0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

17:15 21-01-2026

Prawa autorskie: Fot - autorzy AFPFot - autorzy AFP

22 stycznia: w Davos i w Moskwie rozmowy o Ukrainie na najwyższym szczeblu

Prezydent Zełenski spotka się z Donaldem Trumpem w Davos, a Putin przyjmie w Moskwie osobistych wysłanników Trumpa. Taki jest oficjalny plan na czwartek 22 stycznia

Co się stało?

Amerykański negocjator, biznesmen Steve Witkoff ogłosił 21 stycznia, że umowa w sprawie zakończenia wojny jest uzgodniona z Ukraińcami „więcej niż w 90 procentach” a „wszystkie strony konfliktu ukraińskiego są zaangażowane w proces negocjacji i są zainteresowane osiągnięciem porozumienia pokojowego”.

Występujący na forum w Davos prezydent Trump zapowiedział spotkanie z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim. Ten specjalnie przyleci 22 stycznia do Szwajcarii z ostrzeliwanego przez Putina i pogrążonego w ciemnościach i chłodzie Kijowa. Jednocześnie Rosjanie zgodzili się na przyjazd do Moskwy wysłanników Trumpa – Witkoffa i zięcia prezydenta Kushnera. Putin przyjmie ich 22 stycznia (termin został podany 21 stycznia – wcześniej przez cały styczeń nie udawało się go ustalić).

Wcześniej z Witkoffem i Kushnerem rozmawiał w Davos wysłannik Putina Dmitriew. Amerykanie kolejny raz ogłosili „znaczący postęp w negocjacjach”. Dmitriew wyraził zaś satysfakcję z efektów rozmów i pochwalił Amerykanów, że „coraz lepiej rozumieją stanowisko Rosji”.

Podczas swojego przemówienia, Trump zapewniał, że zarówno Putin, jak i Zełenski chcą zawrzeć układ.

Jaki jest kontekst?

Do tej pory wywodzący się ze świata biznesu negocjatorzy Trumpa nie odkryli, że stawką wojny nie jest Donbas ani korzystne kontrakty handlowe dla najbliższych współpracowników Putina. Kontrola Ukrainy i powrót do Europy Środkowej jest esencją projektu politycznego Putina. Nie może więc on z własnej woli wojny zatrzymać – co widać jasno z całej oficjalnej narracji Kremla.

Amerykanie z Europejczykami i Ukraińcami od listopada negocjują konkretny 20-punktowy plan pokojowy dla Ukrainy. Zakłada on znaczące ustępstwa, w tym terytorialne, Ukrainy na rzecz Rosji. Ale daje też Ukrainie gwarancje bezpieczeństwa przed ponownym najazdem Rosji. Pozwala jej przetrwać i żyć osobno od Rosji.

Plan ten był omawiany w rezydencji Trumpa z udziałem prezydenta Zełenskiego na Florydzie 28 grudnia. Nierozstrzygniętymi szczegółami miały się następnie zająć grupy amerykańskich i ukraińskich ekspertów. Tak się jednak nie stało, m.in. dlatego, że wyznaczeni do tego przez Trumpa wysocy urzędnicy Białego Domu zostali oddelegowani do spraw Wenezueli. Następnie Trump zajął się Grenlandią. I to ona była głównym tematem rozmów na forum w Davos – mimo że Ukraińscy sygnalizowali, że gotowi są podpisać porozumienie, a Europejczycy szykowali się tam do rozmów o bezpieczeństwie Ukrainy.

Wydawało się, że Ukraina w ogóle spadla z agendy. Tak jednak nie jest – bo 22 stycznia dojdzie do dwóch spotkań.

Kreml nie zgadza się na gwarancje dla Ukrainie

Kreml cały czas powtarza, że formalnie nie zna żadnych ustaleń, jakie porobili Amerykanie z Ukraińcami. Aby nie zniechęcić Trumpa, Kreml nazywał jego plan na przemian „nienadającym się do przyjęcia planem Zełenskiego” oraz „planem zepsutym przez Europejczyków”.

Jednocześnie Rosja ogłasza, że nie zamierza zgadzać się na gwarancje dla Ukrainy – gotowa jest natomiast rozmawiać o gwarancjach dla Rosji. Polegać one mają na oddaniu Ukrainy pod zarząd Rosji i wycofaniu wojsk NATO z wschodniej flanki.

Doprecyzował to 20 stycznia na dorocznej konferencji prasowej szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow. Cytował żądania Putina z 2007 i 2021 r. Poza powtarzanymi już warunkami (oddanie Rosji niezdobytych przez nią przez cztery lata terenów Ukrainy, zmiana prawa tak, by spełniało oczekiwania Moskwy, umożliwienie działania siłom prorosyjskim i prorosyjskiej propagandzie) Ławrow dodał jasny warunek: nie ma mowy o porozumieniu z obecnymi władzami Ukrainy. Mają ustąpić, a Rosja chce mieć wpływ na wybór następców.

Przeczytaj także:

Pilne narady na Kremlu

Gdy Ławrow powtarzał znane od 2021 roku warunki Putina dla Ukrainy, ten zwołał swoich najbliższych współpracowników (tzw. Radę Bezpieczeństwa) na – jak podano w oficjalnym komunikacie – rozmowę o „wielobiegunowym świecie”. Co może oznaczać, że tematem obrad 20 stycznia była współpraca z USA. Kolejne spotkanie na tym najwyższym rosyjskim szczycie było planowane na wieczór 21 stycznia, już po rozmowach Dmitriewa z wysłannikami Trumpa.

Pytany o to wszystko rzecznik Putina powiedział, że

„spotkanie przedstawicieli Rosji i USA w Davos miało charakter prywatny, a wszystkie kwestie związane z ugodą ukraińską są objęte tajemnicą”.

Rosja, choć niszczy Ukrainę i głosi, że zaraz ją zniszczy do końca, sama ma ogromne kłopoty – militarne i gospodarcze. Nie chodzi tylko o sankcje. Po podniesieniu podatków, by starczyło na wojnę, skoczyła inflacja, a małe firmy, pozbawione ulg podatkowych, zaczęły ogłaszać, że wkrótce się zamkną. Problem jest tak poważny, że władza ogłosiła 21 stycznia, że Putin zajmie się nim osobiście.

Do wystąpienia Trumpa w Davos Rosja miała ogromną nadzieję na rozpad NATO i zachodniego sojuszu – to ułatwiłoby Putinowi porozumienie „Grenlandia za Ukrainę”. I o tym właśnie mówił 20 stycznia Ławrow. Jednak Trump nieco złagodził swą antyNATOwską retorykę. W Davos powtórzył oskarżenia wobec sojuszników i nadal domagał się Grenlandii. Ale powiedział, że nie użyje w tym celu siły, a NATO jest dla niego ważne. Europejscy sojusznicy wyraźnie się nie ugięli i Ukraina ma za sobą ich siłę.

Przeczytaj także:

Putin będzie więc prawdopodobnie szukał kolejnego pretekstu odsunięcia porozumienia – robi to od roku, kiedy Trump objął władzę w USA i zapowiedział zakończenie wojny w Ukrainie w 24 godziny.

16:36 21-01-2026

Prawa autorskie: Fot. Robert Kowalewski / Agencja Wyborcza.plFot. Robert Kowalews...

Co z reformą KRS? Ustawa w Sejmie, ale weto jest niemal pewne

„Ustawa praworządnościowa” Waldemara Żurka trafiła do Sejmu. Jej przyjęcia chce cały obóz rządzący. Dagmara Pawełczyk-Woicka, szefująca neo-KRS-owi z nominacji Zbigniewa Ziobry projekt nazywa „szaleństwem”, PiS z kolei, że to „gwałt na sprawiedliwości” i „karykatura praworządności”. Obserwujemy procedowanie kolejnego projektu, który trafi prosto do kosza?

Co się wydarzyło?

„Państwo, które nie zapewnia pewności prawa, przestaje być państwem prawa” – komentował Patryk Jaskulski, poseł KO wskazując na konieczność przyjęcia tzw. ustawy praworządnościowej. Rząd jest zgodny; przepisy przyjąć trzeba, bo jak mówił w Sejmie Paweł Śliz w imieniu Polski 2050, „obecny stan prawny to rosyjska ruletka. Obywatele muszą mieć pewność, że rozwój jest ważny, spadek został nabyty skutecznie, a przestępca został skazany prawomocnie”.

Negatywne skutki wadliwych przepisów i wątpliwie powołanych neosędziów boleśnie odczuła para z Giżycka, która rozwiodła się, a kiedy wniosła o podział majątku sędzia Sądu Rejonowego uznał, że nie przeprowadzi podziału, ponieważ o rozwodzie orzekał neo-sędzia. I jego zdaniem ta decyzja nie ma mocy prawnej. Gdyby chaos prawny został uporządkowany, podobnych problemów można byłoby uniknąć.

Spodziewany sprzeciw zgłasza jednak prawica. Dagmara Pawełczyk-Woicka, szefowa KRS-u nominowana na to stanowisko przez swojego kolegę Zbigniewa Ziobrę mówiła w Sejmie, że projekt ustawy jest szaleństwem. „Powiedzieć, że projekt jest alogiczny, niezgodny z Konstytucją, to jakby nic nie powiedzieć. To będzie koniec sądownictwa ”- grzmiała. „Rzeczywistym celem projektu jest zemsta, zemsta i pokazanie społeczeństwu, kto ma władzę (...) Chodzi o wdrukowanie w świadomości sędziów, że mamy władzę i jej nie oddamy” – twierdziła upolityczniając sprawę.

Prawo i Sprawiedliwość złożyło wniosek o odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu. Marcin Warchoł z PiS na mównicy sejmowej krzyczał, że ustawa to „gwałt na sprawiedliwości” i „karykatura praworządności”. Twierdził, że Waldemar Żurek propozycją zmiany w przepisach traktuje sędziów gorzej niż hitlerowców. „Nawet tam nie było usuwania masowo sędziów!” – mówił. „To jest rekord świata, rekord zemsty na demokratycznie wybranych sędziach” – grzmiał polityk PiS. Sprzeciw wyraziła też Konfederacja. Ryszard Wilk uznał, że otworzy drogę do podważania dowolnych powołań sędziowskich w przyszłości.

Przeciwko zmianom, a dokładniej sposobowi ich wprowadzenia, jest również partia Razem, która, powołując się na Helsińską Fundację Praw Człowieka wskazuje, że ustawa narusza art. 180 Konstytucji RP gwarantujący sędziom nieusuwalność ze stanowisk. Projekt ustawy Waldemara Żurka krytykuje też Rzecznik Praw Obywatelskich, który twierdzi, że przepisy są niekonstytucyjne. Minister Żurek twierdzi jednak, że zarzuty te nie mają zastosowania, bowiem neosędziowie nie byli wybrani legalnie.

Jaki jest kontekst?

Po tym, jak 30 grudnia rząd przyjął projekt tzw. ustawy praworządnościowej, przepisy dotyczące uregulowania kwestii neo-sędziów i neo-KRS, trafiły do Sejmu. 21 stycznia odbyło się pierwsze czytanie projektu ustawy, rządowego, „o przywróceniu prawa do niezależnego i bezstronnego sądu ustanowionego na podstawie prawa przez uregulowanie skutków uchwał Krajowej Rady Sądownictwa podjętych w latach 2018-2025”.

To sztandarowy projekt reform Waldemara Żurka, ministra sprawiedliwości.

„Mówimy o destrukcji strukturalnej, która nie była dziełem przypadku, a efektem metodycznych działań prawnych i faktycznych. W efekcie prawo, zamiast być tarczą dla obywatela, stało się elementem demontażu sądownictwa” – mówił w Sejmie minister Żurek. I wskazywał, że „niszczycielskiej presji” poddano Trybunał Konstytucyjny, Sąd Najwyższy czy właśnie Krajową Radę Sądownictwa, która, jak mówił Żurek, jest „grzechem pierworodnym, który zainfekował cały system powołań sędziowych”.

Stąd projekt zmian zaprezentowany w Sejmie. Zakłada on, że:

  • uchwały neo-KRS wydane między 7 marca 2018 a 13 maja 2026 zostaną pozbawione mocy prawnej
  • neosędziowie tracą swoje stanowiska, z wyjątkiem 1,1 tysiąca młodych sędziów, tzw. grupy zielonej
  • Ci, którzy z pomocą neo-KRS awansowali (to ponad tysiąc osób), wrócą na miejsca sprzed awansów, pozostając w dotychczasowych sądach na dwuletnich delegacjach. Będą mogli też przystąpić do konkursu, bez składania wniosku, niejako z automatu
  • orzeczenia neo-KRS mają zostać utrzymane w mocy, ale strony będą mogły wnosić o wznowienie zakończonych postępowań
  • prezydent miałby trzy miesiące czasu na powołanie sędziów na stanowiska z wyjątkiem wyroków

Projekt ustawy popiera część organizacji sędziowskich, w tym sędziowie z Iustitii, którzy sądzą, że dzięki niemu można rozwiązać problem neosędziów szybko. Przeciw są organizacje neosędziów, ale i część prawników wspierających przywracanie praworządności. Zmiany negatywnie oceniła Helsińska Fundacja Praw Człowieka i rzecznik praw obywatelskich Marcin Wiącek. Opowiadają się oni za indywidualną weryfikacją neosędziów zamiast przesądzania ich losu ustawą, co zdaniem RPO i HFPC pogłębi tylko kryzys w sądownictwie.

Z drugiej strony: Polska prawo zmienić musi, bo jak orzekł Europejski Trybunał Praw Człowieka, powołania neosędziów prowadzą do systemowego łamania prawa do sądu. Jak wyliczył minister sprawiedliwości, z powodu chaosu prawnego, Polska zapłaciła już 5,5 miliona złotych kary. I za każdą kolejną przegraną w ETPCz sprawę (a jest ich tam już 1,1 tysiąca), Polska i polscy obywatele będą musieli zapłacić 10 tysięcy euro.

Ustawa musi zyskać przychylność polityków, zostać przegłosowana w Sejmie, Senacie, a potem zostać podpisana przez prezydenta Karola Nawrockiego. Biorąc pod uwagę temperaturę dyskusji już podczas pierwszego czytania, a także wcześniejszych wypowiedzi prezydenta, można wnioskować, że weto jest niemal pewne.

Prezydent w listopadzie zapowiadał własny projekt ustawy. Jak dotąd jednak nie przedstawił szczegółów sprawy.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

15:42 21-01-2026

Prawa autorskie: Photo by Mandel NGAN / AFPPhoto by Mandel NGAN...

Strumień świadomości Donalda Trumpa w Davos. 7 rzeczy, które zapamiętamy

„Tak wiele dajemy, a nie dostajemy w zamian nic. Jeśli podejmiemy decyzję, by użyć siły, nikt nas nie powstrzyma. Ale nie zrobimy tego. Prosimy tylko o coś, co nazywa się Grenlandia. Ten wielki, piękny kawał lodu na Atlantyku. Przecież nie będziemy bronić czegoś, co nie jest nasze” – mówił w Davos Donald Trump.

„Stany Zjednoczone utrzymują na powierzchni cały świat”. 90-minutowe przemówienie prezydenta Donalda Trumpa na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos było niczym smutny stand-up. Smutny, bo Trump lawirował między tematami, raz wyśmiewając europejskich przywódców z Emmanuelem Macronem i Violą Amherd na czele, chwilę wcześniej grożąc Europie zajęciem Grenlandii – ale „po dobroci” i co chwila mieszając ją z Islandią, by za moment zwracać się do amerykańskiego Kongresu, by przyjęli ustawę zakazującą inwestorom kupna domów jednorodzinnych.

I choć Trump skupia ogromną władzę (co zdaje się jego samego bawić), w Davos udowodnił, że nie ma wyraźnego planu i pomysłu ani na zakończenie wojny w Ukrainie, ani na uspokojenie wojennych nastrojów w Europie. Pokazał za to, że interesuje go jedynie „wielkość”, tytuły i zaszczyty. „Gdy Ameryka kwitnie, kwitnie cały świat. Razem z nami idziecie na szczyt i razem z nami spadacie” – mówił do zgromadzonych w Szwajcarii dyplomatów, którzy na końcu nagrodzili go owacjami na stojąco.

Co najbardziej zapamiętamy z tego półtoragodzinnego przemówienia prezydenta USA? Oto siedem momentów, które wprowadziły słuchaczy w największe zaskoczenie i zdumienie.

#1. Dania powinna oddać USA Grenlandię przez wzgląd na II WŚ

Tak. Donald Trump w Davos wprost postawił Europie ultimatum. Powiedział, że mógłby Grenlandię wziąć siłą – ale tego nie zrobi. Grzecznie jednak o tę lodową wyspę prosi.

„Każdy z sojuszników NATO ma obowiązek chronić własnego terytorium. Ale żaden kraj nie ma możliwości, by Grenlandię obronić. Tylko Stany Zjednoczone” – powiedział. I uznał, że Grenlandia USA się należy, ponieważ ... Dania jest niewdzięczna Stanom za pomoc podczas drugiej Wojny Światowej. Donald Trump twierdził, że Dania podczas Wojny skapitulowała po sześciu godzinach (co nie jest prawdą) i że gdyby nie USA, „wszyscy mówilibyśmy po niemiecku i może trochę po japońsku”.

„Jaka Dania jest niewdzięczna! Jacy my byliśmy głupi, że im ją wtedy, po II Wojnie Światowej po prostu oddaliśmy” – twierdził Donald Trump twierdząc, że Grenlandia jest terytorium amerykańskim, do Ameryki geograficznie należy i że wojska amerykańskie nie będą bronić „tego wielkiego, pięknego kawału lodu na Atlantyku” bez aktu własności.

Trump chce być tym, który powiększy terytorium USA. Za pomocą Grenlandii właśnie. Zdaje się, że właśnie ta wielkość i chęć powiększania zasięgów Ameryki są tutaj najistotniejsze. Bo to nie Grenalndia sama w sobie jest ważna – zwłaszcza, że Donald Trump po wielokroć mylił ją z Islandią.

#2. „Tak wiele dajemy, a tak mało dostajemy”

Donald Trump w Davos snuł wizję Ameryki jako kraju, który dla państw NATO robi wszystko, a one – nic. Publicznie twierdził, że nie ma pewności, by państwa Europy przybyły USA na pomoc, wyraźnie zapominając np. o misjach w Iraku i Afganistanie.

Prezydent, choć nie wprost, postawił ultimatum: albo akt własności Grenlandii, albo pomoc Ukrainie drastycznie się ograniczy. Snuł przy tym plany dotyczące budowy złotej kopuły na terytorium Grenlandii, co rusz wskazując kolejne kraje, które „nie są wdzięczne”, jak np. Kanada. I dodał, że jeśli Grenlandia trafi w ręce USA – docenią to. A jeśli nie – Stany to „zapamiętają”.

#3. Rozmowy telefoniczne z Putinem. I spotkanie z Zełeńskim?

„To głupki” – tak Donald Trump określił przywódców Rosji i Ukrainy. Twierdził, że sądził, iż temat tej wojny zamknie w ciągu godzin, a sprawa nienaturalnie się przeciąga, choć obydwie strony są skore do porozumienia. „Pracuję nad tą wojną od roku. W międzyczasie zakończyłem osiem innych wojen. Nawet Władimir Putin do mnie zadzwonił i wyraził podziw, że udaje mi się rozwiązywać konflikty zbrojne lepiej, niż jemu” – chwalił się.

Dodał też, że NATO musi popracować nad Ukrainą, bo on sam i Ameryka z tą wojną nie mają nic wspólnego. Jednocześnie zapowiedział, że dzięki niemu III Wojny Światowej na świecie nie będzie. Trump ogłosił, że jeszcze w środę ma umówioną rozmowę w Szwajcarii z prezydentem Ukrainy, co wprawiło wielu w osłupienie, bowiem Wołodymyr Zełeński nie potwierdził swojej obecności w Davos. Ostatecznie, już po wystąpieniu Trumpa okazało się, że prezydent Ukrainy przyleci do Szwajcarii w czwartek. I odbędzie rozmowę z prezydentem USA tuż przed tym, jak jego wysłannicy pojadą do Moskwy, by porozmawiać z Władimirem Putinem.

#4. Żarty z europejskich przywódców

Donald Trump w sposób skandaliczny opisywał swoje rozmowy z europejskimi przywódcami. Jego celem stali się liderzy Szwajcarii i Francji. Emmanuel Macron, który w Davos krytykował nałożenie ceł na osiem krajów europejskich sprzeciwiających się proponowanemu przejęciu Grenlandii przez Waszyngton, a wcześniej negatywnie opiniował pomysł przejęcia wyspy przez USA, był przedrzeźniany przez Trumpa. Prezydent USA żartował m.in. z faktu, iż Francuz podczas przemówienia miał na sobie okulary przeciwsłoneczne (co najpewniej było podyktowane kwestiami zdrowotnymi). „Pewnie się zdziwicie, ale ja go właściwie lubię” – rzucał podczas przemówienia.

Potem wyśmiewał byłą prezydentkę Szwajcarii. Trump ani raz nie wymienił nazwiska Violi Amherd; nie wiedział nawet, czy jest prezydentką, czy premierką. „Dzwoniła jakaś kobieta” – określał ją. I parodiował jej głos opowiadając o negocjacjach dot. niepodnoszenia cła na Szwajcarię.

#5. Walka z zieloną transformacją

„Kocham Europę i chcę, żeby w Europie było dobrze, ale ta nie idzie w dobrym kierunku” – mówił w Davos Donald Trump. Prezydent USA wprost wyśmiewał fundamenty tzw. zielonej transformacji. Twierdził np., że im więcej w kraju jest wiatraków, tym kraj gorzej przędzie. Że USA, zamiast tracić pieniądze na wiatraki, usuwa je.

Odwoływał się też do Chin mówiąc, że Ci „masowo produkują wiatraki, ale ich nie używają, tylko sprzedają głupkom, głupim ludziom” – mówił w Szwajcarii Trump. Tymczasem Chiny są liderem zielonej transformacji, a jak wskazuje portal Globeneregia, nawet 86% nowo zainstalowanej mocy pochodzi tam z OZE. Energetyka wiatrowa jest jednym z fundamentów transformacji energetyki w Chinach.

#6. Dla Amerykanów o Ameryce

W gruncie rzeczy 90-minutowe wystąpienie Trumpa było skierowane do jego wyborców. Donald Trump snuł wizję Ameryki jako kraju płynącego mlekiem i miodem, żyjącym w prawdziwym dobrobycie. Przez kolejne minuty opowiadał o niskiej inflacji i wysokim wzroście ekonomicznym twierdząc, że takiej zmiany i postępu do tej pory „nie widział żaden kraj”. Przypisywał sobie sukcesy dotyczące niskiej inflacji i prosperity będące efektem wzrostu ceł na, jak mówił, „obce kraje, które muszą zapłacić za szkody, jakich dokonały”.

Jednocześnie zadłużenie USA jest gigantyczne – ale o tym Trump nie zająknął się wcale. Krytykował za to media, brnął w historię o sfałszowanych wyborach w 2020 zapowiadając dla urzędników więzienie. Wzywał też Kongres do przyjęcia zakazu dla budowy domów jednorodzinnych.

#7. Co z Radą Pokoju?

W Davos, w czwartek 22 stycznia, ma dojść do ceremonii podpisania powołania Rady Pokoju, o której szerzej pisał dla OKO.press Jakub Szymczak.

Przeczytaj także:

Zasiadania w Radzie Pokoju, budowanej jako alternatywa dla ONZ już odmówiły Francja, Norwegia czy Szwecja. Decyzji Polski co do zasiadania w radzie – obok przywódców Węgier, Izraela, Białorusi czy Rosji, jeszcze nie ma.

14:50 21-01-2026

Prawa autorskie: Fot. Państwowa Służba ds. Sytuacji Nadzwyczajnych UkrainyFot. Państwowa Służb...

Zełenski: prawie 60 proc. Kijowa nie ma prądu

Według stanu na środę rano, 21 stycznia, około 4000 budynków w Kijowie pozostaje bez ogrzewania, a prawie 60 proc. ukraińskiej stolicy jest bez energii elektrycznej. W Kijowie mieszka ok. 3,5 mln ludzi.

Co się wydarzyło?

O sytuacji ostrzeliwanego przez Rosję kraju poinformował koło południa prezydent Ukrainy. Był wtedy po spotkaniu dotyczącym sytuacji w ukraińskim systemie energetycznym. Najtrudniejsza sytuacja pozostaje w Kijowie i obwodzie kijowskim, Charkowie i obwodzie charkowskim, Sumach, Czernihowie i obwodzie czernihowskim, Dniprze.

„Ekipy remontowe i Państwowa Służba ds. Sytuacji Nadzwyczajnych Ukrainy, pracownicy przedsiębiorstw energetycznych i służb komunalnych są zaangażowani w maksymalnym stopniu” – zapewnił Zełenski. Dodał, że nie zgadza się z raportami władz miejskich, że zaangażowane siły są wystarczające, ale potrzeba czasu. „Potrzebne są dodatkowe środki, dodatkowe zaangażowanie zasobów” – utrzymuje ukraiński prezydent. Dodał, że rozmawiał z przedstawicielami rządu i Ukrenergo – państwowego operatora systemu przesyłowego energii elektrycznej na temat tego, co jest niezbędne do przyspieszenia napraw sieci i podstacji.

„Ministerstwo Spraw Wewnętrznych poinformowało o rozmieszczeniu i wykorzystaniu punktów wsparcia i ogrzewania oraz o przygotowaniu ciepłych posiłków dla ludzi. Ważne jest, aby zapewnić działanie stacji bazowych i łączności komórkowej” – kontynuował Zełenski.

Zaznaczył, że premier i minister obrony sprawdzą wszystkie informacje dotyczące mobilizacji do armii pracowników przedsiębiorstw energetycznych i komunalnych zgłoszonych jako niezbędni do likwidacji skutków rosyjskich ataków i sytuacji nadzwyczajnej.

„W przypadku takich przedsiębiorstw wszyscy pracownicy są formalnie uznani jako niezbędni i nie podlegają mobilizacji” – poinformował Zełenski. „Nie można więc uzasadniać braku skutecznej reakcji na miejscu niedoborem kadr – miasta mają zasoby, aby zatrudnić ludzi do pracy”.

Zełenski też dodał, że oczekuje osobnych raportów rządowych urzędników na temat programów wsparcia dla Ukraińców i przedsiębiorstw w sytuacji nadzwyczajnej. „Potrzebne są działania, które realnie pomogą ludziom i pozwolą ustabilizować sytuację” – mówił prezydent Ukrainy.

Zaznaczył, że dziś będą również spotkania z partnerami, którzy mogą zapewnić krajowi dodatkowe wsparcie. „Priorytety są oczywiste dla wszystkich: rakiety dla obrony przeciwlotniczej, sprzęt dla energetyki, jak najszybsze wykonanie wszystkich niezbędnych prac. Dziękuję wszystkim, którzy pomagają!”

Jaki jest kontekst?

Po rosyjskich atakach z 8 na 9 stycznia Ukraińcy żyją w trybie awaryjnych przerw w dostawie prądu. W związku z tym nie ma ogrzewania i dostaw wody. Najtrudniejsza sytuacja jest w stolicy Ukrainy, w której mieszka ok. 3,5 mln ludzi.

Ukraińskim służbom udało się minimalnie ustabilizować sytuację i częściowo przywrócić dostawy prądu na parę godzin dziennie, ale Rosjanie znowu uderzyli. W nocy na 20 stycznia przeprowadzili zmasowany atak rakietowy (do którego wykorzystali m.in. pociski balistyczne) na obiekty infrastruktury krytycznej.

„Po tym ataku na stolicę bez ogrzewania pozostało 5635 wielopiętrowych budynków. Prawie 80 proc. z nich to domy, do których od 9 stycznia przywrócono dostawy ciepła” – mówił Witalij Kłyczko, prezydent Kijowa. Według stanu na wieczór 19 stycznia tylko 16 spośród sześciu tysięcy domów pozostawało bez ogrzewania.

W komentarzu dla „The Times” Kłyczko powiedział, że w styczniu stolicę opuściło 600 tysięcy osób.

Przeczytaj także:

Od czterech lat pełnoskalowej wojny Rosja wciąż nie może podbić Ukrainy na polu walki. Niszcząc ukraiński system energetyczny podczas mrozów (atakując ostatnio zwłaszcza obiekty zapewniające ogrzewanie i dostawy wody), chce doprowadzić do kryzysu humanitarnego. Działania Federacji Rosyjskiej są celowe, a rosyjska propaganda się nimi szczyci.

Według Służby Bezpieczeństwa Ukrainy od początku tegorocznego sezonu grzewczego SBU udokumentowało 256 ataków powietrznych Federacji Rosyjskiej na obiekty energetyczne i systemy ciepłownicze Ukrainy. Od początku października 2025 roku do chwili obecnej agresorzy celowo zaatakowali 11 elektrowni wodnych i 45 największych ukraińskich elektrociepłowni.

Obecnie system energetyczny Ukrainy znajduje się w najgorszym stanie od prawie czterech lat wojny. Składa się na to kilka czynników: nasilenie rosyjskich ataków, znaczny spadek temperatury (jest to najsurowsza zima od 20 lat w Ukrainie) oraz wzrost awaryjności obiektów energetycznych. Rosjanie atakują ukraińskie obiekty energetyczne od 2022 roku. Niektóre były kilkakrotnie naprawiane. Kończą się też części zamienne.

„Jeśli naprawiamy te same obiekty kilka razy, a nawet kilkadziesiąt razy, to w końcu pozostaje tylko łata na łacie i prawie nie ma co naprawiać. Niska temperatura, złe warunki pogodowe również zwiększają awaryjność.

Nie należy też zapominać, że większość sieci i systemów jest zużyta. Zużycie to zwiększa ciągłe włączanie i wyłączanie urządzeń w celu realizacji harmonogramów stabilizacji i ograniczeń mocy. Żywotność całego sprzętu, całej automatyki bardzo szybko się wyczerpuje, gdy jest on ciągle włączany i wyłączany” – wyjaśnia w tekście dla ukraińskiego portalu hromadske Hennadij Riabcew, ekspert ds. energetyki i profesor Kijowsko-Mohylańskiej Szkoły Zarządzania.

Jak podaje hromadske, 16 stycznia prezydent Zełenski po raz pierwszy podał dane dotyczące deficytu energii elektrycznej w Ukrainie. Zapotrzebowanie kraju na energię w zimnych warunkach wynosi 18 GW na godzinę, a możliwości ukraińskiej generacji — tylko 11 GW.

Przeczytaj także:

***

Trwa polska zbiórka na generatory prądu dla Kijowa, w ciągu kilku dni uzbierano już ponad 5 mln zł – pieniądze można wpłacić TUTAJ.

Przeczytaj także:

12:42 21-01-2026

Prawa autorskie: fot. Jakub Wlodek / Agencja Wyborcza.plfot. Jakub Wlodek / ...

Umowa UE-Mercosur zamrożona na 2 lata. Europarlament wysłał ja do TSUE

Zaledwie 10 głosami przewagi Europarlament skierował umowę do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Co sprawia, że jej procedowanie zostaje zamrożone. I to przynajmniej na dwa lata.

Co się wydarzyło?

W środę (21 stycznia 2026) posłowie z Parlamentu Europejskiego zagłosowali w Strasburgu nad skierowaniem umowy UE z Mercosurem do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Chcą, by Trybunał sprawdził, czy ta jest zgodna z prawem unijnym.

Wątpliwości wzbudza bowiem podział umowy z krajami Mercosuru na dwie części: handlową, która nie wymaga ratyfikacji przez państwa UE i polityczną. Politycy przeciwni umowie twierdzą, że Komisja Europejska próbuje w ten sposób przepchnąć umowę tylnymi drzwiami.

Wniosek przeszedł raptem 10 głosami. Za głosowało 334 europosłów, przeciw 324. 11 osób wstrzymało się od głosu.

Autorem rezolucji przyjętej przez PE jest grupa 150 europosłów. Wśród nich są parlamentarzyści z Koalicji Obywatelskiej i PSL.

Decyzja eurodeputowanych oznacza, że wdrażanie umowy zostaje zamrożone – i to nawet na dwa lata, bo tyle trwa procedowanie wniosków w TSUE. „Parlament Europejski będzie kontynuował analizę tekstów, oczekując na opinię Trybunału Sprawiedliwości UE. Dopiero po jej otrzymaniu Parlament będzie mógł wyrazić zgodę na umowę (lub nie)” – czytamy w komunikacie prasowym europarlamentu.

Decyzja PE i skierowanie wniosku dalej jest procedurą bardzo rzadką – dotąd parlamentarzyści skorzystali z niej raptem cztery razy w historii. Jedną z tych spraw była Konwencja Stambulska i przystąpienie do niej Unii Europejskiej, czemu sprzeciwiały się Polska i Węgry.

Jaki jest kontekst?

Umowa handlowa między Unią Europejską a krajami Mercosuru miała znieść cła na 91 procent produktów w wymianie handlowej, w tym cła na samochody, ubrania, obuwie, wino i napoje alkoholowe. Mercosur zgodził się też na obniżenie lub zniesienie ceł na unijne produkty rolne wysyłane do obszaru Mercosur – obecnie cła sięgają 55 proc.

Jak pisał na łamach OKO.press Marcel Wandas, według Komisji Europejskiej umowa to czysty zysk, bo rozwijająca się klasa średnia w Ameryce Łacińskiej docenia jakościowe produkty z Unii. W krajach członkowskich południowoamerykańskiej wspólnoty gospodarczej nie będzie można też podrabiać chronionych unijnym prawem wyrobów europejskich serowarów czy wędliniarzy.

Przeczytaj także:

Najistotniejsze jest jednak wprowadzenie kontyngentów, czyli rocznych limitów importu z krajów Mercosuru, do których będziemy dochodzić stopniowo przez 5 do 10 lat.

Najważniejsze z objętych nimi produktów to:

  • wołowina: 99 tys. ton rocznie z 6-letnim okresem przejściowym i końcowym cłem 7,5 proc.,
  • drób: 180 tys. ton po 5 latach, bez cła,
  • ser: 30 tys. ton, cło zdejmowane stopniowo przez 10 lat aż do osiągnięcia zera procent,
  • kukurydza i sorgo, czyli ważne składniki pasz: ilość 1 mln ton osiągnięta po 5 latach obowiązywania umowy, bez cła.

Liczby te mogą robić wrażenie, ale nie wytrzymują zderzenia z możliwościami europejskiego rolnictwa. Roczna produkcja wołowiny w UE wynosi ponad 6 mln ton, drobiu – ponad 13 mln ton, sera – ponad 10 mln ton, samej kukurydzy – 60 mln ton, sorgo – ponad milion ton. Import tych towarów w ustalonych kontyngentach w żadnym stopniu nie zagrozi europejskim producentom żywności.

Kontyngenty z krajów Mercosur nie mogą również znacząco wpłynąć na polski rynek. Nasz kraj odpowiada za roczną produkcję ponad 500 tys. ton żywca wołowego, ponad 3 mln ton drobiu, niemal miliona ton sera i ponad 10 mln ton kukurydzy. W każdym z tych przypadków plasujemy się europejskiej czołówce.

Mówiąc wprost: import z Argentyny, Paragwaju, Urugwaju i Brazylii rozpłynie się jak kropla w morzu wspólnego rynku 27 unijnych państw. Ale rolnicy w całej Europie od tygodni protestując przeciwko jej ratyfikacji.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także: