Witaj w dziale depeszowym OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
„Ekscesy posła Grzegorza Brauna są obrazem ostentacyjnego lekceważenia norm prawnych i społecznych oraz demokratycznych reguł funkcjonowania państwa. Zachowania te nie pozostaną bezkarne” – napisał na X Adam Bodnar.
Minister sprawiedliwości poinformował w środę (16 lipca) wieczorem na portalu X, że podpisał dwa wnioski o uchylenie immunitetów „związane z ekscesami p. Grzegorza Brauna”. Dziś zostanie im nadany urzędowy bieg.
Pierwszy z wniosków dotyczy bezpośrednio Grzegorza Brauna i trafi do Przewodniczącej Parlamentu Europejskiego. Jak wyjaśnił Bodnar, jest związany z czterema zarzutami wobec europosła:
„W ostatnim zdarzeniu z p. Braunem współdziałał poseł na Sejm Roman Henryk Fritz. W związku tym jego dotyczyć będzie drugi wniosek o uchylenie immunitetu” – napisał Bodnar. Dziś wniosek trafi do marszałka Sejmu. Minister sprawiedliwości skomentował: „Ekscesy posła Grzegorza Brauna są obrazem ostentacyjnego lekceważenia norm prawnych i społecznych oraz demokratycznych reguł funkcjonowania państwa. Zachowania te nie pozostaną bezkarne”.
Jak pisała w czerwcu 2025 Anna Mierzyńska w OKO.press, Grzegorz Braun ma już na swoim poselskim koncie, poza dwoma postępowaniami w prokuraturze, także osiemnaście uchwał Komisji Etyki Poselskiej. Szesnaście z nich podjęto w poprzedniej kadencji Sejmu, a dwie w obecnej. Polityk otrzymał od sejmowej komisji w sumie, w tych dwóch kadencjach:
Jak podawał tygodnik „Wprost", kary finansowe orzeczone wobec tego polityka w IX kadencji Sejmu wyniosły 270 562,10 zł. W obecnej kadencji odebrano mu uposażenie poselskie przez trzy miesiące oraz dietę parlamentarną przez pół roku (w sumie 62,5 tysiąca złotych) za incydent ze zgaszeniem świecznika gaśnicą.
Wszystko to są jednak wyłącznie kary dyscyplinarne. W świetle prawa ogólnego Braun wciąż jest osobą niekaraną.
Grzegorz Braun — dziś europoseł — został również ukarany przez Parlament Europejski za przerwanie minuty ciszy w hołdzie ofiarom Holocaustu. PE w maju 2025 roku uchylił immunitet Brauna, na wniosek polskiej prokuratury.
Dzięki temu Braun może odpowiedzieć w sprawach siedmiu domniemanych przestępstw. Dwa z nich dotyczą rzekomego naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego (art. 222 ust. 1 kk) i znieważenia (art. 226 ust. 1 kk) Łukasza Szumowskiego, byłego ministra zdrowia w rządzie PiS oraz dyrektora Narodowego Instytutu Kardiologii. Do zdarzenia doszło 1 marca 2022. Kolejne dwa zarzuty dotyczą umyślnego niszczenia mienia (art. 288 ust. 1 kk) – choinki z krakowskiego sądu i sprzętu nagłaśniającego podczas wykładu w siedzibie Niemieckiego Instytutu Historycznego w Warszawie. Z tym samym incydentem związany jest jeszcze zarzut naruszenia miru (art. 193 ust. 1 kk) – Braun nie zastosował się do wezwania do opuszczenia Niemieckiego Instytutu Historycznego, co stanowi przestępstwo.
Decyzja z maja 2025 o uchyleniu immunitetu Grzegorzowi Braunowi obejmuje też incydent z 12 grudnia 2023 r. Braun dokonał ataku przy użyciu gaśnicy na obchody święta Chanuki w Sejmie. Prokuratura postawiła mu zarzut znieważenia grupy osób ze względu na ich przynależność religijną oraz obrazę uczuć religijnych (art. 257 kk). Tego samego incydentu dotyczy też zarzut naruszenia integralności cielesnej — chodzi o obrażenia ciała kobiety, która interweniowała, kiedy Braun użył gaśnicy (art. 157 ust. 2 KK).
Uchylenie immunitetu dotyczy tylko tych zarzutów, które zostały wyliczone przez prokuraturę. To oznacza, że takich wniosków będzie więcej — im więcej zostanie postawionych mu zarzutów.
W tym momencie analizowany przez PE jest drugi wniosek, związany z „interwencją” Brauna w szpitalu w Oleśnicy. Śledczy chcą pociągnąć europosła do odpowiedzialności za pozbawienie pracującej tam lekarki wolności, naruszenie jej nietykalności cielesnej, znieważenie i pomówienie.
Adam Bodnar informuje więc o trzecim wniosku o uchylenie immunitetu Braunowi. W sumie europosłowi grozi odpowiedzialność karna za 17 przestępstw.
Przeczytaj także:
W Wałbrzychu kibice obrzucili racami hostel, w którym mieszkają obcokrajowcy. Zaatakowali też Paragwajczyka. Mężczyzna trafił do szpitala. Uczestnicy zamieszek skandowali hasła: „Cała Polska śpiewa z nami, wy... z uchodźcami”.
Wydarzenia w Wałbrzychu opisuje „Gazeta Wyborcza”. Celem ataku stał się hostel dla obcokrajowców pracujących w strefie ekonomicznej w dzielnicy Szczawienko. 14 lipca wieczorem dzieci z pobliskiego placu zabaw zgłosiły rodzicom, że mężczyzna o ciemnej karnacji nagrywa je telefonem. Jeden z ojców, w ramach samosądu, zaatakował 40-letniego obywatela Paragwaju. Z relacji wynika, że uderzył go w twarz. Na miejsce przyjechała policja, a po sprawdzeniu telefonu mężczyzny, okazało się, że ten nie ukrywa żadnych niewłaściwych treści (w tym nagrań dzieci). Paragwajczyk przebywa w Polsce legalnie od grudnia 2024, pracuje w Wałbrzychu.
Jak podaje Wyborcza, dzień później pod hostelem, w którym mieszka zaatakowany obcokrajowiec, pojawili się kibole. „Próbowali wejść na prywatny teren, zaatakowali tego samego Paragwajczyka. Mężczyzna trafił do szpitala, ale – jak informuje policja – nic poważnego mu się nie stało” – czytamy. W stronę hostelu poleciały race. Zatrzymano dwie osoby biorące udział w zamieszkach. Podejrzani mają 22 i 26 lat.
Atak na hostel skomentował na portalu X Jacek Dobrzyński, rzecznik MSWiA: „Tak kończą się fake newsy i szczucie na niewinnego człowieka”.
Lokalni działacze Ruchu Narodowego przekonują, że prawdziwy napastnik stał się medialną ofiarą, a społeczność występująca w obronie dzieci jest niesłusznie przedstawiana jako agresor.
W Wałbrzychu antyimigrancką nagonkę na poziomie samorządu rozkręcają nie tylko skrajne grupy biorące udział w tzw. samozwańczych patrolach na granicy polsko-niemieckiej, ale także lokalni działacze Prawa i Sprawiedliwości. Podczas ostatniej sesji rady miejskiej domagali się przyjęcia uchwały o „sprzeciwie wobec relokacji cudzoziemców”. Konfederacja organizuje za to na Dolnym Śląsku serię manifestacji pod hasłem „Stop imigrantom”. Wiece odbędą się 19 lipca w Wałbrzychu, Lubinie, Głogowie, Legnicy i Wrocławiu.
Więcej o sytuacji na zachodniej granicy, podkręcanej przez skrajną prawicę, pisaliśmy tutaj:
Przeczytaj także:
Osiem rannych, w tym dwie ciężko – to bilans rosyjskiego nalotu na fabrykę Grupy Barlinek w Winnicy. Zdaniem polskiego MSZ atak na cel cywilny był celowy
„Rosyjskie drony uderzyły w fabrykę Grupy Barlinek w Winnicy. Szef zakładu powiedział mi przed chwilą, że celowo, z trzech kierunków” – poinformował na portalu X minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. Na miejscu działają służby ratownicze i polski konsulat. Rannych zostało osiem osób, w tym dwie osoby ciężko.
„Zbrodnicza wojna Putina przybliża się do naszych granic” – dodał szef polskiej dyplomacji.
W nocy z wtorku na środę (15/16 lipca) Rosjanie wystrzelili w stronę Ukrainy 400 Szahidów i dronów imitujących. Jak przekazała Natalia Zabołotna, szefowa wojskowej administracji obwodu winnickiego, w wyniku ataku ucierpiała lokalna infrastruktura cywilna, w tym dwa obiekty przemysłowe. Okazało się, że chodziło m.in. o zakłady produkcyjne należące do Grupy Barlinek, produkujące podłogi drewniane. Założycielem Grupy Barlinek jest Michał Sołowow, jeden z najbogatszych Polaków.
Rzecznik MSZ Paweł Wroński w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” przekazał, że ze wstępnych informacji wynika, że Winnica została zaatakowana 28 dronami. 18 z nich zostało zestrzelonych. W polską fabrykę uderzyło 5 dronów, z różnych stron. „To świadczy, że nie ma mowy o przypadku. Ewidentnie został zaatakowany cel cywilny” – dodaje Wroński.
Oficjalny komunikat MSZ w tej sprawie spodziewany jest po spotkaniu władz Polski, Litwy i Ukrainy, jakie odbywa się dzisiaj (16.07) w Lublinie.
Na zdjęciu opublikowanym przez ukraiński portal informacyjny widać, jak wyglądał pożar polskiej fabryki po rosyjskim ataku.
Rosja intensyfikuje naloty dronowe na ukraińskie miasta. Atakuje infrastrukturę krytyczną, ale także cele cywilne.
Prezydent Wołodymyr Zełenski w środę 16 lipca opublikował oświadczenie, w którym przekazał, że ostatniej nocy najciężej atakowane były obwody winnicki, dniepropietrowski, charkowski i odeski. „W szczególności celem ataku była infrastruktura energetyczna. W Krzywym Rogu nie ma prądu – dostawy energii zostaną przywrócone w ciągu dnia. Niestety, 15 osób zostało rannych, w tym jedno dziecko” – napisał prezydent Ukrainy.
Zełenski dodał, że obrona Ukrainy musi zostać wzmocniona. „Rosja nie zmienia swojej strategii – i aby skutecznie przeciwdziałać temu terrorowi, musimy systematycznie wzmacniać naszą obronę: więcej systemów obrony powietrznej, więcej myśliwców przechwytujących i więcej determinacji – aby Rosja poczuła naszą odpowiedź” – napisał prezydent Ukrainy.
We wtorek 15 lipca Donald Trump potwierdził, że dostawy broni do Ukrainy są w drodze. Chodzi o systemy obrony przeciwpowietrznej Patriot, a także pociski i amunicję.
Przeczytaj także:
Trump potwierdza, że pierwsze dostawy broni do Ukrainy zostały wysłane z Niemiec i są już w drodze do Kijowa. Tymczasem Moskwa odrzuca ultimatum prezydenta USA
Broń defensywna jest w drodze do Ukrainy — poinformował we wtorek 15 lipca prezydent USA Donald Trump. Podczas konferencji prasowej przekazał dziennikarzom, że pociski do systemów obrony powietrznej Patriot wysłano z Niemiec. I zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami za doposażenie ukraińskiej armii zapłaci Europa, a koordynacją dostaw zajmie się NATO. Koszt jednego systemu Patriot to ok. 1 mld dolarów. „Mamy jedno państwo, które przygotowuje 17 systemów Patriot do wysyłki – duża część z nich trafi na pole walki” – mówił Trump w poniedziałek 14 lipca po spotkaniu z sekretarzem NATO Markiem Rutte.
Szef Sojuszu podkreślił, że to dopiero pierwszy etap i kolejne dostawy nastąpią szybko. Uzbrojenie mają kupić m.in. Niemcy, Finlandia, Norwegia, Szwecja, Wielka Brytania, Dania i Kanada. Trump zapowiedział, że dostawy obejmą też pociski i amunicję, będzie to broń defensywna i ofensywna.
Administracja Donalda Trumpa zmieniła podejście do Rosji i Ukrainy. W ostatnich dniach słychać więcej nie tylko o wsparciu dla Kijowa, ale przede wszystkim rozczarowanie postawą Putina.
Prezydent USA ogłosił, że jeśli w ciągu 50 dni nie dojdzie do porozumienia z Rosją w sprawie wojny w Ukrainie, nałoży 100-proc. cła na Moskwę i wtórne sankcje na jej partnerów handlowych. Trump przyznał, że Putin mimo pozorów negocjacji, wciąż dotkliwie bombarduje ukraińskie miasta. „Nie chcę mówić, że jest zabójcą, ale oszukał wielu ludzi” – stwierdził prezydent USA. W amerykańskim kongresie trwają prace nad pakietem zakładającym m.in. 500-proc. cła na towary z krajów, które świadomie kupują surowce z Rosji.
We wtorek Rosja odrzuciła ultimatum Trumpa. „Wszelkie próby stawiania żądań, zwłaszcza ultimatum, są dla nas nie do przyjęcia” – stwierdził Siergiej Riabkow, minister spraw zagranicznych Rosji cytowany przez TASS. „Musimy skupić się na pracy politycznej i dyplomatycznej. Prezydent Federacji Rosyjskiej wielokrotnie powtarzał, że jesteśmy gotowi do negocjacji, a ścieżka dyplomatyczna jest dla nas lepsza. Jeśli nie możemy osiągnąć naszych celów na drodze dyplomatycznej, to specjalna operacja na Ukrainie będzie kontynuowana... To jest nasze niezachwiane stanowisko. Chcielibyśmy, aby Waszyngton i NATO jako całość potraktowały je z najwyższą powagą” – dodał.
A to oznacza, że nie ma mowy o porozumieniu, na które liczyli Amerykanie.
Jednocześnie wciąż trwają rosyjskie ataki na ukraińskie miasta, w których cierpią cywile, a także infrastruktura krytyczna. Z wtorku na środę, 15 na 16 lipca, Kreml wystrzelił w stronę Ukrainy 400 dronów i jedną rakietę.
Przeczytaj także:
Strona polska wyraziła w oficjalnym demarche z 15 lipca oburzenie niedawnymi, niedopuszczalnymi wypowiedziami biskupów Długosza oraz Meringa. Rząd sugeruje Watykanowi wyciagnięcie konsekwencji wobec obu hierarchów. Wskazuje, że wypowiedzi te naruszają Konkordat
Ambasador RP przy Stolicy Apostolskiej wręczył 15 lipca szefowi Protokołu Dyplomatycznego Stolicy Apostolskiej Javierowi Domingo Fernándezowi Gonzálezowi demarche, czyli oficjalne wystąpienie z protestem. Strona polska wyraża w nim oburzenie niedawnymi, niedopuszczalnymi wypowiedziami biskupów Długosza oraz Meringa.
W relacjach z Watykanem w ostatnich dziesięcioleciach to akt bez precedensu.
Demarche, którego tekst opublikowany jest na stronie MSZ, jest reakcją na wypowiedzi hierarchów kościelnych w ostatnich dniach, odpowiednio z dnia 11 oraz 13 lipca, które godzą w zapisy Konkordatu podpisanego 28 lipca 1993 r. między Stolicą Apostolską a RP.
Strona polska stwierdza: "W ostatnich dniach doszło do dwóch wypowiedzi hierarchów kościelnych, które wywołują nasze głębokie oburzenie. Nie ma naszego przyzwolenia na wypowiedzi zawierające krzywdzące i niedopuszczalne słowa, które godzą w fundamentalne zasady godności człowieka, a także suwerenność rządu Rzeczypospolitej Polskiej.
11 lipca podczas Apelu Jasnogórskiego biskup Antoni Długosz publicznie poparł Ruch Obrony Pogranicza Roberta Bąkiewicza. 13 lipca natomiast biskup Wiesław Mering stwierdził, że »rządzą nami ludzie, którzy określają się jako Niemcy«. »Jak świat jest światem – mówił w XVII wieku jeden z polskich poetów Wacław Potocki – bo świat jest światem, Niemiec nie będzie bratem Polaka«.
Jednocześnie pragniemy zwrócić uwagę na inną wypowiedź bp. Meringa, która jest nie do przyjęcia zarówno semantycznie, jak i merytorycznie: »Granice naszego kraju są zagrożone zarówno od zachodu, jak i od wschodu«. Biskup Mering odniósł się również do Rządu RP używając sformułowania »polityczni gangsterzy«.
Takie wypowiedzi biskupów, którzy działając jako przedstawiciele Konferencji Episkopatu Polski i tym samym reprezentujący Kościół katolicki, podważają dobre stosunki polsko-niemieckie, oczerniają rząd i oznaczają wyraźne poparcie dla środowisk nacjonalistycznych".
I dalej:
„W ocenie Rządu Rzeczypospolitej Polskiej przytoczone słowa hierarchów kościelnych są także nie do przyjęcia w świetle zasady wzajemnego szacunku zapisanej w Konkordacie”.
"Kwestia Ruchu Obrony Pogranicza oraz granicy polsko-niemieckiej jest wewnętrzną sprawą państwa polskiego, która nie powinna być przedmiotem komentarzy przedstawicieli Kościoła katolickiego. Nieakceptowalne są także słowa biskupa Meringa, zrównujące brutalną nielegalną inwazję Federacji Rosyjskiej na Ukrainę ze stosunkami Polski i Niemiec – dwóch państw sojuszniczych, członków Unii Europejskiej i Sojuszu Północnoatlantyckiego, jest co najmniej rażącym wypaczeniem rzeczywistości.
Kolący w oczy jest kontekst, w którym padły słowa homilii biskupa Meringa. Wczorajsza Ewangelia poświęcona była bowiem przypowieści o miłosiernym Samarytaninie, jednej z najbardziej emblematycznych i powszechnie rozpoznawalnych przypowieści odnoszących się do kluczowych tematów chrześcijańskich: miłości bliźniego, współczucia i miłosierdzia, a także przezwyciężania uprzedzeń.
Te wartości oraz słowa biskupa Meringa pochodzą z dwóch odrębnych porządków, które są całkowicie nie do pogodzenia.
Roli Kościoła katolickiego w historii Europy, a zwłaszcza Polski, w tym w upadku komunizmu, nie trzeba podkreślać ani przypominać. Polacy od lat inspirują się kazaniami, które niejednokrotnie były bodźcem do pozytywnych zmian społecznych i politycznych. Na ich tle słowa dwóch przywołanych biskupów są hańbiące i niegodne reprezentowanej przez nich instytucji oraz wiernych pozostających w ich opiece.
Nie tak dawno temu, bo 18 czerwca, obchodzony był Międzynarodowy Dzień Przeciwdziałania Mowie Nienawiści. Nie chcielibyśmy, aby takie komentarze były określane jako podżeganie lub nawet mowa nienawiści. Głos Kościoła katolickiego w Polsce jest szanowany. Mamy nadzieję, że takie słowa nie zmienią tej sytuacji.
Uprzejmie sugerujemy wyciągnięcie stosownych konsekwencji wobec biskupa Wiesława Meringa oraz biskupa Antoniego Długosza,
aby podobnie niefortunne, kłamliwe i nieuzasadnione wypowiedzi nie pojawiały się w przyszłości w dyskursie publicznym, szargając dobre imię Kościoła katolickiego, instytucji tak istotnej i nierozerwalnie związanej z dziejami Państwa Polskiego od jego powstania po dzień dzisiejszy".
Przeczytaj także: