Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
W czwartek 5 listopada na pokładach co najmniej piętnastu samolotów pasażerskich w Europie zgłoszono alarmy bombowe. Do takiej samej sytuacji doszło także 2 i 3 listopada.
Według informacji zebranych przez Sky News i CBS News w czwartek 5 listopada alarmy bombowe dotyczyły co najmniej 15 samolotów pasażerskich w Europie. Zgłoszenia dotyczyły następujących połączeń:
Ponadto cztery samoloty lecące do Pragi otrzymały ostrzeżenia o możliwych ładunkach wybuchowych na pokładzie. Czeska policja oceniła groźby jako mało wiarygodne, ale i tak przeprowadzono kontrole pirotechniczne wszystkich maszyn. Nie znaleziono materiałów wybuchowych.
Tymczasem były europoseł PiS, a obecnie doradca społeczny prezydenta Karola Nawrockiego Jacek Saryusz-Wolski poinformował w mediach społecznościowych, że alarm bombowy zgłoszono też w samolocie, którym w czwartek 5 listopada do Polski leci przewodnicząca Parlamentu Europejskiego Roberta Metsola. Nie wskazał, skąd posiada taką informację.
„Sytuacja dotycząca TK [Trybunału Konstytucyjnego – red.] musi być z perspektywy Brukseli ustrojowo i „konstytucyjnie” poważna, skoro na pokładzie samolotu LOT z Brukseli do Warszawy, opóźnionego o godzinę z powodu alarmu bombowego, Przewodniczącej Parlamentu Europejskiego Roberty Metsoli, lecącej do Warszawy m. in. na spotkanie z Panem Prezydentem Karolem Nawrockim oraz Premierem, towarzyszy szef Komisji Konstytucyjnej PE Sven Simon” – napisał Saryusz-Wolski.
Lot Metsoli, która miała się spotkać z premierem Donaldem Tuskiem dziś o 16, jest faktycznie opóźniony o półtorej godziny, ale służby prasowe Parlamentu Europejskiego nie potwierdzają, że na pokładzie zgłoszono alarm bombowy. OKO.press wysłało zapytanie w tej sprawie do Polskich Linii Lotniczych. Polski przewoźnik poinformował, że nie było alarmu bombowego dot. tego lotu, a opóźnienie wynikało z „konieczności przeprowadzenia stosownych procedur po przylocie samolotu do Brukseli”.
Do podobnych incydentów dochodziło już wcześniej w tym tygodniu. We wtorek 3 listopada alarmy bombowe dotyczyły co najmniej siedmiu samolotów w Europie: dwóch samolotów lecących do Warszawy, dwóch do Sofii, dwóch do Rzymu oraz jednego na lotnisko w Murcji w Hiszpanii. Dzień wcześniej podobną groźbę otrzymał jeszcze jeden samolot lecący do Sofii.
Jak informowała Interia we wtorek alarmy bombowe doprowadziły do interwencji służb na dwóch warszawskich lotniskach – w Modlinie i na Lotnisku Chopina.
Na lotnisku Warszawa-Modlin o godz. 10:01 nieplanowo wylądował Boeing 737 MAX Polskich Linii Lotniczych LOT wykonujący rejs z londyńskiego Heathrow na Lotnisko Chopina. Na pokładzie znajdowało się 181 osób. Samolot skierowano do wyznaczonej części lotniska, a pasażerowie opuścili pokład. Port wstrzymał operacje lotnicze, które wznowiono w południe.
Niemal równocześnie służby interweniowały na Lotnisku Chopina, gdzie sprawdzono samolot skandynawskich linii SAS, który przyleciał z Kopenhagi. Z powodu alarmu zamknięto jeden z pasów startowych, ale pozostałe operacje lotnicze mogły być kontynuowane. Działania służb zakończono około godz. 12:20.
Na razie nie wiadomo, kto stoi za serią alarmów bombowych ani czy poszczególne zgłoszenia są ze sobą powiązane. Według CBS News część gróźb została przesłana liniom lotniczym pocztą elektroniczną. Nikt nie przyznał się do ich wysłania, a służby nie wskazały podejrzanych. We wszystkich samolotach, w których zakończono kontrole, nie znaleziono materiałów wybuchowych.
Eksperci zwracają jednak uwagę na nietypową skalę incydentów. Jak cytuje CBS News, Paul Mason, ekspert ds. bezpieczeństwa lotniczego, powiedział BBC Radio 5 Live, że groźby wobec samolotów pasażerskich nie zdarzają się często, a ich obecna liczba jest niezwykła. Jego zdaniem sposób formułowania ostrzeżeń i fakt, że dotyczą wielu różnych przewoźników, sugerują celowe działanie jednego sprawcy lub grupy, a nie serię przypadkowych zgłoszeń.
Ostrożniejszy w ocenie jest Andrzej Mroczek, zastępca dyrektora Centrum Badań nad Terroryzmem Uniwersytetu Civitas. W rozmowie z WP wskazał, że alarmy mogą być zarówno elementem skoordynowanej akcji mającej zakłócić funkcjonowanie europejskiego lotnictwa, jak i efektem naśladownictwa. Nie wykluczył też zgłoszeń motywowanych pobudkami osobistymi.
Służby sprawdzają, czy seria alarmów może być elementem rosyjskich lub irańskich operacji sabotażowych w Europie. Na razie nie ma jednak dowodów, że którekolwiek z tych państw odpowiada za obecne zgłoszenia.
Przeczytaj także: