0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

17:45 12-08-2026

Prawa autorskie: Fot . Robert Kowalewski / Agencja Wyborcza.plFot . Robert Kowalew...

Atak hakerski. Dane medyczne 19 mln Polaków wyciekły

Doszło do ataku hakerskiego na firmę MyDr. Dane, które wyciekły, dotyczą blisko 19 milionów osób, „które w różnych kategoriach korzystały ze wsparcia medycznego.

Co się wydarzyło?

Doszło do ataku hakerskiego na firmę MyDr, w ramach którego mogły wyciec dane nawet 19 mln osób.

MyDr to platforma należąca do grupy ZnanyLekarz, jeden z głównych polskich dostawców systemu Elektronicznej Dokumentacji Medycznej.

Obsługuje tysiące poradni i gabinetów. W jej bazie są numery PESEL wszystkich pacjentów, którzy zgłosili się do klientów MyDr, dane o ich wizytach i przepisywanych im lekach. Firma, która chwali się na stronie, że obsługuje 3 miliony porad lekarskich i 2,7 mln recept miesięcznie, teraz milczy o wycieku, ograniczając się do ogólnikowych komunikatów o tym, że trwa wyjaśnianie sprawy.

Krzysztof Gawkowski ocenił, że „z dużą dozą pewności można powiedzieć, że jest to działanie cyberprzestępców, którzy mają określone chęci pozyskiwania środków finansowych”. — To też będzie badane przez służby. Troska, z którą działamy, jest nadzwyczajna. Bezwzględnie liczy się dobro każdego obywatela. Będziemy robili wszystko, żeby jak najszybciej informować obywateli — dodał.

Według Gawkowskiego dane, które wyciekły, są już w bazie Bezpieczne Dane. Każdy obywatel będzie mógł w niej sprawdzić, czy to jego dane wyciekły.

— Wszystkie służby zostały postawione w stan gotowości, aby wsparły obywateli, których dane mogły znaleźć się w przestrzeni informacyjnej. [...] Będzie następowała intensyfikacja działań i poszukiwanie podejrzanych. Nic nie wskazuje dzisiaj, że mamy do czynienia z atakiem zewnętrznym, ze strony rosyjskiej lub innego państwa — podkreślił.

Gawkowski informował, że „placówki ochrony zdrowia działają obecnie w trybie normalnym”. — Rozpoczęła się procedura informowania wszystkich lekarzy, którzy korzystali z systemu, a mówimy o 12 tys. placówek. Każda osoba, która stoi za tym atakiem, musi liczyć się z tym, że bezwzględność polskich służb będzie ostateczne, [...] nikt nie będzie płacił żadnych okupów — dodał.

Według Gawkowskiego zainfekowana struktura informatyczna MyDr została zdjęta. Aplikacja działa już normalnie, a poradnie, które z niej korzystają, bez przeszkód przyjmują pacjentów. Nie wykluczył jednak, że wykradzione wrażliwe dane mogą służyć do szantażowania, zwłaszcza osób znanych, w tym polityków.

Sam atak jako pierwszy opisał w poniedziałek portal Zaufanatrzeciastrona.pl. Hakerzy sami się zgłosili, ponieważ pracownicy MyDr nie zareagowali na maile i SMS-y o włamaniu i kradzieży danych. Na dowód hakerzy przesłali portalowi zrzut ekranu, na którym widniały dane „jednego z najważniejszych polityków w Polsce": datę urodzenia, PESEL, dwa różne numery telefonów. Załączyli listę 25 recept polityka.

Hakerzy przedstawili „ofertę zakupu wyników audytu bezpieczeństwa”. Twierdzą, że skradli dane medyczne, w tym numery PESEL, dokładnie 18 milionów 814 tysięcy 422 Polaków. To w sumie 2,5 TB danych.

Czytaj także:

Przeczytaj także:

13:31 12-08-2026

Prawa autorskie: Fot . Robert Kowalewski / Agencja Wyborcza.plFot . Robert Kowalew...

Motyka: wrócimy do propozycji podatku dla koncernów paliwowych. Pierwszą zablokował Nawrocki

Podatek od nadzwyczajnych zysków spółek paliwowych wraca na rządową agendę, a nowy projekt ma być gotowy jesienią – ocenił minister energii.

Na jesieni ma pojawić się projekt ustawy, który odpowie na weto prezydenta Karola Nawrockiego w sprawie tak zwanego windfall tax. To podatek nakładany na spółki paliwowe w momencie, gdy osiągają nadzwyczajne zyski. Koncerny notują je, gdy ropa idzie w górę, doliczając premię ryzyka do marż na paliwo, które kupiły hurtowo jeszcze po niższych cenach. Tak było po ataku USA i Izraela na Iran, gdy na stacjach rosły ceny, mimo że koncerny były zaopatrzone w paliwo kupione na długo przed kryzysem. Rząd chciał, by podatek objął zyski z poprzednich miesięcy, przekraczające o przynajmniej 20 proc. prognozy oparte na wynikach z poprzedniego roku. Od wyższego niż ustalona w ten sposób granica zysku firmy sektora paliwowego miały zapłacić 60 proc. daniny.

Prezydent odesłał ustawę do niewydolnego Trybunału Konstytucyjnego, który najpewniej będzie zwlekał z rozpatrzeniem sprawy. Przychylił się w ten sposób do argumentów branży, która wskazywała między innymi na naruszenie zasady niedziałania prawa wstecz. Dlatego rząd przygotowuje nowe rozwiązanie, jak twierdzi minister energii Miłosz Motyka, uwzględniające wątpliwości prezydenta.

„Nie rozumiemy tej decyzji pana prezydenta i zgadzam się z panem prezydentem Trumpem, który stwierdził, że w sytuacji kryzysów energetycznych różnymi działaniami przedsiębiorstwa energetyczne na różnych polach generują nadzwyczajne zyski kosztem obywateli (...) I to jest nie tylko kwestia rynku ropy, ale także rynku gazu. I jako ministerstwo analizujemy sytuację pod kątem tego, jak te zyski dzisiaj się kształtują w ramach tych przedsiębiorstw” – powiedział Motyka w Radiu Zet.

Motyka zasugerował, że nowe zapisy będą różnić się od poprzednich, jednak nie zmieni się najważniejsze – czyli granica, od której zyski będą uważane za nadzwyczajne.

„Czyli powyżej 20 proc. więcej niż w roku poprzedni” – wskazywał Motyka.

Nie wiadomo, czy nowe przepisy znów obejmą zyski, które już pojawiły się na kontach spółek paliwowych, czy będą uchwalone na wypadek wystąpienia ich potężnych wpływów w przyszłości. O możliwości uchwalenia takiego prawa mówili w ostatnich tygodniach przedstawiciele rządu.

Przeczytaj także:

Jednocześnie Motyka zapowiedział, że najbliższe dni zadecydują o wznowieniu programu CPN – Cena Paliwa Niżej. Władze mogą zdecydować się na przywrócenie niższych stawek akcyzy i ponowne obniżenie VAT-u na olej napędowy oraz benzynę z 23 do 8 proc. Pierwsza fala obniżek – od końca marca do końcówki czerwca – kosztowała budżet państwa około 4,7 miliarda złotych. Stratę tę miał częściowo uzupełnić nowy podatek, który oznaczałby wpływy w wysokości około 4 mld złotych. Szef resortu energii stwierdził, że rząd ma większe trudności z dopięciem finansowania kolejnych obniżek przez decyzję prezydenta o zablokowaniu windfall tax. Według niego w pierwszej kolejności w dół może pójść VAT na paliwo, jednocześnie ministerstwo energii powróci do ustalania maksymalnych cen benzyny i diesla.

Przez problemy z przepływem jednostek przez Cieśniny Ormuz, spowodowane konfliktem USA i Izraela z Iranem, ceny ropy utrzymują się wciąż na wysokim poziomie ok. 80 dolarów za baryłkę. Wysokie pozostają również ceny paliwa w hurcie, choć spadły o około 300 zł w porównaniu z końcówką lipca.

12:36 12-08-2026

Prawa autorskie: fot. Jakub Wlodek / Agencja Wyborcza.plfot. Jakub Wlodek / ...

Dotkliwe mandaty za jazdę hulajnogami. 2500 zł za prowadzenie po alkoholu

W Trzemeśni w Małopolsce mężczyzna jechał hulajnogą z prędkością 56 km/h. W Kamiennej Górze na Dolnym Śląsku nastolatek na hulajnodze zderzył się z autem, nie miał na sobie kasku. Media informują o osobach jeżdżących bez uprawnień albo, co gorsza, po spożyciu alkoholu.

Co się wydarzyło?

Lokalne media z całej Polski informują o dotkliwych karach dla osób poruszających się na hulajnogach elektrycznych. Choć istnieją ograniczenia prędkości dla takich pojazdów, a do ich używania potrzeba przynajmniej karty rowerowej, osoby wybierające ten sposób transportu często nie stosują się do przepisów. I tak 11 sierpnia portal Miasto Info z Myślenic (woj. małopolskie) podał, że we wsi Trzemeśnia 50-letni mężczyzna jechał hulajnogą z prędkością 56 km/h. To o 36 km/h szybciej, niż pozawalają przepisy ruchu drogowego. Policja ukarała mężczyznę również za poruszanie się po jezdni w miejscu objętym zakazem dla tego typu pojazdów oraz stan techniczny jednośladu niezgodny z obowiązującymi normami. W sumie dostał mandat o wysokości 1500 zł.

Z kolei w Prusicach (woj. dolnośląskie) 10 sierpnia policja zatrzymała 48-latka, który jechał na hulajnodze elektrycznej po spożyciu alkoholu. Miał 0,6 promila w wydychanym powietrzu. Został ukarany mandatem w wysokości 2500 złotych.

Dziś – 12 sierpnia – media z Płocka opisują interwencję policji, która zatrzymała 12-latka jadącego hulajnogą po drodze publicznej. Chłopiec nie miał kasku ani karty rowerowej.

„Na miejsce została wezwana matka chłopca. Za dopuszczenie osoby nieposiadającej wymaganych uprawnień do kierowania pojazdem, kobieta została ukarana mandatem w wysokości 1000 zł” – informuje kom. Monika Jakubowska, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Płocku w rozmowie z Dziennikiem Płockim. Karty rowerowej i kasku nie miał również 16-latek, którego w Kamiennej Górze (woj. dolnośląskie) potrącił samochód, skręcający w zjazd. Kierowca, wykonując manewr, musiał przeciąć chodnik. Nie zauważył jadącego dość szybko chłopaka na hulajnodze, który „wbił” się w skręcające auto. Dostał 1,5 tys. zł mandatu i 12 punktów karnych, ale możliwe, że kary nie unikną również rodzice nastolatka. „W tej sprawie policjanci będą jeszcze rozmawiać z nastolatkiem oraz jego rodzicami o odpowiedzialności prawnej” – przekazała młodszy aspirant Katarzyna Trzepak z Komendy Powiatowej Policji w Kamiennej Górze. Chłopak trafił do szpitala z niegroźnymi obrażeniami, a policja przypomina, że poruszając się na hulajnodze na chodniku, należy dostosować prędkość do prędkości pieszych.

Jaki jest kontekst?

Prawo o ruchu drogowym reguluje zasady poruszania się na hulajnogach elektrycznych. Może nimi jeździć dziecko, ale mające więcej niż 10 lat. Osoby w wieku 10-18 lat muszą mieć kartę rowerową lub prawo jazdy kategorii AM, A1, B1 lub T. Dorośli nie potrzebują uprawnień.

Maksymalna dopuszczalna prędkość to 20 km/h.

Kaski nie są obowiązkowe dla dorosłych, choć są zalecane. Do 16 roku życia kierujący hulajnogą musi mieć kask.

Na hulajnodze możemy jeździć po ścieżkach rowerowych. Tylko w wypadku, gdy nie ma ścieżki, można korzystać z drogi, pod warunkiem, że maksymalna prędkość nie przekracza 30 km/h. Jeśli na drodze dopuszczalna jest większa prędkość, trzeba wjechać na chodnik, zwolnić i ustępować pierwszeństwa pieszym.

Limit alkoholu we krwi to 0,2 ‰, podobnie jak w przypadku prowadzenia samochodu.

Przeczytaj więcej w OKO.press

Przeczytaj także:

09:49 12-08-2026

Prawa autorskie: Fot. Joaquin Samiento / AFPFot. Joaquin Samient...

Coraz więcej ofiar trzęsienia ziemi w Kolumbii. „254 osoby”

Do 254 urosła liczba ofiar trzęsienia ziemi w Kolumbii. Akcje poszukiwawcze nadal trwają, Kolumbijczycy dzielą się wodą i żywnością, tłumnie ustawiają się w kolejkach, żeby oddać krew. Stany Zjednoczone wesprą Kolumbię przeszło 13 milionami euro, kolejne dwa dołoży Unia Europejska.

Na zdjęciu: Akcja poszukiwawcza w Cali (Kolumbia). Ratownicy i wolontariusz podnoszą ściśnięte w pięść dłonie do góry prosząc zgromadzonych o ciszę. W ten sposób próbują usłyszeć głosy wołających o pomoc ludzi znajdujących się pod gruzami. Fot. Joaquin Samiento / AFP

Co się wydarzyło?

Daniela Largo pod gruzami zawalonego budynku leżała ponad dzień. Jej wołanie o pomoc usłyszał mieszkaniec Pereiry, który przechodził obok gruzowiska. Skrzyknął sąsiadów, gołymi rękami usuwali kolejne kamienie i gruz, by dostać się do 32-latki.

Kiedy ratownicy wydostali Danielę spod gruzów, Kolumbijczycy witali ją i dziękowali ratownikom gromkimi oklaskami. „W domu czeka na nią 12-letni syn” – nie ukrywała wzruszenia mama Danieli, cytowana przez Euronews.

Historia Danieli dodaje otuchy wycieńczonym ratownikom, którzy przeszukują zawalone domy w poszukiwaniu żywych ludzi. Agencja Reutersa przekazała, że liczba ofiar trzęsienia ziemi – największego w Kolumbii od stu lat – przekroczyła 250. Za zaginionych wciąż uważa się tysiące osób.

Po poniedziałkowym trzęsieniu ziemi wiele miejscowości odcięta jest od prądu. Służby dzień i noc pracują przeszukując gruzy zawalonych budynków, nierzadko gołymi rękami. W akcję poszukiwawczą zaangażowane są również psy.

Armenia, Buenaventura, Cali, Kibdo i Manizales otworzyły lotniska i uruchomiły loty komercyjne. Porty w Cartago i Pereirze są zarezerwowane tylko dla przelotów służb. Mieszkańcy Cali, cytowanej przez Reutersa informują, że kostnica w mieście jest pełna. Szpitale uległy zawaleniu. Brakuje leków i dostępu do podstawowych usług.

Akcja ratunkowo-poszukwiawcza to pierwszy test dla prezydenta Abelardo De La Espriella, który w miniony piątek został zaprzysięzony na urząd. O finansowym wsparciu Kolumbię już zapewniły USA i UE.

Jaki jest kontekst?

To najsilniejsze trzęsienie ziemi w Kolumbii w XXI wieku – przekazała Kolumbijska Służba Genealogiczna (SGC) cytowana przez PAP. Ziemia zatrzęsła się w poniedziałek, ok. 7:34 miejscowego czasu. Magnituda trzęsienia ziemi wyniosła 7,4, a do wieczora odnotowano w Kolumbii 47 wstrząsów wtórnych.

Pereira czy Manizales, które poważnie ucierpiały w katastrofie, należą do ważnego obszaru tzw.Osi Kawy (Eje Cafetero) – regionu słynącego z uprawy kawy, wpisanego nawet na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Epicentrum kataklizmu znajdowało się w północno-zachodnim regionie Chocó, około stu kilometrów od wybrzeża Pacyfiku. Wstrząsy odczuwane były również w Bogocie, a także w Ekwadorze, Panamie czy Wenezueli, gdzie doszło do zawalenia się niektórych budynków. Nie ma jednak informacji o tym, by ktokolwiek w wyniku wstrząsów tam ucierpiał.

Katastrofę porównuje się do tragicznego w skutkach (choć słabszego pod względem magnitudy) trzęsienia ziemi z 1999 roku, również w regionie kawowym Kolumbii. Wówczas zginęło ponad tysiąc osób.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

Przeczytaj także:

19:31 11-08-2026

Prawa autorskie: Fot. Krzysztof Zatycki / Agencja Wyborcza.plFot. Krzysztof Zatyc...

Alicja Konieczyńska traci stanowisko w Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego

Polityczka KO znalazła się w epicentrum skandalu, gdy Wirtualna Polska opisała, jak do jej sąsiadów trafiły miliony na rzekomo zniszczone przez powódź mienie.

Co się wydarzyło?

Konieczyńska, wiceprezes KARR, została odwołana ze stanowiska we wtorek 11 sierpnia 2026 roku. KARR to spółka, której 99,99 proc. akcji należy do Samorządu Województwa Dolnośląskiego, rządzonego przez koalicję KO, PSL i Bezpartyjnych Samorządowców. Jej zadaniem było m.in. rozdzielenie pomocy dla osób poszkodowanych w powodzi na Dolnym Śląsku z jesieni 2024 roku. Poniedziałkowa publikacja Wirtualnej Polski oskarżyła Konieczyńską o przyznawanie korzystnych pożyczek na usunięcie szkód firmom, które ich nie poniosły podczas tej katastrofy naturalnej.

Według WP ponad 4,5 mln zł z KARR trafiło do trzech podmiotów z jednej wsi pod Jelenią Górą – Dziwiszowa. Wśród nich była firma męża Konieczyńskiej, ich sąsiadów i lokalnej telewizji współpracującej dolnośląskimi samorządami – a wszystko na podstawie zdjęć dokumentujących minimalne zniszczenia lub opisów nieistniejących zniszczeń.

Według rzecznika prasowego wojewody dolnośląskiego Michała Nowakowskiego przyczyną odwołania są „kwestie wizerunkowe i zarządzania spółką".

W sprawie wypowiedział się premier Donald Tusk, który stwierdził: „gorącym żelazem wypalimy każdy przypadek nieuczciwego rozdysponowania pieniędzy dla powodzian". Sprawą od wtorku 11 sierpnia zajmuje się prokuratura, a od kwietnia śledztwo prowadzi Centralne Biuro Antykorupcyjne.

Jaki jest kontekst?

Na rok przed wyborami parlamentarnymi Koalicję Obywatelską trapią skandale, które mogą zaważyć na ich wyniku. Pokazują one bowiem, jak związani z KO, ale także z koalicyjnym PSL samorządowcy w całej Polsce tworzą klientystyczne kliki, obsadzając samorządowe spółki i wzbogacając się w sposób niezgodny z prawem.

Nie ucichły jeszcze echa skandalu w warszawskim Szpitalu Południowym, gdzie niedoświadczony młody lekarz – i radny KO – Dawid Kacprzyk zarabiał miliony, koordynując prace tamtejszego SOR.

Przeczytaj także

Przeczytaj także: