Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Nie milknie chaos wokół wyborów nowego przewodniczącego w Polsce 2050. W partii trwa bój o to, kto powinien zostać liderem klubu. Głos zabrał Szymon Hołownia.
„Ten chaos, to bezhołowie, w sensie dosłownym, ten bałagan, z którym mamy do czynienia, ta demokracja szlachecka musi się wreszcie skończyć. To jest Polska 2050, a nie Polska 1670” – mówił w Sejmie były marszałek Sejmu Szymon Hołownia.
Polska 2050 przechodzi wizerunkowy kryzys. Ostatnie sondaże nie dają nadziei na przekroczenie progu wyborczego. Partia ma obecnie średnie sondażowe poparcie około 2 proc. Co więcej, wciąż nie wyłoniono przewodniczącego. Nadal pozostaje nim Szymon Hołownia, ponieważ internetowe głosowanie skończyło się kompromitacją.
O stanowisko przewodniczącej w partii ubiegają się ministra funduszy i rozwoju Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz oraz ministra klimatu Paulina Hennig-Kloska – obie kandydatki pełnią funkcje w rządzie. Pełczyńska-Nałęcz proponowała Hennig-Klosce wspólne przewodniczenie partii. Ta jednak odmówiła.
Natomiast sam Szymon Hołownia – który zrezygnował z ubiegania się o reelekcję – apeluje do swoich kolegów i koleżanek o opanowanie chaosu. Podkreślił, że obecna sytuacja zagraża partii, koalicji i przyszłości Polski.
„Zaproponowałem obu kandydatkom, by spotkały się u mnie i zawarły porozumienie” – mówił w rozmowie z dziennikarzami w Sejmie. „Mam nadzieję, że w tej trudnej, kryzysowej sytuacji zechcą posklejać partię poprzez przyjęcie współprzewodniczenia” – podkreślił.
„Liczę, że wtedy wygaśnie wyniszczająca dziś walka frakcji, która dla ugrupowania jest wręcz śmiertelna” – dodał i stwierdził, że jego propozycja nie spotkała się z odpowiedzią.
„Przeprowadzenie w tej chwili wyborów i doprowadzenie do tego, że wygra jedna frakcja jest w mojej ocenie zaproszeniem do katastrofy tego ruchu” – tłumaczył w Sejmie lider Polski 2050.
„Widzę, jak te granice są przekraczane. Nie ma we mnie zgody na to, żeby robić takie rzeczy z partią, którą zakładałem i, która wciąż nosi moje imię”.
„Bałagan oczywiście jest i bardzo dobrze by było, jakby jednym ze sprzątających był Szymon Hołownia” – powiedział w Sejmie dziennikarzom OKO.press Norbert Pietrzykowski z Polski 2050. „Tak naprawdę to jest jego partia i powinien wrócić, ale i pokazać ten kierunek, w którym mamy zmierzać” – dodał.
Z kolei Paweł Śliz powiedział nam, że wszystko zależy od Rady Krajowej i to ona podejmie decyzję, czy Hołownia będzie mógł wystartować na szefa partii.
W piątek media, w tym dziennikarze portalu Onet, opisali korespondencję z zamkniętego czatu bliskiego otoczenia Hołowni. Z rozmów wynika, że dwie ministry z rządu, Marta Cienkowska oraz Adriana Porowska, uczestniczyły w rozmowach o zablokowaniu wyborów nowego przewodniczącego Polski 2050.
Według tych informacji na jednym z internetowych komunikatorów utworzono grupę o nazwie „2026”, do której zaproszono kilkunastu najbardziej zaufanych i lojalnych wobec Szymona Hołowni posłów i ministrów Polski 2050. W rozmowach miał uczestniczyć również sam lider ugrupowania. W grupie – według medialnych doniesień – nie było żadnego z kandydatów startujących w wyborach.
Bartosz Romowicz z Polski 2050 napisał w czwartek na platformie X o „próbie puczu” w klubie Polski 2050.
„Aleksandra Leo poza swoimi uprawnieniami usiłowała wybrać za plecami Pawła Śliza reprezentację klubu w Radzie Krajowej. W czasie kiedy Paweł Śliz zajmuje się bardzo smutnymi rodzinnymi sprawami. Bezrozumne i bezduszne. Nie do takiej polityki szliśmy” – napisał Romowicz.
Leo poinformowała dziennikarzy w Sejmie, że została odwołana z funkcji wiceprzewodniczącej prezydium. „Nie widzę tutaj logiki, ponieważ jeszcze wczoraj przewodniczący Śliz prosił, żebym poprowadziła posiedzenie klubu pod jego nieobecność. Zastąpiłam go również podczas konwentu seniorów przed głosowaniami, a dzisiaj się dowiaduję, że już wczoraj zostałam odwołana z funkcji przewodniczącej” – mówiła Leo .
„Nie trzeba było tego robić wtedy, kiedy mnie nie ma. Kiedy musiałem zająć się swoją rodziną” – skomentował w rozmowie z OKO.press szef klubu parlamentarnego Paweł Śliz.
W poniedziałek wieczorem 19 stycznia Rada Krajowa Polski 2050 zadecydowała, że do 31 stycznia zostanie powtórzona II tura wyborów na nowego szefa partii.
Hołownia, pytany o te doniesienia w piątek w Sejmie przekazał, że „on, w przeciwieństwie do niektórych, nie ma w zwyczaju komentowania prywatnej korespondencji, a jeżeli ktoś ma taką potrzebę, to znaczy, że reprezentuje standardy inne od tych, które on stara się w swoim życiu stosować”.
O tym, jakie dylematy stoją przed partią i jakie są możliwe scenariusze dalszego rozwoju wydarzeń pisaliśmy tutaj:
Przeczytaj także:
„Za granicą jesteś małżeństwem i w Polsce masz prawo być małżeństwem” – mówił w Sejmie wicepremier Krzysztof Gawkowski. Organizacjom społecznym obiecywał jak najszybsze wdrożenie wyroku TSUE. Co z resztą rządu?
Organizacje społeczne apelują do rządu, żeby ten nie zwlekał z wykonaniem wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej ws. uznawania małżeństw jednopłciowych zawartych za granicą.
„To nie jest tylko sprawa techniczna. To test na sprawność państwa i na realne przywiązanie do zasady praworządności” – komentuje Przemek Walas z Kampanii Przeciw Homofobii.
22 stycznia 2026 przedstawiciele KPH i i Stowarzyszenia Miłość nie wyklucza spotkali się w tej sprawie z ministrem cyfryzacji Krzysztofem Gawkowskim. Jak przekazali, według wicepremiera Gawkowskiego dostosowanie systemów teleinformatycznych potrwa kilka miesięcy. Dziś na drodze do transkrypcji zagranicznych aktów małżeństw stoją bowiem m.in. bariery techniczne, które uniemożliwiają urzędnikom wpisanie w dokumenty osób tej samej płci.
W opublikowanym 16 marca rozporządzeniu resort cyfryzacji proponuje zmianę określeń „kobieta” i „mężczyzna” w odpisie aktów małżeństwa na neutralne płciowo nazwy takie jak: pierwszy małżonek i drugi małżonek.
W Sejmie Krzysztof Gawkowski podkreślał determinację swojego resortu do wdrożenia wyroku. „Godność obywatela nie może zależeć od rubryki w systemie, a państwo nie może chować się za technicznymi wymówkami. To jest po prostu nieuczciwe w stosunku do obywateli. Nie możemy wprowadzić sytuacji selektywnego wybierania: ty jesteś lepszy, ty jesteś gorszy. Za granicą jesteś małżeństwem i w Polsce masz prawo być małżeństwem” – mówił polityk Lewicy.
Wyrok TSUE zapadł 25 listopada 2025 roku. Od tego czasu polski rząd mocuje się z wykonaniem orzeczenia. Obok resortu cyfryzacji kluczowe jest stanowisko MSWiA zarządzanego przez Marcina Kierwińskiego. Z naszych informacji wynika, że kierownictwo resortu nie chce wydawać rozporządzeń, ale naciska na ustawowe rozwiązanie tematu, a dokładnie nowelizację ustawy o aktach stanu cywilnego. Dlaczego? Ma chodzić o zawężenie stosowania wyroku do przypadków, w których pary jednopłciowe nie tylko zawarły ślub za granicą, ale żyły tam dłuższy czas. Bardziej konserwatyne skrzydło rządu chciałoby w ten sposób ukrócić „turystykę ślubną” obywateli, którzy rozwijają życie rodzinne w kraju, a nie w którymś z państw członkowskich dopuszczających równość małżeńską. Prawnicy wskazują, że taka specjalna ścieżka transkrypcji, wykluczająca część par, mogłaby zostać odebrana jako systemowa dyskryminacja. Wiadomo też, że każde ustawowe rozwiązanie musiałoby znaleźć przychylność prezydenta. A Karol Nawrocki nie podpisze żadnego dokumentu, który przyznaje równe prawa osobom LGBT+. W tej sprawie możemy więc spodziewać się kolejnych tarć na poziomie rządu.
Pisaliśmy o tym szczegółowo w OKO.press:
Przeczytaj także:
Komisja Kodyfikacyjna Prawa Rodzinnego, działająca przy Ministerstwie Sprawiedliwości, jeszcze przed opublikowaniem projektu rozporządzenia resortu cyfryzacji wskazała na konieczność wprowadzenia do oficjalnego obiegu dokumentów neutralnych płciowo określeń tj. pierwszy małżonek, drugi małżonek – dokładnie tak, jak chce to zrobić gabinet Gawkowskiego.
Jak twierdzi komisja, odpowiednia implementacja wyroku powinna dokonać się w czterech krokach – unikając forsowanego przez MSWiA projektu nowelizacji ustawy, którą musiałby podpisać prezydent Karol Nawrocki (wiadomo, że nie podpisze).
Wprowadzenie przepisów umożliwiających wznowienie postępowań dla par, które pobrały się za granicą, a którym urzędy, przed wyrokiem TSUE, odmówiły wydania transkrypcji aktu małżeństwa.
Komisja wskazuje też, że przepisy powinny być stosowane jednakowo, tak dla par, które wyjechały, wzięły ślub i wróciły, jak i par, które prowadziły życie za granicą.
„Ewentualna próba różnicowania położenia małżonków tej samej płci (w zależności od okoliczności towarzyszących zawarciu związku małżeńskiego za granicą) skutkująca odmową dokonywania transkrypcji części z nich rodzić będzie zarzut dyskryminacyjnego charakteru takiej praktyki, niezgodnego z konstytucyjną zasadą równości i zakazu dyskryminacji (art. 32 ust. 1 i ust. 2 Konstytucji RP)" – wskazuje komisja.
Przeczytaj także:
To koniec awantury na linii USA-China. TikTok w USA zmienia właściciela, aby uniknąć zakazu działalaności
TikTok uniknie federalnego zakazu – informuje Reuters. Chiński właściciel aplikacji, firma ByteDance, ogłosił, że sfinalizował umowę dotyczącą utworzenia spółki joint venture z większościowym udziałem amerykańskim.
Spór prawny o TikToka rozpoczął się w sierpniu 2020 roku, gdy Donald Trump próbował zakazać używania aplikacji, powołując się na bezpieczeństwo narodowe.
Teraz Trump pochwalił porozumienie. We wpisie w mediach społecznościowych podkreślił, że TikTok „będzie własnością grupy wielkich amerykańskich patriotów i inwestorów – największych na świecie”. Podziękował także chińskiemu prezydentowi Xi Jinpingowi „za współpracę i ostateczne zatwierdzenie umowy. Mógł postąpić inaczej, ale tego nie zrobił, za co należy mu się uznanie”. Prezydent USA uznał, że to on osobiście „pomógł uratować TikToka”.
Zgodnie z porozumieniem amerykańscy i międzynarodowi inwestorzy będą posiadać 80,1 proc. udziałów w spółce joint venture, natomiast ByteDance zachowa 19,9 proc.
Trzej główni inwestorzy zarządzający TikTok USDS JV to:
TikTok ma w USA ponad 200 mln użytkowników.
Amerykańskie media wskazywały, że prezydent USA zmienił kurs w sprawie TikToka po reelekcji. Donald Trump ma ponad 16 milionów obserwujących na swoim osobistym koncie na TikToku i wielokrotnie podkreślał, że dzięki aplikacji miał szansę na kolejną wygraną w wyborach. Jak ujawnił The New York Times, 22 grudnia 2025 Trump otrzymał od TikToka dokument, w którym chwalono jego popularność w aplikacji.
TikTok jest założoną w 2016 r. platformą społecznościową, która służy do tworzenia, publikowania i oglądania krótkich filmów wideo.
„Dyskusja wokół TikToka jest napędzana przez coraz większe obawy o wpływ platform społecznościowych na młodych użytkowników. Głównie jednak przez napiętą sytuację na linii USA-Chiny. I przez spór polityczny o definicję »wolności słowa«. A ostatnio nawet przez niezadowolenie części klasy politycznej z tego, że tak wielu młodszych wyborców sympatyzuje z sytuacją Palestyny” – pisał w OKO.press Tomasz Markiewska
Przeczytaj także:
Amerykańska delegacja Steve Witkoff, Jared Kushner i Josh Gruenbaum spotkali się w nocy w Moskwie z Władimirem Putinem. Efekt? Moskwa jest zadowolona ze „szczerych rozmów”, ale zastrzega, że trwałego pokoju nie będzie bez ustępstw terytorialnych Ukrainy
Cztery godziny trwało nocne spotkanie amerykańskiej delegacji w Moskwie – poinformował Reuters, powołując się na Kreml. Steve'owi Witkoffowi i zięciowi Trumpa Jaredowi Kushnerowi, którzy do Władimira Putina pielgrzymowali już w grudniu 2025, towarzyszył tym razem Josh Gruenbaum, starszy doradca nowej Rady Pokoju prezydenta USA.
Wysłannicy Trumpa przylecieli do Władimira Putina z Davos. Był to krótki przystanek przed trójstronnymi negocjacjami w Abu Zabi w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, gdzie Ukraina, Rosja i USA mają ustalać warunki pokoju.
Jak przekazał doradca Putina Jurij Uszakow, rozmowy z Amerykanami były „merytoryczne, konstruktywne i bardzo szczere”. Co nie znaczy, że stanowisko Kremla zmieniło się choćby o centymetr, a wycieczki przedstawicieli Trumpa do Moskwy zwiastują przełom.
"Podczas rozmów między naszym prezydentem a Amerykanami ponownie podkreślono, że bez rozwiązania kwestii terytorialnej zgodnie z formułą uzgodnioną w Anchorage nie ma nadziei na osiągnięcie długoterminowego porozumienia” – podkreślił Uszakow, odnosząc się do ubiegłorocznego spotkania Trumpa i Putina na Alasce. Główną przeszkodą do osiągnięcia pokoju jest żądanie Putina, aby Ukraina zrzekła się terytoriów na wschodzie, które nadal kontroluje. Moskwa domaga się również, aby Ukraina zrezygnowała z ambicji przystąpienia do NATO i nie pozwala na żadne inne gwarancje bezpieczeństwa dla Kijowa po zakończeniu wojny, w tym obecności misji pokojowej z udziałem wojsk Sojuszu Północnoatlantyckiego na terytorium Ukrainy.
Doradca prezydenta Rosji powiedział, że Rosja oczywiście jest „szczerze zainteresowana” rozwiązaniem dyplomatycznym, ale dopóki to nie zostanie osiągnięte, to „będzie konsekwentnie dążyć do realizacji celów specjalnej operacji wojskowej”.
Gdy Witkoff, Kushner i Gruenbaum rozmawiali z Putinem, Donald Trump spotkał się z Wołodymyrem Zełenskim. Obaj ocenili rozmowę jako bardzo dobrą. Prezydent USA pytany przez dziennikarzy o negocjacje w Abu Zabi, stwierdził że Putin i Zełenski są gotowi zawrzeć porozumienie, choć „nie ma żadnych przewidywań” i w sumie „nic się nie zmieniło”. I dalej, w tonie, który znamy z przemówienia w Davos, Trump wyjaśniał, że USA nie mają większego interesu w rozwiązaniu konfliktu w Ukrainie. Prezydent USA mówił, że robi to wszystko dla Europy, żeby „ocalić życia”. Dodał, że jednym z tematów, o których rozmawiał z prezydentem Zełenskim była dramatyczna sytuacja mieszkańców Ukrainy, odciętych od wody i prądu w czasie siarczystych mrozów.
Amerykanie w Moskwie i Abu Zabi mają forsować nowy pomysł, czyli strefę wolnocłową. Ze „spornych” terenów wycofać mieliby się nie tylko Ukraińcy, ale i Rosjanie. A między armiami na ruinach utworzonoby strefę buforową, do której mógłby przenosić się przemysł. "Wyobraźcie sobie możliwość konkurowania bez płacenia ceł, eksportując towary do USA” – powiedział Witkoff pytany, z czym jedzie do Moskwy.
Więcej o trójstronnych negocjacjach pokojowych w tekście Agnieszki Jędrzejczyk i Krystyny Garbicz.
Przeczytaj także:
Przymus nie jest dobrą metodą na relacje transatlantyckie – mówił w Brukseli premier Donald Tusk nawiązując do presji wywieranej na Danię i Europę przez Donalda Trumpa w sprawie Grenlandii
Premier Donald Tusk rozmawiał z dziennikarzami przed rozpoczynającym się w Brukseli nadzwyczajnym szczytem Unii Europejskiej poświęconym sposobom na rozwiązanie kryzysu grenlandzkiego.
„Przymus z pewnością nie jest dobrą metodą na relacje transatlantyckie” – mówił Donald Tusk, ironizując, że „jest pod mocnym wrażeniem tego, co słyszał z ust Donalda Trumpa w Davos”. „Nie kwestionujemy przywództwa Stanów Zjednoczonych z NATO, przeciwnie, to przywództwo jest bezsprzeczne. Nasi przyjaciele z Ameryki powinni jednak uświadomić sobie różnicę między pojęciami przywództwa i dominacji” – mówił Tusk.
Premier podkreślał, że szczyt w Brukseli będzie miał inny przebieg niż początkowo sądzono, zwołany został bowiem jeszcze przed tym, jak Donald Trump ogłosił, że jest zadowolony z proponowanych mu przez sekretarza generalnego NATO rozwiązań dotyczących amerykańskiej obecności wojskowej na Grenlandii i wycofał groźbę wprowadzenia ceł na towary z ośmiu krajów europejskich, które wysłały kontyngenty wojskowe na należącą do Danii wyspę.
„Musimy pamiętać, że kluczem do relacji między sojusznikami musi być zaufanie, a nie przymus. Zjednoczona Europa to będzie najlepsze lekarstwo na te kłopoty” – mówił Tusk.
Szczyt Rady Europejskiej w Brukseli rozpocznie się o 19. Spotkanie liderów państw UE zostało zwołane tuż po tym, jak prezydent USA Donald Trump ogłosił zamiar „ukarania” 10 procentowymi cłami 8 krajów Europy, które wysłały symboliczne kontyngenty wojskowe na Grenlandię, by zaznaczyć tam swą sojuszniczą obecność i okazać solidarność poddawanej przez Stany Zjednoczone presji Danii. Sytuacja zasadniczo zmieniła się jednak w czwartek 21 stycznia. Donald Trump wygłosił w Davos osobliwe przemówienie, w którym mieszał groźby pod adresem sojuszników, jawne lekceważenie dla NATO i krytykę polityki prowadzonej przez Unię Europejską z sygnałami odprężenia w kwestii Grenlandii. Następnie Trump ogłosił, że jest skłonny zgodzić się na porozumienie zwiększające amerykańską obecność wojskową na Grenlandii jednak bez oddawania Stanom Zjednoczonym kontroli nad wyspą i wycofał się z gróźb wprowadzenia nowych taryf celnych. Szczyt w Brukseli, na którym miały zapaść decyzje o odpowiedzi na rozpoczętą przez Trumpa wojnę celną będzie więc miał zupełnie inny charakter. Liderzy państw UE będą na nim rozmawiać raczej o sposobach na ostateczne zakończenie grenlandzkiego kryzysu niż o jego ewentualnej eskalacji.
Przeczytaj także: