Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Prezydent Krzysztof M. został zatrzymany w związku z podejrzeniem przestępstwa korupcyjnego – potwierdził Jacek Dobrzyński, rzecznik prasowy Ministra Koordynatora Służb Specjalnych. Samorządowiec jeszcze dziś może usłyszeć zarzuty w katowickiej prokuraturze
Prezydent Częstochowy Krzysztof M. został w środę (25 lutego) rano zatrzymany przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Jak przekazał Jacek Dobrzyński, akcja CBA odbyła się przed godziną 9, w pobliżu domu samorządowca.
Krzysztof M. jest politycznie związany ze środowiskiem SLD i Nowej Lewicy. Fotel prezydenta Częstochowy zajmuje nieprzerwanie od 16 lat. Wcześniej, przez trzy lata, był posłem na Sejm.
Jak przekazał Dobrzyński, po zatrzymaniu prezydenta „obecnie prowadzone są przeszukania i zabezpieczania dokumentów w kilku miejscach na terenie Częstochowy”. M. jeszcze dziś ma trafić do prokuratury w Katowicach. Prezydent jest podejrzewany o popełnienie przestępstwa korupcyjnego.
Zatrzymanie częstochowskiego samorządowca jest kolejnym takim działaniem funkcjonariuszy CBA na tym terenie. Jak przypomina Michał Hyra na łamach lokalnej „Gazety Wyborczej”, Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało wcześniej byłego wiceprezydenta miasta Bartłomieja S., który wówczas był wicemarszałkiem województwa śląskiego. W październiku 2025 CBA zatrzymało także Łukasza B., przewodniczącego rady miasta.
Centralne Biuro Śledcze podawało wtedy, że w ramach międzywojewódzkiej akcji zatrzymano pięć osób i zabezpieczono m.in. dokumentację księgową związaną z finansowaniem kampanii wyborczej w latach 2023-2024. CBŚ zabezpieczyło wtedy także dokumentację dotyczącą finansowania wydarzeń sportowych przechowywanych w częstochowskim Urzędzie Miasta.
Łukaszowi B. postawiono zarzuty dotyczące m.in. przyjęcie korzyści majątkowych w zamian za pośrednictwo w kontaktach z Bartłomiejem S. oraz za przychylność w podejmowaniu decyzji dotyczących dofinansowania jednego z częstochowskich klubów sportowych. S. z kolei odpowie za przyjmowanie korzyści majątkowych w związku z pełnionymi przez niego funkcjami wicemarszałka województwa śląskiego oraz wiceprezydenta Częstochowy.
Czterech obywateli Białorusi i dwoje Polaków zostało zatrzymanych przez ABW. Usiłowali nielegalnie przerzucić do Rosji, z Polski przez Białoruś, urządzenie służące do produkcji układów scalonych. Może być ono wykorzystywane przy montażu dronów bojowych
18 lutego funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Krajowej Administracji Skarbowej zatrzymali sześć osób: czterech przybywających w Polsce Białorusinów oraz dwójkę Polaków. Są podejrzani o próbę nielegalnego przemytu. Prokuratura postawiła im zarzuty na podstawie tzw. ustawy sankcyjnej, która przeciwdziała wspieraniu agresji Rosji na Ukrainę oraz zawiera przepisy wzmacniające bezpieczeństwo narodowe.
„Przepisy te obejmują m.in. zakaz eksportu urządzeń o znaczeniu strategicznym, które mogą zostać wykorzystane w produkcji technologii wojskowych. Naruszenie przepisów ustawy sankcyjnej jest kwalifikowane jako zbrodnia, za którą grozi kara pozbawienia wolności na czas nie krótszy niż 3 lata” – podkreśliła Prokuratura Krajowa w komunikacie.
Podejrzani zamierzali przemycić do Rosji urządzenie, które służy do produkcji elektronicznych układów scalonych. Obecnie w Rosji takie urządzenia są używane do montażu dronów bojowych. Tak też mogło być w przypadku udaremnionego przemytu.
Chodziło prawdopodobnie o przemyt maszyny do produkcji tzw. chipów – półprzewodników niezbędnych w nowoczesnych systemach obronnych. W dronach bojowych odpowiadają one zarówno za nawigację GPS, sterowanie lotem, naprowadzanie na cel, jak i za komunikację czy przetwarzanie obrazu z kamer.
Jak twierdzi ABW, zatrzymanie siatki przemytników spowodowało „zakłócenia ciągu dostaw sprzętu militarnego dla wojsk Federacji Rosyjskiej, operujących na obszarze wschodniej Ukrainy”.
W trakcie akcji służby zabezpieczyły też gotówkę w różnych walutach, o łącznej wartości około 400 tysięcy złotych.
20 lutego 2026 r. Sąd Rejonowy dla Łodzi-Śródmieścia aresztował trzech zatrzymanych na trzy miesiące. Pozostałe osoby objęto innymi środkami zapobiegawczymi. Orzeczono wobec nich policyjny dozór, poręczenie majątkowe oraz zakaz opuszczania kraju.
To już kolejne zatrzymanie, związane z bezpieczeństwem państwa w kontekście trwającej wojny rosyjsko-ukraińskiej. Rosja organizuje w Polsce akcje sabotażowe i dywersyjne. Nasze państwo służy także do przerzutu nielegalnego sprzętu do Rosji oraz nielegalnych pieniędzy, między innymi służących Rosji do finansowania swoich akcji w państwach Unii Europejskiej. Zaś werbowani na potrzeby jednorazowych operacji szpiedzy prowadzą rozpoznania obiektów strategicznych i militarnych w Polsce.
Do końca października 2025 r. funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymali łącznie 55 osób działających na szkodę Polski na zlecenie rosyjskiego wywiadu.
Przeczytaj także:
Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych przyjęło rezolucję popierającą Ukrainę, broniącą jej granic międzynarodowych i wyrażającą zaniepokojenie nasileniem rosyjskich ataków na ludność cywilną i krytyczną infrastrukturę energetyczną. Rosja głosowała przeciw, USA i Chiny wstrzymały się od głosu
Zgromadzenie przyjęło 24 lutego rezolucję w sprawie trwałego i sprawiedliwego pokoju w Ukrainie stosunkiem głosów 107 do 12. Nie jest ona prawnie wiążąca, ale ma znaczenie polityczne. Uznaje się ją za test solidarności z Ukrainą w czwartą rocznicę pełnoskalowej rosyjskiej inwazji.
Przeciw rezolucji głosowały Rosja, a także m.in. Białoruś i Sudan. 51 krajów wstrzymało się od głosu, w tym Chiny, Kazachstan i USA.
Były wysłannik USA do spraw Ukrainy gen. Keith Kellogg gorzko skomentował to na X „Wstrzymujemy się od głosu poparcia dla Ukrainy. Kto by pomyślał”.
Przedstawicielka USA Tammy Bruce wyjaśniła, że chociaż Waszyngton z zadowoleniem przyjął apel o natychmiastowe zawieszenie broni, w rezolucji znalazły się sformułowania, które prawdopodobnie odciągną uwagę od trwających negocjacji, „zamiast wspierać dyskusję na temat pełnego zakresu działań dyplomatycznych, które mogą utorować drogę do trwałego pokoju”.
W oświadczeniu złożonym na późniejszym posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa ONZ w sprawie Ukrainy sekretarz generalny ONZ António Guterres stwierdził, że wojna pozostaje „plamą na naszym zbiorowym sumieniu” i ponowił apel o natychmiastowe zawieszenie broni. 15-osobowa Rada Bezpieczeństwa ONZ jest w stanie podjąć żadnych działań w sprawie Ukrainy, ponieważ Rosja ma tam prawo weta.
Amerykanie próbują doprowadzić do zatrzymania wojny, naciskając na Ukrainę, by wycofała się z bronionych swoich terytoriów w Donbasie. Tymczasem Kreml nie zamierza zaprzestać ataków, co Amerykanie zdają się ignorować. Moskwa mnoży warunki pod adresem Ukrainy, domaga się jej pełnego podporządkowania.
Wojna jest dla Rosji gospodarczą i społeczną katastrofą, ale utrzymuje przy życiu reżim Putina. W czwartą rocznicę wojny Kreml zaczął wzywać do mobilizacji przed rzekomym jądrowym zagrożeniem z Zachodu. Oskarżył Wielką Brytanię o próbę zaopatrzenia Ukrainy w brudną bombę. Brytyjczycy i Ukraińcy to zdementowali – nie jest to pierwsza taka rosyjska opowieść uzasadniająca najazd.
Tymczasem Amerykanie najwyraźniej skupiają się na przyszłych korzyściach ze współpracy gospodarczej z Rosją i jej otoczeniem.
CNN ujawniła właśnie, że po listopadowym ukraińskim ataku na terminal rosyjskiego giganta Rosnieft w Noworosyjsku nad Morzem Czarnym USA skierowały na ręce Olhi Stefaniszyny, ambasadorki Ukrainy w Waszyngtonie démarche (oficjalne stanowisko). Departament Stanu zażądał, by Ukraina powstrzymała się od takich ataków, gdyż wpływa to „na amerykańskie inwestycje realizowane przez Kazachstan” (z Noworosyjska korzysta też Kazachstan).
Przeczytaj także:
„Śmierć dyktatorowi” – skandują studenci uczelni w największych miastach kraju
Władze irańskie krwawo stłumiły antyrządowe protesty w pierwszej połowie stycznia. Nie zdusiły jednak społecznego niezadowolenia. Czwarty dzień trwają protesty na irańskich uniwersytetach, a z kilku miejsc dochodzą do nas wieści o siłowym pacyfikowaniu studenckich wystąpień.
We wtorek 24 lutego rzeczniczka rządu Fateme Mohadżerani przyznała, że studenci są wściekli i mają „rany w sercach”. Ale dodała jednocześnie, że rząd stawia czerwoną linię przed atakowaniem symboli religijnych i flagi państwowej. To odpowiedź na zarejestrowane na wideo zdarzenie, gdzie studentki żeńskiej uczelni Al Zahra spaliły państwową flagę. Na irańskiej fladze mamy 22 razy umieszczony napis „Allahu akbar” w języku arabskim. Dla władz teokratycznej republiki spalenie takiego symbolu stanowi poważne wykroczenie.
Protesty wybuchły na uczelniach teherańskich, a także w co najmniej kilku dużych miastach: Meszhedzie, Isfahanie, Szirazie. Na nagraniach z protestów widać tłumy młodych ludzi krzyczących „wolność” czy „śmierć dyktatorowi”.
W kilku miejscach władze podjęły próbę pacyfikacji studenckich protestów. Na niektórych nagraniach widać jak ochotnicze milicje Basidż, część Gwardii Rewolucyjnej, wchodzą w tłum i podejmują walkę ze studentami na Uniwersytecie Nauki i Technologii w Teheranie.
Na razie nie ma informacji o aresztowaniach, ale wielu studentów zostało zawieszonych, a władze uniwersytetów rozważają powrót do nauczania online.
4 stycznia władze zamknęły uniwersytety w całym kraju. Wówczas trwały już rozpoczęte pod koniec grudnia antyrządowe protesty. Władze chciały w ten sposób uniemożliwić studentom gromadzenie się i włączenie w coraz szerszą falę protestów.
W sobotę 21 stycznia część uczelni została ponownie otwarta, a studenci natychmiast odpowiedzieli organizacją pikiet. To pokazuje, że w irańskim społeczeństwie dalej wrze. Wszystko to dzieje się w kontekście groźby amerykańskiego ataku na Iran. W czwartek 26 lutego w Genewie trzeci raz w tym roku spotkają się dyplomatyczne delegacje Iranu i USA, by rozmawiać o ewentualnym porozumieniu dotyczącym m.in irańskiego programu atomowego. Wszystkie informacje, jakie docierają do nas z obu obozów sugerują jednak, że stanowiska obu stron nie zbliżają się. A Trump od początku stycznia grozi Iranowi atakiem. W ostatnich dwóch tygodniach Amerykanie znacznie zwiększyli swoją obecność wojskową w rejonie Bliskiego Wschodu.
Trudno przewidzieć, jak zachowa się Trump. Ale amerykańskie uderzenie w najbliższych dniach lub tygodniach wciąż jest bardzo prawdopodobne.
Przypomnijmy: podczas protestów w styczniu władze ostro wystąpiły przeciwko protestującym Irańczykom. Protesty w niektórych miejscach przybrały agresywną formę, a Iran broni się, że został zaatakowany przez opłacane przez amerykańskie i izraelskie bojówki. Liczne relacje z Iranu jasno jednak pokazują, że znaczną część protestujących stanowli wściekli na swój opresyjny rząd obywatele. Nie znamy dokładnej liczby ofiar śmiertelnych, ale najpewniej należy je liczyć w tysiącach.
Być może mamy więc do czynienia z najtrudniejszym momentem dla władzy w 47-letniej historii Republiki Islamskiej.
Przeczytaj także:
Mimo braku zgody uczelni politycy PiS zorganizowali wiec pod Biblioteką Uniwersytecką we Wrocławiu
Prawo i Sprawiedliwość organizuje cykl spotkań pod hasłem „Zmień nasze zdanie”.
Według zapowiedzi polityków pierwsze spotkanie miało się odbyć 24 lutego 2026 na Uniwersytecie Wrocławskim. Jednak jak poinformowała OKO.press rzeczniczka prasowa uczelni UWr nie wydał zgody na takie spotkanie.
„Władze uczelni nie godzą się na organizację jednostronnych manifestów politycznych. Nie wydały zgody na organizację opisywanej w tekście debaty w jednym z budynków, a konkretnie w Bibliotece Uniwersyteckiej” – informuje OKO.press Katarzyna Górowicz-Maćkiewicz.
„Wypełniając kodeks dobrych praktyk przyjęty przez Fundację Rektorów Polskich (poniżej) władze uczelni podejmując decyzje kierują się odpowiedzialnością, bezstronnością i apolitycznością” – czytamy.
Politycy PiS twiedzą, że to cenzura. Uczelnia uzasadnia decyzję zasadami z „kodeksu dobrych praktyk”.
„Zasada bezstronności w sprawach publicznych. Uczelnia cieszy się przywi- lejem darzonej autorytetem instytucji życia publicznego. Z działaniem uczelni wiąże się wielka odpowiedzialność społeczna. To wymaga, by uczestnicząc w życiu publicznym, a zwłaszcza zabierając głos w doniosłych społecznie sprawach, uczelnia kierowała się bezstronnością i obiektywizmem.
(...) Troska o właściwe miejsce uczelni w życiu publicznym. Mając na uwadze społeczną rangę uczelni, a zarazem właściwą jej apolityczność, rektor z jednej strony zachęca do wrażliwości społecznej pracowników i studentów uczelni, a nawet do aktywnego udziału w życiu publicznym, z drugiej jednak, przestrzegając zasady bezstronności i neutralności politycznej uczelni, chroni ją przed wykorzystaniem jej do celów politycznych.
Wystąpienia polityków oraz debaty polityczne są na terenie uczelni dopuszczalne tylko wtedy, gdy zachowują charakter akademicki (wykłady, seminaria, sesje naukowe, spotkania i debaty).
W szczególności należy unikać szerzenia wszelkich form ksenofobii, narzucania ideologii politycznych czy fundamentalizmu religijnego oraz postaw fanatycznych wykluczających dyskusję. Rektor może wyrazić zgodę na odbywanie na terenie uczelni zebrań o charakterze politycznym, pod warunkiem wszakże, iż korzystanie z pomieszczeń będzie następowało na ogólnych zasadach i nie będzie wiązało uczelni z żadną polityczną opcją. Rektor dokłada starań, aby nie eksponowano poglądów politycznych w czasie zajęć dydaktycznych i nie pozwala na umieszczanie na terenie uczelni haseł lub plakatów o charakterze politycznym, chroni też symbole uczelniane przed takim ich użyciem”. (wyróżnienie – OKO.press)
Cykl spotkań „Zmień nasze zdanie” ma przyciągnąć młodych ludzi do Prawa i Sprawiedliwości. Jego inicjatorami i twarzami są: europosłowie Patryk Jaki i Tobiasz Bocheński oraz poseł i były minister edukacji Przemysław Czarnek.
Akcja jest inspirowana dyskusjami, jakie na amerykańskich campusach organizował zamordowany jesienią 2025 Charlie Kirk. Co prawda, posługiwał się on hasłem „Prove me wrong” (udowodnij, że się mylę / zmień moje zdanie), trudno byłoby jednak znaleźć przypadki, gdy faktycznie ktoś go do czegoś przekonał. Również politycy PiS przychodzą z własną agendą i to oni mają przekonywać studentów do swoich pomysłów, a nie odwrotnie.
Patryk Jaki skomentował odmowę Uniwersytetu Wrocławskiego, zarzucając władzom uczelni cenzurę, dyskryminację i prześladowanie „tylko jednej opcji”.
„Z taką samą dyskryminacją spotkaliśmy się na innych uczelniach, które nie miały żadnych problemów z wpuszczaniem polityków PO. Więc nie tylko łamią prawo dot. swobody wypowiedzi i poglądów na uczelni, ale również stosują dyskryminację w wynajmowaniu sali komercyjnie (każdemu tylko nie nam). Słynna historia jak z drukarzem” – pisze europoseł PiS.
Jak zwracaliśmy już uwagę w OKO.press, w Prawie o szkolnictwie wyższym oraz w statutach uczelni wyższych podkreśla się, że spotkania, jakie odbywają się na uniwersytetach mają być organizowane przez osoby należące do wspólnoty uniwersytetu. Chodzi bowiem o promowanie oddolnej działalności studentów i pracowników naukowych.
Tymczasem akcja „Zmień nasze zdanie” to akcja konkretnej partii politycznej – ogłaszana przez jej czołowych polityków na konferencjach prasowych tej partii. Również jej tematyka została z góry określona przez polityków PiS: „Chcemy zachęcić ją do poważnej dyskusji o przyszłości naszej ojczyzny w UE oraz wobec globalnych wyzwań”.
Przeczytaj także: