0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

16:07 05-02-2026

Donald Tusk w Kijowie: Być może zbliżamy się do pokoju

„Polska i ja osobiście nie musimy nikogo zapewniać o tym, że dla nas pomoc Ukrainie to nie tylko oczywisty obowiązek moralny, nie tylko oczywista potrzeba solidarności, żeby stanąć po stronie zaatakowanego, przeciwko agresorowi" – mówił dziś Donald Tusk w Kijowie.

Co się wydarzyło?

W Kijowie Donald Tusk zabrał głos podczas wspólnej konferencji z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim.

„Wspieramy wszystko to, co dobre, słuszne i prawdziwe w świecie. Jesteśmy także dzisiaj w Kijowie, bo chcemy, żeby wszyscy mieszkańcy Kijowa, obywatele, obywatelki Ukrainy wiedzieli, że nie są i nie pozostaną sami. Ja wiem, że tu, w Kijowie, w Charkowie, w Odessie, wszędzie w Ukrainie, słyszycie często słowa solidarności, otuchy i wiem, że słowa nie wystarczą – stwierdził premier Donald Tusk na konferencji prasowej w Kijowie.

„Polska i ja osobiście nie musimy nikogo zapewniać o tym, że dla nas pomoc Ukrainie to nie tylko oczywisty obowiązek moralny, nie tylko oczywista potrzeba solidarności, żeby stanąć po stronie zaatakowanego, przeciwko agresorowi, to w moim i polskim przypadku jest także oczywisty wspólny interes, wspólne doświadczenie historyczne, wspólne przeżywanie tego, co dzisiaj i wspólna przyszłość Polski i Ukrainy" – mówił premier.

„Być może zbliżamy się do pokoju, a przynajmniej przerwania ognia, a później pokoju, żeby warunki, o jakich się dyskutuje, to były warunki do zaakceptowania przez Ukrainę. Polska na pewno nie zaakceptuje i nie będzie wspierała żadnego rozwiązania, które byłoby wbrew Ukrainie, jeśli chodzi o rozmowy pokojowe" – zadeklarował Donald Tusk.

Decyzja w sprawie MIG-ów zapadnie do poniedziałku

„47. pakiet pomocowy będzie miał czy ma wartość około 100 mln zł i była to głównie amunicja 155 mm. Ona została już w większości dostarczona. Kończymy w tej chwili przygotowanie 48. pakietu. On będzie miał wartość 200 mln zł i będzie polegał głównie na sprzęcie pancernym dla wojsk pancernych Ukrainy" – przekazał szef rządu.

Donald Tusk poruszył także kwestię przekazania walczącej Ukrainie MIG-ów.

„Te MiG-i czekają, są w dyspozycji. My obaj z prezydentem Zełenskim umówiliśmy się, że będziemy działali elastycznie, w razie potrzeb, będziemy zmieniali pewne ustalenia, bo chcemy działać rzeczywiście adekwatnie do aktualnych potrzeb. Wiem że Ukraina potrzebuje rozmaitego typu form obrony powietrznej, w tym przede wszystkim pewnego typu pociski, rakiety (...) Nie we wszystkim możemy pomóc. Jeśli nadal utrzymamy tę potrzebę MiG-ów, to Polska jest gotowa w tej chwili przekazać te MiG-i. My mówiliśmy tutaj o wzajemnej wymianie i Ukraina i jest gotowa do tej wymiany. Mówimy tutaj o ukraińskich dronach, ponieważ chcemy budować w Polsce skuteczną obronę przeciwdronową i nasze możliwości dronowe i współpraca z Ukrainą jest tutaj priorytetów" – stwierdził premier. I dodał, że po powrocie do Polski będzie rozmawiał na ten temat z ministrem obrony narodowej, generałami i najpóźniej w poniedziałek przekaże prezydentowi Ukrainy, jakie decyzje zapadły.

Podczas spotkania politycy podpisali także list intencyjny w kwestii zbrojeń.

„Rozmawialiśmy o tym i włożyliśmy sporo wysiłku, aby idea wspólnej produkcji w zakładach w Polsce i w Ukrainie, wspólnej produkcji zbrojenia, amunicji, stała się faktem, żeby znaleźć finansowanie i znieść bariery, które uniemożliwiały, czy utrudniały wymianę technologii" – mówił Donald Tusk.

Podczas konferencji głos zabrał także Wołodymyr Zełenski.

„Dużo robimy, żeby dać ludziom normalne warunki do życia w obliczu ciągłego terroru rosyjskiego. Dziękuję Polakom za wszelką pomoc, dziękujemy za przekazanie sprzętu energetycznego, zwłaszcza generatorów, które bardzo pomogą Ukrainie" – powiedział prezydent Ukrainy.

„Bardzo ważne, by 20. pakiet europejskich sankcji był bardzo mocny, żeby zmotywował Rosję do zakończenia wojny. Zamrożone aktywa powinny zostać wykorzystane do odbudowy Ukrainy po rosyjskiej agresji (...) Powinniśmy skończyć tę wojnę i otrzymać pewne gwarancje bezpieczeństwa. Najważniejsze — Rosja nie powinna otrzymać żadnej nagrody za agresję, tak by nie chciała ponownie wznawiać tej agresji przeciwko Ukrainie, bądź przeciwko innym krajom. Dziękujemy Polsce bardzo za wsparcie w tym zakresie" – dodawał.

Zełenski poruszył także kwestię planowanej w Polsce w konferencji dotyczącej obudowy Ukrainy. „Szykujemy się na to i mamy nadzieję, że to będzie konferencja z bardzo konkretnymi efektami” – powiedział ukraiński prezydent.

Przeczytaj teksty OKO.press na podobny temat:

Przeczytaj także:

15:42 05-02-2026

Prawa autorskie: Ramil Sitdikov/Pool Photo via APRamil Sitdikov/Pool ...

Iran i USA szykują się na rozmowy w Omanie. Wysoka stawka i ogromna presja

Po perturbacjach i odmowach, amerykańscy i irańscy dyplomaci mają podjąć rozmowy w piątek 6 lutego w Omanie. Obie strony mają do siebie bardzo ograniczone zaufanie

Co się wydarzyło

W piątek 6 lutego w Omanie mają się odbyć rozmowy między przedstawicielami rządów Iranu i USA. A stawka jest wysoka – ryzyko amerykańskiego ataku na Iran ponownie jest wysokie.

Mało brakowało, a do rozmów w ogóle by nie doszło. Początkowo miały odbyć się w Stambule, ale Irańczycy zaproponowali alternatywną lokalizację. Chcieli też, by rozmowy odbywały się tylko między oboma zainteresowanymi krajami, bez obecności krajów arabskich. Te warunki początkowo sprawiły, że Amerykanie odwołali rozmowy. Ale po nacisku ze strony krajów regionu (m.in. Egiptu i Arabii Saudyjskiej) powrócono do planów spotkania. Amerykanie zgodzili się, by spotkać się w Omanie.

Czego dotyczyć będą rozmowy?

4 lutego Al Dżazira opublikowała ramy porozumienia, które zaproponowali wspólnie mediatorzy z Kataru, Turcji i Egiptu. Według nich:

  • Iran miałby się zobowiązać, by nie wzbogacać uranu przez kolejne trzy lata, a następnie wzbogacać go jedynie do 1,5 proc. (do produkcji broni atomowej konieczny jest znacznie wyższy poziom wzbogacenia uranu).
  • Wysokowzbogacony uran z Iranu miałby być przetransportowany do krajów trzecich.
  • Irańczycy zobowiązaliby się też, by nie używać swoich rakiet balistycznych w sposób ofensywny.
  • Nie przekazywaliby też technologii i broni swoim niepaństwowym sojusznikom w regionie (np. Hezbollah i Hamas).
  • USA i Iran podpisałyby pakt o nieagresji.

Brak zaufania

Obie strony są głęboko sceptyczne co do możliwości skutecznych negocjacji. Poziom zaufania między stronami jest niski. Irańczycy nalegają na rozmowy „niebezpośrednie”, by dochować swojej strategii niepodejmowania rozmów z Amerykanami. W praktyce oznacza to, że wiadomości między dwoma pokojami z kolejno irańskimi i amerykańskimi dyplomatami przekazywaliby dyplomaci innego kraju – najpewniej omańscy. To znacznie spowalnia rozmowy i utrudnia zbudowanie zaufania.

Amerykanie publicznie wyrażają frustrację kontaktami z Irańczykami. Wiceprezydent J.D. Vance w wywiadzie 4 lutego powiedział, że trudno prowadzi się rozmowy z krajem, gdy nie można porozmawiać z faktycznymi liderem, czyli Alim Chameneim. Dodajmy, że nie wynika to z zawiłości irańskiego systemu politycznego, a ze stosunku Republiki Islamskiej do USA. Chamenei rozmawiał choćby z Xi Jinpingiem, gdy ten odwiedził Iran w 2016 roku.

Jaki jest kontekst

Irańsk program atomowy został już skuteczie ograniczony umową Joint Comprehensive Plan of Action (JCPOA) z 2015 roku, której stronami były Stany Zjednoczone. W 2018 roku Donald Trump uznał, że była to zła umowa i z niej wystąpił. Iran w międzyczasie przyspieszył prace nad wzbogacaniem uranu. Amerykanie prowadzili rozmowy z Iranem w pierwszej połowie zeszłego roku, ale postępy w nich były powolne, a przerwała je wojna Izraela z Iranem, do której ostatecznie dołączyli również Amerykanie, przeprowadzając atak na irańskie instalacje nuklearne.

Temat Iranu wrócił na agendę Trumpa po protestach w Iranie z połowy stycznia. W dniach 8-10 stycznia irański rząd, po odłączeniu obywatelom dostępu do sieci, krwawo stłamił protesty. Nie znamy dokładnej liczby ofiar, ale najpewniej są to tysiące zabitych osób. Również w styczniu, by podnieść presję na Iran, Donald Trump zarządził koncentrację amerykańskich wojsk w regionie, w tym w Zatoce Perskiej.

Wiele okoliczności sugeruje, że do ewentualnego porozumienia jest daleko, a rozmowy będą bardzo trudne i prowadzone pod dużą presją. Z drugiej jednak strony można znaleźć sygnały, że obie strony podchodzą do sprawy poważnie i faktycznie chcą uniknąć konfrontacji militarnej.

3 lutego Axios pisał, że Trump wolałby uniknąć wojny, na którą naciskają Izraelczycy. Nie chcą jej kraje regionu, dlatego Turcja, Egipt czy Arabia Saudyjska intensywnie wspierają dyplomację. Pochodząca z Iranu dziennikarka Negar Mortazavi, powołując się na źródła w Teheranie, pisze, że Irańczycy wiedzą, że groźba wojny jest poważna.

Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z obecnym planem, jutro w Omanie będą obecni amerykańscy wysłannicy Steve Witkoff i Jared Kushner oraz irański minister spraw zagranicznych Abbas Arakczi. Nie wiadomo jednak, czy spotkają się w jednym pomieszczeniu

Przeczytaj inne teksty na ten temat w OKO.press

Przeczytaj także:

14:45 05-02-2026

Prawa autorskie: Fot. Jacek Marczewski / Agencja Wyborcza.plFot. Jacek Marczewsk...

Ambasador USA ogłasza zerwanie kontaktów z marszałkiem Czarzastym

Jak wskazał ambasador Thomas Rose, powodem zerwania kontaktów z Czarzastym mają być „oburzające i nieuzasadnione obelgi pod adresem prezydenta Donalda Trumpa". Chodzi o wypowiedzi marszałka Czarzastego w związku z odmową podpisania listu w sprawie nagrody Nobla.

Co się wydarzyło?

„Ze skutkiem natychmiastowym zaprzestajemy utrzymywania kontaktów oraz komunikowania się z Marszałkiem Sejmu Czarzastym, którego oburzające i nieuzasadnione obelgi pod adresem prezydenta Donalda Trumpa poważnie zaszkodziły naszym doskonałym relacjom z premierem Tuskiem i jego rządem. Nie pozwolimy nikomu szkodzić stosunkom polsko-amerykańskim ani okazywać braku szacunku wobec Donalda Trumpa, który tak wiele uczynił dla Polski i Polaków" – napisał ambasador USA w Polsce Thomas Rose na Twitterze (X).

Jaki jest kontekst?

W ubiegłym tygodniu do marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego przyszło pismo w sprawie poparcia Donalda Trumpa do pokojowej nagrody Nobla.

„Żadna inna osoba nie zrobiła więcej na rzecz promowania pokoju w 2025 roku niż prezydent Trump. Mało kto w historii, jeśli w ogóle, zrobił więcej na rzecz propagowania sprawy pokoju. I nikt nie jest bardziej godny tego zaszczytu" – argumentowano w dokumencie przeczytać w dokumencie, którego inicjatorami są przewodniczący Izby Reprezentantów USA Mike Johnson oraz przewodniczący izraelskiego Knesetu Amir Ochanna. Politycy rozesłali pismo do kilkudziesięciu krajów z myślą, by te przesłały je komitetowi noblowskiemu i w ten sposób zwiększyły szansę prezydenta USA na uzyskanie nagrody.

Na początku tego tygodnia Włodzimierz Czarzasty ogłosił oficjalnie podczas konferencji prasowej, że wniosku nie poprze i nie wyśle dalej pisma. Stwierdził wprost, że Trump na Nobla nie zasługuje i obszernie skrytykował działania prezydenta USA. Marszałek Sejmu powiedział między innymi, że

  • „Budowanie przez Stany Zjednoczone nowych platform, takich jak Rada Pokoju, jest moim zdaniem złudnie";
  • Wzmacniać należy istniejące sojusze i organizacje takie jak UE, NATO, ONZ i WHO. Tymczasem „prezydent Trump destabilizuje sytuację w tych organizacjach";
  • Działania Donalda Trumpa „to łamanie polityki zasad, wartości, często łamanie prawa międzynarodowego”;
  • „Polityka ceł, inna interpretacja historii np. dotycząca udziału polskich żołnierzy na misjach, instrumentalne traktowanie innych terytoriów, np. Grenlandii. To wszystko powoduje, że nie poprę wniosku o pokojowego Nobla dla prezydenta Trumpa, bo na niego nie zasługuje”.

Wyświetl ten post na Instagramie

Przeczytaj więcej tekstów OKO.press na podobny temat:

Przeczytaj także:

13:02 05-02-2026

Wizyta Donalda Tuska w Kijowie

Donald Tusk złożył wizytę w Kijowie na zaproszenie Wołodymyra Zełenskiego. „To ważna wizyta prawdziwego przyjaciela. Polska jest liderem wsparcia Ukrainy, w tym w zakresie pomocy energetycznej" – napisał szef ukraińskiego MSZ w mediach.

Co się wydarzyło?

Premier Donald Tusk odwiedził w czwartek Kijów na zaproszenie prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. O planowanej wizycie szef polskiego rządu informował już kilka dni temu. „W tym dramatycznym czasie Ukraina nie może pozostać sama" – pisał Donald Tusk, nawiązując do rosyjskich ataków na ukraińską infrastrukturę energetyczną, które nasiliły się w czasie trwających mrozów.

Polską delegację w Ukrainie przywitał minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha.

„To ważna wizyta prawdziwego przyjaciela. Polska jest liderem wsparcia Ukrainy, w tym w zakresie pomocy energetycznej. Doceniamy taką solidarność oraz nasze partnerstwo strategiczne" – napisał szef ukraińskiego MSZ w mediach społecznościowych.

Premierowi Polski na Ukrainie towarzyszy między innymi minister finansów i gospodarki. Jak podaje PAP, Andrzej Domański przygotowuje światową konferencję odbudowy Ukrainy, która odbędzie się w czerwcu w Gdańsku.

„Mamy taką nadzieję, po rychłym zakończeniu wojny, a przynajmniej po zawieszeniu ognia, że będzie można przystąpić do wielkiego planu odbudowy Ukrainy. A to także oznacza wielkie inwestycje, wielkie pieniądze, wielkie przedsięwzięcia. Polska chce w nich uczestniczyć” – mówił we wtorek, przed wizytą szef rządu.

W Kijowie Donald Tusk spotkał się z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim. Rano obaj politycy udali się do Monasteru Michajłowskiego, gdzie wspólnie złożyli kwiaty pod ścianą upamiętniającą obrońców Ukrainy.

Przeczytaj teksty OKO.press na podobny temat:

Przeczytaj także:

11:04 05-02-2026

Prawa autorskie: Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.plFot. Dawid Żuchowicz...

Sikorski o Radzie Pokoju: Przekażemy prezydentowi ocenę szans i zagrożeń

„Każdemu, kto chce mieć zdanie na temat tzw. Rady Pokoju, radziłbym najpierw przeczytać jej nietypowy statut" – ostrzega szef MSZ.

Co się wydarzyło?

Radosław Sikorski przebywa obecnie w USA. Podczas konferencji prasowej w środę 4 lutego w Waszyngtonie odniósł się do pytań o ewentualne dołączenie przez Polskę do Rady Pokoju Donalda Trumpa.

„Ustawa o umowach międzynarodowych mówi, że żeby w ogóle podpisać umowę międzynarodową, potrzebna jest zgoda Rady Ministrów w formie uchwały. Zaproszenie zostało zaadresowane osobiście na prezydenta Karola Nawrockiego. Więc prezydent musiałby wykazać inicjatywę, że chce przystąpić do tej Rady i rząd wtedy to rozważy i ewentualnie uchwałę na „tak” lub na „nie” podejmie” – mówił szef MSZ.

„Ja się przygotowuję, aby prezydentowi przekazać ocenę wszystkich szans i zagrożeń związanych z tą Radą. Także zagrożeń wizerunkowych

chociażby dla niego, bo, jak wiemy, członkiem Rady już została Białoruś, kraj niekoniecznie wobec nas życzliwy. Zaproszona została Federacja Rosyjska i to wtedy, gdy Putin bombarduje Kijów” – dodawał.

„Każdemu, kto chce mieć zdanie na temat tzw. Rady Pokoju, radziłbym najpierw przeczytać jej nietypowy statut. Waszyngton nie jest zobowiązany do jego ratyfikacji, ale wiele krajów, które przyjmą zaproszenie amerykańskiego prezydenta, ma taki obowiązek. Donald Trump jest w nim określony jako jednoosobowy i dożywotni szef Rady Pokoju z prawem mianowania następcy" – zaznaczył Sikorski.

Dodał też, że wpisowe do Rady Pokoju kosztuje miliard dolarów (choć kwota ta dotyczy stałego członkostwa).

„Nie znam odpowiedzi na pytanie o status tej organizacji po zakończeniu przez niego [Donalda Trumpa] kadencji ani o los pieniędzy, które miałyby zostać do niej wpłacone przez kraje, które przyjmą zaproszenie” – stwierdził.

„Miliard dolarów to jest dzisiaj 3,6 miliarda złotych. I to w sytuacji, gdy mamy i wyzwania w kraju, i walczącą Ukrainę. No więc ja chcę usłyszeć, dlaczego polski podatnik ma odbudowywać Gazę, którą przecież nie my zniszczyliśmy i to jeszcze w formule pośredniej. Bo przecież jeśli chcemy przeznaczyć pieniądze na odbudowę Gazy, to jest budżet rozwojowy, jest budżet humanitarny. Można to zrobić bezpośrednio (...) Ja nie widzę jakiegoś tsunami próśb czy entuzjazmu polskiej opinii publicznej na odbudowywanie Gazy. Ale pan prezydent na pewno ma swoje argumenty, które rząd oczywiście z szacunku dla głowy państwa wysłucha" – mówił minister.

Jaki jest kontekst?

Prezydent Karol Nawrocki otrzymał od Donalda Trumpa zaproszenie do uczestnictwa w Radzie Pokoju – czyli nowej międzynarodowej organizacji, którą próbuje stworzyć administracja USA. Rada Pokoju ma zarządzać w przyszłości powojenną Strefą Gazy (o ile Izrael i Hamas dotrzymają wstępnych porozumień w tej sprawie), w zamyśle Trumpa i jego ludzi ma jednak także stanowić rodzaj alternatywy wobec ONZ i jej Rady Bezpieczeństwa. Choć Nawrocki jest politycznym sojusznikiem Trumpa, było to kłopotliwe nawet dla niego i jego obozu politycznego. Zaproszenie do Rady Pokoju otrzymali bowiem od Trumpa także dyktatorzy Rosji i Białorusi, co sprawiło, że większość krajów NATO i Unii Europejskiej zdecydowała się do inicjatywy Trumpa nie przystępować. W toku konsultacji między rządem a kancelarią prezydenta wypracowano następujące rozwiązanie: Nawrocki podziękował Trumpowi za zaproszenie i przekazał Białemu Domowi, że ewentualne przystąpienie Polski do nowej organizacji międzynarodowej wymaga pełnej procedury konstytucyjnej, czyli zgody Rady Ministrów w formie uchwały i ratyfikacji przez parlament. Podobną strategię przyjęła inna europejska polityczna sojuszniczka Trumpa – premierka Włoch Giorgia Meloni. Nawrocki pojawił się na inauguracji Rady Pokoju w roli widza – by „okazać w ten sposób swoje polityczne poparcie dla inicjatywy Trumpa” – tak tłumaczyła to kancelaria prezydenta.

Było to jednak rozwiązanie tymczasowe. W kolejnych dniach media donosiły, że Karol Nawrocki jednak rozważa dołączenie do Rady Pokoju w zamian za utworzenie w Polsce stałej bazy wojsk amerykańskich. Rada Pokoju ma być także jednym z punktów dyskusji podczas zwołanej przez prezydenta na 11 lutego Rady Bezpieczeństwa Narodowego.

W środę 4 lutego Marcin Przydacz z Kancelarii Prezydenta na antenie Polsat News komentował kwestię dołączenia do Rady Donalda Trumpa następująco:

„My mówimy wprost: my uważamy, że trzeba rozpocząć prace przygotowawcze do wejścia do tej Rady [Pokoju]. Żeby mogło się to odbyć, jako do organizacji międzynarodowej, musi być tutaj po pierwsze uchwała Rady Ministrów, a po drugie finalna zgoda wyrażona w ustawie, czyli wszystkie siły parlamentarne w Sejmie, albo przynajmniej większość musi się na to zgodzić i po to ten temat będzie postawiony na Radze Bezpieczeństwa Narodowego (...) Chcemy przede wszystkim sprawdzić, jaka jest gotowość i temperatura po stronie zarówno rządu, jak i sił parlamentarnych".

Przeczytaj teksty OKO.press na podobny temat:

Przeczytaj także: