zdania było 7 proc. respondentów.
Podobnie wysoki jest odsetek wyborów Lewicy, którzy nie wierzą w powodzenie misji Morawieckiego (98 proc. ankietowanych). Przeciwnego zdania było zaledwie 2 proc. badanych.
Jeszcze bardziej miażdżący wynik jest wśród wyborców Konfederacji. Tu aż 100 proc. ankietowanych nie ma złudzeń: próba formowania rządu przez Morawieckiego to strata czasu, bo zakończy się niepowodzeniem.
Sondaż United Surveys dla Wirtualnej Polski został zrealizowany w dniach 17-19 listopada 2023 roku na grupie 1000 osób metodą CAWI.
„Mamy do czynienia z prawdziwie zatrważającym zjawiskiem demograficznym. W Polsce rodzi się najmniej dzieci od zakończenia II Wojny Światowej. Liczba urodzeń oscyluje wokół 300 tys. dzieci i prawdopodobnie będzie spadać. Utrzymuje się zjawisko depresji urodzeniowej, obniża się współczynnik dzietności. Na 100 kobiet w wieku rozrodczym (15-49 lat) przypada zaledwie 133 urodzonych dzieci. A o rozwoju demograficznym mówimy o przypadku dopiero 210 urodzonych dzieci. Demografowie wskazują, że jako jedną z najistotniejszych przyczyn takiego stanu rzeczy, jest zlikwidowanie refundacji in vitro. To program, który daje Polkom i Polakom szansę na spełnienie marzeń o rodzicielstwie i zapobiega dramatycznym skutkom zatrzymania przyrostu demograficznego" – mówi w Sejmie Wioletta Tomczak, posłanka Polska 2050.
O spadku urodzeń pisaliśmy w OKO.press wielokrotnie, m.in. tutaj:
Przeczytaj także:
„Dzieje się rzecz historyczna. Przywracamy w Polsce element sprawiedliwości społecznej. Odebranie refundacji in vitro przez PiS oznaczało upokorzenie biednych, tych rodzin, które nie miały pieniędzy na zabieg i procedurę, która jest trudna. Stygmatyzowaliście tych, których nie było na to stać. Nawet najbogatsi musieli się zadłużać, brać kredyty, by mieć dziecko. Czy nie jest wam wstyd, że krzywdziliście ludzi? I prowadziliście politykę pogardy wobec dzieci z min vitro, ich rodziców i rodzin? Każdy z nas zna przynajmniej jedną osobę, która jest tu dzięki metodzie in vitro. Te wszystkie rodziny powinny usłyszeć dzisiaj jedno słowo: Przepraszamy was za hańbę, którą zaprezentowali wam rządzący. Obiecujemy, że takiego wstydu, jaki przyniósł podręcznik HIT nigdy więcej nie dostaniecie” – mówi Barbara Nowacka, posłanka KO.
„W imieniu klubu PiS przedstawiam stanowisko do projektu ustawy. Będziemy decydować o tym czy z budżetu państwa 500 mln zł ma zostać przeznaczone na jedną z form wspomagania prokreacji. Problem niepłodności dotyka wiele rodzin, a prawie każda rodzina marzy o tym, by mieć potomstwo. Ale nie zawsze te marzenia można spełnić. Te rodziny poszukują w różny sposób rozwiązania problemu, na przykład decydują się na adopcję. To spełnienie marzeń dzieci, które nie mają szans na wychowanie w biologicznej rodzinie” – mówi Józefa Szczurek-Żelazko, posłanka PiS.
Kobiety, które chcą urodzić własne dziecko, wybierają też program naprotechnologii. To proces odzyskiwania zdrowia prokreacyjnego w sposób naturalny. Kobiety poddają się diagnostyce przyczyn niepłodności i identyfikowaniu chorób, zmieniają styl życia i oczekują wsparcia psychologicznego. Czy 500 mln zł z budżetu państwa sprawi, że te programy nadal będą istniały?"
Przedwyborcze sondaże pokazują wyrównane starcie czterech partii: od lewicy do skrajnej prawicy.
Holendrzy głosują dziś w wyborach do izby niższej parlamentu, czyli liczącej 150 członków Tweede kamer. Głosowanie potrwa do godziny 21. Wybory do izby niższej holenderskiego parlamentu tradycyjnie odbywają się w środy.
Listy wyborcze zarejestrowało 26 komitetów – donosi holenderski nadawca publiczny NOS.
Przedwyborcze sondaże pokazują dość wyrównane szanse na zwycięstwo w sumie czterech ugrupowań.
Jak wynika z sondażu z 21 listopada 2023 opublikowanego przez Politico, 18 procent wyborców chce oddać głos na do tej pory rządzące ugrupowanie, czyli liberalną, centroprawicową Partię Ludową na rzecz Wolności i Demokracji (VVD). Na czele VVD jeszcze do niedawna stał premier Mark Rutte.
Rutte podał się do dymisji ze względu na rozpad koalicji rządzącej po sporze dotyczącym przyjmowania uchodźców. W sumie rządził od 2010 roku (cztery kadencje). Partię do wyborów poprowadziła Dilan Yeşilgöz-Zegerius, ministra sprawiedliwości w jego rządzie.
Na drugim miejscu łeb w łeb idą dwie partie: po 16 procent wyborców chce głosować głos na skrajnie prawicowe, eurosceptyczne i antyislamskie ugrupowanie PVV Geerta Wildersa oraz na lewicową koalicję Partii Pracy (PvdA) i Zielonych (GroenLinks) pod przywództwem Fransa Timmermansa.
Do tej pory PVV miało 16 posłów w izbie niższej holenderskiego parlamentu. Wilders wypłynął w 2006 roku na antyislamskich i antyimigranckich hasłach. Jednym z jego powyborczych planów jest utworzenie ministerstwa reemigracji, które miałoby się zajmować odsyłaniem żyjących w Holandii imigrantów do krajów pochodzenia.
Liderka VVD zaskoczyła wszystkich deklarując gotowość współpracy w parlamencie z partią Wildersa, jeśli jej partia wygra wybory – donosi Guardian. Yeşilgöz-Zegerius ma imigranckie pochodzenie, a mimo to forsuje surowszą politykę migracyjną w tych wyborach. Dzień przed wyborami poinformowała jednak, że nie rozważa zaproszenia Wildersa do rządu.
Timmermans w lipcu 2023 zrezygnował z funkcji komisarza ds. klimatu, żeby ubiegać się o schedę po Rutte. Partia Pracy miała w poprzednim parlamencie 8 miejsc, Zieloni 9. Zieloni jeszcze nigdy nie formowali rządu w Holandii. Lewicowa koalicja poszła do wyborów z projektami dotyczącymi walki z inflacją, wysokim wzrostem cen nieruchomości oraz walki o sprawiedliwość społeczną.
Timmermans wzywał też do głosowania strategicznego, by uniemożliwić powstanie rządu wspieranego przez skrajną prawicę.
Nowym ugrupowaniem na holenderskiej scenie politycznej jest centroprawicowa partia Nowej Umowy Społecznej (NSC). Jej lider Pieter Omtzigt prowadził kampanię na rzecz lepszego zarządzania i kontrolowanej imigracji. Omtzigt już zapowiedział, że nie wejdzie do koalicji z partią Wildersa. Chęć oddania głosu na NSC deklaruje 15 procent wyborców.
Holendrzy będą głosować w niemal 10 tysiącach lokali wyborczych – informuje anglojęzyczny portal dutchnews.nl. Ponad dwieście z nich zostało utworzonych na dworcach kolejowych, by umożliwić głosowanie podróżującym.
Lokale wyborcze tworzone są też w muzeach, galeriach, a nawet prywatnych domach.
Jedną z ciekawostek holenderskich wyborów jest to, że zagłosować można jedynie… czerwonym długopisem. Holandia ma proporcjonalną ordynację wyborczą, kandydaci zdobywają mandat w takiej kolejności, w jakiej znajdują się na liście, ale – jeśli ktokolwiek z listy zdobędzie co najmniej 25 procent głosów oddanych na listę, przeskakuje kandydatów umieszczonych wyżej, którzy zdobyli mniej głosów.
Ze względu na bardzo ładną pogodę dziś w Holandii, spodziewana jest wysoka frekwencja. Najniższą frekwencję w holenderskich wyborach parlamentarnych odnotowano w 1998: wyniosła ona 73 procent. Powodem była deszczowa pogoda.
Przedterminowe wybory parlamentarne odbywają się w związku ze skróceniem kadencji izby wybranej w marcu 2021 roku. Parlament rozwiązano w następstwie upadku rządu premiera Ruttego.
Dzisiejsze głosowanie nie dotyczy izby wyższej holenderskiego parlamentu (Erste kamer), ponieważ jest ona wyłaniana przez przedstawicieli regionów (Provinciale Staten).
Więcej o przedwyborczej sytuacji w Holandii, znajdziesz tutaj.
Przeczytaj także: