Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Myśliwy podejrzany o zastrzelenie 60-latka we wsi Młyniska ma trafić na trzy miesiące do aresztu. Wcześniej usłyszał zarzut zabójstwa w zamiarze ewentualnym.
Sąd Rejonowy w Lubartowie (woj. lubelskie) zastosował trzymiesięczny areszt wobec 40-letniego myśliwego, który jest podejrzany o zastrzelenie mężczyzny w wyniku rzekomej „pomyłki z dzikiem”. Jak podaje PAP, sąd wskazał dwie przesłanki: zagrożenie surową karą więzienia oraz obawę matactwa ze strony podejrzanego. Decyzja jest nieprawomocna.
Wcześniej Prokuratura Rejonowa w Lubartowie przedstawiła myśliwemu zarzut zabójstwa w zamiarze ewentualnym. Argumentowała, że oddał strzał bez dokładnego „osobistego rozpoznania zwierzyny”, co jest złamaniem przepisów prawa łowieckiego. Myśliwy Sławomir A. – bo to on miał oddać strzał — wycelował w mężczyznę, który wyszedł przed własną posesję we wsi Młyniska, żeby otworzyć bramę. Padły trzy strzały.
60-latek zmarł w wyniku rany postrzałowej klatki piersiowej i prawego przedramienia.
Podejrzany jest synem właściciela Zakładów Mięsnych Dobrosławów. Posiada zezwolenie na broń, jest członkiem koła łowieckiego. Ma również pole we wsi Młyniska, niedaleko posesji mężczyzny, którego zastrzelił.
Do tragedii doszło w nocy 16 sierpnia. O zdarzeniu pierwszy poinformował portal lublin112.pl, który podał, że funkcjonariusze zatrzymali trzech mężczyzn biorących udział w polowaniu.
Jak mówiła w rozmowie z OKO.press prokurator Jolanta Dębiec z Prokuratury Wojewódzkiej w Lublinie, trzech myśliwych polowało na dziki na polu kukurydzy, należącym do Sławomira A. Potwierdziła również wcześniejsze doniesienia medialne: na miejscu znajdował się 12-latek, który towarzyszył polującemu ojcu. Tymczasem art. 52 pkt 7 Prawa łowieckiego stanowi, że kto wykonuje polowanie w obecności lub przy udziale dziecka do 18. roku życia, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.
Dokładny przebieg polowania odtworzyła lubelska „Gazeta Wyborcza”. Jak podaje, Sławomir A. miał dostać informację, że dziki niszczą jego pole kukurydzy i namówić dwóch kolegów na wspólne polowanie. Czwórka uczestników polowania – trzech myśliwych i dziecko – podzieliła się na trzy grupy. Sławomir A. został z synem i ustawił broń na specjalnym statywie. Z tego statywu oddał strzał w stronę bramy, przed którą wyszedł 60-latek, czekając na swoje dzieci, wracające znad pobliskiego jeziora.
Działka była oświetlona.
Kiedy Sławomir A. zorientował się, że zabił człowieka, zawołał kolegów i kazał im zastawić drogę dojazdową. Akurat tamtędy jechała rodzina ofiary. „Jakieś 200 metrów przed domem drogę zagrodził nam mężczyzna ubrany w strój przypominający mundur. Powiedział, że przejazdu nie ma. Rozkazał, żebyśmy wracali. Dopiero potem uzmysłowiliśmy sobie, że to nie był żaden policjant, tylko myśliwy” – relacjonowali w rozmowie z „Wyborczą”.
Na miejsce została wezwana policja i pogotowie. Według GW myśliwym udało się wywieźć stamtąd 12-latka. Jedną z badanych hipotez jest to, że strzał oddało dziecko. Tymczasem Sławomir A. utrzymuje, że to on strzelał.
Przeczytaj także: