Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Informację o kolejnym spotkaniu podał prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, a potwierdził dziś rzecznik Putina Pieskow. Amerykanie dodają, że tym razem będą to rozmowy bez ich udziału, a sprawa gwarancji dla Ukrainy i obecności w niej zachodnich wojsk jest w zasadzie ustalona. Choć nie ma na to zgody Rosji
23 i 24 stycznia odbyła się w Abu Zabi pierwsza tura rozmów – USA, Ukraina, Rosja. Amerykanom udało się doprowadzić do spotkania Ukraińców z Rosjanami. I to mimo tego, że Rosja nie uznaje obecnych władz Ukrainy.
28 stycznia doradca Putina Uszakow ogłosił, że jeśli prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski naprawdę chce się spotkać z Putinem, to może przyjechać do Moskwy, gdyż „Putin osobiście gwarantuje mu bezpieczeństwo”.
Oczywiście o tym, by Putin pojechał na takie spotkanie z Zełenskim poza Rosję, nie ma mowy. Putin, który prezydenta Zełenskiego nie uznaje, może go traktować tylko jako petenta.
Jednocześnie rzecznik Putina potwierdził słowa Zełenskiego, że kolejna tura rozmów w Abu Zabi odbędzie się 1 stycznia.
Jak z kolei ujawnił sekretarz stanu USA Marco Rubio, nowa runda negocjacji będzie miała już charakter dwustronny. Stany Zjednoczone mogą do nich dołączyć, ale do Abu Zabi nie pojedzie żaden z dotychczasowych wysłanników Trumpa: ani Steve Witkoff ani Jared Kushner.
O pierwszej turze tych rozmów wiadomo, że były „konstruktywne”, ale o czym rozmawiano, tego strony prawie nie ujawniły.
Przeczytaj także:
Zełenski mówi, że nadal problemem są kwestie terytoriów.
„Myślę, że pozostała tylko jedna kwestia (w rozwiązaniu konfliktu na Ukrainie – red.), którą wszyscy dobrze znacie – roszczenia terytorialne, w szczególności wobec obwodu donieckiego” – powiedział 28 stycznia Rubio występując przed senacką komisją spraw zagranicznych.
Szef MSZ Ukrainy Andrij Sybiha ujawnił, że na stole są dwie umowy: jedną Ukraińcy podpisaliby z Amerykanami, a drugą – Amerykanie z Rosją. Przy czym UE jest „obecna” w procesie negocjacyjnym i zapewnianiu gwarancji bezpieczeństwa. 28 stycznia gotowość do udziału w rozmowach i dalszego nacisku na Rosję wyraził prezydent Francji Emmanuel Macron.
Rubio przed senacką komisją spraw zagranicznych mówił 28 stycznia, że
„Financial Times” napisał, że Amerykanie ponownie zaproponowali Ukraińcom, że gwarancje te wejdą w życie po podpisaniu umowy, a to jest możliwe dopiero po wycofaniu się z całego Donbasu i oddaniu go Rosji. Biały Dom te doniesienia następnie zdementował. Ale informację o tym, że Amerykanie naciskają na Ukrainę, by zrobiła ustępstwa terytorialne, podaje też Reuters.
„Ustępstwa” na tym etapie rozmów polegają na wycofaniu się Ukraińców z ziem, których Putin nie zdołał zdobyć przez cztery lata wojny. Ale z jakich terenów?
Pieskow mówi, że szczegóły rokowań są tajne, toteż rosyjscy „dziennikarze” niczego ustalić nie próbują. Sam Pieskow opowiada jednak, że
Rosja twierdzi bowiem, że w czasie spotkania Putina z Trumpem w Anchorage na Alasce 15 sierpnia 2025 r. prezydenci USA i Rosji porozumieli się co do losów Ukrainy. Sugeruje też, że nie chodzi tylko o Donbas, a „wdrożenie formuły Anchorage” doprowadzi do zakończenia wojny.
Z tym że sama „formuła Anchorage” jest wedle Pieskowa także tajna.
Rzecz w tym, że Amerykanie nigdy nie potwierdzili istnienia takiej „formuły”, a zaraz po spotkaniu na Alasce zachodnie media pisały, że przedstawiciele USA nie robili nawet notatek z tego spotkania. W tej chwili więc nawet gdyby Ukraińcy zgodzili się na cofniecie wojsk np. w Donbasie, Rosja mogłaby spokojnie powiedzieć, że to za mało.
O ile Ukraina cały czas powtarza, że jest gotowa do konkretnych rozmów, Moskwa tego zrobić nie może, gdyż w świecie Kremla postulatów Putina się nie negocjuje, tylko je przyjmuje. Dlatego Amerykanie dbają o poufność rozmów. Liczą, że w ten sposób da się dojść do porozumienia, a Putin nie wyjdzie na takiego, który ustępuje.
Jednak poufność pozwala też przedłużać rozmowy. Tymczasem dla Putina przeciągająca się i niszcząca Rosję wojna w Ukrainie nadal jest bardziej korzystna niż pokój, który dałby Ukrainie, nawet bardzo osłabionej, niezależność od Rosji.
Moskwa powtarza więc, że rozmowy wyglądają na długie i żmudne. „Oczekiwanie, że wstępne kontakty trójstronne będą bardzo owocne, byłoby błędem” – opowiada Pieskow.
W czasie tych „żmudnych” rozmów Rosja nie zamierza wstrzymać ostrzału Ukrainy, licząc, że to katastrofa humanitarna w Kijowie zmieni stanowisko delegacji ukraińskiej. Putin ujawnił 26 stycznia, że Moskwa była naciskana, by ostrzał wstrzymać, ale nie może tego zrobić, gdyż broniąca się Ukraina „też” ostrzeliwuje Rosję.
Jednocześnie Kreml liczy na pozytywną odpowiedź Waszyngtonu w sprawie uczestnictwa w Radzie Pokoju Trumpa. Rosja gotowa byłaby do tego przedsięwzięcia przystąpić, gdyby Trump zgodził się odmrozić rosyjskie aktywa zatrzymane w USA. Miliard z tego mógłby pójść na odbudowę Strefy Gazy, a resztę – na odbudowę ziem „zniszczonych przez wojnę”.
Z kremlowskich komunikatów wynika, że Putin oferuje Trumpowi możliwość zarobku na kontraktach na okupowanych ziemiach Ukrainy i tych terenach, z których Amerykanie każą teraz Ukraińcom się wycofać. Jednak – jak zauważa Kreml – do tej pory Amerykanie na tę propozycję nie odpowiedzieli. Dlatego Putina w Radzie Pokoju nie ma.
Przeczytaj także: