Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

09:45 07-04-2026

Prawa autorskie: fot. Jakub Wlodek / Agencja Wyborcza.plfot. Jakub Wlodek / ...

Będzie zmiana czy nie? Referendum w Krakowie w maju

Pomysł PiS-u, by władzę w samorządach odbierać w toku referendum właśnie się ziścił. Krajowe Biuro Wyborcze potwierdziło, że liczba ważnych podpisów złożonych pod wnioskiem o głosowanie w sprawie odwołania prezydenta Krakowa przekroczyła 58 tysięcy. Referendum odbędzie się 24 maja – i będzie dotyczyć nie tylko zmiany włodarza, ale i całej Rady Miasta.

Co się wydarzyło?

Każdy ze 134 tysięcy podpisów złożonych pod wnioskiem o referendum w sprawie zmiany władzy w Krakowie został zweryfikowany przez komisję wyborczą. Sprawdzano, czy dana osoba ma prawo wyborcze, czy na stałe mieszka w mieście. Czy nie zrobiła błędu w numerze PESEL albo nazwisku.

7 kwietnia Krajowe Biuro Wyborcze potwierdziło: liczba 58 tysięcy 355 podpisów niezbędnych do przeprowadzenia w Krakowie referendum została przekroczona. Referendum odbędzie się – i to za kilka tygodni.

Datę, jak potwierdza Dagmara Daniec-Cisło, komisarz wyborcza w Krakowie I, wyznaczono na 24 maja.

Krakowianie otrzymają dwie kartki i będą odpowiadać na dwa pytania: czy chcą odwołania prezydenta Krakowa, Aleksandra Miszalskiego, oraz czy głosują za odwołaniem całej Rady Miasta Krakowa – w której większość ma Platforma Obywatelska oraz Lewica.

wzór referendalnej karty do głosowania przedstawiony przez Krajowe Biuro Wyborcze

Aby refereferendum okazało się ważne i wiążące, udział w nim musi wziąć przynajmniej 3/5 liczby tych, którzy poszli do ostatnich wyborów samorządowych 7 kwietnia 2024 oraz drugiej turze wyborów na prezydenta miasta, które odbyły się dwa tygodnie później. Jak podaje Dagmara Daniec-Cisło:

  • by odwołać prezydenta Krakowa, w referendum wziąć udział musi przynajmniej 158 tysięcy 555 osób
  • by odwołać Radę Miasta, liczba ta wzrasta do 179 tysięcy 792 osób.

Jaki jest kontekst?

Prezydent Aleksander Miszalski jak dotąd nie skomentował oficjalnej informacji o czekającym go referendum. Komitet, który organizował akcję referendalną już w połowie ubiegłego tygodnia informował, że do referendum dojdzie. „To będzie moment przełomowy” – pisali w mediach społecznościowych.

Akcja referendalna w Krakowie oficjalnie rozpoczęła się pod koniec stycznia. Podpisy zbierano przeszło miesiąc, składając je (z solidną nawiązką) 11 marca. Ich weryfikacja trwała niespełna miesiąc.

Jak pisaliśmy na łamach OKO.press, referendum jest motywowane politycznie. „Odwołanie Miszalskiego w Krakowie może pociągnąć za sobą całą serię referendalnych wyborów” – pisał poseł PiS Ryszard Terlecki w felietonie pt. „Referendum coraz bliżej”, opublikowanym na portalu Kurier Krakowski. Polityk zdradził, że podobne akcje planowane są w innych miastach, w których władzy nie ma PiS, np. w Gdański. „Przeciwnicy obecnej władzy z uruchomieniem akcji czekają na wynik konfrontacji w Krakowie” – pisał.

W podobnym tonie wypowiada się Konrad Berkowicz z Konfederacji: „Miszalski wczoraj [tj. 26 lutego – przyp.red.] w Sejmie był przerażony. Z desperackim spojrzeniem bredził coś o 10 miliardach na metro w Krakowie. On wie, że już w czerwcu się z nim żegnamy i kończymy ten żart, jakim była jego prezydentura w tym mieście. A już po Krakowie to samo robimy z Platformą w całej Polsce”.

Aleksander Miszalski staje teraz przed poważnym politycznym sprawdzianem. Jeśli do referendum pójdzie za mało osób i okaże się ono nieważne, utrzyma fotel prezydenta. Będzie to jednak, jak prognozował w rozmowie z OKO.press, miałki, a nawet populistyczny koniec kadencji. „Prezydent nie będzie chciał grać na wysoką frekwencję, więc prawdopodobnym jest, że w referendum weźmie udział mniej niż 158 tysięcy osób. Wtedy Aleksander Miszalski zachowa stanowisko – ale jego oponenci będą snuć narrację o wysokim wskaźniku braku poparcia, co również nakaże prowadzić mu bardzo defensywną politykę. To będzie słaba prezydentura” – wskazuje politolog.

Jeśli jednak referendum okaże się wiążące i prezydenta Krakowa wybrać będzie trzeba od nowa, w mieście będziemy oglądać przedsmak tego, co czekać całą Polskę będzie w wyborach samorządowych. Władza w stolicy Małopolski jest łakomym kąskiem dla prawicy, choć zdaje się wciąż mało prawdopodobnym. Partie są bowiem rozdrobnione, każda (czyli i PiS, i Konfederacja, i Łukasz Gibała od lat bezskutecznie walczący o fotel prezydenta Krakowa) zamierza grać na własny rachunek. Robi to również Koalicja Obywatelska, która przed miesiącami skazała Miszalskiego na porażkę, i jak pisaliśmy, sama najchętniej zastapiłaby go kimś innym.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

08:38 07-04-2026

Prawa autorskie: Źródło: Państwowa Służba Ukrainy ds. Sytuacji Nadzwyczajnych (DSNS)Źródło: Państwowa Sł...

Dron trafił w autobus pełen ludzi. Atak Rosjan w centrum Nikopolu

Rosja intensyfikuje ataki na Ukrainę. Trzy osoby zginęły w wyniku uderzenia rosyjskiego drona w miejski autobus w Nikopolu na południu Ukrainy – przekazał Ołeksandr Hanża, szef dniepropietrowskiej administracji wojskowej. We wtorkowe popołudnie prezydent Ukrainy przekazał, że liczba ofiar wzrosła do czterech.

Co się wydarzyło?

To nie był przypadkowy atak – twierdzą ukraińskie władze. To celowy akt terroru wymierzony w ludność cywilną, w ludzi, którzy po prosto jechali autobusem, załatwiając swoje sprawy – przekazał na Telegramie Ołeksandr Hanża cytowany przez ukraińską agencję informacyjną UNN oraz agencję Reutersa.

Ihor Kłymenko, ukraiński minister spraw wewnętrznych: „To druzgocący cios w transport publiczny. Do ataku doszło w godzinach szczytu, gdy ludzie jechali do pracy”.

Do ataku doszło we wtorkowy poranek, 7 kwietnia. Autobus podjeżdżał do przystanku, w chwili ataku ludzie znajdowali się zarówno wewnątrz pojazdu, jak i na przystanku. Trzy osoby zginęły, a 12 zostało rannych.

Przed godziną 15 prezydent Ukrainy Władimir Zełeński poinformował, że liczba ofiar śmiertelnych wzrosła do czterech.

Do ataku doszło w czasie nasilonych uderzeń dronów przeprowadzonych przez Rosję w ostatnich dniach w całej Ukrainie. Bezzałogowce uderzały m.in. w cele w kilku regionach kraju, w tym w Odessie, Charkowie i Sumach.

„Obecnie w szpitalu przebywa siedem osób po ataku rosyjskiego drona FPV na miasto Nikopol, a konkretnie – na zwykły miejski autobus. Kolejnym dziewięciu osobom udzielono pomocy na miejscu. Niestety, cztery osoby zginęły (...) Rosjanie kontynuują stosowanie celowego terroru wobec ludności w Nikopolu oraz innych miastach i społecznościach w pobliżu linii frontu” – napisał Zełenski w komunikatorze Telegram.

Jaki jest kontekst?

Rosja intensyfikuje ataki dronowe na Ukrainę – ale po raz pierwszy od początku pełnoskalowej wojny odnotowuje mniej ataków dronowych niż Ukraina, przekazuje Polskie Radio za ABC News.

Według rosyjskiego ministerstwa obrony w marcu zestrzelono 7 347 ukraińskich dronów, co daje średnio 237 maszyn dziennie i stanowi rekordowy wynik.

Dla porównania, Rosja w tym samym czasie użyła przeciwko Ukrainie 6 462 dronów oraz 138 rakiet. Około 90 proc. dronów i blisko 74 proc. pocisków udało się zneutralizować. To oznacza, że Ukraina każdego dnia mierzyła się średnio z ponad 200 dronami i kilkoma rakietami.

Ukraińskie drony trafiły między innymi w Ust-Ługę, główny rosyjski port nad Morzem Bałtyckim. Port, będący kluczowym węzłem eksportu ropy naftowej w zachodniej Rosji nie działał od końca marca. Rosjanie wrócili do jego użytkowania 4 kwietnia.

„Otrzymałem ocenę (brytyjskiego) MI6, dotyczącą sytuacji na naszym froncie. Obecnie sytuacja Ukrainy jest najlepsza w ciągu ostatnich 10 miesięcy” – przekazała Polska Agencja Prasowa, cytując fragment wywiadu z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim. Ten zaprosił do Kijowa amerykańskich negocjatorów, by pracować nad warunkami pokoju w Ukrainie. ”Jest to alternatywna opcja trójstronnego spotkania na szczeblu grup roboczych. Amerykańska grupa może przyjechać do nas, a po spotkaniu z nami udać się do Moskwy. Jeśli nie uda się spotkać we trójkę, zróbmy to po kolei. To nasza propozycja” – przekazał Zełenski.

Póki co jednak, amerykańska delegacja w postaci wiceprezydenta J.D. Vance'a rozpoczyna właśnie dwudniową wizytę na Węgrzech. Termin jest nieprzypadkowy – do wizyty dochodzi na pięć dni przed wyborami parlamentarnymi na Węgrzech, w których Fidesz Viktora Orbána po raz pierwszy od 16 lat może stracić władzę.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

Przeczytaj także:

05:53 07-04-2026

Prawa autorskie: NASANASA

Artemis II wraca zza ciemnej strony Księzyca

„To, co teraz widać gołym okiem z Księżyca, jest dla mnie oszałamiające. To po prostu niewiarygodne” – przekazał przez radio Jeremy Hansen. Wezwał „obecne i przyszłe pokolenie, by dopilnowały, żeby ten rekord nie przetrwał długo”.

Astronauci misji Artemis II – Amerykanie Christina Koch, Reid Wiseman, Victor Glover oraz Kanadyjczyk Jeremy Hansen – znaleźli się w największej w dziejach odległości od Ziemi i przekroczyli rekord Apollo 3 z 1970 roku. wynosił on 400 171 km. Docelowo Artemis II ma osiągnąć odległość 406 778 km – poinformowała NASA

Statek kosmiczny Orion przeleciał następnie za Księżycem, tymczasowo tracąc kontakt z NASA na Ziemi – planowa przerwa w łączności trwała 40 minut. Załoga obserwowała też znak Księżyca Ziemi zaćmienie Słońca.

„Zobaczyliśmy widoki, jakich nie widział żaden człowiek, nawet Apollo, i to było dla nas niesamowite” – powiedział dowódca misji Wiseman, kiedy z Artemis połączył się Donald Trump.

Podróż powrotna zajmie Artemis około czterech dni. Wodowanie w Oceanie Spokojnym u zachodnich wybrzeży USA ma nastąpi 10 kwietnia o godzinie 20:07 czasu wschodniego (11 kwietnia o godzinie 02:07 czasu polskiego).

Jaki jest kontekst?

Artemis jest następczynią programu Apollo z lat 1966–1972. Jej celem jest powrót USA na Księżyc do 2028 roku, zanim wylądują tam Chińczycy. Artemis ma prowadzić badania naukowe. ale też przygotować bazę księżycową. Ma ona służyć jako poligon doświadczalny dla przyszłych misji na Marsa.

Choć misja Artemis II została zaprojektowana jako załogowa próba generalna przed przyszłymi wyprawami księżycowymi, dostarczyła ona naukowcom mnóstwo nowego materiału do badań, w tym błyski uderzeń meteorów zarejestrowane podczas poniedziałkowego przelotu, przypominające iskry i smugi światła opisywane przez niektórych astronautów misji Apollo.

NASA przypomina, że załoga Artemis II ma ze sobą nagranie dowódcy Apollo 13, a także Apollo 8, Jima Lovella.

Lovell zmarł w zeszłym roku w wieku 97 lat. Nie doczekał powrotu ludzi na Księżyc. Z dwunastu astronautów, którzy chodzili po powierzchni Księżyca, żyją: Buzz Aldrin (Apollo 11), David Scott (Apollo 15), Charles Duke (Apollo 16) oraz Harrison Schmitt (Apollo 17).

Apollo 8 miał podobną misję jak obecnie Artemis II: obleciał Księżyc przed kolejnymi misjami, które kończyły się już lądowaniem. Załoga Apollo 8 jako pierwsza w dziejach ludzkości zobaczyła ciemną, niewidoczną z Ziemi stronę księżyca. Zrobiła też 24 grudnia 1968 słynne zdjęcie wschodu Ziemi na Księżycu.

Błękitna kula wznosząca się na czarnym niebie nad szara powierzchnią Księżyca
Wschód Ziemi 1968

Misja Apollo 13 została przerwana w drodze na Księżyc z powodu eksplozji zbiornika z tlenem. Załogę udało się ściągnąć na Ziemię dzięki wykorzystaniu grawitacji Księżyca: statek doleciał tam, a na Ziemię „skierował go Isaac Newton”. Astronauci oglądali wtedy ciemną stronę nie wiedząc, czy zdołają wrócić na Ziemię.

„Witajcie w mojej okolicy. To historyczny dzień i wiem, jak bardzo będziecie zajęci, ale nie zapomnijcie napawać się widokami. Powodzenia!” – mówił w swoim przesłaniu Lovell.

19:23 06-04-2026

Prawa autorskie: US Secretary of Defense Pete Hegseth speaks about the conflict in Iran in the James S. Brady Press Briefing Room of the White House on April 6, 2026, in Washington, DC. (Photo by Brendan SMIALOWSKI / AFP)US Secretary of Defe...

Hegseth o pilocie z F-15: Zestrzelony w Wielki Piątek, uratowany w Niedzielę Wielkanocną

W Białym Domu trwa konferencja prasowa Donalda Trumpa dotycząca akcji ratunkowej po zestrzeleniu przez Iran amerykańskiego F-15. Pete Hegseth porównuje to wydarzenie do Triduum Paschalnego, a Trump tradycyjnie grozi Iranowi

"Zestrzelony w piątek. Wielki Piątek. Ukryty w jaskini, szczelinie, przez całą sobotę. I uratowany w niedzielę. Wyleciał z Iranu, gdy wschodziło słońce w Niedzielę Wielkanocną. Pilot odrodzony. Wszyscy są w domu bezpiecznie, naród się raduje. Bóg jest dobry” – powiedział Pete Hegseth, sekretarz obrony USA. Ok. 19.00 czasu polskiego Donald Trump rozpoczął konferencję o sytuacji w Iranie i akcji ratowania drugiego członka załogi zestrzelonego w Iranie amerykańskiego F-15. Podczas konferencji Donald Trump, John Ratcliffe (dyrektor CIA) i Hegseth opowiedzieli ze szczegółami o tej operacji.

Przeczytaj także:

Trump, który już wcześniej przesunął swoje ultimatum dla Iranu na wtorek do godziny 20.00, powtórzył swoje groźby: „Cały kraj może zostać zniszczony w ciągu jednej nocy, a ta noc może nadejść już jutro”. Hegseth: „Zgodnie z poleceniem prezydenta, dzisiaj przeprowadzona zostanie największa liczba ataków od pierwszego dnia tej operacji. Jutro będzie ich jeszcze więcej niż dzisiaj. Wtedy Iran będzie miał wybór”.

Jak donosi The New York Times, podczas konferencji prasowej międzynarodowe i amerykańskie ceny ropy wzrosły.

Donald Trump, w znanym już szerszemu audytorium stylu, nie tylko zachwalał najlepszą, spektakularną akcję ratowania pilota, ale także swój plan na zmianę reżimu w Iranie. Niestety nie zdradził, jaki to plan: „Mam najlepszy plan ze wszystkich. Ale nie zamierzam wam zdradzać, na czym polega mój plan”. Zdradził jednak, że w ciągu kilku godzin jest w stanie sprowadzić na Iran „piekło”. „Mamy plan, zgodnie z którym do jutra o północy każdy most w Iranie zostanie zniszczony, a każda elektrownia w Iranie przestanie działać, spłonie, wybuchnie i nigdy więcej nie będzie używana. Mam na myśli całkowite zniszczenie do północy, a jeśli zechcemy, nastąpi to w ciągu czterech godzin. Nie chcemy, aby tak się stało”.

No chyba, że uda się dogadać – Trump twierdzi, że Iran jest do negocjacji chętny.

Prezydent USA powtórzył też swoje tezy o tym, że gdyby nie wypowiedział porozumienia jądrowego w 2018 r. Iran miałby już broń jądrową. Powtórzył także, że jest rozczarowany partnerami z NATO, Australii, Korei Południowej, które nie wsparły go podczas konfliktu w Iranie.

Jaki jest kontekst?

Trump grozi zbombardowaniem irańskiej infrastruktury cywilnej od 21 marca. Ostatecznie, argumentując to dobrymi rozmowami z irańskimi władzami, przesunął termin ultimatum na 6 kwietnia. Dzień przed jego upływem zapowiedział, że Iran ma ostatnie 48 godzin na porozumienie. Zablokowanie Cieśniny Ormuz doprowadziło bowiem do wzrostu cen paliw w Stanach Zjednoczonych, co przekłada się na słabnące poparcie dla Republikanów i samego Białego Domu. Sfrustrowany prezydent USA raz grozi eskalacją, chwilę później twierdzi, że porozumienie jest w toku.

Więcej o wojnie w Iranie:

Przeczytaj także:

15:46 06-04-2026

Prawa autorskie: Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Wyborcza.plFot. Dawid Zuchowicz...

Tusk: Nie pozwolę wplątać Polski w wojnę na Bliskim Wschodzie

Prezydencki minister chciałby interwencji niektórych krajów NATO w wojnę USA z Iranem. Donald Tusk odpowiada: „Przydałby wam się kubeł zimnej wody na głowę”

Co się wydarzyło

„Ludzie PiS i prezydenta Karola Nawrockiego chcą wplątać Polskę w wojnę na Bliskim Wschodzie. Nie pozwolę na to”- napisał w poniedziałek 6 kwietnia w serwisie X premier Donald Tusk. Jak dodał, „przydałby się wam, nie tylko dziś, kubeł zimnej wody na głowę”.

To reakcja szefa polskiego rządu na słowa Marcina Przydacza, szefa Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta. W niedzielę (5 kwietnia) na antenie Polsat News Przydacz stwierdził, że część sojuszników z NATO, szczególnie tych którzy „mają odpowiednią flotę i sprzęt”, powinni w jakiś sposób „wspomóc Amerykanów”.

Chodziłoby głównie o interwencję w cieśninie Ormuz, którą po ataku USA i Izraela, irańskie siły skutecznie zablokowały. Przydacz stwierdził, że wsparcie dla Amerykanów powinno być motywowane dbaniem o własny interes – w tym obniżeniem cen energii – oraz „euroatlantycką solidarnością”. „Ja do tego ich bardzo mocno namawiam” – mówił współpracownik Karola Nawrockiego.

Jaki jest kontekst

Nie pierwszy raz premier Donald Tusk stanowczo wyklucza możliwość zaangażowania polskich sił we wsparcie Amerykanów w wojnie na Bliskim Wschodzie. Po tym jak prezydent Donald Trump wezwał sojuszników z NATO do pomocy w odblokowaniu cieśniny Ormuz – by potem wielokrotnie powtarzać, że żadnego wsparcia nie potrzebuje – Tusk powiedział, że „to nie jest nasz konflikt”. A Polska ma inne wyzwania związane z bezpieczeństwem.

Tusk wielokrotnie oskarżał też Pałac Prezydencki, że zaangażowałby Warszawę w konflikt, żeby przypodobać się administracji USA. Dla Polski to powód do wymiany politycznych ciosów, ale cieśnina Ormuz główna oś napięć na Bliskim Wschodzie, powód wzrostu cen energii na świecie oraz sól w oku prezydenta Trumpa.

5 kwietnia Trump postawił kolejne, rzekomo ostatnie ultimatum, grożąc że zniszczy wszystkie elektrownie i mosty w Iranie, jeśli Teheran nie odblokuje jednego z najważniejszych szlaków handlowych na świecie w ciągu 48 godzin. W ostatnich godzinach Pakistan, w imieniu krajów regionu zaangażowanych w negocjacje pokojowe, miał przekazać obu krajom propozycję tymczasowego zawieszenia broni na 45 dni.

Jak podaje CNN, Biały Dom plan odrzucił, stwierdzając, że tymczasowe zawieszenie broni nie gwarantuje, że przeciwnik nie wykorzysta przerwy na zbrojenia i przegrupowanie. Takie same stanowisko mają władze w Teheranie, o czym poinformował rzecznik irańskiego MSZ.

Ultimatum Trumpa dla Iranu mija we wtorek 7 kwietnia.

Przeczytaj także: