Po przegranej w wyborach samorządowych PiS może się już nie podnieść – mówił w TVN24 prezydent Warszawy, Rafał Trzaskowski. Tymczasem najnowszy sondaż Ipsos dla OKO.press i TOK FM pokazuje, że to PiS może zdobyć przewagę w tych wyborach
Tony niebezpiecznych substancji zalegają w zielonogórskim Przylepie, skażona jest również woda. To skutki pożaru niebezpiecznych odpadów, do którego doszło w lipcu 2023.
W Zielonej Górze w lipcu zeszłego roku spłonęło 5 tys. ton niebezpiecznych odpadów. Po pół roku od pożaru prokuratura ujawniła wyniki badań z terenu objętego pożarem i jego najbliższego otoczenia. Zagrażające substancje wcale nie rozpłynęły się w powietrzu – twierdzą śledczy.
Z ekspertyz zleconych przez prokuraturę wynika, że „doszło w świecie roślinnym do zanieczyszczenia w znacznych rozmiarach. Biegły zakreślił teren 65 hektarów objętych skażeniem. To m.in. dolina rzeczki Gęśnik, tereny biegnące w stronę Czerwieńska” – mówiła prokurator Ewa Antonowicz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze. – „Są to głównie węglowodory aromatyczne, substancje ropopochodne, a także metale ciężkie. Ponadto biegły wskazał w swojej opinii, że doszło do zanieczyszczenia nie tylko wód, ale powietrza i gleby. Do atmosfery dostały się niebezpieczne związki, metale ciężkie. Należy je liczyć w tonach” – przekazała Antonowicz dodając, że substancje wykryte w Przylepie mogą mieć działanie rakotwórcze.
Jak pisze „Gazeta Wyborcza”, władze miasta nie oczyszczają terenu, gdzie wciąż zalegają pozostałości po pożarze. To przez zamknięcie spalarni koło Nowej Soli, gdzie można by było zutylizować odpady. Według Wyborczej Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska wstrzymał jej działanie, bo w zakładzie bez potrzebnych zezwoleń uruchomiono drugą linię do utylizacji niebezpiecznych substancji.
Przeczytaj także: