0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

19:31 11-08-2026

Prawa autorskie: Fot. Krzysztof Zatycki / Agencja Wyborcza.plFot. Krzysztof Zatyc...

Alicja Konieczyńska traci stanowisko w Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego

Polityczka KO znalazła się w epicentrum skandalu, gdy Wirtualna Polska opisała, jak do jej sąsiadów trafiły miliony na rzekomo zniszczone przez powódź mienie.

Co się wydarzyło?

Konieczyńska, wiceprezes KARR, została odwołana ze stanowiska we wtorek 11 sierpnia 2026 roku. KARR to spółka, której 99,99 proc. akcji należy do Samorządu Województwa Dolnośląskiego, rządzonego przez koalicję KO, PSL i Bezpartyjnych Samorządowców. Jej zadaniem było m.in. rozdzielenie pomocy dla osób poszkodowanych w powodzi na Dolnym Śląsku z jesieni 2024 roku. Poniedziałkowa publikacja Wirtualnej Polski oskarżyła Konieczyńską o przyznawanie korzystnych pożyczek na usunięcie szkód firmom, które ich nie poniosły podczas tej katastrofy naturalnej.

Według WP ponad 4,5 mln zł z KARR trafiło do trzech podmiotów z jednej wsi pod Jelenią Górą – Dziwiszowa. Wśród nich była firma męża Konieczyńskiej, ich sąsiadów i lokalnej telewizji współpracującej dolnośląskimi samorządami – a wszystko na podstawie zdjęć dokumentujących minimalne zniszczenia lub opisów nieistniejących zniszczeń.

Według rzecznika prasowego wojewody dolnośląskiego Michała Nowakowskiego przyczyną odwołania są „kwestie wizerunkowe i zarządzania spółką".

W sprawie wypowiedział się premier Donald Tusk, który stwierdził: „gorącym żelazem wypalimy każdy przypadek nieuczciwego rozdysponowania pieniędzy dla powodzian". Sprawą od wtorku 11 sierpnia zajmuje się prokuratura, a od kwietnia śledztwo prowadzi Centralne Biuro Antykorupcyjne.

Jaki jest kontekst?

Na rok przed wyborami parlamentarnymi Koalicję Obywatelską trapią skandale, które mogą zaważyć na ich wyniku. Pokazują one bowiem, jak związani z KO, ale także z koalicyjnym PSL samorządowcy w całej Polsce tworzą klientystyczne kliki, obsadzając samorządowe spółki i wzbogacając się w sposób niezgodny z prawem.

Nie ucichły jeszcze echa skandalu w warszawskim Szpitalu Południowym, gdzie niedoświadczony młody lekarz – i radny KO – Dawid Kacprzyk zarabiał miliony, koordynując prace tamtejszego SOR.

Przeczytaj także

Przeczytaj także:

16:07 11-08-2026

Pensja minimalna w górę o 3%. Jest projekt

Pensja minimalna w wysokości 4950 złotych brutto. Stawka za godzinę pracy: 32,30 złotych. Tak od 1 stycznia ma wyglądać wzrost płac w Polsce. Z rządowej podwyżki śmieje się PiS, a złości nie ukrywają związkowcy, którzy postulowali wzrost wynagrodzenia do przynajmniej 5200 złotych.

Co się wydarzyło?

3 procent – o tyle wzrośnie pensja minimalna. Rząd opublikował projekt rozporządzenia w sprawie wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę oraz wysokości minimalnej stawki godzinowej w 2027 roku.

Rząd chce, by minimalna stawka za godzinę pracy wynosiła 32,30 złotych brutto. To oznacza podwyżkę rzędu dziewięćdziesięciu groszy za godzinę pracy. W przypadku zatrudnienia na podstawie umowy o pracę pensja wzrośnie dokładnie o 144 złote w stosunku do obecnie obowiązującej sumy.

Wyższe pensje mają wejść w życie od 1 stycznia 2027 roku.

Jaki jest kontekst?

Resort Agnieszki Dziemianowicz-Bąk rekomendował początkowo rządowi wyższą pensję minimalną, w wysokości 4986 zł i minimalną stawkę godzinową w wysokości 32,60 zł. MRPiPS podnosiło, że proponowana pensja minimalna to 50 proc. prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia w 2027, które ma wynieść 9971 złotych.

Ostatecznie rząd na Radzie Dialogu Społecznego zaproponował stawki rzędu 4950 złotych miesięcznie i 32,30 za godzinę. Poparli go pracodawcy. Związkowcy z kolei chcieli wzrostu wynagrodzenia do 5200 złotych brutto miesięcznie. Rozmowy skończyły się więc fiaskiem.

Rząd ma w teorii czas na ustalenie kwoty minimalnego do 15 września. Już wiadomo jednak, że nie ulegną one zmianie, bowiem Rada Dialogu Społecznego, która może zmienić wysokość wynagrodzenia, nie osiągnęła porozumienia. Na ustalenie wspólnego stanowiska mają 30 dni. Jeśli rozmowy te nie skończą się konsensusem (co miało miejsce w tym przypadku), rząd ustala wysokość minimalnych zarobków na drodze rozporządzenia. Ma na to czas do 15 września, przy czym w projekcie nie można zapisać niższych stawek niż tych zaproponowanych RDS.

„Wrócił Tusk na pełnej” – komentował Zbigniew Kuźmiuk, poseł PiS i ekonomiczna twarz partii Jarosława Kaczyńskiego. „Wzrost minimalnej płacy godzinowej na rok 2027 tylko o 90 groszy” – wyliczał.

Obecnie minimalne wynagrodzenie wynosi 4806 zł brutto (na tzw. rękę to około 3605 złotych), a minimalna stawka godzinowa – 31,40 zł brutto. Rząd przed rokiem również podniósł te sumy o odpowiednio 140 złotych na pensji minimalnej i 90 groszy na stawce godzinowej.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

Przeczytaj także:

14:11 11-08-2026

Prawa autorskie: Attila KISBENEDEK / AFPAttila KISBENEDEK / ...

Andras Baka nowym prezydentem Węgier

Andras Baka, były prezes Sądu Najwyższego, został właśnie wybrany przez węgierski parlament na urząd prezydenta Węgier. Poprzedniego odwołano po przejęciu władzy przez Tiszę, z powodu utraty zaufania.

Co się wydarzyło?

Węgry mają nowego prezydenta. Parlament wybrał na ten urząd 73-letniego Andrása Bakę, prawnika, byłego sędziego Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (był nim 17 lat), a potem prezesa Sądu Najwyższego odsuniętego od pracy przez rząd Victora Orbána.

Baka był jedynym kandydatem na urząd prezydenta, zgłoszonym przez rządzącą na Węgrzech Tiszę. Fidesz (największa partia opozycyjna, związana z Orbánem) zbojkotowała głosowanie.

Andras Baka ma 73 lata. W 2009 roku został prezesem Sądu Najwyższego. Jego mandat miał trwać sześć lat, ale na podstawie poprawek do konstytucji, przyjętych przez rząd Orbána, został odsunięty od pełnienia tej funkcji już w styczniu 2012 r. Jednocześnie utworzono nową instytucję, Kurię, która formalnie zastąpiła Sąd Najwyższy.

Baka został pozbawiony możliwości ubiegania się o stanowisko prezesa Kurii. Fidesz wprowadził bowiem dodatkowy warunek kwalifikacyjny: kandydat musiał posiadać co najmniej pięć lat doświadczenia jako sędzia na Węgrzech, a służba w sądach międzynarodowych (w tym blisko 17 lat Baki w ETPCz) nie była już liczona. Baka wywalczył 100 tysięcy euro odszkodowania przed ETPCz, które potwierdziło, że Orban naruszył prawo, nie dopuszczając sędziego do pracy w Kurii.

Jak podaje węgierski dziennik „Nepszava” Baka formalnie obejmie urząd 19 sierpnia. Do tego czasu obowiązki prezydenta będzie sprawować Ágnes Forsthoffer, przewodnicząca Zgromadzenia Narodowego.

Jaki jest kontekst?

Andras Baka zastąpił na stanowisku prezydenta Tamása Sulyoka, którego Fidesz ogłosił głową państwa w 2024 roku. Po zmianie władzy Sulyoka odwołano, powołując się na nowy przepis w węgierskiej konstytucji, o którym szerzej pisała na łamach OKO.press Anna Wójcik (czytaj niżej).

Wybór nowego prezydenta zaplanowano na godz. 14. O 15 rozpoczęły się uroczystości zaprzysiężenia Baki na prezydenta oraz przemówienie. Cytowany przez dziennik „Nepszava” Andras Baka podczas przemówienia inauguracyjnego przyznał, że został prezydentem, ponieważ uważa, że „Węgry osiągnęły taki okres w swojej historii, w którym konieczne jest poważne przemyślenie funkcjonowania państwa, konstytucjonalizmu i wspólnoty kraju”. „Naród zmarnował całe pokolenie, spadając z pozycji lidera zmian ustrojowych do pozycji jednego z krajów jedynie wysyłających wojska” – mówił.

„Widzę najpoważniejsze konsekwencje ostatnich lat w podziale społeczeństwa węgierskiego: Budapeszt kontra wieś, młodzi kontra starzy, wierzący kontra niewierzący, prawicowcy kontra lewicowcy, konserwatyści kontra liberałowie, mniejszości kontra większość, bogaci kontra biedni – różne grupy społeczne zostały nastawione przeciwko sobie. [...] Doszliśmy do punktu, w którym często przypisujemy odmienne zdanie tym, którzy się z nami nie zgadzają, ale także inną jakość moralną. Chcieli wmówić nam, że ci, którzy myślą inaczej, nie tylko się mylą, ale są wrogami. Jednak ten kraj nie może budować wspólnej przyszłości, dopóki jego obywatele postrzegają się nawzajem jako wrogów” – mówił w parlamencie nowowybrany prezydent Węgier.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

12:50 11-08-2026

Prawa autorskie: Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.plFot. Dawid Żuchowicz...

Pieniądze dla powodzian czy do własnej kieszeni? Sprawdza CBA

„Gorącym żelazem wypalimy każdy przypadek nieuczciwego rozdysponowania pieniędzy dla powodzian” – zapowiedział ostro premier Donald Tusk. Nagłośniona przez Wirtualną Polskę historia z Karkonoszy, w których pieniądze, zamiast do potrzebujących, trafiały do prywatnych kieszeni „swoich ludzi”, bada CBA oraz Ministerstwo Rozwoju i Technologii.

Co się wydarzyło?

„Myśmy zakładali z góry, że takie problemy się pojawią, biorąc pod uwagę skalę i formę pomocy” – tak premier Donald Tusk rozpoczął wtorkowe posiedzenie Rady Ministrów.

Chodzi o opublikowany przez Szymona Jadczaka w Wirtualnej Polsce materiał, w którym dziennikarz ujawnił, że 4,5 miliona złotych pomocy powodziowej z Karkonowskiej Agencji Rozwoju Regionalnego trafiło do trzech firm z jednej wsi. Żadna z nich nie ucierpiała na wskutek powodzi. Jedna należy do męża wiceprezeseki KARR i działaczki Koalicji Obywatelskiej, druga do ich sąsiada, trzecia do właściciela lokalnej telewizji współpracującej z samorządem.

„Zawsze wiedzieliśmy, że w sytuacji, w której podejmujemy decyzję o wydaniu 8 miliardów złotych na rozmaite formy pomocy powodzianom, to będziemy mieć problem z potencjalnymi nadużyciami” – twierdzi premier. I dodał, że było to ryzyko wpisane w tempo pomocy przyznawanej „jeszcze kiedy woda była w piwnicach”. Jednocześnie Donald Tusk przyznał, że sprawa od kilku miesięcy jest pod lupą organów ścigania.

CBA bada historię z Dziwiszowa na Dolnym Śląsku od 29 kwietnia. KARR od maja kontroluje też Ministerstwo Rozwoju i Technologii.

„Gorącym żelazem wypalimy każdy przypadek nieuczicwego rozdysponowania pieniędzy dla powodzian” – zapowiedział Donald Tusk. „To nie do zaakceptowania, by ktoś, kto miał władzę w ręku, żeby wydać publiczne pieniądze polskich podatników, dać je ludziom, którzy ucierpieli, wydał je w sposób niewłaściwy”. „Nie będzie litości dla takich ludzi. Nieważne czy ktoś jest członkiem KO czy innej partii. Przynależność partyjna tylko ją dodatkowo obciąża” – zadeklarował Donald Tusk.

Jaki jest kontekst?

Szymon Jadczak w Wirtualnej Polsce ujawnił w poniedziałek, że Karkonowska Agencja Rozwoju Regionalnego, odpowiedzialna za przekazanie przedsiębiorcom z Dolnego Śląska rządowych pożyczeń na usuwanie szkód rozdała je „swoim ludziom”:

  • 3,2 miliona złotych z programów pomocowych otrzymała spółka „Kadalore” sąsiada Anny Konieczyńskiej, wiceprezeski KARR. Agencja umorzyła już 75 procent pierwszej z pożyczek (wynoszącej 200 tysięcy złotych), choć uszkodzony budynek leżał 340 metrów od najbliższej wody
  • 1,12 miliona złotych otrzymała spółka „Dami” wieloletniego kontrahenta lokalnych samorządów. Jak pisze WP, Bank Gospodarstwa Krajowego przyznaje, że nie ma nawet kopii deklaracji bezstronności dla pożyczki
  • 200 tysięcy złotych, czyli maksymalną pożyczkę z funduszu ministerialnego dostała firma męża Anny Konieczyńskiej – choć nie ma dziś dowodów, by rzekoma szkoda powstała na wskutek powodzi.

Po materiale rada nadzorcza Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego zwołała zebranie, na którym głosowany ma być wniosek o odwołanie Anny Konieczyńskiej, wiceprezes agencji i polityczki Koalicji Obywatelskiej z funkcji w KARR.

11:59 11-08-2026

Prawa autorskie: Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Wyborcza.plFot. Dawid Zuchowicz...

Dymisja ministra Berka. Premier szykuje mu nową funkcję

Maciej Berek jest prawą ręką Donalda Tuska. Minister ds. nadzoru podał się do dymisji i najpewniej czeka go polityczny awans. – Wspólnie z ministrem ustaliliśmy, że przejdzie do nowych zadań. Szczegóły wkrótce – zapowiedział enigmatycznie premier.

Co się wydarzyło?

- Ustaliliśmy wspólnie z ministrem Maciejem Berkiem, że przejdzie do innych zadań. W związku z tym zwrócił się do mnie z obowiązkiem zwolnienia go z funkcji ministra ds. nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu – w ten sposób premier Donald Tusk ogłosił dymisję ministra Berka.

Premier o niespodziewanym ruchu Berka poinformował tuż przed posiedzeniem rządu. Zaanonsował jednak, że polityka czeka awans.

– Maciej Berek był moją prawą ręką i nadal nią będzie. (...) Niedługo się dowiecie, w jakiej roli pan minister wystąpi. Wiem, że przydasz się Ojczyźnie jeszcze nie raz – zapowiedział Tusk.

Szef rządu podziękował Berkowi za jego dotychczasową pracę, a szczególnie za wkład w proces deregulacji przepisów. Dodał, że niedługo będzie wiadomo, „w jakich państwowych, publicznych rolach Maciej Berek być może wystąpi”.

Obowiązki ministra do spraw nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu przejmie Joanna Knapińska, dotychczasowa prezeska Rządowego Centrum Legislacji. – Nie ma osoby nie do zastąpienia, wbrew temu, co publicznie się mówi – skwitował premier.

Jaki jest kontekst?

Maciej Berek pochodzi z Gdańska, jest jednym z najbliższych współpracowników Donalda Tuska. Od grudnia 2023 roku był ministrem ds. nadzoru nad wdrażaniem polityku rządu oraz szefem Komitetu Stałego Rady Ministrów. Wcześniej, za rządów PiS, pracował w Biurze Praw Obywatelskich Marcina Wiącka. Był tam (od 2021 roku) dyrektorem generalnym. W przeszłości był m.in. prezesem Rządowego Centrum Legislacji.

Komunikując dymisję Berka Donald Tusk trzymał w rękach raport z realizacji priorytetów rządu za drugi kwartał. Agnieszka Jędrzejczyk na łamach OKO.press ujawniła, że w raporcie ukryto istotną zmianę odbierającą coroczną waloryzację progów dochodowych uprawniającą do świadczeń społecznych. Wykasować ją miał sam Maciej Berek – i to mimo sprzeciwu resortu Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

„Komitet ds. Nadzoru podjął decyzję o modyfikacji priorytetu P43 „Uporządkowanie systemu świadczeń społecznych” poprzez usunięcie z treści priorytetu informacji związanych z projektem corocznej weryfikacji kryteriów dochodowych w pomocy społecznej do momentu uzgodnienia projektu” – potwierdził nam resort. I dodał: „Brak aktualizacji progów powoduje, że najbiedniejsi stają się jeszcze biedniejsi, a różnice społeczne się zwiększają. System przestaje pełnić swoją funkcję wyrównawczą, a państwo przestaje wypełniać swoje podstawowe obowiązki ochronne wobec obywateli”.

Berek stał też na czele zespołu, który miał ograniczyć skutki wyroków NSA i TSUE dotyczące transkrypcji aktów małżeństw jednopłciowych.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także: