Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Liderzy Zachodu, a także Indie pogratulowały już Donaldowi Trumpowi. Z ostroznym dyplomatycznym komentarzem pospieszyły Chiny. A Rosja ogłasza, że najprawdopodobniej gratulacji nie złoży
Ostateczne wyniki wyborów w USA nie są jeszcze znane, ale właśnie rozegrała się pierwsza potyczka między Ukrainą a Rosją o nowego prezydenta USA.
Wołodymyr Zełenski złożył Donaldowi Trumpowi gratulacje jako jeden z pierwszych. „Liczymy na stałe, silne, ponadpartyjne poparcie dla Ukrainy w Stanach Zjednoczonych” – napisał na Twitterze. Znacząco zaznaczył też: „Doceniam zaangażowanie prezydenta Trumpa w sprawach globalnych w podejście »pokój przez siłę« w sprawach globalnych”.To jest właśnie zasada, która może praktycznie przybliżyć sprawiedliwy pokój na Ukrainie”.
Zełenski pokazuje nowej administracji, że „silny prezydent USA” może postawić się Rosji. I może to zrobić skutecznie.
Tymczasem Kreml obrał inną strategię: ogłosił, że „ Stany Zjednoczone to nieprzyjazny kraj, który jest bezpośrednio i pośrednio zaangażowany w wojnę z Rosją”, w związku z tym nie wiadomo, czy Putin pogratuluje Trumpowi zwycięstwa w wyborach.
„Reakcja prezydenta, cóż, nic nie mogę powiedzieć. Tak, stwierdzamy, bierzemy pod uwagę dane, które napływają z Waszyngtonu” – tak rzecznik Putina Pieskow odpowiedział na pytanie o pierwszą reakcję Putina na przebieg wyborów prezydenckich w USA. „Kreml wyciągnie wnioski na temat prezydentury Trumpa na podstawie jego pierwszych wypowiedzi w kontekście Rosji i konkretnych kroków”.
Dopiero po południu naszego czasu oficjalny komunikat wydało rosyjskie MSZ: „Rosja będzie współpracować z nową administracją, stanowczo broniąc rosyjskich interesów narodowych i skupiając się na osiągnięciu wszystkich celów specjalnej operacji wojskowej. Nasze warunki pozostają niezmienione i są dobrze znane w Waszyngtonie”.
W amerykańskiej kampanii wyborczej Kreml wyraźnie sympatyzował z Trumpem. Liczył, że ten jako prezydent wycofa się z popierania Ukrainy w jej wojnie obronnej z Rosją i jako „człowiek interesu” dogada się z Putinem w sprawie podziału wpływów w Europie. Propaganda obiecywała, że dzięki zwycięstwu Trumpa poprawi się sytuacjia Rosji.
Jednak z czasem, kiedy Trump zaczął — w roli „silnego człowieka” – opowiadać, jak to rozprawi się z Putinem, gdy ten go nie posłucha, entuzjazm Kremla zaczął do kandydata Republikanów słabnąć. Putin wyraźnie stawiał na to, że wybory w USA nie będą w jasny sposób rozstrzygnięte, jednak ze stron nie uzna wyników, a cały kraj pogrąży się w zamieszkach i chaosie. A zatem przestanie się interesować światem. Gładkie zwycięstwo Trumpa ten scenariusz burzy.
Zaraz po ogłoszeniu przez Trumpa, że najprawdopodobniej wygrał, propaganda Kremla przypomniała tymczasem najbardziej niepokojące („uderzające”) wypowiedzi Trumpa w sprawie Rosji:
W to ostatnie zapewnienie propaganda Kremla nie wierzy: Dmitrij Miedwiediew napisał 3 listopada w Telegramie, że wojny nie da się skończyć w dobę, a jeśli Trump będzie próbował, może go czekać los prezydenta Kennedy'ego (czyli zabójstwo). Bo Trump stawiający się w pozycji przełożonego Putina nie jest dla Kremla do zaakceptowania.
Tak więc Kreml jest teraz w wyraźnej kropce, a Ukraina walczy.
Moskwa zapowiada ważne wystąpienie Putina na jutro, 7 listopada. Planowane bylo od dawna w ramach tzw. Klubu Wałdajskiego.
Przeczytaj także: