Po przegranej w wyborach samorządowych PiS może się już nie podnieść – mówił w TVN24 prezydent Warszawy, Rafał Trzaskowski. Tymczasem najnowszy sondaż Ipsos dla OKO.press i TOK FM pokazuje, że to PiS może zdobyć przewagę w tych wyborach
W dniu kolejnego zmasowanego ataku rakietowego na Ukrainę rosyjska Duma rozmawia o śmierci kota Twiksa. Wbrew pozorom nie jest to sprawa błaha. Ponieważ o konsekwencjach najazdu w Ukrainie publicznie rozmawiać się w Rosji nie da, Rosjanie zaangażowali się masowo w sprawę bestialskiego potraktowania przez władze przyjaznego zwierzaka.
Propaganda Kremla po kilku dniach debaty po kocie w sieci zauważyła, co się dzieje. 20 stycznia historia trafiła do ogólnorosyjskich mediów propagandowych. 22 stycznia zajęła się nią rosyjska prokuratura generalna, a teraz, 23 stycznia — także Duma. Powstaje tam specjalny zespół ds. poprawy transportu zwierząt.
O sprawie pisaliśmy wczoraj:
Przeczytaj także:
Kot, podróżujący z opiekunem i z biletem, został 11 stycznia wyrzucony z pociągu przez konduktorkę na 30-stopniowy mróz. Szukało go kilkuset wolontariuszy a pół Rosji temu kibicowało w internecie. Znaleziono go martwego 20 stycznia.
Dziś w Dumie, na posiedzeniu "okrągłego stołu do spraw transportowania zwierząt domowych” dyrektor kolei opowiedział, co się stało. Z nagrań monitoringu w przedziale wynika, że kot podróżował z opiekunem i siedział w transporterze. Konduktorka go widziała, więc jej tłumaczenie, że uznała, że to bezpańskie zwierzę, jest dziwne.
Z nagrań wynika też, że opiekun regularnie chodził z kotem w transporterze do toalety, co widzieli współpasażerowie. Na stacji w Kursku pasażerowie wyszli jednak na peron rozprostować kości (podróż z Jekaterynburga do Petersburga trwa prawie dwie doby). Wtedy kot wydostał się z transportera i wyszedł na korytarz (szukał opiekuna?). Nie oddalił się daleko.
Złapała go konduktorka. Jeśli, jak twierdzi, pytała, czyj to kot, to w czasie, gdy większości pasażerów nie było w wagonie. I wiedziała o tym. Kilka osób, które z pociągu nie wysiadło, nie odezwało się. I konduktorka przed samym odjazdem z Kirowa po prostu kota wyrzuciła na mróz, co z kolei zarejestrowały kamery dworcowe. To nagranie trafiło do sieci, bo opiekunowie Twiksa mieli nadzieję, że zdołają go odszukać, zanim zamarznie.
Tymczasem podróżni wrócili do przedziału, opiekun kota nie zauważył, że transporter jest pusty. Kiedy w końcu zobaczył, że kota nie ma, konduktorka usiłowała zwalić na niego winę, mówiąc, że nie pilnował zwierzęcia, to ma.
Drobna sprawa okrucieństwa i bezmyślności osoby „urzędowej” stała się w Rosji tematem rozmów. W ciągu trzech dni petycja o ukaranie konduktorki zebrała 381 tysięcy podpisów, a byłoby ich pewnie więcej, gdyby petycji nie zablokowano. To liczba głosów porównywalna z tą, którą muszą przedstawić kandydaci na prezydenta w organizowanych właśnie w Rosji wyborach. Z tym że kandydaci mają na to dwa miesiące — a nie trzy dni.
Popularność sprawy może wynikać z tego, że formalnie jest niepolityczna, więc dyskusja o tym nie grozi represjami.
Władze za wszelką cenę chcą historii Twiksa ukręcić łeb. Ogłosiły, że konduktorka została zawieszona, ale o surowych karach dla niej nie ma mowy. “Co się stanie, jeśli się okaże, że ona wcześniej wiozła rannego żołnierza?” – pytała jedna z deputowanych w czasie „okrągłego stołu”.
Wychodzi więc na to, że przy okazji historii Twiksa Rosjanie zaczynają dyskusję o psychologicznych kosztach najazdu na Ukrainę.