Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
52,2 proc. Polaków uważa, że Polska powinna nadal wspierać Ukrainę militarnie – wynika z sondażu IBRiS dla „Rzeczpospolitej”. Poparcie jest jednak znacznie niższe niż po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny. Największy sprzeciw deklarują wyborcy opozycji.
Większość Polaków nadal opowiada się za dalszym wsparciem militarnym Ukrainy, choć poparcie dla takiej pomocy wyraźnie spadło od początku wojny. Z sondażu IBRiS przeprowadzonego na zlecenie „Rzeczpospolitej” wynika, że 52,2 proc. badanych uważa, iż Polska powinna nadal wspierać Ukrainę militarnie, przeciwnego zdania jest 45,2 proc., a 2,5 proc. nie ma opinii w tej sprawie.
Według dziennika zwolennikami dalszego wsparcia militarnego Ukrainy są przede wszystkim wyborcy koalicji rządzącej, mężczyźni oraz osoby po 50. roku życia. Przeciwnikami częściej są wyborcy opozycji, zwłaszcza PiS i Konfederacji, osoby w wieku 30–39 lat, mieszkańcy wsi oraz respondenci z wykształceniem podstawowym lub zawodowym. „Rzeczpospolita” podkreśla, że oznacza to wyraźny spadek poparcia wobec końca 2022 r., gdy za przekazywaniem broni Ukrainie opowiadało się 77,5 proc. Polaków.
Gazeta przywołuje także drugi sondaż, przeprowadzony przez SW Research dla rp.pl na początku lipca. Wynika z niego, że 42,2 proc. badanych uważa, iż przekazywanie uzbrojenia Ukrainie nie zwiększa bezpieczeństwa Polski, przeciwnego zdania jest 38,5 proc., a 19,2 proc. nie ma zdania. Najbardziej sceptyczne są osoby w wieku 35–49 lat, kobiety oraz respondenci z wykształceniem zasadniczym zawodowym.
Sondaż został opublikowany w czasie ostrego sporu politycznego o dalszą pomoc wojskową dla Ukrainy. Bezpośrednim impulsem była krytyka przekazania przez Polskę pięciu pocisków PAC-3 do systemów Patriot oraz wypowiedzi kandydata PiS na premiera Przemysława Czarnka, który postulował czasowe wstrzymanie pomocy wojskowej dla Ukrainy w celu wymuszenia na władzach Ukrainy zmiany polityki historycznej.
Władze PiS zdystansowały się od słów Przemysława Czarnka. Prezes PiS Jarosław Kaczyński oświadczył, że „pomoc militarna (...) na rzecz Ukrainy jest bezwzględnie potrzebna” z punktu widzenia polskiej racji stanu i bezpieczeństwa, a sprawa wypowiedzi Czarnka zostanie wyjaśniona przez kierownictwo partii.
O sporze wewnątrz PiS wokół polityki wobec Ukrainy szerzej pisał Witold Głowacki w OKO.press. Jak zauważa, w ugrupowaniu ścierają się dwie tendencje: reprezentowany przez Przemysława Czarnka i część tzw. twardogłowych kurs zakładający zaostrzenie stanowiska wobec Ukrainy i podążanie za rosnącymi antyukraińskimi nastrojami części elektoratu, oraz linia Mateusza Morawieckiego, który argumentuje, że dalsze wspieranie Ukrainy leży w strategicznym interesie Polski i ostrzega, że przejmowanie narracji Konfederacji może osłabić PiS. Zdaniem Głowackiego partia „miota się między przekazami bliskimi środowiskom prorosyjskim (...) a opowieścią o »żelazie za krew« sformułowaną przez Morawieckiego”.
Przeczytaj także:
Do 23 lipca Mateusz Morawiecki ma podjąć decyzję, czy likwiduje Stowarzyszenie Rozwój Plus. Rzecznik PiS ogłosił, że stowarzyszenie szkodzi PiS-owi i Polsce. Morawiecki swojej organizacji likwidować nie zamierza.
Konflikt w PiS zaostrzył się przez ostatnią dobę. W środę 16 lipca 2026 wieczorem kierownictwo PiS zdecydowało, że działające wokół partii stowarzyszenia mają się rozwiązać w ciągu siedmiu dni. Uzasadnieniem tej decyzji miałoby być to, że działalność stowarzyszeń jest sprzeczna z prawem regulującym działalność partii politycznych i może grozić odebraniem PiS-owi dotacji.
Jest jednak jasne, że ta decyzja jest wymierzona w Mateusza Morawieckiego, który wiosną 2026 powołał Stowarzyszenie Rozwój Plus.
Morawiecki już dwie godziny po ogłoszeniu decyzji kierownictwa PiS odpowiedział na portalu X:
„Stowarzyszenie Rozwój Plus stało się miejscem, w którym Polacy chcą rozmawiać o przyszłości, przedstawiać konkretne rozwiązania i docierać do ludzi, którzy dziś oczekują od polityki przede wszystkim rozwoju, bezpieczeństwa i ambitnej wizji państwa”. Konkluzja jest jasna: stowarzysznia rozwiązywać nie zamierza.
Czwartkowa wypowiedź rzecznika PiS w wyjątkowo ostrych słowach przywołuje Morawieckiego do porządku. Bochenek pisze, że decyzja już zapadła: „Albo chce się być w jednej organizacji, albo w drugiej”. Pisze też:
„Cele stowarzyszenia „Rozwój Plus” są jasne – polityczne i stoją w sprzeczności z działalnością PiS. Co więcej, działalność stowarzyszenia prowadzi do rozbijania struktur partii, wykorzystywania zasobów PiS do budowania własnej organizacji oraz podsycania konfliktów. Pomimo prób wmawiania, że jest inaczej, trzeba powiedzieć wprost: stowarzyszenie „Rozwój Plus” nie pomaga, a szkodzi jedności polskiej prawicy, a przez to także przyszłości naszej Ojczyzny”.
Konflikt w Prawie i Sprawiedliwości ciągnie się od wielu miesięcy. Jego najbardziej widocznym objawem jest publiczne starcie między Przemysławem Czarnkiem i Mateuszem Morawieckim. Pierwszy reprezentuje „stary PiS” i strategię zakładającą przejmowanie wyborców korony Grzegorza Brauna. Drugi – przyciąga młodsze pokolenie polityków PiS i chce iść w stronę centrum.
Utworzenie stowarzyszenia przez Morawieckiego zostało w partii odebrane jako pierwszy krok do opuszczenia PiS-u i powołania własnej partii. Na 31 lipca Morawiecki zaplanował spotkanie w formie grilla. Zaprosił przedstawicieli różnych środowisk politycznych. PiS chce, by spotkanie odwołał, współpracownicy Morawieckiego potwierdzają, że grill się odbędzie.
Przeczytaj także:
„To jest historyczny moment w polskiej polityce. Obserwujemy upadek, kruszenie się, upadek jak domku z kart misternie budowanego imperium Kaczyńskiego” – mówił w programie „Jeden na jeden” w TVN24 europoseł KO Bartosz Arłukowicz.
Europoseł KO, były minister zdrowia Bartosz Arłukowicz uważa, że Jarosław Kaczyński traci kontrolę nad obozem, który budował przez ostatnie dekady.
„To jest historyczny moment w polskiej polityce. Obserwujemy upadek, kruszenie się, upadek jak domku z kart misternie budowanego imperium Kaczyńskiego” – mówił w programie „Jeden na jeden” w TVN24.
Według Arłukowicza symbolem tego kryzysu jest fakt, że PiS zajmuje się dziś wewnętrznymi sporami zamiast polityką. „Dzisiaj jesteśmy na etapie, w którym w bardzo poważnym programie, jednym z najważniejszych programów publicystycznych w polskich mediach, rozmawiamy o aferze grillowej. Kaczyński zajmuje się tym, kto pójdzie na grilla do Morawieckiego” – stwierdził.
Arłukowicz ostro skrytykował też antyukraińskie wypowiedzi Przemysława Czarnka. „Czarnek powiedział wprost językiem Putina. To Putin mówi, że Ukraińcy są faszystami i nacjonalistami. To Putin mówi, że toczy wojnę, żeby walczyć z nazizmem Ukraińców. I mówi dokładnie to samo Czarnek” – przekonywał.
„Wstyd mi jest za Kaczyńskiego. Ja się z Kaczyńskim nie zgadzam w niczym, ale go szanuję jako podmiot polityczny. Jest mi wstyd, że Kaczyński, w tym wieku i z takim dorobkiem politycznym, dopuszcza do tego, żeby w jego imieniu mówił Czarnek” – powiedział.
Jak dodał, „to, co się dzieje dzisiaj z Kaczyńskim, że jego ustami i językiem jest Czarnek, Mejza, Matecki, Bąkiewicz, to jest upadek historyczny Kaczyńskiego”. „Często mówię do swojego syna: patrz, synu, tak upadają imperia. I to jest upadek Kaczyńskiego” – mówił.
Wypowiedzi Arłukowicza padły dzień po decyzji władz PiS o zakazie udziału członków partii w stowarzyszeniach prowadzących działalność polityczną. Kierownictwo ugrupowania zobowiązało działaczy do wystąpienia m.in. ze stowarzyszenia „Rozwój Plus” Mateusza Morawieckiego i „Po pierwsze Polska” Jacka Sasina. Na wykonanie uchwały mają siedem dni, w przeciwnym razie grozi im wykluczenie z PiS.
„Rozwój Plus” powstało wiosną tego roku jako polityczno-programowe zaplecze byłego premiera. Morawiecki przedstawiał je jako przestrzeń do budowy „nowoczesnego konserwatyzmu” i przygotowywania programu dla centroprawicy. Do stowarzyszenia przystąpiło początkowo blisko 40 polityków PiS. Wśród najbardziej rozpoznawalnych członków są m.in. Marcin Horała, Michał Dworczyk, Piotr Müller, Janusz Cieszyński, Paweł Jabłoński, Waldemar Buda i Szymon Szynkowski vel Sęk.
Na 31 lipca zaplanowane jest otwarte spotkanie organizowane przez stowarzyszenie „Rozwój Plus”, określane w mediach jako „grill Morawieckiego”. Były premier podtrzymał zaproszenie na wydarzenie mimo decyzji władz PiS. W programie wydarzenia zapowiedziano kilkadziesiąt debat i paneli z udziałem około 50 prelegentów. Spotkanie jest odbierane jako demonstracja siły politycznego zaplecza Morawieckiego i test lojalności jego zwolenników wobec Jarosława Kaczyńskiego.
Przeczytaj także:
Komisja Europejska opowiedziała się po stronie Anglii przed półfinałem mistrzostw świata z Argentyną. Deklaracja przypada na czas, gdy Londyn i Bruksela odbudowują relacje po Brexicie.
— Życzymy angielskiej drużynie i jej licznym zawodnikom irlandzkiego pochodzenia wszystkiego najlepszego w dzisiejszym półfinale przeciwko Argentynie — powiedział w środę, 15 lipca, zastępca głównego rzecznika Komisji Europejskiej Olof Gill. — I tak, oczywiście, liczymy na całkowicie europejski finał — dodał rzecznik.
O deklarację poparcia zapytał portal Euractiv. Dziennikarze Euractiv zaznaczają, że wypowiedź rzecznika Gilla nie była przypadkowa ze względu na trwające ocieplenie relacji między Londynem a Brukselą.
Ustępujący premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer zabiegał o „reset” stosunków z UE od objęcia władzy w 2024 roku. W maju 2025 roku obie strony uzgodniły na pierwszym od Brexitu szczycie „reset” relacji, obejmujący współpracę w dziedzinie bezpieczeństwa, obronności i handlu.
W kwietniu 2026 roku Londyn i Bruksela sfinalizowały powrót Wielkiej Brytanii do programu Erasmus+ od 2027 roku. Z kolei w bieżącym tygodniu brytyjski rząd uzgodnił udział w unijnym programie pożyczkowym finansującym zakupy uzbrojenia dla Ukrainy.
Wczoraj (14 lipca) dokonał się inny akt zbliżenia Wielkiej Brytanii i UE. Brytyjscy i hiszpańscy urzędnicy oraz przedstawiciele Komisji Europejskiej podpisali porozumienie znoszące kontrolę osób i towarów na granicy lądowej między Hiszpanią a Gibraltarem, brytyjskim terytorium, którego nie objęła umowa brexitowa między UE a Wielką Brytanią.
Brytyjczycy zagłosowali za opuszczeniem Unii w 2016 roku, a kraj formalnie wystąpił z niej w 2020 roku.
Anglia mierzy się dziś wieczorem z broniącą tytułu Argentyną w półfinale mundialu. Spotkanie ma ogromny historyczny i polityczny podtekst związany z wojną o Falklandy z 1982 roku i pamiętnym ćwierćfinałem mistrzostw świata w 1986 roku, w którym Diego Maradona zdobył gola ręką.
Zwycięska drużyna zmierzy się w finale mundialu z Hiszpanią, która pokonała wczoraj Francję. Anglia zdobyła mistrzostwo świata tylko raz, w 1966 roku, będąc gospodarzem turnieju.
Przeczytaj także:
Sejmowa Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka poparła kandydaturę Sylwii Gregorczyk-Abram na stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich. Za było 17 posłów, przeciw 9. Za kontrkandydatem z PiS, Adamem Borowskim było 10 posłów, 18 przeciw
Sejmowa Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka po zadaniu pytań kandydatom na urząd RPO przegłosowała 15 lipca rekomendację dla Sejmu. Głosowanie w Sejmie odbędzie się w piątek 17 lipca. Za kandydatką KO i Lewicy Sylwią Gregorczyk-Abram opowiada się wyraźna większość.
Przesłuchanie przed komisją przypominało wysłuchanie publiczne z poprzedniego dnia, kiedy kandydaci na stanowisko RPO odpowiadali na pytania przedstawicieli organizacji pozarządowych. Opisaliśmy je ze szczegółami i cytatami w OKO.press.
Przeczytaj także:
Kandydaci powtarzali przed komisją swoje wcześniejsze stwierdzenia, Adam Borowski, który głównie skupiał się na anegdotach, powtórzył je także 15 lipca.
Przesłuchanie przed komisją było jednak o połowę krótsze, bo trwało tylko trzy godziny. Było też bardziej politycznym spektaklem niż próbą poznania poglądów kandydatów. Posłowie PiS atakowali Sylwię Gregorczyk-Abram i próbowali jej przypisać osobistą odpowiedzialność za przejęcie TVP w grudniu 2023 r. Sugerowali, że to ona stała za operacją prawną, bo pracowała w tej samej kancelarii prawnej, w której pomocy szukała wtedy prokuratora Ewa Wrzosek.
Grozili kandydatce odpowiedzialnością karną i komisją śledczą „po wyborach za rok”.
Gregorczyk-Abram odpowiadała precyzyjnie, odwołując się do prawa i panując nad każdym słowem.
Posłowie koalicji zarzucali Adamowi Borowskiemu brak wiedzy prawniczej i zaangażowanie polityczne.
Doprowadzili w końcu do tego, że kandydat wszedł w rolę działacza politycznego i szefa warszawskiego klubu „Gazety Polskiej”.
Zaczął wykrzykiwać do mikrofonu, że jego przeciwnicy polityczni i ludzie demonstrujący przeciw działaniom Roberta Bąkiewicza to swołocz. Tak jak 14 lipca na wysłuchaniu, tak i przed komisją Borowski właśnie z Bąkiewicza uczynił symbol prześladowań rządu Tuska. Opowiedział, że w czasie protestów kobiet – tak jak Robert Bąkiewicz — bronił w Warszawie przed kobietami kościoła (Bąkiewicz – kościoła Świętego Krzyża, Borowski – kościoła św. Aleksandra przy placu Trzech Krzyży). A pytany o represjonowanie demonstrujących, wyraził oburzenie, że kobiety używały wulgarnych haseł.
Jakby nawiązując do relacji OKO.press z wysłuchania publicznego, Borowski podkreślił, że on i Sylwia Gregorczyk-Abram pochodzą z dwóch światów.
Napisaliśmy bowiem w relacji: „kandydaci pokazali się jako osoby pochodzące z dwóch światów. Sylwia Gregorczyk-Abram – sprawna prawniczka, znająca doktrynę praw człowieka, umiejąca przechodzić od szczegółu do ogółu i odwrotnie. Adam Borowski – nieporadny, ale pełen pasji, snujący anegdotyczne opowieści powiązane komentarzem politycznym o złych elitach".
Figurę dwóch światów rozwijali też posłowie PiS. Wskazywali, że wykształcona adwokatka zna się na paragrafach i sygnaturach, ale nie zna prawdy o życiu i ludzkiej krzywdzie – tak jak Borowski, który walczył z komuną i bronił TVP Kurskiego.
Borowski też odwoływał się do swojej działalności opozycyjnej sprzed 40 lat. Ma ona dawać rękojmie, że i teraz będzie w stanie sprzeciwiać się władzy. „Ona – pierwszy raz zwrócił się wprost do Gregorczyk-Abram – nie będzie broniła sędziów”.
Był to skrót myślowy, który mógł się odnosić zarówno do niesprawiedliwych wyroków sądów, o których wcześniej opowiadał kandydat, jak i do sytuacji neo-sędziów, których status jest obecnie kwestionowany. Borowski uważa to za bezprawne, popiera wszystkie działania PiS i Karola Nawrockiego w sprawie sędziów i sądownictwa.
O ile Gregorczyk-Abram wskazywała na najróżniejsze problemy z prawami kobiet, osób z niepełnosprawnościami, uczniów (więcej o tym było na wysłuchaniu publicznym 14 lipca) i dowodziła, że o te prawa upominała się także wobec obecnej władzy, dla Borowskiego i posłów PiS sprawy te jakby nie były warte uwagi czy też miana spraw godnych RPO. Dla nich dowodem łamania praw człowieka w Polsce są kłopoty prawne działaczy PiS i próby rozliczania ich za działania z czasów rządów PiS.
Przeczytaj także:
Po głosowaniu w Sejmie wybrany kandydat musi zdobyć poparcie Senatu. Zgodnie z Konstytucją Sejm powołuje go bowiem za zgodą Senatu na pięcioletnią kadencję.
Kadencja obecnego RPO Marcina Wiącka upływa nieodwołalnie 23 lipca. Tak zdecydował w 2021 r. Trybunał Konstytucyjny Julii Przyłębskiej. Uznał, że kadencja Rzecznika mija, nawet jeśli parlament nie jest w stanie wyłonić jego następcy.
Przeczytaj także:
Było to rozstrzygnięcie związane z ówczesną sytuacją: na przełomie 2020 i 2021 r. PiS wybierał w Sejmie swojego kandydata na RPO, ale w Senacie większość miała opozycja i kandydatury nie akceptowała. Trwało to ponad pół roku i ostatecznie TK ogłosił, że w takim razie kadencja Bodnara i tak się kończy. Jeśli więc nie uda się wybrać następcy, to po prostu Rzecznika Praw Obywatelskich w Polsce nie będzie.
Do RPO może się zgłosić każdy, kto uważa, że instytucje państwa naruszyły jego prawa. W ten sposób dzięki RPO można sprawdzić, jak przyjęte prawo działa w praktyce — czy jest dobrze stosowane, rozumiane i czy nie zawiera błędów.
RPO ma prawo do
Przeczytaj także: